17.05.2015

Spotkanie CEMS MIM

Tym razem użyczamy powierzchni na blogu prof. dr hab. Marii Aluchnie, która zaprasza na spotkanie informacyjne dotyczące CEMS MIM:
 
Koleżanki i Koledzy, 

serdecznie zapraszamy wszystkich studentów SGH, a szczególnie studiujących na ostatnim roku studiów licencjackich oraz na pierwszym semestrze studiów magisterskich, na oficjalne spotkanie informacyjne CEMS MIM (The Global Alliance in Management Education Master in International Management Program), które odbędzie się 19 maja w Szkole Głównej Handlowej w Auli V o godz. 19.00. Na spotkaniu uzyskacie informacje dotyczące jesiennego procesu rekrutacyjnego. 

CEMS MIM jest rocznym programem międzynarodowych, menedżerskich studiów magisterskich prowadzonym przez 29 wiodących szkół zarządzania na świecie oraz kilkudziesięciu partnerów korporacyjnych i społecznych tworzących CEMS. 

Zachęcamy do odwiedzenia strony internetowej http://www.cems.org/, na której odnajdziecie szczegółowe informacje dotyczące programu CEMS. Wydarzenie odbędzie się w języku angielskim, zapraszamy do dołączenia do wydarzenia na Facebooku.

15.05.2015

Wybieramy!

Patrząc jednym okiem na aktywność niektórych studenckich grup na FB zauważyłam, że są Państwo świadomi tego, że nadszedł czas wyboru. Nie chodzi mi o drugą turę wyborów prezydenckich, zwłaszcza, że blog jest, był i będzie apolityczny, ale o sprawy bardziej przyziemne, acz również strategiczne – deklaracje semestralne. 

Procedura składania deklaracji oraz stosowne terminy są opisane w Instrukcji dziekańskiej (2 stront tekstu, czyli wersja w pigułce), ale na wszelki wypadek podaję je tu:
  • I tura: 18-24 maja – rozpoznanie terenu. Państwo zapisują się na zajęcia, a my na tej podstawie je uruchamiamy. Tradycyjnie prosimy o aktywność (im więcej osób weźmie udział w tym etapie, tym więcej otwartych przedmiotów), ale i wyważenie (czyli nie zapisywanie się dla koleżanki czy kolegi, po to, aby im uruchomiono zajęcia, chyba że zamierzają Państwo na tych zajęciach pozostać). Wstępny plan zajęć opublikujemy 30 czerwca. 
  • II tura: 8-26 lipca – (poprzedzona czasem na usuwanie kolizji) tradycyjnie planujemy zapisy kaskadowe; poszczególne etapy dedykujemy osobom, które uczestniczyły w I turze (kolejno: IV semestr, niestacjonarni, pozostali), a na koniec wpuszczamy tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z systemem deklaracji w tym semestrze (i mają w związku z tym najmniejszy wybór). 
Przypominam również o najważniejszych zasadach, które co semestr przysparzają Państwu i nam sporo niepotrzebnego bólu (nie tyle zasady, co brak ich realizacji ze strony niektórych studentów): 
  • po zakończeniu deklaracji nie ma możliwości wypisywania się, dopisywania się, a także przepisywania się z zajęć na zajęcia. 
  • niedopełnienie obowiązku złożenia deklaracji oznacza postępowanie niezgodne z Regulaminem studiów 
  • warto, zwłaszcza na IV semestrze, sprawdzić, ile i jakiego rodzaju przedmiotów brakuje Państwu do ukończenia studiów. Nie chodzi tylko o ilość (120 ECTS), ale i jakość, a dokładnie strukturę przedmiotów.

09.05.2015

Student w teatrze życia dziekanatowego

Niedawno przerabiałam ze studentami na Socjologii teorie interakcji, w tym moją ulubioną dramaturgiczną E. Goffmana. Według niej ludzie są aktorami starającymi się jak najlepiej odgrywać swoje role przed publicznością. Każdy odgrywa swój własny spektakl, a w zasadzie spektakle, bowiem ról społecznych mamy wiele – w pokoju 47 Gmachu Głównego odgrywam rolę prodziekana (z naciskiem na „pro”), w sali 112G jestem wykładowcą, na korytarzu – pracownikiem naukowo-dydaktycznym z domieszką administracyjną, a poza SGH uczestnikiem ruchu ulicznego, pływakiem, klientem na poczcie, czy początkującym pilotem drona. 

Sednem teorii dramaturgicznej jest to, że odgrywaną rolę dostosowujemy do naszej publiczności. Tylko dzięki temu jestem w stanie zrozumieć odmienne strategie postępowania niektórych studentów w stosunku do swoich Asystentek toku i do mnie. Nieraz pisałyśmy z Dziekan Kachniewską, że Asystentki toku znają Państwa najlepiej z całego Dziekanatu (a przynajmniej znacznie lepiej niż my jesteśmy w stanie w ciągu kilku(nasto)minutowego spotkania na dyżurze). A jednak czasami (bo w większości przypadków tak nie jest) słyszę, że ten miły, ugrzeczniony student, który właśnie przyszedł na dyżur, dopiero co gwałtownie wykłócał się o swoje racje w okienku. 

Byłabym skłonna spuścić na to zasłonę różnic percepcyjnych, ale czasami (przeszukując dokumentację w poszukiwaniu rozwiązania) widzę ton maila skierowanego do Asystentki toku i mogę porównać go z mailem od tego samego nadawcy, który ja otrzymuję (nie muszę chyba pisać, że ten do mnie zaczyna się „Szanowna Pani Dziekan” (ewentualnie Prodziekan, choć to akurat nie do końca poprawna forma) i utrzymany jest w takim tonie). Z ciekawości kilka razy odebrałam jeden z dziekanatowych telefonów i wrażenia miałam …zróżnicowane (przedstawiałam się konspiracyjnie jako „Dziekanat Studium Magisterskiego, słucham”. 

Asystentki toku prowadzą Państwa sprawy, a zwłaszcza akta, mogą doradzić rozwiązanie w jakieś sprawie (albo stwierdzić, że nic się nie da zrobić), ale nie podejmują za nas (Dziekanów) decyzji. Jedynie je komunikują. W przypadkach niejednoznacznych nie zdają sobie Państwo często sprawy, ile razy opinia Asystentki toku zadziałała na Państwa korzyść. Podczas dyżuru, jak i rozpatrując podania niestandardowe, zawsze staram się skonsultować sprawę danego studenta z jego Asystentką toku. 

Czasami wspominam o tym zainteresowanemu studentom, ale stosunkowo rzadko. Pewnego razu sprawa była naprawdę graniczna. Asystentka toku sama wykazała się inicjatywą – poprowadziła studenta za rękę przez wszystkie meandry proceduralne, wyciągnęła za uszy, aby go zmotywować, i jeszcze dostarczyła mi argumentów, że warto. Rozpatrzywszy sprawę powiedziałam studentowi, że powinien podziękować swojej Asystentce toku za wstawiennictwo i pomoc. Następnego dnia w Dziekanacie pojawiła się wiązanka kwiatów. Niestety dla mnie.

01.05.2015

Planowanie choroby

Plany można mieć różne. Na przykład na majówkę zaplanowałam sobie aktywne spędzanie czasu na dużych przestrzeniach otwartych, a tu nie dość że łączna temperatura wyniosła 30 stopni (po dziesięć każdego dnia, jak głosi tegoroczny dowcip), to jeszcze pada. 

Planować można termin obrony pracy magisterskiej. Opisana na blogu procedura zaowocowała mniejszą liczbą dywersantów, to znaczy osób, które w momencie uzyskania informacji o wyznaczonym terminie obrony (albo kilka(naście) dni później) składały do Dziekanatu podania o unieważnienie tego terminu. Po prostu spora część z Państwa uznała, że lepiej złożyć podanie z prośbą o wyznaczenie terminu nie wcześniej niż…, aniżeli podjąć niepotrzebne ryzyko związane z tym, że obrona wyznaczona zostanie w najmniej odpowiednim czasie. Dla nas takie podanie na zaś jest też dobre, bo po prostu mgr inż. Katarzyna Zając, wicekierowniczka biura Dziekanatu, odkłada Państwa pracę na odpowiednią półeczkę (obecnie półki nazywają się „maj”, „czerwiec” i „później”) i po kłopocie. 

Może się również zdarzyć tak, że termin obrony został wyznaczony, a Państwo nie mogą się na nią stawić z ważnych przyczyn (praca zawodowa w przypadku studiów stacjonarnych do takowych raczej się nie zalicza), na przykład choroby. Oczywiście chory może być każdy i w bardzo zdecydowanej większości przypadków honorujemy wszelkie zaświadczenia od lekarza. Proszę jednak zwrócić uwagę na następujący zapis w Regulaminie studiów: 
§ 73 ust. 12. Na wniosek studenta złożony przed terminem egzaminu dyplomowego wyznaczonym zgodnie z ust. 1, dziekan może usprawiedliwić nieprzystąpienie studenta do egzaminu na podstawie załączonej do wniosku dokumentacji medycznej i wyznaczyć nowy termin egzaminu dyplomowego. Do przedłożonej dziekanowi dokumentacji medycznej stosuje się przepis § 57 ust. 7.
A oto i on: 
§ 57 ust. 7. Udzielenie urlopu zdrowotnego następuje na podstawie przedłożonej dokumentacji medycznej, przy czym dziekan może skierować studenta do jednostki służby zdrowia współpracującej z SGH w celu uzyskania opinii lekarskiej uprawnionego lekarza i dołączenia jej do dokumentacji złożonej przy wniosku.
Od razu zaznaczam, że nie mam zamiaru masowo korzystać z § 57 ust. 7. (robię to wyłącznie w przypadku kierowania na urlop zdrowotny, zwłaszcza wsteczny), ani kwestionować zwolnień lekarskich (tzw. L4). Jednak wszystko ma swoje granice. Wypisane na recepcie zwolnienie studenta (mężczyzny) wystawione przez ginekologa budzi pewne wątpliwości; podobnie, jak planowanie choroby – zwolnienie (znowu na jakimś druku) wystawione w czwartek na chorobę najwyraźniej zaplanowaną na wtorek-piątek. Chyba nie warto aż tak szastać zdrowiem. W końcu to tylko obrona…

08.04.2015

Wyjazd a konkurs piękności

http://www.vivaboo.com
Początek kwietnia to ostatni dzwonek, aby rozliczyć wyjazdy zagraniczne. Kilka miesięcy temu dr Magda Szybiak przygotowała dla Państwa obszerny poradnik pod roboczym tytułem „Student wyjechany” publikowany na blogu niczym saga w kilku częściach (przypominam: cz. 1, cz. 2, cz. 3, cz. 4 i cz. 5), jednak nadal nie przebiega to zawsze bezproblemowo. Celowo dodałam duży kwantyfikator, aby skupić się na przypadkach kłopotliwych bez podejrzeń o to, że dotyczą one większości studentów. 

Pierwsza kategoria przypadków dotyczy sytuacji, gdy student dąży do ponadprogramowego zmniejszenia liczby zadeklarowanych ECTS. Minimum określone w stosownym Regulaminie (przyjętym Zarządzeniem nr 13 z 2008 r.) to 25 ECTS (por. § 5.6), choć startujemy z optimum, czyli 30 ECTS. Nie ma problemu, jeżeli student cały czas studiuje w SGH i zrealizuje np. 111 ECTS w ciągu trzech semestrów a na ostatnim zostanie mu 9 ECTS – nikt nie będzie go zmuszał do zadeklarowania i wyrobienia minimum 25 ECTS. Sprawy wyglądają jednak inaczej, jeżeli na ostatnim semestrze decyduje się na wyjazd zagraniczny. Wyjazd w celu zrealizowania rzeczonych 9 ECTS kojarzy się raczej z wakacjami, aniżeli ze studiowaniem. 

Szczególną sytuację mają tu studenci studiów niestacjonarnych, których obowiązują stosowne płatności za przekroczenie limitu 120 ECTS. Tłumaczenie, że ponadprogramowe ECTS zostały zrobione na uczelni zagranicznej o tyle nie ma sensu, że wyjechali Państwo na studia jako studenci SGH, a nie osoby zewnętrzne. 

Druga powiązana sprawa to struktura wybranych przedmiotów. Z przytaczanego już Regulaminu wyjazdów studenckich wynika, że „Przedmiot studiów na uczelni zagranicznej powinien być związany z programem studiów realizowanych przez studenta w SGH” (por. § 5.1). Takich przedmiotów powinno być według Regulaminu 2/3 na 30 ECTS, czyli za 20 ECTS. Swahili dla średniozaawansowanych, flamenco, kurs orgiami, czy historia flory floriańskiej mogą być ciekawymi przedmiotami, ale nijak nie pasują do oferowanych w SGH kierunków studiów. Wierzymy jednak, że są ciekawe i dlatego przewidziano na nie pozostałe 1/3 puli ECTS. 

I sprawa trzecia – wyjazd trzeba zaplanować (za pomocą Learning Agreement złożonego w stosownym czasie i ewentualnych zmian do tegoż) a następnie rozliczyć. Dzisiaj dr Szybiak wysłała do Państwa ponaglenia w tej sprawie. Wyjazd nierozliczony jest dla nas komunikatem, że student nie zaliczył semestru, w związku z czym uruchamiana jest procedura skreślenia. Jeżeli mają Państwo inny tryb rozliczania przedmiotów na uczelni przyjmującej, proszę stosownie reagować. Obowiązują Państwa bowiem nadal procedury SGH. 

Innymi słowy proszę nas nie stawiać przed faktem dokonanym. Ostatnio nie wyraziłam zgody na wpisanie przedmiotu, który ni stąd ni zowąd pojawił się w wykazie ocen pewnego studenta. Nie był zgłaszany do LA na żadnym etapie. Student go sobie zaliczył, wierząc, że skoro go zaliczył, to zostanie uznany. Wiara niestety okazała się niewystarczająca, aby tak się stało. Przydałaby się jeszcze wola poinformowania nas o zmianach – wówczas dokładamy z dr Szybiak naszą wolę załatwienia sprawy i często znajduje ona szczęśliwe rozwiązanie. 

Jeszcze inna strategia to tytułowy konkurs piękności – student realizuje X+n przedmiotów, gdzie X to liczba ECTS, którą jest zobowiązany zrobić, a n to dodatkowe przedmioty a wszelki wypadek, licząc że wpisane zostaną mu te przedmioty, z których uzyskał najlepsze oceny, a reszta zostanie mu zapomniana. Niestety, w biurokratycznej przyrodzie nic nie ginie. Serdecznie odradzam.

04.04.2015

Rekomendacja w ciemno

fot.
Zazwyczaj podejmując decyzje na dyżurze nie mam poczucia dysonansu, czy – mimo złowrogich spojrzeń niektórych studentów – poczucia winy. Zakres mojej elastyczności określa Regulamin studiów, którego jestem wykonawcą, a w przypadku sytuacji niebiało-czarnych – praktyka, rozsądek i uwarunkowania indywidualne (w różnych proporcjach). Innymi słowy, albo czegoś nie da się zrobić, albo – uznając to za bardziej czy mniej zasadne – podejmuje odpowiednie kroki. 

W takiej sytuacji trudno o wspomniany dysonans poznawczy. Pojawia się on jednak w jednej, szczególnej kategorii przypadków – studentów, którzy przychodzą do mnie po rekomendację, czy inny list polecający. Na początku słowo wyjaśnienia: absolutnie chętnie i ochoczo piszę rekomendacje studentom (byłym i obecnym), z którymi miałam jakikolwiek świadomy intelektualny kontakt; to znaczy byli moimi dyplomantami, uczestniczyli aktywnie w moich zajęciach, a ja to pamiętam, ewentualnie uczestniczyli biernie, a ja jestem w stanie cokolwiek o nich napisać na podstawie wyniku z egzaminu i obecności (nie jest to wówczas wiele, ale zawsze coś). Niektórzy dają mi później znać, że rekomendacja się przydała i wtedy cieszę się jeszcze bardziej. 

Problem pojawia się jednak wówczas, gdy na dyżur dziekański przychodzi student, którego pierwszy raz widzę na oczy, i oczekuje ode mnie rekomendacji. I wówczas mimo najszczerszych chęci mam pewien kłopot. Doceniam to, że student startuje w jakimś konkursie, albo przymierza się do realizacji projektu, ba, instytucjonalnie (i nie tylko!) trzymam za niego kciuki. Jednak pisząc (lub podpisując) list rekomendacyjny na swój sposób poświadczałabym nieprawdę – bo niestety nie mogę o studencie powiedzieć nic ponad to, że jest studentem i ma taką a nie inną średnią. Niestety, daje się tu we znaki bezwydziałowość SGH – gdyby wydziały istniały, dziekan ds. studenckich nie miałby tego typu dylematów. 

To, co mogę ze swojej strony zaproponować to półśrodek. Jeżeli potrzebują Państwo rekomendacji Dziekana, proszę zaopatrzyć się najpierw w rekomendację Promotora ze stosowną pieczątką jego jednostki organizacyjnej – ja mogę wówczas na tej podstawie, albo wręcz na tym dokumencie, dopisać swoje trzy grosze. Stempelki będą się zgadzały, a ja nie będę miała poczucia dysonansu, czyli wilk syty i owca cała.

16.03.2015

Zgoda z automatu


Ostatni wpis dotyczący terminu obrony wywołał spore zainteresowanie wśród studentów. Ponoć masowo zaczęli się Państwo składać podanie o wyznaczenie terminu obrony w konkretnym przedziale czasowym.

Rekordzista złożył podanie z prośbą o wyznaczenie terminu obrony na konkretny dzień konkretnego miesiąca – jeden jedyny, bo wtedy akurat będzie w Warszawie i by mu pasowało. Choć miłosiernie nie doprecyzował godziny, jaka byłaby najbardziej odpowiednia, zgody i tak by nie uzyskał. Skąd mam wiedzieć, czy danego dnia zaplanowane będą komisje, czy termin pasować będzie promotorowi, którego obecność jest tak samo ważna jak samego magistranta? Nie podał także powodu, który – jak pisałam wcześniej – stanowi immanentną część składową podania. 

Przykład numer dwa dotyczy sytuacji z okienka. Mocno po terminie przyszła studentka, aby złożyć podanie o wypisanie z przedmiotu. Usłyszała od Asystentki toku, że zgody najpewniej nie dostanie (wnioskowanie poparte obserwacją naszych decyzji z ostatnich dni), ale oczywiście podanie może złożyć – aha, czyli jednak zostanie rozpatrzone pozytywnie? – zapytała a w zasadzie założyła studentka.

Dochodzimy zatem do kwestii zasadniczej, czyli różnicy w interpretacji magicznej formułki „może Pan/Pani złożyć podanie” pomiędzy Państwem a nami. Wymawiam ją czasami podczas dyżuru, piszę w mailu, stosują ją również Asystentki toku. Kilkakrotnie pisałam na tym blogu, że mogą Państwo złożyć podanie, oznacza tyle, że mają Państwo do tego prawo. I nic więcej. W szczególności, nie oznacza to implikacji: jeżeli złożą Państwo podanie, to zostanie ono rozpatrzone pozytywnie. Proszę mieć to na uwadze. Oszczędzi to niektórym z Państwa rozczarowania. Decyzja może być bowiem pozytywna, albo negatywna – jak to w przypadku podań bywa.