Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podania. Pokaż wszystkie posty

26 paź 2015

Podanie, którego nie było

Ponad trzy lata pracy w dziekanacie zahartowały mnie w zakresie tolerancji dla najdziwniejszych studenckich podań. Pojawiały się już podania do dziekana wydziału, do Katarzyny Kachniewskiej (ciekawe, co na to Dziekan(ka), że istniejemy w jednej osobie ;)), adresowane do asystentek toku, nadawane przez studentów piątego roku (studia magisterskie trwają, przypominam, regulaminowo dwa lata), etc. Widziałam ponadto podania, które miały ewidentne ślady czegoś innego niż papier i tusz/atrament, jak również podania, które musiałyby być bardzo długo niesione w najpewniej skrajnie niesprzyjających do tego warunkach. 

Dzisiaj okazało się, że to wszystko to nic. Na dyżur dziekański przybyła studentka z tekturową teczką, z której wyjęła kilka wyrwanych z zeszytu kartek w kratkę a4. Na każdej odręcznie było napisane słowo „podanie”, a poniżej kilkulinijkowa treść; były jeszcze podpisy wykładowców. I nic więcej. Sprawa, jak można się domyślić z zaprezentowanej zawartości, dotyczyła dopisania się do przedmiotów (że miesiąc po rozpoczęciu zajęć to rzecz inna). Studentka oznajmiła, że chce złożyć podanie. Zapytałam, gdzie ono jest? Ujrzałam wyraz zdziwienia na studenckiej twarzy – przecież te karteczki to podania! Wystarczy, abym się na nich podpisała i studentka zaniesie je do sekretarek. Wolałam nie dopytywać się, do których sekretarek – najpewniej nie do naszej, bo jest tylko jedna… Gdy studentka powiedziała, że jest na II roku studiów magisterskich i że podania to ona przecież pisać potrafi, moje zdziwienie sięgnęło zenitu. 

Na wszelki wypadek podaję z wizualizacją pobraną nomen omen z portalu dla bodaj gimnazjalistów...: na górze po lewej stronie należy podać dane nadawcy umożliwiające identyfikację i kontakt. Linijka niżej po prawej – miejsce i data (choć liczy się i tak data wpłynięcia). Dalej, po prawej, ale równane do lewej – adresat podania i poniżej jego treść. Na końcu przydałby się własnoręczny podpis wnioskującego (inaczej podanie jest nieważne). Szczytem szczęścia byłoby nawiązanie do odpowiednich przepisów prawa w treści wniosku, ale być może wymagam zbyt wiele, skoro niektórzy zakładają, że brak podania jest również podaniem…

2 paź 2015

Nieetyczny remont ślubu

Jest 6.00 rano i już nie warto kłaść się spać - więc jeszcze na szybko:
Proszę wszystkich Państwa o zapoznanie się z zasadami netykiety - tym razem kładę nacisk na zasady nr 4 i 5. Jeśli w jednej sprawie, od jednej osoby otrzymuję za każdym razem nową korespondencję, to przy dwusetnym mailu w ciągu dnia, jedyne co mogę zrobić, to napisać "nie mam bladego pojęcia o co Pani/Panu chodzi".

Jeśli mają Państwo kilka spraw, nie związanych ze sobą (skarga na nieobecność wykładowcy na zajęciach, wniosek o warunek i pytanie o rozłożenie czesnego na raty) - to proszę napisać 3 odrębne maile. Inaczej może się zdarzyć, że odpowiem na pierwsze pytanie z brzegu i uznam, że sprawa załatwiona.

I błagam - KRÓTKO!!!!!!!! Jeśli ktoś prosi o warunek z "Etyki biznesu" (swoją drogą - jak można było oblać taki przedmiot?????!), to wystarczy jedno zdanie. Remont mieszkania i ślub w sierpniu Państwa zdaniem mogą być na tyle ważne, żeby o nich szeroko się rozpisać, ale zgoda na warunek zależy od tego, czy był on wykorzystany wcześniej w czasie studiów, czy nie. Perypetie związane z brakiem dostępnej sali balowej nie mają żadnego wpływu na moją decyzję.

Dodam też, że wniosek i tak musi być złożony na piśmie z podpisem wnioskującego - więc tego typu maile nie mogą być podstawą rozpatrzenia sprawy.

Zdaję sobie sprawę, że dla każdego studenta jego problem jest wyjątkowy, niepowtarzalny, szczególnie ważny i zapadający w pamięć. Niestety z perspektywy mojej skrzynki mailowej (tylko dzisiaj w nocy ponad 600 maili) - jest to po prostu sterta powtarzających się zagadnień (w połowie źle adresowanych), które staram się przekierować do właściwej osoby lub komórki SGH, albo szybko odgruzować. 

Jeśli sama udzielam odpowiedzi (częściej niestety maile wymagają przekierowania o czym była już mowa), to pytanie wyrzucam potem do kosza i nie mogę przeszukiwać skrzynki po dwóch lub trzech dniach, żeby odtworzyć wątek. Jedyną szansą na to, że przypomnę sobie, o co chodziło, jest historia korespondencji załączana automatycznie, kiedy Państwo "odpowiadają".

Czy naprawdę tak elementarne kwestie wymagają odrębnego wykładu????

1 paź 2015

Ludzie listy piszą...


Kwestia kierowania różnorodnych wniosków pod różnorodne adresy była już kilkakrotnie przedmiotem wpisów na blogu, ale co roku (zapewne ma to związek z nowym naborem) mamy wysyp nowych, niezwykle kreatywnych procedur. Na przykład podanie złożone do informatyków o rozłożenie czesnego na raty. Albo podanie złożone w Dziale Zarządzania Nieruchomościami o przydział miejsca w akademiku. Podanie o uznanie praktyk złożone... wprost na portierni bez wskazania adresata (przyznam, że to mnie rozwaliło!).

Prace magisterskie, które muszą trafić do dziekana, potrafią Państwo podrzucać do Katedr z POLECENIEM, aby promotor dostarczył je osobiście. Podobnie wnioski o przedłużenie terminu złożenia pracy magisterskiej, albo o przedłużenie sesji. Biedni, litościwi promotorzy walczą o Was, jak lwy, a potem zaskoczeni oglądają wykaz korespondencji do studenta zawierający przypomnienia, ostrzeżenia o skreśleniu, skreślenie wreszcie, a potem ciąg maili z instrukcjami, "co student może", żeby sobie uratować skórę. Zawsze przykro mi, kiedy widzę minę promotora, który w bojowym nastroju przyszedł bronić swojego orła-sokoła, po czym dowiedział się, że sokół już miesiąc temu został poinformowany, że ma po prostu - zgodnie z sugestią asystentki toku - złożyć wniosek o wznowienie. Ale wolał wysłać do dziekanatu sędziwego profesora (tak nawiasem - promotorzy otrzymują z systemu informację o skreśleniu, więc płacą swoiste "gapowe" za nieczytanie korespondencji).

Pomysł, żeby złożyć podanie w innej jednostce niż dziekanat (portiernia, informatyk, katedra tego i owego) jest po prostu niebezpieczny - szczególnie jeśli Państwo nie zachowują kopii "wpłynęło". Jeśli pismo zaginie (a to wielce prawdopodobne), wniosek na pewno nie zostanie rozpatrzony. A czasem ważą się losy czesnego lub prawa do dalszych studiów.

Niektóre przekombinowane procedury próbuję jakoś usprawiedliwić: np. bieganie z podaniem do Rektora wprost do Rektora, wydaje się logiczne, choć wystarczyłoby minimum wyobraźni, żeby ustalić, że Rektor na pewno nie rozpatruje wniosków 13 tys. studentów bez uprzedniej konsultacji z właściwymi biurami. 

Pominięcie dziekanatu oznacza niepotrzebną zwłokę: pismo wyczekuje w biurze Rektorskim, aż JM znajdzie czas na jego przekierowanie do właściwego dziekana, potem dziekan je rozpatruje (jeśli to zakres jej/jego kompetencji) albo - jeśli decyzja należy wyłącznie do Rektora - odpowiednio opisane zwraca do biura rektorskiego. I lekko licząc mamy 3 tygodnie na procedurę, która mogła zająć 3 dni.

Zdumiewa też przekonanie studentów, że we wniosku do dziekana i rektora można przedstawić sprzeczne informacje, które nie zostaną zweryfikowane. Dlatego wielkimi literami przypominam, że REKTOR NIE ZNA NIKOGO Z WAS NA TYLE DOBRZE, ŻEBY PODJĄĆ DECYZJĘ BEZ OGLĄDU DOKUMENTACJI. Dotyczy to nawet tych studentów, którzy mają przyjemność uczestniczyć w jego wykładach. Dokumentacja jest przechowywana wyłącznie w dziekanacie (po zakończeniu studiów - w archiwum), co oznacza, że każda decyzja rektorska musi być skonsultowana z dziekanem.

Jaki sens ma w takim razie instytucja odwołania się od decyzji dziekana do Rektora? Ano taki, że dziekana ograniczają różnorodne regulacje ministerialne i wewnętrzne (sgh-owe). Tych centralnych nie przeskoczy nawet Rektor, ale Rektor (w odróżnieniu od dziekana) ma prawo zasugerować rozwiązanie pozaregulaminowe, które dziekan realizuje w trybie "polecenia służbowego" (ma pierwszeństwo przed zapisami regulaminu studiów). Dlatego na dyżurach zawsze informuję studentów wprost, co mogę, czego nie mogę i zaznaczam, że tam, gdzie kończą się moje kompetencje - warto próbować odwołania.

Po ostatnim dyżurze (a ściślej mówiąc odwołaniu, które po nim nastąpiło) muszę po raz kolejny dodać, że przedstawienie dziekanowi i rektorowi sprzecznych informacji, pogrąża studenta dokumentnie. W jednym z ostatnio rozpatrywanych przypadków Rektor gotów był wyrazić zgodę (konsekwentne stosowanie regulaminu byłoby w tym konkretnym przypadku nieludzkie). Student wpadł jednak na genialny pomysł przesłania dodatkowych (wyssanych z palca) informacji wprost na adres Rektora. Ciąg dalszy zapewne nastąpi...

23 sie 2015

Zasłona dymna

Studenci ostatniego semestru wiedzą, że za 8 dni mija termin złożenia pracy dyplomowej. Większość z nich wie również, że można ten termin wydłużyć o miesiąc, do końca września, składając do Dziekanatu stosowne podanie. Piszę 'większość', bo pewna studentka nie tak dawno temu prosiła mnie o interwencję, ponieważ jej promotor jest na wakacjach do końca miesiąca, ignorując to, że kończy się jej wtedy termin. Niedoczekanie! 

Ale ja nie o tym. Podań o przedłużenie terminu złożenia pracy dyplomowej podpisuję w ostatnich dniach sporo – zdecydowana większość rozpatrywana jest pozytywnie, bo czemu miałoby być inaczej. Termin przedłużony Państwu przysługuje, o ile tylko o niego Państwo zawnioskują (skąd bowiem inaczej mielibyśmy wiedzieć, że nie zdecydowali się Państwo na przykład na rzucenie studiów?). Jednak niektórzy z Państwa dokładają chyba zbyt wielu starań, aby podanie wyglądało jak prawdziwe Podanie – takie przez duże P. 

Służy do tego tytułowa zasłona dymna stosowanej w podaniach terminologii i stylistyki. Z terminem tym spotkałam się po raz pierwszy na początku swojej pracy akademickiej, gdy pewien zaprzyjaźniony profesor doradził mi, bym pisała artykuły naukowe tak, aby były zrozumiałe dla ludzi i nie kryła się za zasłoną dymną skomplikowanej terminologii. Tworzenie takiej zasłony może bowiem prowadzić do przypuszczenia, że autor nie ma tak naprawdę nic do powiedzenia i z tego powodu stosuje wysublimowane zwroty i frazesy. 

Nie ma potrzeby pisać o szeroko zakrojonych badaniach umożliwiających odpowiednią konceptualizację problemu badawczego, albo głębokich studiach literaturowych (niektórzy piszą o literaturoznawczych, ale to chyba nie ten kierunek) związanych z opracowywaną rozprawą naukową – przecież wiadomo, że chodzi o pisanie pracy magisterskiej. Rozumiem, że szereg czynności związanych z przejęciem obowiązków związanych z objęciem nowego stanowiska w pracy zawodowej (uf!), czasami związany dodatkowo z natłokiem prac lub przypisanych do tego stanowiska zadań, to pewnie po prostu obowiązki zawodowe, albo praca zawodowa. Takie rozbudowane wersje wydarzeń barwnie wyglądają w podaniu i oczywiście czytamy je i się do nich ustosunkowujemy. Ale można to samo napisać nieco prościej. 

Oczywiście na drugim końcu są podania uzasadniające konieczność przedłużenia terminu złożenia pracy koniecznością przedłużenia złożenia pracy, ale to inna historia.

16 mar 2015

Zgoda z automatu


Ostatni wpis dotyczący terminu obrony wywołał spore zainteresowanie wśród studentów. Ponoć masowo zaczęli się Państwo składać podanie o wyznaczenie terminu obrony w konkretnym przedziale czasowym.

Rekordzista złożył podanie z prośbą o wyznaczenie terminu obrony na konkretny dzień konkretnego miesiąca – jeden jedyny, bo wtedy akurat będzie w Warszawie i by mu pasowało. Choć miłosiernie nie doprecyzował godziny, jaka byłaby najbardziej odpowiednia, zgody i tak by nie uzyskał. Skąd mam wiedzieć, czy danego dnia zaplanowane będą komisje, czy termin pasować będzie promotorowi, którego obecność jest tak samo ważna jak samego magistranta? Nie podał także powodu, który – jak pisałam wcześniej – stanowi immanentną część składową podania. 

Przykład numer dwa dotyczy sytuacji z okienka. Mocno po terminie przyszła studentka, aby złożyć podanie o wypisanie z przedmiotu. Usłyszała od Asystentki toku, że zgody najpewniej nie dostanie (wnioskowanie poparte obserwacją naszych decyzji z ostatnich dni), ale oczywiście podanie może złożyć – aha, czyli jednak zostanie rozpatrzone pozytywnie? – zapytała a w zasadzie założyła studentka.

Dochodzimy zatem do kwestii zasadniczej, czyli różnicy w interpretacji magicznej formułki „może Pan/Pani złożyć podanie” pomiędzy Państwem a nami. Wymawiam ją czasami podczas dyżuru, piszę w mailu, stosują ją również Asystentki toku. Kilkakrotnie pisałam na tym blogu, że mogą Państwo złożyć podanie, oznacza tyle, że mają Państwo do tego prawo. I nic więcej. W szczególności, nie oznacza to implikacji: jeżeli złożą Państwo podanie, to zostanie ono rozpatrzone pozytywnie. Proszę mieć to na uwadze. Oszczędzi to niektórym z Państwa rozczarowania. Decyzja może być bowiem pozytywna, albo negatywna – jak to w przypadku podań bywa.

12 paź 2014

Taka mała prośba...

Z jakiegoś powodu, pomimo wielokrotnych próśb i wyjaśnień uważają Państwo, że napisanie maila wprost do Dziekana (a tym bardziej do Dziekanki), z jakiegoś powodu przyspieszy sprawę. 

Tylko dzisiaj - niedziela nie istnieje - otrzymałam 18 takich maili i niniejszym wysłałam do hibernacji, a zamiast odpowiedzi zamieszczam niniejszy wpis.

Mam wrażenie, że nie jest dla Państwa ważne, że mam 6 tys. studentów, że nie mam dostępu do Państwa kont w systemie elektronicznym i że nie podejmę ŻADNEJ decyzji, dopóki nie zerknę, co ukrywa owo konto i co ma do powiedzenia o historii studiów danej osoby asystentka jej/jego toku.

W efekcie "przyspieszenie" oznacza, że:
  • najpierw czytam maila, na podstawie którego nic nie mogę ustalić (poza tą częścią prawdy, jaką chce mi przekazać dana osoba)
  • potem kieruję tego maila do sekretarki, z prośbą o ustalenie, czyj to student lub studentka (chwała Bogu jeśli mamy numer albumu i nie musimy zgadywać, o którego Jaśka Kowalskiego tym razem chodzi)
  • potem sekretarka przekierowuje maila do wskazanej asystentki toku, która weryfikuje tożsamość i wyszukuje teczkę studenta
  • asystentka przychodzi do mnie z informacją, której brakowało, nierzadko także sugestią czy i co da się w danej sprawie zrobić, a wtedy ja:
  • podejmuję decyzję
Jeśli mam w danym dniu dużo spotkań i nie mam czasu porozmawiać z asystentką - to sprawa czeka do kolejnego dnia.

Zamiast tego można napisać do asystentki (błagam! podając numer albumu!), a do mnie wysłać tylko cc, żebym wiedziała, że jakaś sprawa ma się na tyle źle, że może być konieczna moja interwencja. Wówczas:
  • asystentka rozwiąże sprawę od ręki (widzę cc i wiem, że mogę zapomnieć o sprawie) 
  • lub - jeśli nie czuje się kompetentna - prześle mi wyjaśnienie, w czym tkwi problem, a ja:
  • podejmuję decyzję. 
Nawet jeśli w danym dniu się z nią nie widziałam - będę mogła przeczytać, o co chodzi tego samego dnia wieczorem sprawdzając pocztę.

Teraz proszę policzyć liczbę kropek w wersji pierwszej i drugiej. W wersji drugiej mamy do czynienia z alternatywą, która dodatkowo obniża liczbę kropek.

Zgodnie z moją ponawianą wielokrotnie prośbą - zaczynajcie od kontaktu z asystentką toku. Nawet jeśli traficie na tą wyjątkowo złą, nieżyczliwą i upartą osobę - przesyłając mi cc będziecie mogli udowodnić, jakie potwory u mnie pracują.

6 lip 2014

Czarodziejska kula

Obiecałam ten wpis dwóm asystentkom toku, które zgodnie stwierdziły, że przydałoby im się takie wyposażenie w dziekanacie; najchętniej po jednej sztuce na każde biurko. Kula powinna mieć tę właściwość, że umożliwia zobrazowanie wszelkich dodatkowych okoliczności ponad te, które student wyartykułował w podaniu. 

Przyczynkiem do tego wpisu była pozornie błaha sprawa. W semestrze zimowym pewna studentka miała egzamin poprawkowy z pewnego przedmiotu. Przeczuwając najgorsze - tj. że go nie zaliczy - zadeklarowała go na wszelki wypadek na bieżący semestr. Uważny czytelnik może znaleźć już w tym momencie opowieści dwa ale: po pierwsze, dlaczego system pozwolił na taki krok; po drugie, przecież studentka z automatu (chyba że zadecyduje inaczej i jest to przedmiot nieobowiązkowy dla jego kierunku) wpisana jest na niezaliczony przedmiot w momencie uzyskania zgody na wpis warunkowy. A zatem w tym wypadku nadzapobiegliwość nie tylko nie przyniosła oczekiwanego efektu (może i dobrze - o czym poniżej), ale i komplikacje. 

Studentka przedmiot w II terminie zdała, jednak pozostał w jej deklaracji. Obudziła się w połowie semestru, bo przecież wcześniej nie ma potrzeby, że przedmiot już zaliczony nadal jest w WD. Napisała lakoniczne podanie z prośbą o usunięcie. Lakoniczne podanie w takiej sprawie o tej porze wywołuje tylko jedną reakcję: brak zgody. Sprawa trochę poleżała, powróciła pod koniec semestru, gdy studentka zaczęła się dopytywać, z czego wynika brak reakcji ze strony dziekanatu... 

Asystentka toku nie wykreśliła przedmiotu, bo miała na podaniu (tym jak i setkach innych, podobnych) "brak zgody". Tymczasem sprawa nadawała się na rozwiązanie z automatu - jedyne sensowne i możliwe, czyli wypisanie przedmiotu z WD. Czego zabrakło? Czarodziejskiej kuli, która uczuliłaby asystentkę toku, że w ta sprawa jest inna niż inne. Ewentualnie - zamiast kuli - słowa wyjaśnienia od studentki w podaniu... 

Nie spodziewam się, że po tym wpisie dziekanat zostanie wyposażony w czarodziejskie kule i nie jest to kwestia tego, że nikt by pewnie nie przyjął takiego zamówienia publicznego. Pozostaje zatem tylko opcja nr 2 - opisanie sprawy: jeżeli należy się wypisanie z przedmiotu, proszę napisać dlaczego; jeżeli omawiali Państwo coś na dyżurze prodziekańskim - proszę o tym wspomnieć (albo poprosić o skierowanie sprawy do tego prodziekana, który zna sprawę), jeżeli wykładowca się na coś zgodził - proszę dołączyć jego opinię/podpis... I nie chodzi tu wcale o elaborat, raczej o pewne wskazówki: jeżeli mam do wyboru, wolę pracować jak detektyw niż wróżka.

3 cze 2014

Podaniowe niedopowiedzenia

 Zbliża się koniec semestru, więc kolejka na moim dzisiejszym dyżurze nieco się wydłużyła; nieco – w porównaniu z obłędem z początku semestru, choć w zasadzie znacznie, jeżeli wziąć pod uwagę, że przez kilka poprzednich dyżurów odwiedzało mnie zaledwie kilka osób. 

Przybycie na dyżur (pro)dziekański na dwa tygodnie przed końcem zajęć oznacza tylko jedno – że problem, z jakim pojawia się student, jest trudny i wymaga wysoko zaawansowanej akrobatyki, o ile w ogóle w ten sposób dałoby się go rozwiązać (druga kategoria interesantów to spekulanci , którzy przychodzą po poradę „co będzie gdy ... [nie zdam egzaminu a chcę wyjechać na uczelnię zagraniczną; dam się skreślić a nie chcę robić różnić programowych; etc.]. Akrobatyka wymaga szczególnych warunków. Tymczasem wszystkie podania, jakie dzisiaj rozpatrywałam były nad wyraz lakoniczne i przez to ...nieszczególne. Nie chodzi mi tu absolutnie o wielostronicowy poemat spisany odręcznie na czerpanym papierze, ale o sprecyzowanie tych szczególnych warunków. A tak: 
  • Podanie nr 1 – proszę o wykreślenie przedmiotów z deklaracji. Koniec podania (nie licząc wymienionych przedmiotów i podpisu). Biorąc pod uwagę, że w tym semestrze byliśmy nadzwyczaj (w porównaniu do semestrów poprzednich) surowi jeżeli chodzi o dopisywaki i wypisywanki, takie podanie wydaje się dziwne, zważywszy na nader późną porę. Dopytałam. Doradziłam rozwinięcie myśli w odwołaniu do wyższej instancji. 
  • Podanie nr 2 – znowu wypisanie z przedmiotu, na który student nie mógł uczęszczać „z przyczyn niezależnych”. Gdybym pracowała na UW pewnie bym się dzisiaj spóźniła z przyczyn niezależnych. Czasami z przyczyn niezależnych (np. zbyt niskiego ciśnienia) nie chce mi się iść do pracy. Dopytałam. Doradziłam rozwinięcie myśli i uzupełnienie stosowną dokumentacją, a może i zmianę przedmiotu podania. 
  • Podanie nr 3 – prośba o przesunięcie terminu obrony pracy magisterskiej, który ma się odbyć za 2 dni motywowane tym razem nieco konkretniej „złym stanem zdrowia”. Stosownej dokumentacji brak. A szkoda – tu akurat by się mocno przydała (ciekawe, czy zostanie na czas uzupełniona...). 
Pomijam sprawy, które akurat zostały szczegółowo opisane, ale opis ten nijak nie kwalifikował ich do spełnienia kryterium szczególnych warunków. Natomiast jeżeli je warunki mogą być spełnione należy je opisać, a gdzie się da – udokumentować. Ja naprawdę nie chcę, ba – nie lubię – czytać, a w zasadzie przerzucać okiem, historii studenckich chorób i innych zdarzeń losowych, ale skąd mam inaczej wiedzieć, że warto pogimnastykować się nad rozwiązaniem problemu? Akrobatyki, dodam, też specjalnie nie lubię. Ale jak trzeba stanę i na głowie.

2 mar 2014

Minął tydzień

fot. wikipedia
Pierwszy tydzień Sturm und Drang dobiega końca. Przez Dziekanat przetacza się tradycyjnie fala podań. Jedna z asystentek toku obsługujących studentów, którzy od kilku dni teoretycznie nie powinni być już naszymi studentami, naliczyła ponad 230 podań tylko o przedłużenie terminu złożenia pracy magisterskiej.

Każde takie podanie trzeba rozpatrzyć, a aby to zrobić określić czy student ma zaliczony semestr (tego nie da się określić, jeżeli student był na wymianie, albo jeżeli nie dotarł jeszcze jakiś protokół) i zrealizował program studiów (liczba i odpowiednia struktura ECTS), a następnie przedłużyć (albo i nie) o tyle, ile wynika z obowiązującego studenta regulaminu + naliczyć opłatę, która wynika z tabeli opłat danego studenta. Należy także zwrócić uwagę na datę – niektórzy studenci wyliczają, że przysługujący im miesiąc od wymaganego terminu złożenia pracy (21/02) przypada 31 marca (zastanawiam się, w jakim kalendarzu miesiąc ma 38 dni). Do asystentek toku należy nie tylko wyłapanie tych wszystkich szczegółów, ale także wydrukowanie podań a następnie wstukanie decyzji i wyliczenie opłaty. Do tego dochodzi część komunikacyjna, np. tłumaczenie, że opłata za przedłużenie pracy nie jest stopniowalna – nie da się zapłacić połowy stawki przedłużając termin złożenia o 15 dni. 

Sporo żmudnej pracy wiąże się również z podaniami o przedłużenie sesji. Trzeba znaleźć w harmonogramie sesji terminy egzaminów, rzucić okiem na protokół (bywa, że student do egzaminu podszedł a następnie przedłuża sesję na podstawie zwolnienia) i porównać z tym, co pisze student w podaniu i co do niego załącza (niektóre skany wymagają specjalistycznych umiejętności kryptologicznych). Jeden z ciekawszych przypadków to podanie o przedłużenie sesji pewnego studenta, który był na pogrzebie członka rodziny poza Warszawą i na tej podstawie wnioskował o przedłużenie terminu sesji z 4 przedmiotów, których egzaminy odbywały się przez prawie cały tydzień + 3 kolejnych, w których termin miał być ustalony indywidualnie. Inny przypadek z tej puli to wnioskowanie o przedłużenie sesji, bo terminy egzaminów poprawkowych były do indywidualnego ustalenia, co powinno stanowić już samo w sobie podstawę do przedłużenia sesji. Co bardziej przedsiębiorczy studenci starają się przedłużyć termin złożenia pracy magisterskiej traktując ją jako przedmiot – jak sama nazwa wskazuje jest to seminarium magisterskie a nawet ma przypisaną wartość punktów ECTS. Niestety, praca magisterska rządzi się innymi prawami, a ja mam kolejny powód do tego, aby uważać, co podpisuję… 

Na koniec podania o dopisywania i wypisywania – tu obowiązuje zasada braku litości. Do listy argumentów sporządzonej przez Dziekan(kę) Kachniewską mogę dorzucić m.in. grę w brydża, studia na innej uczelni (na której nie można sobie zmieniać zajęć ot tak), problemy techniczne (rozczulające, gdy student wnosi o wypisanie i dopisanie do tego samego przedmiotu, czyli de facto o zmianę wykładowcy), brak miejsc (no tak, od tego przecież są ręczne dopisywanki), nieumiejętność obsługi systemu (rozumiem, że na pozostałe X-1 przedmiotów zapisała studenta siła wyższa), etc. Kreatywność studencka nie zna granic. Moja cierpliwość również. Tylko systematycznie kończy mi się atrament w piórze. W ten sposób odmierzam czas spędzony w Dziekanacie..

23 lut 2014

Bo ja bym wolał fajniejszego wykładowcę... (tudzież inne rozczulające przypadki)

igmur.com
Taką przyczynę podał mi student, który zapragnął przepisać się z jednej grupy studenckiej do drugiej. Oczywiście przepisać się poza systemem elektronicznym, w trybie nadzwyczajnego podania, rozpoczynając od sakramentalnego "Mój przypadek jest wyjątkowy...".

Otóż po półtorarocznej odsiadce w DSM jedno wiem na pewno: jeśli podanie, e-mail lub wypowiedź studenta w czasie dyżuru dziekańskiego zaczyna się od słów "Mój przypadek jest wyjątkowy..." to jedno z dwojga jest prawdziwe: albo jest to pierwszy z serii setki podobnych przypadków, albo sto pierwszy z serii, która ciągnie się od nie wiadomo kiedy.

Tym razem obstawiam opcję nr 1, z tej prostej przyczyny, że (jeszcze) jest niedziela i zaledwie w piątek został ostatecznie zamknięty system elektronicznych deklaracji studenckich w WD. Na Wasze usilne prośby i zaklęcia system został otwarty po raz trzeci, choć doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że to akurat nijak ma się do studenckiego poczucia obowiązku, bo i tak pewna pula studentów uzna za stosowne złożyć podania "papierowe".

Student, o którym mowa, jak przypuszczam, otwiera czarną serię wniosków o przepisanie/wypisanie/dopisanie poza systemem elektronicznym. Jego argumentacja - zacytowana w tytule wpisu - została jeszcze rozszerzona o stwierdzenie, że dopiero wczoraj (sobota) dowiedział się od znajomych na forum, że są u innego wykładowcy i "żeby on też się przeniósł, bo wtedy będą razem w grupie". Wzruszyłam się tymi przejawami studenckich przyjaźni, ale obawiam się, że na przyszłość trzeba będzie odwiedzać forum przed zapisami w WD, a nie po ich zakończeniu.

Dopuszczam możliwość, że pomimo dodatkowego terminu otwarcia systemu elektronicznego, ktoś przyczłapie do dziekanatu z podaniem papierowym z powodu WYJĄTKOWEJ sprawy. Ale pozwólcie, że zgodnie z regulaminowymi uprawnieniami, to (pro)dziekani podejmą decyzję, czy sprawa zasługuje na miano wyjątkowej.

Poza Panem Przyjacielskim, dostałam dzisiaj drogą mailową kilka podobnych zapytań - wskazywano następujące przyczyny (w nawiasie moje sugestie):
  • zapomniałam do kiedy otwarty jest system (trudno - w kolejnym semestrze proszę pamiętać)
  • zmienił mi się grafik w pracy (niesamowite! akurat w niedzielę, dzień po zamknięciu systemu...)
  • nie dostałam informacji o powtórnym otwarciu systemu (na przyszłość proszę sprawdzać pocztę)
  • nie mogłem się zalogować (system po raz pierwszy otwarty był w ub. roku kalendarzowym - czy to zbyt mało czasu na kontakt z CI?)
  • dowiedziałam się, że wybrany przez mnie wykładowca jest beznadziejny (i też akurat dzień po zamknięciu systemu?)
  • uświadomiłem sobie, że ten wykład będzie w niedziele o 8.00 rano - "jestem wtedy nie do życia" (proszę złożyć wniosek o przeniesienie na studia popołudniowe)
  • pomyliłem nazwy wykładów (sprawdziłam - i dodam, że tytuły wykładów nie mają ze sobą NIC wspólnego,  dodatku jeden jest na studiach licencjackich a drugi na magisterskich...)
Jutro pierwszy dyżur w tym semestrze. Może po napisaniu tego wpisu ochłonę na tyle, żeby jutro z należytą uwagą i cierpliwością wysłuchać kolejnych wyjątkowych przypadków. Zawsze najbardziej boję się, że w poczuciu irytacji albo kpiny, która pomaga mi zachować zdrowy rozsądek - skrzywdzę kogoś, kto ma naprawdę poważny problem, albo dramatyczną sytuację życiową. Dlatego proszę - zanim uznacie swoje niedbalstwo za wyjątkowy przypadek, zastanówcie się kilka razy, czy nie zabieracie czasu, który powinnam poświęcić osobie naprawdę bezradnej.

28 paź 2013

Przypadki z dyżuru

Myślałam, że to będzie zwyczajny dyżur, ale już przy jednym z pierwszych podań oświadczyłam, że napiszę o nim na blogu. A zatem poniżej zatem hall of fame z dzisiejszego dyżuru prodziekańskiego. 

Podanie nr 1 (inspirujące), a w zasadzie dwa podania. Student przyszedł w pewnej sprawie i złożył od razu dwa podania – na wypadek zgody i na wypadek braku zgody. Nigdy wcześniej nie otrzymałam dwóch podań warunkowych. Dostałam oczopląsu. W efekcie nie rozpatrzyłam od ręki żadnego. 

Podanie nr 2 – niby standardowe podanie o wypisanie z przedmiotu, ale adnotacja prowadzącego przyprawiła o uśmiech nie tylko mnie, ale i Panią mgr Katarzynę Zając. Brzmiała ona: „Z wielką przyjemnością”. Ponoć prowadzący poprosił, aby wypisujący się student zachęcił innych – jakieś 100 osób – bo ma za dużo słuchaczy na wykładzie. 

Podanie nr 3 było normalne do bólu. Zwykłe dopisanie czy wypisanie z zajęć. Załatwiłam od ręki przy studencie, który siedzi po drugiej stronie biurka i obserwuje mój każdy ruch. Załatwiam = piszę „zgoda”, albo „brak zgody”, albo „zgoda pod warunkiem… (tego nie lubię, bo to wymaga większej liczby słów)”. No więc piszę „zgoda” a student odchodząc pyta, kiedy podanie zostanie rozpatrzone. Nie zostanie, bo już zostało… 

Podanie nr 4 nie było podaniem – a wydrukiem z konta na Gmailu pewnego studenta. Uznał, że sama kopia jego korespondencji z prowadzącym wystarczy do tego, aby wypisać się z przedmiotu. Dodał, że przedmiot jest e-learningowy, stąd ta wirtualna forma. Nie mam jak podpisać się na wydruku czyichś maili. Nie mogę ich również rozpatrzyć. Podanie, błagam! 

Na koniec muszę się do czegoś przyznać. Po raz pierwszy w życiu z premedytacją nie przyjęłam studenta. Pojawił się jakieś 7 minut po ostatnim interesancie (około 17:45) twierdząc, że ja mam przecież jeszcze przez kwadrans dyżur. Tymczasem był on oficjalnie do 16:30 – jak zresztą co tydzień. To, że dzisiaj zakończyłam przed 18:00 wynikało wyłącznie z faktu, że zaczęłam pół godziny przed terminem, a przez 10 minut miałam wsparcie drugiego prodziekana.

14 paź 2013

Wieści z dyżuru

praca domowa od dwóch asystentek toku
Dzisiaj ponoć czekały do mnie 104 osoby na dyżur. Wierzyć mi się nie chce, że tyle przyjęłam, choć kilku studentów wyrażało podczas dyżuru współczucie, że mam „taką cierpliwość”. Może nie tyle cierpliwość, co racjonalność – jeżeli dzisiaj nie odsiedzę swoich 3 godzin (zamiast 1), to petenci pojawią się ponownie u mnie lub innego prodziekana. Oczywiście mogę założyć, że zakończenie dyżuru w regulaminowym czasie zniechęci niektórych studentów i przyjdą ci, którzy naprawdę muszą, ale dzisiaj chyba tylko 3 osoby czekały bez sensu – tj. w sprawach, które mogły swobodnie załatwić w okienku (np. przedłużenie sesji), albo i tak u mnie nie załatwią (np. wznowienie). Ale do rzeczy: 

Na początek garść informacji praktycznych ogólnych. Przychodząc na dyżur proszę: 
  1. Podpisać podanie. Napisanie swojego imienia i nazwiska w edytorze tekstu nie jest równoznaczne z podpisem. 
  2. Wiedzieć, kto jest Państwa Asystentem toku (tu rozczulił mnie student, który zapytany o to, wyjął IPhone’a i chciał mi pokazać zdjęcie – nie wiem, czy nazwiska, czy samej Asystentki toku – tłumacząc, że ma problemy z zapamiętywaniem nazwisk) 
A teraz smaczki szczegółowe: 
  1. Proszę nie brać mnie na litość. Przyszedł dzisiaj student w prośbą o przepisanie bez zgody wykładowców. Tłumaczył mi przez kilka minut, że powinnam jednak jego podanie rozpatrzyć pozytywnie, ponieważ stał w kolejce przez 2 godziny. Szczerze mówiąc moje dotychczasowe dyżury to 3+ godziny, które spędzam znacznie bardziej intensywnie niż tylko stojąc. Argumentacja zatem mnie nie rusza. Zwłaszcza, że to student nie dopełnił formalności. 
  2. Proszę nie tłumaczyć, że wykładowca napisze na podaniu zgodę, jeżeli będzie zgoda Dziekana. O tyle jej nie będzie najpierw, że podanie ma swoją drogą do pokonania: najpierw tworzy je student. Potem idzie po podpis do wykładowcy. Potem idzie po zgodę Dziekana. Podanie, które zostanie do Dziekanatu złożone nie może już go opuścić. Innymi słowy niemożliwe jest, że wydam zgodę na coś a następnie oddam oryginał studentowi. Teoretycznie bowiem student może podanie zatrzymać a następnie powiedzieć, że Dziekanat nie wywiązał się ze swojej decyzji. A zatem – jeżeli coś finalnie ląduje w Dziekanacie nie może potem z niego wybyć. Najpierw zgoda wykładowcy – potem nasza. 
  3. Palma pierwszeństwa należy się jednak studentce, która przyszła na dyżur z tabelką w podaniu. Pustą. Tabelka zawierała jedynie nazwy kolumn: przedmiot, nazwisko wykładowcy, sygnatura, podpis… Studentka prosiła o mój podpis, a wykładowców i przedmioty to ona sobie potem uzupełni. Czułam się prawie jak gdybym wystawiała weksel in blanco (i oczywiście go nie wystawiłam). 
Dyżur zakończył się po 18:00 na korytarzu, gdzie przyjęłam ostatnie podanie.

Przysfajanie podań

fot. perfecttravellers.com
Innymi słowy pora na kolejną część wyimków z podań i nie tylko. W tym roku akademickim niewiele podań przykuło moją uwagę. Może to dlatego, że póki co w zasadzie codziennie jestem w dziekanacie, a jak już przybędę, to na minimum 2 godziny w celu rozpatrywania gór i stosów podań. A może dlatego, że „humorowi z podań” dedykowałam już trzy wpisy (ostatni jest tu, reszta do odgrzebania łańcuszkiem), sprawy się powtarzają i po prostu nie da się wiele nowego wymyślić. 

Mimo to kilka podań zasługuje na wzmiankę. Tym razem palmę pierwszeństwa mają podania skomplikowane, a zatem napisane tak zawiłym a zarazem wydumanym językiem, że wymagają przynajmniej dwukrotnej lektury (czyli przynajmniej dwukrotnie więcej czasu). Wersja light to skomplikowana składnia i gramatyka (np. „wniosek wnioskującego uzasadnia się dołączeniem żądanej dokumentacji pisemnej poświadczającej wspomianą czynność uniemożliwiającą uczestnictwo w egzaminie”), tudzież jej brak (np. „mimo wielu prób udało mi się wgrać skan zwolnienia”). Wersja bardziej hardkorowa to podanie z samymi sygnaturami przedmiotów, w którym – aby się nie pogubić – musiałam sobie pozaznaczać, które sygnatury są identyczne i porobić strzałki (było ich łącznie z 6-7 a autor połączył je w szereg koniunkcji, implikacji etc.); odpowiedziałam również cyferkami. 

Drugą kategorię stanowią potworki językowe i kolokwialne. Obok tytułowego "przysfajania" wiedzy z przedmiotu, pojawiło się także uzasadnienie absencji na obu terminach sesji „złym samopoczuciem”. Do tej kategorii zaliczyć można również dodatkowe władze dziekańskie, a także kilkakrotne przypisywanie Dziekan(ce) Kachniewskiej uczucia miłości (poprzez proste zamienienie A na O). 

Kategoria trzecia to – nie wiem jak ją ładnie nazwać – w każdym razie chodzi o sytuację, gdy student ma 3 przedmioty niezaliczone i występuje z dwoma podaniami o warunki (bo można mieć max 2 wpisy warunkowe, dalej to powtarzanie semestru), licząc że... no właśnie nie wiem co. Inny student prosił o przedłużenie sesji, bo w umówionym miejscu i czasie nie było prowadzącego. Zapytany prowadzący (bo zawsze w takich sytuacjach proszę o zdanie drugiej strony) powiedział, że odbył się wówczas egzamin, w którym wzięło udział czterech innych studentów, a wspomniany student nie został do niego dopuszczony. Nadal pojawiają się podania o dobre serce dziekana i wyznaczenie trzeciego egzaminu podwójnie już oblanego. 

I na koniec dwie perełki. Pierwsza to uzasadnienie podania o wpis warunkowy, które studiowaliśmy zbiorowo, bo było tego warte: 
Prośbę swą uzasadniam brakiem zaliczenia w możliwych terminach. Pozatym styczność z tym przedmiotem uświadomiła mi piękność tych zagadnień. I moim ukrytym marzeniem jest pochodzić jeszcze raz :)
Niestety, nie mogę przekazać, o jaki to piękny przedmiot chodzi. A druga perełka to walizki. I to nie byle jakie – przyjechały do dziekanatu z lotniska. Wkrótce przybył po nie właściciel - jeden z zagranicznych studentów.

4 cze 2013

Wieści z dyżuru: "Czy mogę się skreślić?"

Dyżur dziekański stanowi znakomitą możliwość rozprawienia się z licznymi mitami, jakie tworzą studenci na forach internetowych. Kiedyś miałyśmy ambicję z Panią Dziekan Górak-Sosnowską rozwalać te mity w zarodku, ale nie sposób ślęczeć bezustannie w necie, śledząc "kąciki porad" tworzone przez studentów. Poza tym jeśli dorosły człowiek uważa, że w grupie na FB uzyska lepszą informację niż na dyżurze dziekańskim - to wypada uszanować tę wolę. 

Kiedy nadarza się jednak sposobność sprostowania studenckich doniesień, to warto z niej skorzystać. Najnowszy przypadek dotyczy skreślenia z listy studentów na wniosek studenta. 

Podobno nie każdy ma do tego prawo. Podobno trzeba szczegółowo opisać przyczyny rezygnacji i można nie dostać zgody. Podobno dziekan przetrzymuje studentów, którzy sobie nie dają rady z nauką, bo wtedy muszą występować o warunki lub powtarzanie semestru i Szkoła na tym zarobi. Podobno potrzebna jest opinia Samorządu Studentów. Podobno nawet zgoda. Podobno na inne uczelnie trafia - jak wilczy bilet - informacja, że ktoś gdzieś wcześniej studiował i "się skreślił".

Spośród powyższych prawdziwe jest tylko to, że skreślenie na wniosek studenta wymaga... złożenia wniosku przez studenta. Zgodnie z Regulaminem (§ 60, ust. 1 pkt. 2) "Dziekan skreśla studenta z listy studentów w przypadku złożenia pisemnej rezygnacji ze studiów". Wniosek musi mieć formę pisemną, żeby w przypływie amnezji student nie zdziwił się, że utracił prawa studenckie. 

Skreślenie z listy studentów oznacza utratę praw, ale też zwolnienie z licznych obowiązków. Na studiach niestacjonarnych przestaje np. obowiązywać konieczność wniesienia czesnego na poczet dalszych studiów. Na studiach stacjonarnych studenci nie mają - od chwili skreślenia - obowiązku studiowania ani składania deklaracji semestralnych. 

Niby drobiazg, ale wyobraźmy sobie, że student rezygnuje ze studiów nie zgłaszając tego faktu w Dziekanacie, a następnie dziwi się, że na jego koncie w WD (ciągle przecież aktywnym) pojawiają się informacje o niezaliczonych przedmiotach. Oczywiście można uznać, że po jakimś czasie nastąpi wówczas skreślenie z innego paragrafu - ale korespondencja w tej sprawie może się wlec miesiącami (a zgodnie z umową jej koszty w tym przypadku ponosi student). Lepiej więc złożyć wniosek i spokojnie iść dalej swoją drogą.

Czy Dziekan może odmówić skreślenia studenta? 
A po co miałabym to robić? Żeby potem w kajdankach doprowadzać delikwenta na zajęcia i egzaminy?

Czy prawdą jest konieczność uzyskania wcześniejszej akceptacji/opinii Samorządu na wniosku składanym w DSM? 
Pierwsze słyszę. Na pewno nic takiego nie wynika z regulaminu i nie mam pojęcia dlaczego Samorząd miałby ingerować w sprawy, które reguluje umowa zawierana między studentem i Uczelnią (reprezentowaną przez właściwego dziekana). Podobno (dużo tych "podobno") taka informacja pojawiła się na FB. No cóż - ja działam w oparciu o regulamin...

Czy prawdą jest, że trzeba szczegółowo opisać przyczyny takiego wniosku? 
Oczywiście warto uzasadnić wniosek. Być może okaże się, że wskazana przyczyna została wyolbrzymiona przez studenta i problem można rozwiązać w inny sposób. Trafiłam kilka razy na takie przypadki.

Jedna studentka wnioskowała o skreślenie z powodu oblanej sesji. Oblana sesja oznaczała dwie oceny niedostateczne na 8 przedmiotów (pozostałe zaliczone pozytywnie) i zasugerowałam raczej wniosek o wpis warunkowy. Przedmioty udało się zdać w kolejnym semestrze - na razie nie zapeszam, bo właśnie zaczęła się kolejna sesja. Ale trzymam mocno kciuki! 

Druga Pani (niestacjonarne) przeraziła się wysokością czesnego powiększonego o koszt warunków. Rozwiązaniem okazało się wnioskowanie o rozłożenie płatności na raty.

(Tu uwaga: w jednym z wcześniejszych wpisów była mowa o możliwości rozłożenia płatności na raty. W przypadku dwóch rat decyzję podejmuje Dziekan. W przypadku większej ich liczby - Rektor ds studentów i dydaktyki. Nowe zarządzenie Rektora, nad którym jeszcze pracujemy, w tym Kwestor i Kanclerz SGH, uprości ten problem i każdy student będzie mógł opłacać czesne w ratach (nawet miesięcznych) z mocy samej umowy. Proste rozwiązane, praktykowane od lat w innych szkołach - aż żal, że wcześniej nie pomyślały o nim ani władze akademickie, ani Samorząd Studentów. Po części działania te sprowokował komentarz Pana Krzysztofa na blogu - co uważam, za dodatkowy argument, żeby jednak zgłaszać problemy "blogerkom", a nie w grupkach i podgrupkach na FB).

W składanych wnioskach najczęściej przytaczany jest argument natury finansowej (np. utrata pracy i możliwości finansowania studiów, szczególnie dotkliwa, kiedy wcześniej pracodawca pokrywał koszt nauki). Czasami wniosek podyktowany jest sprawami zdrowotnymi lub rodzinnymi i tu nic nie potrafię pomóc. Na studiach stacjonarnych często problem dotyczy niemożności poradzenia sobie z nauką. Nie podejrzewam, żeby chodziło o zbyt trudne egzaminy - niektórzy studenci po prostu przeceniają swoje możliwości realizowania kilku kierunków jednocześnie...

Czy skreśleń jest dużo? 
Tych wnioskowanych przez studentów raczej niewiele (od września 34 wnioski). Natomiast z powodu kiepskich wyników w nauce (w tym niezłożenia pracy magisterskiej w terminie) tylko w bieżącym roku akademickim zostało skreślonych 186 studentów. Oczywiście część z nich prawie natychmiast ubiega się o wznowienie (skreślenie bardzo skutecznie zachęca do wzmożonej pracy: wkuwania lub pisania). Jeśli skreślenie nie było wynikiem kary dyscyplinarnej - to bardzo chętnie wznawiam. Tym chętniej jeśli skruszony delikwent nagle przypomina sobie, że pracę w zasadzie napisał, tyko nie miał czasu wgrać do Soladu (SIC!). 

O magisterce po skreśleniu była już mowa, ale warto sobie odświeżyć. Pamiętajmy, że wykładowcy mają prawo do wakacji, toteż z pozostałych do końca września 4 miesięcy należy realnie liczyć na dwa...


12 lut 2013

Papierowe korekty i inne plotki

Pierwsze dni zajęć w nowym semestrze zaskakują studentów (pracowników także) kolejnymi zmianami w harmonogramie. Już w poniedziałek zaczęli się pojawiać wykładowcy, którzy w pierwszym dniu zajęć podjęli decyzję, że jednak odwołają wykład, przesuną godzinę, proszą o zastępstwo itp.

Dla studentów oznacza to nieuchronne zmiany rozkładu jazdy, które powodują kolejne kolizje. Szczególnie niesprawiedliwe jest to wobec studentów, którzy terminowo dokonali zapisów na przedmioty i regulaminowej korekty, a po powrocie z ferii dowiadują się, że w ich planie zajęć pojawiły się kolizje, których wcześniej nie było. Rozumiem Państwa zdenerwowanie i zgadzam się, że ponieważ bałagan zawiniony jest przez Uczelnię a nie studentów - powinnam pomóc rozwiązać problem.

Korzystając z § 13 regulaminu uzgodniłam z CI następujący tok postępowania:
  • na stronie dziekanatu (wzory podań) znajdą Państwo link zgłoszenie kolizji przedmiotów w planie zajęć 
  • proszę wypełnić go (jest w formacie word, toteż bez trudu można dodać kolejne wiersze w tabeli, jeśli liczba kolizji jest większa niż 2)
  • proszę pamiętać o uzupełnieniu swoich danych (nie zapomnieć o numerze albumu!)
  • druk składamy u swojej asystentki toku (lub do skrzynki na drzwiach dziekanatu) - najpóźniej do 21 lutego br. (czwartek)
  • w piątek 22 lutego lista osób, które zgłosiły kolizje zostanie przekazana do CI
  • w dniach 25-26 lutego (poniedziałek - wtorek) informatycy udostępnią system deklaracji - podkreślam wyłącznie tym osobom, które zidentyfikowały i zgłosiły kolizje zajęć - w podanych dniach możliwe będzie usunięcie kolizji i dobór przedmiotów
Jeśli powyższa instrukcja nie jest jasna - proszę śmiało pytać!

Od razu wyjaśniam sytuację pozostałych osób, które zasypują nas od poniedziałku podaniami o zapisanie na przedmioty. Instrukcja dotycząca obowiązującego systemu deklaracji była rozesłana z dużym wyprzedzeniem i jasno formułowała zasady obowiązujące w trakcie deklaracji:
  • zgodnie z instrukcją dziekańską korzystali Państwo wyłącznie z dwóch terminów deklaracji (trzeci został zniesiony regulaminem z kwietnia ub. roku)
  • nie ma żadnego trzeciego etapu (zniesiony regulaminem z kwietnia ub. roku)
  • nie ma obowiązku akceptowania zapisów w formie podań składanych w dziekanacie
  • nie ma szantażowania wykładowców ("bo wtedy dziekan też się zgodzi") - wykładowca może, ale nie musi przyjąć studenta do grupy po zamknięciu systemu deklaracji, a ja nie mogę narzucić takiego obowiązku żadnemu z nauczycieli
Asystentki toku przyjmują Państwa podania (mają obowiązek i żadna nie odmówi przyjęcia podania), ale ja rozpatruję je negatywnie, o ile nie wchodzi w grę kolizja przedmiotów lub istotne przyczyny. Argumenty typu:
  • przecież zawsze można było dopisać się na papierze!
  • przecież mam zgodę wykładowcy!
  • do wymaganego limitu brakuje mi 5-10-15 ECTS (niektórym nawet 30, co oznacza, że w ogóle nie raczyli zajrzeć do systemu deklaracji)
  • jestem na sb-nd, płacę i mam prawo (lekceważyć regulamin?)
  • nie wiedziałem (-am)
  • właśnie wróciłem (-am) z urlopu (tu polecam w szczególności § 59)
  • słyszałem (-am), że w uzasadnionych przypadkach... (po czym uzasadnionym przypadkiem okazuje się wyjazd na narty)
oraz rozpaczliwe pytanie: "to co ja mam teraz zrobić?" - nie wpłyną na zmianę decyzji (proszę zajrzeć do § 27 regulaminu studiów).

Odpowiedź na pytanie "co teraz?" znajdą państwo w § 27 ust. 7 regulaminu. 

Oczywiście po odebraniu negatywnie rozpatrzonego wniosku przysługuje Państwu prawo odwołanie się od decyzji dziekana do Rektora ds dydaktyki i studentów. 

5 sty 2013

Szanowna Pani Szkoła Główna Handlowa

Jokeroo.com
Tak zaadresowane podanie niedawno otrzymałam. Co prawda wiedziałam, że słowo „szkoła” jest rodzaju żeńskiego, ale że nasza Uczelnia jest kobietą – i to szanowną? Dobrze, że chociaż rodzaj gramatyczny się zgadza. Uniwersytet byłby najpewniej „szanownym panem”, ale Centrum musiałoby chyba być per "ty"...

Zbliża się koniec semestru, czyli deadline’y, a wraz z nimi – podania. Produkujecie ich znacznie więcej niż w ostatnich tygodniach. W myśl zasady, że tonący brzytwy się chwyta, niektóre z nich świadczą o sporej kreatywności, a inne – o bliżej nieokreślonych innych cechach ich autorów. Czym bowiem tłumaczyć np. podania quasi-anonomiowe, tj. takie, w których student owszem podał swoje dane osobowe w lewym górnym rogu, ale na dole się nie podpisał? 

Nadal zdarzają się podania pisane na formularzach dostępnych na stronie Dziekanatu Studium Licencjackiego. Nie wiem dlaczego, skoro DSM ma swoje własne wzory. Może działa tu zaklinanie rzeczywistości – zakładam, że z druków DSL korzystają ci, którzy już kiedyś z nich korzystali. A skoro są u nas, można założyć, że im się udało, czyli dany druk zadziałał. 

Nadal zdarzają się również tautologiczne uzasadnienia: zwracam się z prośbą o przedłużenie terminu składania pracy magisterskiej, ponieważ nie skończyłem jej pisać. Rozumiem, gdyby zdarzały się również podania o przedłużenie terminu złożenia pracy, mimo jej ukończenia (np. w celu dobrowolnego zasilenia budżetu szkoły), ale tak? Są też podania o przedłużenie terminu złożenia pracy, ponieważ promotor odmówił współpracy na czas przerwy świątecznej, albo z takiego powodu, że 31 grudnia magistrant nie miał dostępu do Internetu i nie zdążył wczytać pracy do SOLADu. Oczywiście w obu przypadkach o konieczności przedłużenia terminu złożenia pracy decydują niezależne od studenta wrogie czynniki zewnętrzne. 

Moje dwa ulubione podania z tej dziedziny z ostatniego miesiąca to prośba o zwolnienie z opłaty, gdyż w czasie Świąt była zamknięta Biblioteka SGH oraz uzasadnienie przedłużenia terminu złożenia pracy koniecznością zbierania materiałów dydaktycznych. I perełka: podanie o możliwość napisania pracy dyplomowej po niemiecku, ponieważ cała literatura dostępna jest w tym języku i magistrantka nie chce tworzyć nowej metodologii. Dwa ostatnie przykłady ewidentnie świadczą o tym, że mamy w SGH nowe kierunki studiów – pedagogikę i chyba językoznawstwo komparatywne.

Kiedyś pisałam już o tym, co można znaleźć w podaniach. Będę do tego wątku co kilka miesięcy powracać, jeżeli tylko znajdę odpowiednie natchnienie. I to nie jest kwestia mojej złośliwości, bo jeżeli mogę to nie podejmuję raczej decyzji wbrew interesowi studenta, ale wołanie na puszczy. Przecież umiejętność pisania podań przyda Wam się w całym (dalszym) dorosłym życiu! Niedługo w jednej z wewnętrznych gablot Dziekanatu pojawi się instrukcja, w jaki sposób się to robi… Może więc ten wpis będzie ostatni z serii. 

PS: I z plotek zasłyszanych po naszej stronie okienka – podanie o przedłużenie (o kilka miesięcy) terminu składania pracy magisterskiej motywowane opieką nad królikiem (z zaświadczeniem od weterynarza). 

15 gru 2012

Jeszcze się taki nie narodził...

...co by każdemu dogodził. Już raz to stwierdzenie padło na blogu w jednym z komentarzy. Tym razem jak ulał pasuje do jednego z przypadków. 

Otóż, jak Wam wiadomo, nowy regulamin daje dziekanowi możliwość skreślenia studenta z powodu niewniesienia w terminie opłat związanych z odbywaniem studiów (cz. VII Regulaminu, § 60, ust. 2). W praktyce zwlekam z taką decyzją, ponieważ opóźnienia wynikają z różnych przyczyn i szkoda uruchamiać dość skomplikowaną procedurę skreśleń i wznowień, skoro większość studentów zamierza jednak kontynuować studia i uporać się z płatnościami. System naliczania odsetek jest poza tym bardzo skutecznym bodźcem - przypominam dłużnikom, że stan konta można sprawdzać na swoim koncie w WD.

Tym razem zaskoczyła mnie studentka, która cierpliwie obserwowała swoje konto i narastające odsetki aż w końcu oburzona zwróciła się do mnie z pouczeniem, że już dawno powinnam była ją skreślić i że nie zamierza dalej studiować ani płacić (w tym nie zamierza płacić naliczonych odsetek). W uzasadnieniu podała, że zgodnie z regulaminem powinna już od miesiąca być skreślona, więc odsetki naliczane są nieprawnie.

Ponieważ spodziewam się, że podobne nieporozumienie może mieć miejsce w przyszłości, powinnam chyba zwrócić Waszą uwagę na różnicę między § 60 ust. 1 i § 60 ust. 2 Regulaminu. Pierwszy dotyczy przypadków, w których dziekan po prostu skreśla. Drugi - przypadków, kiedy może skreślić. Zapewne wykazuję się niesłychaną naiwnością pokładając nadzieje w studentach zwlekających z uzyskaniem zaliczenia semestru lub z opłatami - ale jednak przekonanie dziekana, że student jednak podejmie naukę/rozliczy się z uczelnią, daje mu prawo zwlekać z decyzją o skreśleniu. Oznacza to, że przez cały ten czas wiąże nas (studenta i Uczelnię) umowa, zgodnie z którą SGH zapewnia studentowi prawo do uczestniczenia w zajęciach, a student reguluje swoje zobowiązania wobec Szkoły.

Dlatego jeśli ktoś z Was podejmuje decyzję, że nie zamierza dalej studiować (a tym samym opłacać czesnego ani innych należności) musi skierować do dziekana wniosek o skreślenie z listy studentów. Z przykrością rozpatruję takie wnioski, bo często stoją za nimi smutne okoliczności: utrata pracy lub rezygnacja z pracy, w której pracodawca ponosił koszt studiów danej osoby, strata jednego z rodziców albo przekonanie, że wybór Uczelni był pomyłką i lepiej będzie podjąć studia w innej szkole.

Tu dodatkowa uwaga: jeśli student złoży wniosek o skreślenie w trakcie trwania semestru, a opłacony został cały semestr lub nawet rok zajęć, student ma prawo do zwrotu nadwyżki. Ponownie: nie jest to automat i trzeba o to wnioskować do dziekana. Oczywiście takie wnioski zawsze rozpatrywane są pozytywnie, ale nie wynika to z Regulaminu studiów tylko z "Umowy o warunkach odpłatności za studia" (dla różnych toków studiów umowy te mają nieco inny kształt, ale w umowie dla studentów niestacjonarnych mamy § 4: "Uczelnia dokona zwrotu opłaty za miesiące kalendarzowe następujące po miesiącu, w którym została rozwiązana umowa, do końca okresu, za który Student wniósł opłatę z góry, przy uwzględnieniu zasady, że każdy semestr liczy 5 miesięcy").

Podsumowując: jeśli mogę skreślać (a nie "muszę") to zazwyczaj z tym zwlekam. A jeśli zwłoka jest Wam nie na rękę - poproście o skreślenie. Jeśli "się skreślacie" na własne życzenie - to pamiętajcie o przysługującym Wam prawie do zwrotu niewykorzystanej nadwyżki opłaty za studia.

Dobranoc :-)

4 gru 2012

Skomplikowana sztuka pisania podań

O podaniach była już mowa, np. tutaj, ale nadal trafiają w moje ręce różne kurioza...

Student wnioskujący o cokolwiek u dziekana powinien zerknąć do regulaminu, gdzie znajdzie gotowe sformułowania. Jeśli np. ubiega się "o wznowienie studiów na dzień egzaminu dyplomowego" (§ 66) to powinien to właśnie napisać. Tymczasem niedawno rozpatrywałam wniosek z "prośbą o dopisanie na listę studentów na jeden dzień". Dopiero po rozmowie z asystentką ustaliłam, że studentka dostarczyła pracę magisterską (po skreśleniu z listy studentów) i chciałaby się obronić korzystając z prawa, jakie przysługuje jej na mocy owego § 66.

Aż mnie korciło, żeby napisać "zgoda, ale tylko na dzisiaj"...

Częstym błędem jest występowanie z wnioskiem o dwie-trzy sprawy na jednym formularzu. Bywa tak, że jedna z nich warunkuje drugą. Np. student składa podanie o "zgodę na wpis warunkowy na III semestr oraz zgodę na urlop dziekański i jednoczesną możliwość studiowania na II kierunku". 

Uff! Poza tym, że w regulaminie nie występuje pojęcie urlopu dziekańskiego (§ 57), to w dodatku urlop (załóżmy, że chodzi o okolicznościowy) przysługuje studentowi dopiero "po zaliczeniu semestru studiów poprzedzającego złożenie wniosku" (§ 58). Warunek wyklucza więc jednoczesną możliwość ubiegania się o urlop. Z kolei zaliczenie przedmiotów warunkowych umożliwia wystąpienie o urlop - ale na wniosku musiałam już wcześniej napisać brak zgody. Do tego "studentowi odbywającemu studia w SGH na więcej niż jednym kierunku udziela się urlopu równocześnie na wszystkich tych kierunkach". Uważny czytelnik znajdzie jednak furtkę: "W okresie urlopu student, za zgodą dziekana i na warunkach przez niego określonych, może brać udział w niektórych zajęciach oraz zaliczać niektóre przedmioty objęte planem studiów".

Ładując wszystkie sprawy w jednym podaniu powodujecie, że mogą zostać rozpatrzone w sposób dla Was mało korzystny. W przyszłości - mam nadzieję - będziecie menedżerami. Nikt nie będzie za Was obmyślał wariantów rozwiązań ani podejmował decyzji, z której opcji skorzystać. Ćwiczcie na swoich podaniach...

Pytacie często o elektroniczny system podań, który zamarł. To fakt. Centrum Informatyczne jest przeciążone pracą nad systemem deklaracji i nasza radosna twórczość w zakresie nowych podań elektronicznych została zawieszona. Ale Dziekan Matusewicz powoli przygotowuje wdrożenie kolejnych formularzy. Jak tylko się pojawią - dam znać.

Dobra wiadomość natomiast jest taka, że pojawia się nowa funkcja WD - właśnie testowałam ją w ostatni wknd. Określone grupy odbiorców będą na swoich kontach w WD otrzymywać w wyznaczonych dniach komunikat, który można wcześniej zapreliminować oraz określić czas jego ważności (po upływie tego czasu komunikat zniknie). Docelowo komunikaty będą mogły być też adresowane do wykładowców, asystentów toku itd. bez pośrednictwa tradycyjnej poczty elektronicznej.

Zdaję sobie sprawę, że ta funkcja wydaje się absolutnie podstawowa i każdy użytkownik FB czy Allegro zadaje sobie pytanie, jak można się nią cieszyć w XXI wieku. No cóż - dwa miesiące pracy w dziekanacie nauczyły mnie cieszyć się różnymi drobiazgami - szczególnie jeśli, wiem ile pracy i wysiłku za nimi stoi. A tym bardziej - kiedy wiem, że jeszcze niedawno miałam problem, jak do Was dotrzeć z najprostszymi komunikatami...

29 paź 2012

Niech żyje Marylka!

zdj. kgs

Jak Wam wiadomo od dłuższego czasu trwało poszukiwanie bezpiecznego i możliwie estetycznego pojemnika na podania. Pudełko przygotowane przez Dziekan Górak-Sosnowską nie spotkało się z należytym uwielbieniem, a zamówienie urny przeciąga się w czasie. Skrzynki na listy dostępne w OBI są zbyt małe. Na Allegro znalazłam brytyjską skrzynkę pocztową, ale okazała się za droga. I wtedy na scenę wkroczyła Pani Marylka.

Panią Marylkę znacie słabo, bo nie pracuje bezpośrednio przy okienku. Jest za to jednym z najważniejszych pracowników DSM - to od niej zależy jakość Waszych dyplomów. Ona wyłapuje błędy na Waszych kontach w WD, wydzwania do Was całymi dniami, żeby wyprosić aktualne nazwisko, pertraktuje z Wami, który kierunek ma się pojawić na dyplomie itd. A przy tym jest tak cichą i skromną osóbką, że nikomu nie przyszłoby do głowy, że od niej zależy wydruk jednego z najważniejszych dokumentów RP - dyplomu magisterskiego!

No i nasza skromna Pani Marylka (naprawdę Marianna Barczyk) zdradziła się, że może zdobyć skrzynkę na listy, która powinna pomieścić formularze A4. Jako Dziekanka zawstydziłam się, że tak słabo znam potencjał ludzki, którym przyszło mi zarządzać.

Od dzisiaj nie musicie sterczeć w kolejce, żeby złożyć podanie. Zapewniam, że te składane w skrzynce będą rozpatrywane z należytą uwagą, ale polecam Waszej uwadze wskazówki, które przyspieszą rozpatrywanie podań:
  1.  proszę przed złożeniem podania sprawdzić w spisie tutaj, kto jest Waszą asystentką toku i na odwrocie podania podać jej nazwisko (lub złożyć podanie w kopercie z nazwiskiem asystentki). W przeciwnym razie zacznie się sprawdzanie, co to za student, kto ma jego teczkę etc. Podanie nazwiska asystentki wiele przyspiesza!
  2. pamiętajcie o swoich danych (imię, nazwisko, nr albumu)
  3. sprawdźcie aktualność hasła do swojej poczty w domenie sgh.waw.pl - gdyby podanie wymagało lepszej motywacji lub załącznika - asystentka toku będzie mogła Wam o tym przypomnieć mailowo
  4. jeśli składacie podanie z załącznikiem to koniecznie w kopercie, żeby był komplet (wtedy proszę nazwisko asystentki podać na kopercie)
Podziękowania dla Pani Marylki, która dźwigała skrzynkę do metra w dzień śnieżny i zimowy, można zamieszczać w formie komentarza do wpisu, lub na liścikach bezpośrednio wrzucanych do skrzynki :-) Może wreszcie zapanujemy nad chaosem w tym naszym DSM pod wezwaniem św. Augiasza...

27 paź 2012

Magisterka po skreśleniu

Tym razem efekt pracy nad 6 pozornie podobnymi przypadkami studentów (niektóre okazały się beznadziejne) oraz wynik kilkudniowej korespondencji z jednym z wykładowców w totalnie beznadziejnej sprawie. 

Zgodnie z regulaminem przyczyn skreślenia z listy studentów jest całkiem sporo (§ 60). W tej chwili omówię tylko jeden przypadek: skreślenie z powodu niezłożenia pracy dyplomowej w terminie określonym w § 70 ust. 1 i 2. 

Obejmując DSM otrzymałam pokaźną listę (ponad 100 przypadków) studentów skreślonych z tego właśnie powodu. Regulamin z kwietnia 2012 r. zaostrza jeszcze bardziej przepisy, ponieważ zgodnie z § 70 "pracę dyplomową składa się w dziekanacie (...) nie później niż na jeden miesiąc przed planowym terminem ukończenia studiów w rozumieniu § 14 ust. 4 lub 5". Studenci zaczynający studia w semestrze zimowym przyzwyczaili się myśleć o końcu września (4 semestry później) jako ostatecznym terminie złożenia pracy. Tymczasem w świetle aktualnie obowiązujących przepisów, promotor nie powinien czekać dłużej niż do końca sierpnia. Zważywszy na sezon urlopowy na uczelni - lekkomyślnością ze strony studenta jest czekanie aż tak długo...

Wracam jednak do przypadków tych skreśleń, które już zastałam. Wielu studentów reaguje prawidłowo: proszą o możliwość przywrócenia na listę studentów (zgodnie z § 7 "student może ubiegać się o ponowne przyjęcie na studia w razie skreślenia z listy studentów"). Od czego zależy zgoda? Głównie od historii studenta (tu tkwi odpowiedź na pytanie, co "one" robią, kiedy okienka są zamknięte - np. wyszukują właściwą teczkę spośród 5 tys. pozostałych, analizują historię studenta, wyszukują argumenty za tym, żeby możliwe było przywrócenie na studia, potem relacjonują sprawę dziekance, jeśli jest zgoda, to przygotowują dokument "wznowienia na studia" a następnie usiłują skontaktować się ze studentem i jak mają szczęście trafiają na takiego, który odbiera pocztę i nie wymaga kilku dni telefonowania).

Największe szanse na "wznowienie" ma student, który w chwili skreślenia miał zaliczone wszystkie przedmioty poza seminarium i który zwrócił się z wnioskiem o wznowienie studiów na dzień egzaminu dyplomowego niezwłocznie po otrzymaniu informacji o skreśleniu (wytłuściłam te słowa, ponieważ często macie problem ze sformułowaniem treści podania - w regulaminie znajdziecie stosowne formułki). Najlepiej jeśli student dołączy (kilka słów dopisanych odręcznie na podaniu!) poparcie promotora, który zaświadcza, że praca "się pisze" a stopień jej zaawansowania daje nadzieję na rychłą obronę. Warunki wznowienia regulują §§ 65-66 (zwróćcie uwagę na opłatę za korzystanie z dodatkowych konsultacji). W przypadku, który omawiam, wznowienie następuje na okres max. 6 miesięcy od dnia, o którym mowa w §70 (to ważne, bo niektórzy myślą, że chodzi o 6 mies. od decyzji dziekana!).

Tu uwaga: student ma prawo do wznowienia na dzień egzaminu dyplomowego tylko jeden raz. Jeśli wykorzysta ten przywilej i nadal nie złoży pracy, może jeszcze ubiegać się o wznowienie studiów na ostatnim semestrze studiów (wchodzi wtedy kolejna opłata: za powtarzanie semestru).

Pytacie też często, czy lepiej "dać się skreślić" i potem wznowić, czy lepiej przed upływem terminu złożenia pracy wystąpić o jego przedłużenie. Decyzja należy do Was i powinna zależeć od uczciwej oceny swoich szans na złożenie pracy. Zgodnie z § 70 ust. 2 " (...) dziekan może przedłużyć termin złożenia pracy dyplomowej określony w ust. 1, nie dłużej jednak niż o jeden miesiąc". Oczywiście taki wniosek musi być porządnie uzasadniony ("nie zdążyłem, ponieważ podjąłem pracę", to nie jest poważne uzasadnienie i nie pomoże zaświadczenie od pracodawcy). Jeśli uzyskacie zgodę na przedłużenie terminu o miesiąc, a następnie go nie dotrzymacie - następuje skreślenie z listy studentów. A dalej jak wyżej...

Z kolei jeśli ważne przyczyny spowodowały zwłokę w złożeniu pracy a praca jest praktycznie gotowa - to po co dać się skreślać i słono płacić?

Wrócę jeszcze do przypadków beznadziejnych, bo to godzi także w Waszych promotorów. Mam pokaźną grupę studentów z dawnych studiów zaocznych a nawet studiów jednolitych, którzy po latach nieobecności na uczelni (i po latach od momentu skreślenia) wracają i nie dbając o wznowienie zgłaszają się od razu do promotora (zakładając, że jeszcze żyje, że jeszcze pracuje, że jeszcze chce z nimi rozmawiać) i zapewniają, że tym razem to już na pewno...
Większość promotorów (ja też się dotychczas do nich zaliczałam) - podejmuje się prowadzić nadal danego studenta. Powstaje praca, student z dumą ją oprawia i składa promotorowi. Promotor odnosi do dziekanatu i dowiaduje się, że Pan(i) X od kilku lat nie jest studentem...

Zgodnie z § 12 regulaminu "prawa i obowiązki studenta wygasają z dniem ukończenia studiów albo skreślenia z listy studentów". Wśród wielu innych praw - wygasa również i to: prawo do konsultacji. Promotor, który prowadzi pracę magisterską skreślonego studenta z równym powodzeniem może prowadzić pracę magisterską przygodnie spotkanej osoby na ulicy...

Sama nie miałam o tym bladego pojęcia, dopóki nie zaczęłam pracować w dziekanacie. Jeśli zgłasza się student, który już dawno powinien był skończyć studia, należy go zapytać, czy nadal jest studentem SGH. Jeśli ma przedłużony termin złożenia pracy, lub został wznowiony - na pewno otrzymał pisemną zgodę dziekana. Jeśli takowej nie posiada - to nie jest już naszym studentem. Uprzedzam też krzyk wykładowców, że robię z nich formalistów - nie muszą Państwo zachowywać się jak formaliści. Można prowadzić pracę magisterską dowolnie wybranej osoby (także przygodnie spotkanego pana). Nie można natomiast oczekiwać potem, że dziekan uzna prawa danego pana z ulicy do studiowania tylko dlatego, że promotor pomógł temu panu napisać pracę.

Jest mi naprawdę przykro, kiedy muszę kolegom i koleżankom (także z własnego Kolegium) tłumaczyć, że za swoją pracę nie dostaną żadnej godziny do pensum (powinien im zapłacić pan z ulicy). Jeśli są jakiekolwiek przesłanki, żeby student został "wznowiony" - staram się ich uczepić (niemniej jest dla mnie żenująca sytuacja, kiedy promotor biega za sprawami studenta a dopiero potem dowiaduje się, że student od trzech lat nie był w dziekanacie i nie złożył ani jednego podania o wznowienie!). Niestety (to te przypadki beznadziejne) zdarza się, że nie mam się czego uczepić: jeśli minęło więcej niż 5 lat od chwili skreślenia, to nie tylko  z mocy regulaminu nie mogę wznowić studenta (§ 65), ale przede wszystkim mogę nie mieć na co go wznowić. Otóż informuję niedoinformowanych, że w SGH nie ma już studiów jednolitych. Jeśli dawny student studiów jednolitych prosi o wznowienie - to nie mam na co go wznowić. Nie mogę go przyjąć na studia magisterskie, bo podstawą do przyjęcia jest dyplom lic. A taki pan z ulicy ma tylko maturę (po latach nikogo już nie obchodzi, że sobie postudiował).

Pozostaje odwołanie do Rektora, który może... sama nie wiem co. Chyba tylko skierować taką osobę na studia licencjackie (tu wystarczy matura).

Obecny regulamin wprowadza zasadę, że przed formalnym skreśleniem studenta otrzymuje on(a) informację o grożącym skreśleniu. W Waszym interesie leży szybka reakcja zanim słowo ciałem się stanie... Czego Wam i sobie życzę.