28.05.2016

O rany - przecież mam warunek!

Najnowszy problem, który w zasadzie daje już przedsmak nieuchronnie nadciągającej sesji, to plaga studentów, którzy uzyskali wpis warunkowy na kolejny semestr studiów, po czym najspokojniej w świecie uznali, że można odłożyć ad acta uzyskaną zgodę.

Wpis warunkowy oznacza, że student uzyskał zgodę na kontynuację studiów (bez konieczności powtarzania semestru) POD WARUNKIEM, że w najbliższym możliwym terminie sesji uzyska zaliczenie przedmiotu, którego nie udało mu się zaliczyć w poprzednim semestrze. Z nieznanej mi przyczyny niektórzy studenci (wzorem pewnej Scarlett) zostawiają sobie myślenie o rzeczach niemiłych "na jutro", nie zaprzątając sobie głowy uczestnictwem w zajęciach, a niekiedy nawet nie podejmując próby kontaktu z wykładowcą do czasu kolejnej sesji. 

Budzenie następuje najwcześniej w przypadku ćwiczeń. Ich zaliczenie jest warunkiem dopuszczenia do sesji, więc na 1-2 tygodnie przed pierwszym egzaminem "warunkowicze" zaczynają nachodzić prowadzących ćwiczenia z niefrasobliwym pytaniem, kiedy mogliby zaliczyć ćwiczenia. Są zdumieni, kiedy prowadzący informuje, że uczestnictwo w ćwiczeniach jest obowiązkowe i nie ma możliwości zaliczenia zajęć, w których się nie uczestniczyło.

Na razie sygnały otrzymuję od prowadzących ćwiczenia, którzy uprzedzają mnie o skali zjawiska i zdecydowanie deklarują zamiar stosowania zasad regulaminu. Trudno się dziwić tej postawie - tym bardziej, że w przypadku szczególnie dużych grup ćwiczeniowych artyści zapisani, lecz nieuczęszczający na zajęcia, blokują miejsca innym studentom, którzy zmuszeni są odłożyć realizację przedmiotu na kolejny semestr (problem dotyczy zwłaszcza ćwiczeń prowadzonych w laboratoriach komputerowych).

Za kilka dni "pokrzywdzeni" studenci, odprawieni z kwitkiem przez prowadzących ćwiczenia, zaczną nachodzić dziekanów z prośbą o interwencję (na razie otrzymałam dwa maile w tej sprawie, ale wiem, że skala zjawiska jest znacznie większa). Z przykrością informuję, że zapisy regulaminu - dla warunków i ćwiczeń "bezwarunkowych" - są dokładnie takie same (obowiązek uczestnictwa w zajęciach). Jeżeli ktoś nie skorzystał z przywileju, jaki daje warunek (czyli możliwości kontynuacji studiów) to pozostanie powtarzanie semestru. W dalszym ciągu z obowiązkiem uczestnictwa w ćwiczeniach...

25.05.2016

Deklaracja posemestralna

Półtora tygodnia pozostało do końca zajęć. Niektórzy studenci uznają mimo to, że jeszcze jest pora, aby wypisać się z zajęć, albo na nie dopisać. Tej bowiem sprawy dotyczyły wszystkie moje dzisiejsze wizyty. Historia, a także i argumentacje, są niemalże takie same: 
  • Student założył, że uzyska zgodę na dopisanie/wypisanie, więc postępował tak, jak gdyby ta zgoda już obowiązywała, uczęszczając (albo wręcz przeciwnie) na zajęcia. 
  • Student przypominał sobie w tym tygodniu, że pora uregulować swój status na zajęciach. 
  • Student stwierdził, że skoro chodzi/nie chodzi na dane zajęcia, dziekanom nie pozostaje nic innego jak uszanować jego decyzję. 
  • Student uznał, że w dziekanacie wiemy, na jakie zajęcia tak naprawdę uczęszcza, więc możemy wyrazić na to zgodę w każdej możliwej chwili trwania semestru. 
  • ...
W każdym przypadku zestaw jest ten sam – dobra wola studenta i niedobra wola dziekana (bo jaka może być inna, skoro nie wyraża zgody). Stosowane są zatem w rozmowie adekwatne argumenty, mające na celu przełamanie tej woli: 
  • Odwołanie się do litości i/lub miłosierdzia
  • Przekonanie, że wszyscy jesteśmy ludźmi i każdy popełnia błędy 
  • Nawoływanie do uwierzenia w dobrą wolę studenta 
  • Wyrażenie przekonania, że przecież to tylko jeden mały podpis 
  • … 
Tyle tylko, że kwestia woli kończy się w sytuacji, gdy mam podpisać się pod tym, że student przystępuje do zajęć na półtora tygodnia przed ich końcem. Tu zaczyna się brak powagi. Co prawda jedna studentek była na tyle pomysłowa, że zapytała, czy w takim razie nie mogłabym wydać jej zgody ze wsteczną datą i czy z tego tytułu groziłyby mi jakieś konsekwencje (bo jeżeli nie to tym bardziej nie ma sprawy), ale nie zmienia to powyższego braku. Na swój sposób jeszcze bardziej go pogłębia...

13.05.2016

Spontaniczny wpis gościnny ;-)


Szanowni Państwo - tym razem wyraziłam zgodę na wpis gościnny z 3 powodów:
  • po pierwsze Pani Karolina Demiańczuk jest naszą studentką i świetnym przykładem "nadawania sensu studiowaniu" ;-)
  • po drugie w ub. semestrze zaliczyła u mnie zajęcia z SMMS i tam właśnie przedstawiła strategię marketingową wdrażania aplikacji Spontime jako pracę zaliczeniową - a ja szaleję ze szczęścia, kiedy widzę, że coś, co robimy na zajęciach, ma szerszy wymiar niż tylko dążenie do uzyskania zaliczenia
  • po trzecie rozwija tę aplikację niejako pod opieką SGH, więc niech ten skromny wpis będzie wkładem DSM w przyszły (wierzymy!) sukces przedsięwzięcia, które doczekało się już niemałego uznania
Oto wpis Pani Karoliny:

Zapraszamy do testowania Spontime! 

Chciałabym zaprosić Was wszystkich do wersji testowej Spontime. Będzie nam bardzo miło usłyszeć Wasz feedback i sugestie (info@spontime.co ) ! 

Użytkownicy Androida mogą pobrać aplikację poprzez link: https://play.google.com/apps/testing/co.spontime
Użytkownicy iPhone’a - wyślijcie swoje maile na info@spontime.co , po czym wyślemy Wam zaproszenie do aplikacji.

Przy okazji, zachęcam Was wszystkich do korzystania z każdej możliwości jaką oferuje nam SGH. Studia to zdecydowanie najlepszy czas na rozwój własnych pomysłów – nigdzie nie otrzymamy takiej pomocy, jak na uczelni. Profesorowie chętnie odpowiadali na nasze pytania o sprawy prawne czy marketingowe i pomagali w rozwoju projektu. Ja sama często poruszałam temat Spontime na konsultacjach i nigdy nie spotkałam się z odmową pomocy. Wykorzystywałam też każdą możliwość, aby rozwijać mój pomysł na zajęciach - każdy zadany projekt, raport czy prezentację łączyłam ze Spontime, przez co mogłam przy okazji prac zaliczeniowych dalej doskonalić aplikację. Np. podczas zajęć ‘Social Media Marketing Strategies’, których jednym z warunków zaliczenia jest przygotowanie strategii marketingowej w mediach społecznościowych dla wybranej firmy - oczywiście rozwijałam strategię dla Spontime :) Dzięki temu zbierałam materiały, które dziś wykorzystuję w praktyce. 

Jeśli macie więc jakiekolwiek pomysły, które chcielibyście rozwijać, nie czekajcie i zacznijcie działać póki jeszcze jesteście na studiach. Nawet jeśli się nie uda, nic się nie stanie - nigdy nie będziecie żałować, że nie spróbowaliście i nikt nie zabierze Wam tego, co doświadczyliście i czego się przez ten czas nauczyliście :) Chętnie też odpowiem na Wasze pytania – możecie znaleźć mnie na Facebooku albo pisać na maila :) 
-----------------------------------------------------------------------

A ja dorzucam jeszcze linki o Pani Karolinie i jej apce :-) oraz adres do strony Spontime Inc., gdzie mogą Państwo poznać pozostałych członków zespołu (Pan Michał w bieżącym semestrze także złamał się na udział w moich zajęciach i w pięknym stylu praktycznie już je zaliczył - było mi niezmiernie miło!).

09.05.2016

Ćwiczymy protokoły ćwiczeniowe

Źródło obrazka: samorzadsgh.pl
Zgodnie z jesienną zapowiedzią, niestety jak zwykle z semestralnym opóźnieniem, ale jednak na przekór zjawiskom atmosferycznym - wdrażamy elektroniczny system protokołów dokumentujących wyniki ćwiczeń. Wprowadzone zostaną one już w najbliższej sesji egzaminacyjnej dla wszystkich zajęć z więcej jak jedną formą zajęciową. W praktyce oznacza to, że dydaktycy prowadzący ćwiczenia będą wypełniać protokoły w systemie WD, tak jak od lat czynią to wykładowcy.

W odróżnieniu od protokołów egzaminacyjnych wystąpi jedna różnica: ponieważ pozytywna ocena z ćwiczeń jest warunkiem dopuszczenia do egzaminu z danego przedmiotu, nie możemy sobie pozwolić na to, żeby zwlekać z publikacją oceny w WD, aż dydaktyk dostarczy protokół do dziekanatu. Dlatego ocena wpisana w protokole do ćwiczeń będzie widoczna dla studenta natychmiast po jej umieszczeniu w WD tak, aby student mógł sprawdzić, czy przysługuje mu prawo przystąpienia do egzaminu.

Wykładowca przedmiotu (egzaminator) również uzyska podgląd protokołów do ćwiczeń (w formie dodatkowej kolumny w protokole egzaminacyjnym) – dzięki czemu będzie mógł zweryfikować, czy student, który uczestniczył w egzaminie, zaliczył wcześniej ćwiczenia.

Ponieważ w wielu przypadkach wykładowcy powierzają prowadzenie ćwiczeń kolegom z zespołu – w protokole egzaminacyjnym przy nazwisku każdego studenta pojawi się także kolumna informująca, kto prowadził ćwiczenia. Informacja ta może być przydatna w sytuacji, kiedy konieczne okaże się wyjaśnienie, dlaczego dany student nie ma wpisanej oceny z ćwiczeń, pomimo że ćwiczenia zaliczył (znając roztargnienie dydaktyków, przewiduję, że takie zjawisko może wystąpić). W przypadku, gdy student nie uzyska pozytywnej oceny z ćwiczeń (lub w ogóle w nich nie uczestniczył) – a jednak przystąpił do egzaminu - wpisanie oceny z egzaminu nie będzie możliwe (blokada wiersza), do czasu uzupełnienia oceny z ćwiczeń.

Wprowadzenie opisanej zmiany jest koniecznością (obowiązek dokumentowania przebiegu studiów dotyczy wszystkich form dydaktycznych) a ponadto pozwoli uniknąć licznych przypadków, kiedy studenci podchodzą do egzaminu nie mając zaliczonych ćwiczeń, a następnie prowadzą wielotygodniową korespondencję z wykładowcą, domagając się uznania zaliczenia ćwiczeń „skoro i tak już zdałem egzamin”... (tu przewiduję powody do niezadowolenia).

Plusem będzie natomiast możliwość udokumentowania zaliczenia ćwiczeń, jeśli komuś noga się powinie na egzaminie (ćwiczenia są przecież zaliczone i ew. powtarzanie przedmiotu oraz związana z tym opłata dotyczy wówczas tylko części wykładowej). Jeżeli zajęcia mają formę wykłado-ćwiczeń (owszem - są i takie) i liczą N ECTS-ów, to w razie zaliczenia ćwiczeń i niezaliczenia wykładu student zapłaci za powtarzanie 1/2 x N ECTS-ów.

25.04.2016

Przedmajówkowo-deklaracyjne PS

W nawiązaniu do poprzedniego wpisu podaję aktualne dane o frekwencji w systemie deklaracji semestralnych na studiach magisterskich: 77.6 %. Może za kolejne 4 lata odsiadki w DSM dobilibyśmy do 99.9% ;-)  Nie wiem tylko, czy ta odsiadka jest mi do szczęścia niezbędnie potrzebna...

Teraz wiele zależy od wykładowców: dydaktycy dostali info o I terminie deklaracji i po sprawdzeniu, jakie jest zainteresowanie ich wykładami, mogą zadeklarować chęć prowadzenia zajęć, nawet jeśli liczba zapisanych nie osiągnęła magicznego poziomu 20 osób ("magicznego", bo wtedy "automatem" zajęcia kierowane są do uruchomienia). 

Za kilka dni Dział Rekrutacji i Organizacji Dydaktyki rozpoczyna pracę nad harmonogramem zajęć i w drugim etapie deklaracji otrzymają Państwo nie tylko listę uruchomionych zajęć, ale także ich terminy. Łudzę się, że tym sposobem ograniczymy skalę migracji w pierwszych tygodniach semestru zimowego.

Na razie przełączamy się na tryb "druga połowa semestru" i... przygotowanie do sesji. Tu też nastąpi pewna zmiana, związana z wymaganym wprowadzeniem protokołów ćwiczeniowych. Rozwiąże ona kilka problemów związanych np. z tym, że student zalicza ćwiczenia, nie zalicza egzaminu, ale poprawiać musi wszystko (w trybie warunku lub powtarzania semestru). Trwają jeszcze ostatnie ustalenia z informatykami - ale wygląda na to, że po majówce system będzie gotowy do testowania. 

Tymczasem przed nami kilka dni pracy, a potem wyczekiwana majówka :-)  Życzę Państwu umiarkowanego szaleństwa i pięknej pogody, a tym którzy nierozważnie wyjeżdżają - możliwie niewielkich korków ;-)

22.04.2016

Oferta a deklaracje...

Zakończyły się - dość burzliwe - dyskusje w ramach Senackiej Komisji Programowej na temat kształtu planu i programu studiów na rok akad. 2016/17. Przybywają nowe kierunki, nowe przedmioty i... potencjał dla nowych problemów. Wykładowcom wydaje się, że nowy przedmiot "zaskoczy" i przyciągnie studentów, studenci może nawet ucieszą się przeglądając nowy informator - a brutalna prawda jest taka, że uruchomienie tego przedmiotu nastąpi tylko wtedy, kiedy studenci (i to w określonej liczbie) zadeklarują gotowość jego studiowania. Niby niewiele...

System deklaracji na magisterskich jeszcze ciągle jest otwarty, a ja z przerażeniem obserwuję stale rosnącą liczbę osób zapisujących się na moje zajęcia (nawet moi asystenci już nie wyrabiają z pracą) - ale z drugiej strony słyszę alarmujące informacje, że "frekwencja wyborcza" na licencjacie (tam już system zamknięty) osiągnęła... 23%. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że zaledwie nieco ponad jedna piąta studentów studiów licencjackich przesądziła o tym, jakie przedmioty wystudiuje w przyszłym semestrze cała populacja. O ile na basicu nie stanowi to problemu, bo i tak funkcjonuje system narzuconych wykładów, o tyle program wyższych semestrów studiów licencjackich będzie mocno uszczuplony w stosunku do istniejącej oferty.

Za kilka dni zobaczymy, jak to wygląda na magisterce - rekord, jaki osiągnęli Państwo w ciągu ostatnich czterech lat wyniósł 60% (dopiero po wprowadzeniu mailingu, smsów i "chodzenia z kwiatkiem po domach"). Przy dwudziestu procentach wygląda to może fajnie, ale przecież to tylko trochę ponad połowa... 

Nie wiem, dlaczego pozostałe 40% (może nawet więcej) zdaje się na kolegów i koleżanki, ale za to wiem, że w pierwszych dniach po ogłoszeniu listy uruchomionych zajęć posypią się pytania i podania: "Dlaczego nie ma - tak bardzo chciałem", "Czy mogę indywidualnie", "Mamy tu całą grupę, oto lista, czy by się nie dało" itp.  

Zazwyczaj owe zgody na tryb indywidualny, daję tylko wtedy, kiedy autor podania poświęcił jednak czas i zapisał się na przedmiot w WD - tyle, że przedmiot nie ruszył, bo zainteresowanie było zbyt małe. Gorzej jeśli to jest spora grupa - wykładowcy czasem burzą się bardzo, że w systemie mieli 8 zgłoszeń, a teraz nagle jest ich 28. I nie zawsze podejmują się prowadzenia tych zajęć, bo po zamknięciu systemu deklaracji, widząc, że wykład nie rusza, zaplanowali sobie inne zajęcia i nie zawsze gotowi są z nich zrezygnować.

Nie wiem, czy nękanie Państwa informacjami, mailingiem, blogiem i Bóg wie, czym jeszcze, było zasadne. Jeden z wykładowców wytrwale czytający bloga od początku jego istnienia (czyli od 4 lat - gratuluję wytrwałości!) uważa, że to absurd, żeby "przez tyle lat trzymać za rączkę dorosłych ludzi, wycierać im noski i tłumaczyć, że sami kształtują swoje studia....". Może należy machnąć ręką i tak, jak w DSL uznać, że student ma prawo sobie spaprać plan zajęć, skoro taka jego wola? Przyznam, że tu akurat bardziej boli mnie los wykładowców, którzy pracują nad ofertą, a potem słyszą, że na zajęcia zapisało się 5 osób (albo nikt), bo reszta "zapomniała", "nie miała czasu", "była za granicą" (gdzie, jak wiadomo, nie ma internetu, bo to polski wynalazek).

No cóż - kadencja dobiega końca, więc ten jeden raz jeszcze jednak potrzymałam za rączkę, rozesłane zostały powiadomienia, a ja skrobię ten wpis, bez większych nadziei, że cokolwiek on zmieni. Nie wiem, jaki będzie dalszy rozwój wypadków, ale jest szansa, że od 1 października, kto inny będzie rozpatrywał Państwa podania i zachodził w głowę, dlaczego łatwiej jest sterczeć w kolejce do DSM, albo czekać na dyżur dziekański, niż wypełnić deklarację w WD...

I jeszcze hurtem odpowiem na powtarzające się zapytanie: tak, osoby, które są obecne w pierwszym etapie deklaracji, mają pierwszeństwo w zapisach w drugim etapie. Tak zresztą jest od kilku semestrów.

08.04.2016

O studenckiej zapobiegliwości

Połowa semestru, a w tym czasie obecnie znajdujemy się, to okres raczej spokojny, jeżeli chodzi o dyżury dziekańskie. Na dyżurach sporadycznie pojawiają się osoby, które walczą o to, aby nie zostać skreślonym, inne przychodzą – mam wrażenie – z przyzwyczajenia (kilka osób bez trudu rozpoznaję w kolejce na korytarzu, a niektóre pamiętam z imienia i nazwiska. Jako że od ponad 5 lat w zasadzie zatraciłam umiejętność pamiętania imion i nazwisk studenckich oraz przypisywania ich do konkretnych osób, wskazuje to na zażyłość naszych relacji, wyrażoną częstotliwością wizyt). Pojawiają się także studenci, których mogę określić jako zapobiegliwych w przód i w tył. 

Student zapobiegliwy w przód to taki, który planuje z bardzo dużym wyprzedzeniem. Na przykład już teraz zakłada, że nie zdąży napisać na czas pracy magisterskiej i pyta o możliwości przedłużenia terminu i zwolnienia z opłaty z powtarzanie seminarium. Zapytany, co takiego dzieje się w jego życiu, że już teraz wie, że przez najbliższe pół roku nie zdąży napisać kilkudziesięciu stron tekstu, odpowiada, że nic, ale woli mieć otwartą furtkę na przyszłość. Inny przypadek tego typu dotyczy studentki, która wyjeżdża na uczelnię zagraniczną i już teraz chce uzyskać zgodę na wysokopunktowany lektorat, wliczony na dodatek w pulę przedmiotów merytorycznych. Jak mogę zgodzić się na jeden przedmiot nie znając pozostałych (inna sprawa, że lektorat to lektorat)? 

O ile studenta zapobiegliwego w przód stosunkowo łatwo zrozumieć – w końcu mało kto toleruje niepewność co do swojej przyszłości, sama chętnie chciałabym wiedzieć, co będę robić za pół roku – druga kategoria, czyli student zapobiegliwy w tył, nieco mnie zdumiała. Może i ona ma jakieś głębsze uzasadnienie, ponieważ spotkałam na ostatnich dyżurach kilka tego typu osób. Przyszły z podaniami o dopisanie lub wypisanie się z przedmiotu, co tak czy inaczej byłoby raczej niemożliwe, a teraz – w połowie semestru – tym bardziej. Na moje pytanie, czemu teraz, zaprezentowali ciekawy wywód: otóż wcześniej wszystkie podania rozpatrywane były negatywnie, a zatem pomyśleli, że nieco poczekają i spróbują szczęścia później. Szczęścia jednak, jak nie było, tak nie ma. Pozostaje zapisać się na przedmiot w kolejnym semestrze. O właśnie, niedługo rozpoczną się deklaracje...