Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wykładowcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wykładowcy. Pokaż wszystkie posty

7 lis 2013

Nieobecność nieusprawiedliwiona i blady strach

Tym razem nie chodzi o studentów opuszczających lektoraty lub ćwiczenia, ale o wykładowców. Moja wiara w etykę pracy padła już dawno pod naporem skarg studenckich. I nawet nie o to chodzi, czy jestem w stanie pomóc, czy wykładowcy przejmują się uwagami dziekanów, czy reagują na prośby o wyjaśnienia. Rzecz w tym, że jestem zażenowana, kiedy muszę kierować takie zapytania do wykładowców.

Od 20 lat pracuję w SGH i nie zdarzyło mi się opuścić zajęć nie zapewniając zastępstwa lub jakiejkolwiek formy ich odpracowania. Dlatego złość mnie dławi, kiedy jeden z profesorów tłumaczy mi cierpliwie, że mam "zawyżone standardy moralne" i powinnam zrozumieć, że "na wykładach świat się nie kończy, przecież ważna jest też praca naukowa". Prowadzę badania naukowe, opracowuję ekspertyzy, bywam na konferencjach i seminariach naukowych, staram się publikować (nawet teraz, kiedy praca w dziekanacie nie pozostawia czasu na pisanie w ciągu dnia). Prowadzę też doradztwo dla firm, zajmuję się pracą społeczną i staram się (nieudolnie) pełnić obowiązki domowe, choć na szczęście synowie cenią sobie coraz bardziej moją permanentną nieobecność w domu :-) O blogach nawet się nie wypowiadam, bo ostatnio częściej pisuje Pani Dziekan Górak-Sosnowska, taktownie nie wypominając mi tego, że ją zostawiłam samopas. 

A jednak nie wyobrażam sobie 50 minutowych spóźnień na zajęcia (to rekord odnotowany w tym roku), opuszczenia 3 wykładów z rzędu (bez uprzedzenia studentów i bez zgłoszenia tego faktu w DSM), zakończenia wykładu po 10 minutach z informacją, że jestem pracownikiem banku (na eksponowanym stanowisku) i niestety muszę lecieć.

Odrębna sprawa, to moje wielokrotnie ponawiane prośby o zgłaszanie podobnych patologii do DSM. Przewodniczący Samorządu Studentów, którego prosiłam o wsparcie uprzedził mnie, że może być problem, bo studenci obawiają się ewentualnego odwetu wykładowców. Rok temu pewnie bym się żachnęła: Jaki odwet! Mówimy o elicie intelektualnej narodu! Przecież wszystkim nam zależy na jakości! I jeszcze kilka głodnych kawałków w podobnym stylu...

Ale przez ten rok poznałam tak szokujące przypadki ludzkich zachowań i reakcji, że obawy studentów wydają mi się zrozumiałe. Niemniej bez Waszych zgłoszeń nie tylko nadal będziemy tkwić w fałszywym przekonaniu, że wszystko jest OK, ale przede wszystkim nie uda się niczego uporządkować. Studenci będą tracili kolejne godziny zajęć i w najlepszym przypadku po obronie napiszą mi długi gorzki list. Dostałam takowy w ub. tygodniu od Pana Wojtka. Wspomniany absolwent obronił się... cztery lata temu. Teraz ma swoją firmę i jedyną więzią, jaka jeszcze łączy go z SGH jest... lektura naszego bloga :-)

Tylko pojedynczy studenci mają odwagę pisać na bieżąco, ale dzięki temu przynajmniej można podjąć jakieś działania, a w skrajnych przypadkach (ignorowanie moich maili przez wykładowcę, a nawet jego kierownika) - poprosić o pomoc Prorektora do spraw studentów i dydaktyki. Zapewniam, że każda z tych interwencji obywa się bez ujawniania nazwisk studentów, ale zarazem podkreślam, że na pomoc Rektora mogę liczyć wyłącznie wtedy, kiedy otrzymuję pisemne i podpisane informacje. W przeciwnym razie Rektor słusznie podkreśla, że to jednak tylko pogłoski - nawet jeśli huczy od nich na FB.

Najciekawszy przypadek miał miejsce w minionym tygodniu. Grupa studentów, która straciła po 3 tygodniach nadzieję na to, że odbędzie się wykład (wykładowca nie dawał znaku życia) zdecydowała się złożyć formalną zapytanie, jakie będą dalsze losy wykładu. Kilka dni później jedna ze studentek przybiegła do DSM z prośbą o zwrot pisma, wyjaśniając wprost, że "studenci wystraszyli się". 

Skarga jednak została w DSM, wykładowca też się znalazł i rozwalił nas wszystkich wyjaśnieniem, że przez trzy tygodnie pojawiał się na zajęciach, ale studentów nie było... Okazało się, że pomylił sale, nie pomyślał o tym, żeby zajrzeć do harmonogramu i upewnić się, droga do DSM też najwyraźniej była zbyt długa. Poza tym doszedł do wniosku, że studenci zapisali się na wykład, ale na niego nie chodzą. Tu ponownie wytknę, że SGH jest jedyną znaną mi Szkołą na świecie, w której studenci regulaminowo zagwarantowali sobie prawo do nieobecności na wykładach. Szokuje to nawet zagranicznych studentów. Mnie też, chociaż ja akurat cenię sobie fakt, że studenci głosują nogami.

Po raz kolejny proszę - zgłaszajcie wszelkie przypadki niesolidności, bo tylko wtedy można próbować zmierzyć się z tym problemem. Każda stracona minuta zajęć ma wymierną wartość: można ją określić w złotych (na podstawie kosztu jednego ECTS, za który musicie płacić np. powtarzając semestr), albo przekładając stracone pod drzwiami auli godziny na to, co moglibyście robić, gdybyście z góry zostali uprzedzeni, że wykład musiał zostać odwołany.

W przeciwnym razie Wasz brak działania zemści się na Was nie tylko poprzez te wymierne straty, ale także poważniejsze konsekwencje. Właśnie odwiedził mnie dyżurze student, który domagał się zwolnienia z opłaty za przedłużenie złożenia pracy magisterskiej, bo przez pół roku nie mógł zastać na konsultacjach swojego promotora. Promotor nie potwierdził tej wersji, sytuacja jest patowa (może student brzytwy się chwyta?), a wystarczyło kilka miesięcy wcześniej zgłosić problem i nie doszłoby może do podobnej sytuacji.

Najgorsze są przypadki, kiedy połowa studentów denerwuje się marnowaniem ich czasu, a druga połowa ma to w nosie, bo wie, że u danego profesora łatwo się zalicza. Niestety takie przypadki nie należą do rzadkich i trafiały już nawet na nasz blog.

Trudno jest Was rozgryźć i wcale mi na tym nie zależy. 
Pytanie, na czym Wam zależy....

21 mar 2013

Po co tyle podpisów?

Nieraz jako dydaktyk sama się zastanawiałam nad tym dlaczego w zakresie składania protokołów egzaminacyjnych funkcjonują od kilku lat dwa równoległe byty: oceny wystawiamy i wpisujemy do protokołów elektronicznych, które akceptujemy wirtualnie, a następnie musimy je dodatkowo wydrukować i – uwaga – podpisać. Podpisać każdą jedną osobno. Żadne klamerki zbiorcze, podłużne podpisy o długości kartki A4, czy inne innowacyjne metody zaoszczędzenia czasu, tuszu i mięśni dłoni nie wchodzą w grę. Mając kilkunastu studentów na protokole można jeszcze te podpisy cyzelować, jednak przy kilkuset staje się to uciążliwe a pierwszy złożony na protokole podpis nijak nie przypomina sto siedemdziesiątego ósmego. 

Istnienie dwóch systemów, w których robi się to samo, ale na różnych nośnikach może prowadzić do (niesłusznego!) przekonania, że oba te systemy są wobec siebie substytucyjne. A zatem: 
  • wystarczy złożyć sam protokół papierowy (najlepiej tzw. dodatkowy, albo ręczny, bo te wirtualne trzeba drukować z systemu – czyli trzeba je najpierw było własnoręcznie wypełnić) a ocena sama wpisze się do systemu elektronicznego. Albo:
  • wystarczy złożyć sam protokół elektroniczny – przecież każdy wykładowca ma swoje konto w WD, więc wiadomo, że oceny wpisała uprawniona osoba a nie np. hacker. 
Jako osobie wykładającej m.in. socjologię skojarzyło mi się to naturalnie z asynchronią normatywną – nałożeniem się norm pochodzących z różnych okresów historycznych. Oto nastała epoka wirtualna a ktoś zapomniał „wyłączyć” epokę papierową. Niestety, złożenie tylko jednego rodzaju protokołu nie jest wystarczające i wbrew pozorom ma swoje uzasadnienie. Wskazuje na to zarówno § 20 Regulaminu, jak również dokument wyższego rzędu – Rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie dokumentacji przebiegu studiów z 14.09.2011 r. (§ 11). W obu przypadkach podstawą jest system danych informatycznych, z którego oceny są następnie poświadczane i indywidualizowane za pomocą własnoręcznego podpisu wykładowcy. A zatem diabeł tkwi w szczegółach, a w przypadku protokołów egzaminacyjnych – właśnie w nośniku.

9 mar 2013

Migracje wiosenne

Ponieważ część studentów uznała, że zapisy na przedmioty możliwe są w dowolnym czasie, niezależnie od tego, że mija już pierwszy miesiąc zajęć, to uprzejmie przypominam, że obowiązującym systemem zapisów na zajęcia jest wyłącznie wirtualny system deklaracji semestralnych. 

Troszkę dziwi mnie postawa tych wykładowców, którzy wyrażają zgodę na dopisywanie się na zajęcia w marcu - być może prowadzą przedmioty, na których obecność lub nieobecność studentów jest sprawą obojętną lub mają wyjątkowo wrażliwe serca i dają się uprosić studentom o zgodę na dopisanie. Zdecydowana większość nauczycieli zwraca jednak uwagę, że opuszczenie 4 zajęć spośród 15 przewidzianych w semestrze, to jednak duża strata. 

W związku z tym informuję, że wszelkie migracje międzyzajęciowe, które z takim zapamiętaniem Państwo praktykują (w czwartym tygodniu zajęć wpłynęło w tej sprawie 86 podań!) zostaną ostatecznie zamknięte z końcem najbliższego tygodnia (tzn. w dniu 15 marca). Jeżeli ktoś z Państwa wraca właśnie z wymiany zagranicznej, urlopu dziekańskiego lub z innych ważnych przyczyn dotychczas nie dokonał stosownych porządków w ramach indywidualnego planu zajęć - proszę, aby uporał się z tym na dyżurach dziekańskich w nadchodzącym tygodniu.

Ponownie przypominam, że podania o dopisanie na zajęcia z pominięciem WD - nawet jeśli zostały złożone "w okienku" - rozpatrywane są wyłącznie na dyżurach (pro)dziekańskich.

Przy okazji wyjaśniam tym z Państwa, którzy niepokoją się, że przedmioty "deklarowane na papierze" jeszcze nie są widoczne na kontach indywidualnych, że ręczna obsługa kilkuset wpisów (a bywa, że tyle przypada na jedną asystentkę toku) musi niestety potrwać... Korzystanie w systemu elektronicznego ułatwi życie zarówno studentom, jak i wykładowcom i pracownikom dziekanatu, dlatego zachęcam Państwa do wirtualizacji działań w kolejnym semestrze ;-)

14 lut 2013

Finance and Accounting na SGH

Obok najbardziej znanych kierunków na poziomie magisterskim w SGH takich jak FiRa czy MIESI są także te mniej znane. Jako przykład można podać Finance & Accounting, o którym rozmawiałem z jego opiekunką, panią Prof. dr hab. Anną Karmańską.

 F&A jest kontynuacją kończącego się w tym roku sześcioletniego projektu realizowanego przez SGH i Ernst & Young, dzięki któremu oferowano specjalność międzykierunkową „Finanse i zarządzanie w biznesie – program SGH przy współpracy z Ernst&Young”. W przeciwieństwie do tej specjalności, F&A jest kierunkiem i to kierunkiem odpłatnym (2550 euro za 1 sem.).

Pani Prof. Karmańska podkreśla jednak, że jest to opłacalna inwestycja. Studenci tego kierunku uzyskują bowiem swoistą przewagę na rynku pracy. Wynika ona z faktu, że już w czasie trwania studiów realizują program, dzięki któremu poza samą realizacją kierunku uzyskują znakomite przygotowywanie do zewnętrznych egzaminów w ACCA (stąd też nazwa: F&A with opportunity of ACCA).

Warto zwrócić uwagę na rzecz niepowtarzalną: studenci SGH na kierunku F&A są w ACCA z wielu egzaminów zwolnieni. Po odbyciu stosownej praktyki, już po skończeniu studiów, absolwenci F&A wejdą do praktyki z certyfikatem ACCA dużo wcześniej, niż inni starający się o to wyjątkowo cenne potwierdzenie kwalifikacji zawodowych.

Certyfikat  ACCA zapewnia pracę praktycznie we wszystkich renomowanych korporacjach na świecie zajmujących się obszarem finansów i rachunkowości. Warto wspomnieć, że SGH jest jedyną uczelnią w Polsce i jedną z dwóch w regionie Europy Środkowej i Wschodniej, która oferuje program jednocześnie magisterski i przygotowujący do zdawania egzaminów ACCA.. Dlatego też słuchaczami tego kierunku są nie tylko Polacy, ale również obcokrajowcy z różnych krajów naszego kontynentu.

Przedmioty realizowane w ramach kierunku prowadzone są przez trenerów z Academy of Business E&Y. Wszystkie zajęcia odbywają się w języku angielskim i mają formę wykładowo-warsztatową. Realizowane są w sposób interaktywny. Egzaminy są pisemne, a zadania egzaminacyjne zazwyczaj mają formę otwartą i polegają na rozwiązywaniu różnych problemów (studia przypadków). Jak podkreśla pani prof. Karmańska, są one dość trudne.
Na program kierunku składa się 14 przedmiotów realizowanych w dwóch modułach: przedmioty podstawowe (Fundamentals) i przedmioty rozszerzające (Professionals). Kolejna edycja studiów wystartuje w semestrze zimowym 2013/2014. Najpewniej w kwietniu 2013 r. pojawi się możliwość internetowej rekrutacji na ten kierunek. Procedura kwalifikacyjna rozpocznie się w lipcu 2013 r.

Jak podkreśla Prof. Karmańska, mimo wysokiego kosztu kierunek jest wart podjęcia nie tylko ze względu na możliwości zawodowe, jakie otwiera przed absolwentami, ale także ze względu na fakt, że jego uczestnicy tworzą grupę znajomych, niejednokrotnie później przyjaciół, którzy wspierają się w przyszłej karierze zawodowej.

Szczegóły oferty znaleźć można na stronie SGH.

31 sty 2013

Protokoły, panda i pantera

Szanowni Czytelnicy,

tym razem zaczynam od wykładowców, ponieważ sprawna organizacja przebiegu sesji (także poprawkowej) zależy w większej mierze od Państwa aniżeli od dziekanatu. Co do studentów - chciałabym rozwiać kilka mitów, w które sama wierzyłam zanim objęłam Dziekanat :-)

W zakładce "protokoły egzaminacyjne" w WD, jak co semestr, wykładowcy znajdą informację o terminach otwarcia i złożenia protokołów egzaminacyjnych w DSM. Przypominam, że ISPE - Internetowy System Protokołów Egzaminacyjnych (I termin) jest już otwarty i zostanie zamknięty 5 lutego. Protokół należy dostarczyć do Dziekanatu do 7 lutego (przyszły czwartek).
Wiem, że czasu jest mało, wiem, że niektórzy sprawdzają dziesiątki prac a I termin sesji kończy się dopiero 3 lutego (niestacjonarne). Ale proszę pamiętać, że terminowe złożenie protokołów egzaminacyjnych jest podstawą do wprowadzenia ocen na indywidualne konta studentów, którzy powinni wiedzieć, czy czeka ich poprawka, czy też można oddać się bez reszty szusowaniu.

Jeszcze trudniej będzie z II terminem sesji: ISPE będzie otwarty w dniach 11 - 19 lutego, a protokół należy dostarczyć do Dziekanatu do 21 lutego (czwartek). 

Ponownie: student możliwie szybko powinien dowiedzieć się, czy ma już za sobą sesję, a tym samym, czy może się czuć studentem kolejnego semestru, czy załatwiać przedłużenie sesji albo (odpukać!) warunek.

I kilka uwag praktycznych:
  • Protokoły muszą być wypełnione w wersji elektronicznej, a w dziekanacie składamy "zamknięte" protokoły a nie ich wersje robocze (uczulam, bo sama kiedyś popełniłam błąd i narobiłam wielkiego zamieszania w dziekanacie). 
  • Wydrukowane i podpisane protokoły składamy w DSM - jeśli Państwo sobie życzą można przynieść kopię i poprosić pracownika o pieczątkę z datą "wpłynięcia". 
  • Nie jest prawdą, że oceny z protokołów są ręcznie wprowadzane przez pracowników dziekanatu na indywidualne konta studenta :-) Ale jest prawdą, że dane z systemu protokołów są zaciągane na konta studenckie dopiero po złożeniu podpisanego protokołu. Dopóki wykładowca nie złoży dokumentu - student nie widzi swoich ocen i nie wie, jaki jest jego status.
  • Nawet jeśli mają Państwo zwyczaj osobiście informować studentów o ocenach lub wywieszać je w gablotach - złożenie protokołu w dziekanacie jest nieodzownym warunkiem rozliczenia zakończenia semestru.
Zabiegałam o to, żeby w przyszłym roku akademickim II termin sesji nie nakładał się z rozpoczęciem semestru. To zmniejszy presję czasu, z jaką walczymy w tym roku. 

Polecam też Państwu uwagi naszych pracowników, którzy przyjmują i porządkują protokoły - może świadomość, ile problemów można sprowokować, przekona Państwa, że warto przyłożyć się do solidnego wypełnienia i terminowego złożenia dokumentów.

Studentów uczulam na fakt, że zgodnie z § 44 Regulaminu studiów "student jest obowiązany upewnić się, czy w Wirtualnym Dziekanacie zarejestrowano wszystkie jego oceny. W przypadku stwierdzenia braku ocen w terminie jednego miesiąca od zakończenia sesji student zawiadamia o tym dziekana i nauczyciela akademickiego, który zaliczał przedmiot, bez zbędnej zwłoki, lecz nie później niż w terminie 7 dni od upływu określonego wyżej terminu miesięcznego." O konsekwencjach nie przestrzegania tego paragrafu - była mowa tutaj. 

Zastępstwa na egzaminach! Nadal niektórzy studenci zwracają uwagę, że egzaminu nie przyjmował wykładowca prowadzący przedmiot. O zasadach w tym zakresie już pisałam - proszę zerknąć jeśli ktoś zamierza powierzyć prowadzenie egzaminu koledze, lub co gorsza, stryjkowi...

I na zakończenie - w odpowiedzi na pytanie jednego z wykładowców - tylko i wyłącznie od dobrej woli wykładowcy zależy możliwość zorganizowania tzw. zerówki. Pisała o tym Pani Dziekan Górak-Sosnowska i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Stosowane przez studentów szantaże emocjonalne ("Tylko od Pana zależy mój wyjazd na Erasmusa", "Bez tego nie dostane zgody na dziekankę" itd.) rzadko bywają skuteczne, a irytują strasznie jeśli stosują je studenci permanentnie nieobecni na zajęciach. 

Kolegów i Koleżanki proszę jednak o uwzględnienie faktu, że studia magisterskie trwają tylko 4 semestry. Studenci mają naprawdę niewiele czasu na zorganizowanie wyjazdu (np. w ramach prestiżowego programu CEMS) i podejmują czasami działania jeszcze przed końcem semestru, podczas gdy warunkiem zgody na wyjazd jest... zaliczony semestr. Jeśli to tylko możliwe - dajmy im szansę na indywidualne zaliczenie przedmiotu.

A studentów stosujących manewr "na pandę" (Pan da trójkę, Panie profesorze) uprzedzam, że to było stare nawet jak ja studiowałam i już wtedy wykładowcy odpowiadali "panterą" (Pan tera się nauczy). Mój syn twierdzi, że doszły Misie (Mi sie po prostu nie chce). 
Czy powinnam wiedzieć o czymś jeszcze?

19 sty 2013

Uwaga - aktualizacja systemu deklaracji


W związku z kilkoma zmianami, naniesionymi przez wykładowców i DSM w trakcie trwania zapisów na poszczególne przedmioty, Centrum Informatyczne - na moją prośbę - naniosło te zmiany w miniony piątek. 

Część zmian jest bardzo korzystna (pojawią się wykłady prof. Nowaka-Fara i prof. Witek-Hajduk, którzy na nasze usilne prośby pomogą uratować dwa przedmioty kierunkowe oraz zajęcia prof. Dziedzic, które niespodziewanie zniknęły po I etapie deklaracji, a są jak najbardziej aktualne). Część zmian wynika tylko z przesunięcia godzin zajęć, ale dla niektórych studentów może oznaczać pojawienie się niespodziewanej kolizji (można ją od razu usunąć).

Jedna zmiana jest fatalna i niestety świadczy o kompletnej porażce pomimo olbrzymich starań, aby jej uniknąć - chodzi o zajęcia z "Informacyjnych systemów zarządzania", które nie zostaną obsadzone w takiej liczbie, w jakiej potrzebne są studentom, realizującym ten przedmiot jako kierunkowy. Zdaję sobie sprawę, że wielu studentów będzie tym strasznie rozczarowanych, ale proszę mi wierzyć, że wyczerpane zostały wszystkie możliwości obsadzenia tych zajęć. Kierownik zespołu prowadzącego ISZ obiecał wzmocnienie go w kolejnym semestrze, ale w tej chwili wiele osób będzie musiało przełożyć realizację tego przedmiotu. Ze zrozumiałych względów pierwszeństwo musimy dać studentom z IV semestru, którzy powinni latem zakończyć studia.

W kilku przypadkach (zmiany godzin zajęć) wykładowcy powoływali się na prośby studentów, z którymi mają zajęcia w bieżącym semestrze. Podaję tę informację tak otwarcie, ponieważ nie chciałabym, żeby pojawiły się podejrzenia, że była to samowolna decyzja Działu Nauczania (który układa harmonogram i przydziela sale), albo błąd w działaniu Centrum Informatycznego. Na polecenie Prorektora ds. dydaktyki i studentów wykładowcy od dzisiaj będą informowani, że po ogłoszeniu harmonogramu nie można zgłaszać zmian, o ile taka potrzeba nie zostanie uzasadniona i nie uzyskają zgody bezpośrednio od Rektora.

System deklaracji cały czas funkcjonuje (operacja techniczna nie wymagała jego wyłączenia), ale w razie jakichkolwiek usterek przypominam o właściwym adresowaniu zapytań.

16 sty 2013

Protokoły w mojej głowie

Chciałoby się ;) rys. Nightclub paperwork
No, może nie tyle w mojej, co raczej na głowie sekretarki Dziekanatu, mgr inż. Katarzyny Zając, znanej na blogu jako Lwica. Trafia ich do niej ponad 1,5 tys. co sesja (a dokładniej co I termin sesji). Każdy protokół i tak wymaga kilkustopniowej weryfikacji, a do tego nieraz zdarzają się inne pomyłki. W związku zapraszamy tym razem wykładowców na drugą stronę okienka, prosząc o zapoznanie się z najczęstszymi błędami. A nuż uda się, aby było ich mniej.

Standardowa weryfikacja protokołu zawiera następujące elementy:
  • czy jest to protokół studium magisterskiego,
  • czy nie jest to wydruk roboczy,
  • czy wszystkie oceny są wpisane elektronicznie, a nie ręcznie + czy przy każdej ocenie jest podpis wykładowcy,
  • czy wykładowca nie składa protokołu ręcznego, dla osoby, która figuruje na protokole elektronicznym,
  • na kiedy wykładowca przewidział II termin egzaminu, dla tych, którzy nie zdali w pierwszym,
  • wraz z nowym rozporządzaniem Rektora od tej sesji wyłapujemy również oceny 5.5 (przypominamy, że w kwietniu ub. roku Senat zatwierdził nowy regulamin, znoszący ocenę 5,5).
Często jednak zdarza się, że na tym nie koniec. Siedem najbardziej typowych scenariuszy przedstawiamy poniżej:
  • wykładowca zamyka protokół i dopisuje oceny ręcznie, albo składa protokół ręczny. Wówczas pracownik dziekanatu musi odblokować w systemie protokół dla wykładowcy. W rzeczywistości działa to tak, że pracownik odblokowuje, dopisuje ocenę, zamyka protokół, drukuje poprawiony i daje raz jeszcze do podpisu wykładowcy.
  • „nie ma takiej osoby w protokole”. Sprawdzamy – jest, ale na innym trybie studiów. Jest to częsty błąd przy studiach stacjonarnych i popołudniowych.
  • „to był wykład zespołowy” – prowadził ktoś inny, sygnował ktoś inny. Protokół jest wówczas na osobę, która figuruje w Informatorze. Niekiedy pracownicy Katedry nie dają sobie upoważnień i w efekcie mamy wykładowcę z ocenami, który nie ma jak wypełnić protokołu.
  • Wypełnianie po terminie. Szukamy, odblokowujemy dajemy szanse na wypełnienie.
  • „taki student nie chodził na moje zajęcia” – też częste zjawisko, które daje mylne pojęcie o liczbie niewypełnionych protokołów, za którymi potem biegamy i pytamy, czy chodził taki student do Pana/i na zajęcia? W 85% słyszymy, że taki student nie chodził na zajęcia, ale w 15% faktycznie zdarza się pomyłka. Niezależnie od liczby studentów widniejących w protokole elektronicznym i niezależnie od tego, czy pojawili się oni choć raz na zajęciach lub na egzaminie, wykładowca ma obowiązek zamknąć protokół i złożyć w wyznaczonym terminie w dziekanacie.
  • Korekty ocen. Pomyłki zdarzają się każdemu. Korekty należy dokonywać u nas w biurze na złożonym protokole elektronicznym poprzez przekreślenie oceny i ręczne naniesienie właściwej (data, podpis i zmieniamy w systemie). Jednak dla większości jest to niewygodne i w efekcie dostajemy dziesiątki protokołów ręcznych, na pojedyncze nazwiska, które każdorazowo trzeba zweryfikować i przekazać na właściwe biurko. Tu powstaje kolejny problem. Protokół ręczny wymaga podania pewnych danych (które elektroniczny ma wpisane z automatu) jak sygnatura, data zaliczenia (lub chociaż podanie czy to pierwszy termin, drugi termin). Otrzymujemy tymczasem protokoły niepełne. To powoduje czasem niejasności i w efekcie brak oceny w systemie – zdenerwowanie studenta (przecież zdał), zdenerwowanie wykładowcy (przecież złożył protokół).
  • „Nie ma mojego protokołu w systemie” – owszem, pozostał pod sygnaturą -0000. Pracownik Dziekanatu może go uzupełnić, wykładowca nie. 
Współpraca (a w zasadzie opisanie problemów, bo moje było tylko preludium): mgr inż. Katarzyna Zając

2 sty 2013

Deadline - czyli to, co kochamy...

Po pierwsze sesja. Niby jeszcze trochę czasu do niej zostało, ale posypały się już "zerówki" a wraz z nimi pytania o otwarcie systemu protokołów egzaminacyjnych. Zgodnie z planem zostanie on otwarty od 21 stycznia do 3 lutego a następnie od 11 do 17 lutego (informacja znajduje się w WD). Jeżeli szybsze uzyskanie (i wpisanie) oceny jest dla studenta szczególnie ważne (np. jest warunkiem wcześniejszego uzyskania absolutorium), to oczywiście można poprosić wykładowcę o dostarczenie protokołu indywidualnego (do pobrania w dziekanacie). Wykładowców proszę o możliwie szybkie składanie protokołów w dziekanacie. Zimą mamy bardzo mało czasu na wprowadzenie ocen do systemu i określenie, którzy studenci mają prawo rozpocząć kolejny semestr zajęć.

Po drugie deklaracje semestralne. Tu nastąpiła drobna zmiana. Na prośbę CI zmuszona jestem nieznacznie (o 2 dni) przesunąć termin publikacji wstępnego planu zajęć: pierwotnie miał to być 7 stycznia, nowy termin to 9 stycznia. Oznacza to, że dwa dni później dowiemy się (dotyczy to także nas - wykładowców), jak należy się przymierzyć do obciążeń czasowych w kolejnym semestrze. Zdaję sobie sprawę, że tym samym dopiero 1 dzień przed ponownym otwarciem systemu deklaracji studenci poznają wstępny plan zajęć, ale uznałam, że zmiana wszystkich kolejnych terminów w ślad za tym jednym, spowoduje zbyt dużo zamieszania. Dlatego lepiej uniknąć efektu domina, tym bardziej, że 10 stycznia system otwarty będzie tylko dla tej grupy studentów którzy brali udział w I etapie deklaracji, a tym samym najdłużej będą mogli korzystać z możliwości dokonania korekt. Kiedy cała SGH korzystała z wolnych dni pod koniec roku 2012 - trudno było oczekiwać, że nasi informatycy wyrzekną się noworocznego wypoczynku...

Po trzecie nowy informator, czyli system konstruowania oferty dydaktycznej SGH na kolejny rok akademicki. Baza jest otwarta już od 8 grudnia, ale jeśli ktoś w wirze świątecznych przygotowań o niej zapomniał - to przypominam, że pozostał już tylko tydzień na zgłoszenie (lub potwierdzenie) swojej oferty. 
Proszę serdecznie poszczególne zespoły i ich Kierowników o szczególnie pieczołowite przyjrzenie się ofercie wykładów kierunkowych. Regularnie powtarzają się problemy z uruchomieniem niektórych zajęć (szczególnie na studiach sb-nd). Część Katedr niegdyś mocno walczyła o wprowadzenie do programów kierunków "swoich" zajęć, ponieważ wykłady kierunkowe dają pewność wypracowania pensum (gwarancja uruchomienia). Z czasem zmienił się skład personalny Katedr lub Instytutów, a wykład nadal obowiązuje studentów. Bez Państwa pomocy nie zapewnię obsady tych zajęć - mam co prawda 15 pracowników, ale obawiam się, że tak szybkie przeszkolenie Asystentek w zakresie ekonometrii stosowanej, czy zarządzania projektami informatycznymi, raczej się nie uda ;-)

O miłych sprawach przypominać może nie trzeba - ale jednak wspomnę o terminie przerwy międzysemestralnej (4 - 10 lutego). A to dlatego, że niektórzy studenci spodziewają się w tym czasie "popchnąć" do przodu pracę magisterską, nadrobić jakieś zaległości etc. Radzę ustalić z wykładowcami i promotorami, czy będą dostępni w tym okresie. Bardzo nieeleganckie jest stawianie promotora pod ścianą ("Jeśli nie złożę pracy do końca tygodnia, to będę musiała płacić za przedłużenie terminu. Pliiiiz..."). Miałam trzy takie przypadki w czasie Bożego Narodzenia i doprawdy nie pojmuję dlaczego promotor ma płacić swoim wolnym czasem za zaniedbania studentów.

Oby nam się dobrze pracowało w nowym roku. I oby przyniósł wiele ciekawych zmian i fantastycznych osiągnięć - na przekór swojej liczbie!

20 gru 2012

Na kogo wypadnie na tego...

niestety nie zawsze bęc. A rzecz dotyczy niektórych przedmiotów, kiedy to popyt ze strony studentów zdecydowanie przewyższa podaż, zwłaszcza że ta ostatnia wynosi zero. Innymi słowy powraca zmora nieobsadzonych i niechcianych zajęć – spuścizna pierwszego etapu deklaracji.

O tym, skąd bierze się niechciany przez nikogo wykład pisałyśmy wcześniej. Pół biedy, jeżeli podanie o nieuruchamianie przedmiotu wpłynie przed rozpoczęciem deklaracji przez studentów i jeżeli dany wykładowca nie jest monopolistą. Gorzej, jeżeli podanie wpływa, gdy przedmiot zadeklarowała wystarczająca liczba studentów do jego uruchomienia, albo jeżeli jest to przedmiot kierunkowy, który uruchomić musimy.

O ile Dziekanat odpowiada za organizację dydaktyki, o tyle niestety nie ma możliwości bezpośredniego oddziaływania na wykładowców, ani na warunki ich pracy (limity pensum – a pamiętajmy, że przy znacznie przekroczonym pensum wykładowca nie ma obowiązku realizowania zajęć, czy przeliczniki – niezachęcające do spędzania weekendów na Uczelni); pisze o tym zresztą Dziekan(ka) Kachniewska w ostatniej "Gazecie SGH". 

W tym semestrze również postanowiliśmy chwycić byka za rogi. W negocjacje i poszukiwania zaangażowani są wszyscy – nieoceniona Pani Barbara Kraszewska, kierownik Dziekanatu, która ustala listę zajęć zagrożonych nieuruchomieniem i podejmuje pierwsze kroki zaradcze; szukamy także my – cały zespół dziekański (dziekankowy?) – każdy w zakresie własnej dziedziny i kolegium, a nierzadko poza.

Jest to praca gigantyczna, której nie widać po drugiej stronie WD. Co najwyżej zobaczycie, że jakiś przedmiot znikł, choć wydawało się, że zostanie uruchomiony, a inny – który uruchomiony najpewniej by nie był, jest w II etapie deklaracji. W etapie tym pojawi się też kilka nowych przedmiotów – udało nam się bowiem obsadzić wakaty na nowym kierunku. Dziękujemy w tym miejscu wykładowcom, którzy zgodzili się poratować nas, ale i Was – zapisanych studentów. 

W przypadkach kryzysowych nieodzowna jest pomoc kierowników katedr czy instytutów zapewniających kadrę do danego przedmiotu. Zważywszy na doświadczenia z ubiegłego roku odpowiednio wcześniej nawiązałyśmy kontakt z odpowiednimi katedrami i instytutami. Serdecznie dziękujemy dziekanom kolegiów, dyrektorom instytutów i kierownikom katedr za nieocenioną pomoc w rozwiązywaniu problemów z obsadą zajęć.

Warto dodać, że niektóre problemy rozwiązują się w ramach współpracy wykładowców – jeden z problematycznych przedmiotów będzie uruchamiany raz przez jednego prowadzącego, a raz przez drugiego, co zapewni ciągłą obsadę; prowadzący sami się porozumieli. Podobne samoistne rozwiązania zaskakiwały nas również w poprzednim semestrze – warto wspomnieć chociażby Ekonomię pracy, czy Ekonometrię stosowaną.

Mimo coraz lepszej współpracy z wykładowcami nie tracimy rewolucyjnej czujności. Przed nami jeszcze II etap deklaracji i kilka nieobsadzonych zajęć... Trzymajcie kciuki!

19 gru 2012

Zastępstwo na przełomie roku

Ponieważ przy okazji ostatniej "akcji protokoły" pojawił się wątek zastępstwa na egzaminie odsyłam Państwa (w tym wykładowców) do § 39 Regulaminu studiów: 
Egzamin przeprowadza wykładowca prowadzący wykład zgodnie z kryteriami i zasadami określonymi w sylabusie przedmiotu. W wyjątkowych przypadkach uzasadnionej nieobecności w dniu egzaminu może go zastąpić nauczyciel akademicki wyznaczony przez dziekana po konsultacji z koordynatorem przedmiotu lub opiekunem kierunku." (podkreślenia i wytłuszczenia moje)
To powinno zlikwidować problem przysyłania na egzamin żon, znajomych lub kolegów z pracy a następnie wyjaśniania, że szczególny charakter zastępstwa tłumaczy zwłokę w złożeniu protokołu. Dodam też od siebie, że obowiązki zawodowe w innym miejscu pracy (w szczególności praca dla konkurencji) nie stanowią uzasadnienia nieobecności wykładowcy na egzaminie.

Odrębny - choć poruszany już w ramach bloga - problem, to nieobecność promotora/recenzenta na obronie pracy magisterskiej. Recenzent może wskazać zastępstwo, nie może natomiast stawiać studenta i całej Komisji w sytuacji bez wyjścia: nie potwierdza terminu, nie przychodzi na obronę, nie wskazuje zastępstwa - a obronę trzeba przełożyć, bo warunkiem jej ważności jest kompletny skład Komisji (przewodniczący, promotor, recenzent i egzaminator z ekonomii).

Z promotorem jest jeszcze trudniej - tu zastępstwo nie wchodzi w grę i czasami studenci/dziekanat stawiani są pod ścianą. Jedna rzecz to przypadki losowe (choroba promotora, pobyt w szpitalu). Jeśli zapowiada się dłuższa nieobecność - pozostaje zmiana promotora. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to dziwacznie - mówimy wszak o obronie gotowej już pracy mgr, a nie o procesie jej tworzenia - ale niestety takie przypadki już się trafiały w tej kadencji.

Inna rzecz - oburzająca - to pozostawienie studentów bez żadnej informacji i wyjazd promotora na stypendium lub dłuższy pobyt w zagranicznej uczelni. W tym przypadku zazwyczaj wykładowca wie, jak długo nie będzie go w kraju i powinien jasno uprzedzić studentów. Jeśli są gotowi czekać na jego/jej powrót, a promotor gotów jest prowadzić pracę "zdalnie" - to nie ma sprawy. W przeciwnym razie należy zasugerować studentom zmianę opiekuna naukowego.

Zdarzają się przypadki dłuższej nieobecności promotora, który już zakończył współpracę ze studentem (praca mgr jest gotowa), ale przedłuża pobyt za granicą nieświadom (lub ignorując fakt), że w tym czasie studentowi narasta dług wobec Uczelni (odsetki biją - wyznaczenie terminu obrony odwleka się w czasie). Problem dotyczy także studentów stacjonarnych - regulaminowy czas trwania studiów wynosi 4 semestry. Przekraczając ten okres student zmuszony jest wnioskować o przedłużenie terminu złożenia pracy lub powtarzanie semestru tytułem obrony pracy mgr (co wiąże się z opłatami!). Ponosi więc koszt beztroski/niesolidności swojego promotora.

Ponadto dla wielu studentów terminowa obrona pracy jest warunkiem utrzymania pracy, uzyskania awansu lub dofinansowania studiów - szczególnie wrażliwe są terminy na przełomie roku. Jeśli przesunięcie obrony o tydzień oznacza w rzeczywistości zmianę roku kalendarzowego (a teraz posypały nam się takie przypadki) - to robi się gorąco. W DSM wprowadziliśmy dodatkowy dzień obron (środy), żeby możliwie wielu studentów zdążyło zdać ten egzamin w 2012 roku, ale współpraca poszczególnych członków Komisji jest kluczowym czynnikiem powodzenia tej akcji :-)

18 gru 2012

Trójkąt bermudzki

Złudzenie optyczne - "trójkąt" Kanizsy
– takie określenie najpełniej oddaje wielość relacji między studentem, wykładowcą a (pro)dziekanem. Tylko o ile niejedna załoga statku często sama z siebie wypływała na niebezpieczne wody, ja nie wykazuję ze swojej strony żadnej inicjatywy, aby – jako trzeci element – pośredniczyć w relacji studenta z wykładowcą. Zazwyczaj zresztą niewiele mogę. 

Nie mogę na przykład zmusić wykładowcy do przeprowadzenia egzaminu w terminie zerowym. Wiem, że niektórzy z Was będą studiować zagranicą, a semestr często rozpoczyna się zanim rozpocznie się u nas sesja. I wiem, że czasami pojawia się problem z terminem zerowym. Tymczasem według §37.5: 
Egzaminator może przeprowadzić egzamin w tzw. terminie zerowym, tj. przed rozpoczęciem sesji egzaminacyjnej, podając studentom ustalone przez niego warunki uznania uzyskanej oceny w finalnym zaliczeniu przedmiotu. 
 Dziekanat nie ma tu nic do powiedzenia. Dziwi mnie zatem przerzucanie niekiedy na nas odpowiedzialności – gdy student przychodzi z informacją od prowadzącego (czasami nawet pisemną), że ten przeprowadzi egzamin w terminie zerowym, jeżeli dziekan mu a) zezwoli, b) nakaże. O ile w pierwszym wypadku mogę starać się poratować studenta pisząc, że nie widzę przeciwskazań, co mogę zrobić w sytuacji drugiej? Przecież tak samo mogę nakazać przeprowadzenie egzaminu, jak np. zmianę pogody. 

Osobną kategorię sytuacji, wymagającą dodatkowo umiejętności dyplomatycznych i wywiadowczych stanowią rozpaczliwe niekiedy podania lub opowieści o brakującej ocenie (i to mimo abolicji). Powodowane są one najczęściej monitem wysyłanym z DSM do studenta, że ten jest zagrożony skreśleniem. Nigdy nie wiem, która strona zawiniła i dlaczego oceny nie ma w WD, jednak i bez tej wiedzy wchodzę w trójkąt. Zazwyczaj piszę do danego wykładowcy e-mail z prośbą o wyjaśnienie sytuacji studenta. Różnie się to kończy. Czasami nie doczekuję się odpowiedzi, jednak ocena w tajemniczy sposób nagle pojawia się w WD. Czasami wykładowca odpisuje i wyjaśnia sytuację, nie zawsze na korzyść studenta, bo ten np. przedłożył w ramach zaliczenia zaległy projekt, jednak zapomniał podejść do egzaminu. Ale bywa, że przyczyną leży gdzieś po środku (np. zawieruszony na linii dziekanat-wykładowca protokół - sprawę rozwiązałaby pewnie "wpływka"). 

Grunt, że wykładowcy w znakomitej większości reagują ze stoickim spokojem, choć mail w stylu: proszę o wyjaśnienie sytuacji studenta X z przedmiotu Y, gdyż grozi mu skreślenie z listy studentów, może wywołać u niektórych gęsią skórkę. Najważniejsze jest jednak to, że – jak dotąd – wszystkie sprawy z tej kategorii udało się wyjaśnić – w przeciwieństwie do legendy Trójkąta Bermudzkiego.

17 gru 2012

Czarna rozpacz Franka i kusy rok kalendarzowy

Właśnie kończę czytać świetną pracę magisterską o sponsoringu wydarzeń sportowych. Mój syn umiłowany, który ma piłkę zamiast głowy, najpierw się zachwycił ("To tak można sobie pisać o czym się chce?!) a zaraz potem wpadł w czarną rozpacz ("No tak - zużyją się wszystkie fajne tematy, zanim ja będę na studiach...").

Ja natomiast uświadomiłam sobie (wraz z moimi studentami-magistrantami), że w tym roku - ze względu na dni rektorskie 27-28 i 31 grudnia - straszliwie nam się skrócił rok kalendarzowy. Ostatnim dniem roboczym, w którym możecie liczyć na podpis promotora, a także złożyć pracę w dziekanacie, jest najbliższy piątek 21 grudnia br. Tymczasem tygodniowy okres laby, jaki nam się trafił, mógłby posłużyć celem ostatniej korekty pracy. Wielu promotorów także gotowych jest współpracować z Wami korespondencyjnie w czasie wolnych dni - ale co dalej?

Proponuję w związku z powyższym następujące rozwiązanie: jeżeli praca zostanie zatwierdzona przez promotora i wgrana do Soladu do końca grudnia (jak ktoś będzie w stanie pracować 1 stycznia to też, pełna podziwu, przymknę oko), a następnie złożona w dziekanacie do 4 stycznia - to uznam, że termin został dotrzymany i nie trzeba występować o przedłużenie niczego ;-)

Nie uznam natomiast wyjaśnień typu: "Pracę napisałem do końca grudnia, ale było wolne i promotor nie sprawdził". Planowanie powinno uwzględniać nie tylko czas Waszej pracy (pisanie), ale też czas pracy promotora (czytanie). Jeśli ktoś nie może podołać takiemu planowaniu - niech do końca życia zarządza smażeniem jajecznicy...

9 gru 2012

Koń w ciąży i nieważny protokół

www.surebetracingnews.com
Odebrałam 46 maili w sprawie studentki, która spadła z konia (plus komentarze na FB i pod wpisem). Z tego 31 osób protestowało przeciwko publicznemu poszukiwaniu odpowiedzi w jednostkowej sprawie. Oczywiście trochę Was podpuściłam. Przecież sama kilka razy zwracałam uwagę, że spraw indywidualnych nie zamierzam rozpatrywać na blogu ani na FB. 

Przypadek miał miejsce kilkanaście lat temu i dotyczył mnie. Opisałam go, bo odwołując się od decyzji o skreśleniu, studenci przysyłają mi listy pełne emocji, zarzucając, że ślepo przestrzegam prawa i nie potrafię sobie wyobrazić, co czuje osoba, która po latach nauki nagle dowiaduje się, że nie jest już studentem. Nie muszę sobie tego wyobrażać.

Zostałam skreślona w chwili, gdy miałam gotową pracę magisterską. Brak wpisów ocen nie był moją winą, ale konsekwencje poniosłam ja. Nie zamierzam użalać się na decyzję ówczesnego dziekana (teraz jest moim kolegą, więc temat mamy obgadany wszechstronnie ;-) ponieważ z drugiej strony okienka sprawy wyglądają inaczej i doskonale to rozumiem. Jednak ZAWSZE podpisując decyzje uwzględniam rozmaite okoliczności: zakładam, że winę może ponosić nie student, ale ktoś z pracowników dziekanatu lub wykładowca. Lub zdarzenie jest dziełem przypadku (w tym narowistego konia ;-), który uniemożliwia terminowe zgłoszenie się do DSM.

Studenci i wykładowcy denerwują się, że wychowuję biurokratów. To prawda, że nasiąkłam urzędnictwem przez lata pracy w administracji państwowej (uczelniana to przy tym mały browar!). Ale też fakt, że nie mam problemu z udowodnieniem, że złożyłam podanie albo protokół we właściwym terminie, bo zawsze zachowuję kopię z adnotacją kiedy "wpłynęło". Nie mam problemu z załatwieniem spraw przez "pośredników" - przed większą podróżą lub pobytem w szpitalu zostawiam komuś upoważnienie. (Jedna z pierwszych spraw, o jaką poprosiłam pracowników CPM, to przekazanie studentom wyjeżdżającym na wymiany zagraniczne, żeby zostawiali mamie, koleżance, bratu - dowolnej pełnoletniej osobie - stosowne upoważnienie.)

Modne jest tłumaczenie się "turbulencjami otoczenia" (ukochany zwrot naukowców) - ale ciąża, która trwa 9 miesięcy, do nich nie należy! Jest to tak długi okres, że można w tym czasie wystąpić o dziekankę, przedłużenie sesji lub terminu złożenia pracy magisterskiej. Nie da się w 100% trafnie przewidzieć dnia narodzin dziecka, ale można przewidzieć, że ciąża zakończy się pojawieniem wymagającego noworodka, który utrudni przygotowanie do sesji. Dodam, że najczęściej dzidziusiem tłumaczą się panowie (54 maile na 76 w ciągu pierwszych 3 miesięcy mojej pracy w DSM)

Podjęcie pracy zawodowej również trudno uznać za nagłą zmianę. W każdym razie chyba nie tak nagłą, żeby przez rok nie udało się wystąpić o wpis warunkowy? Brak wpisów ocen w WD i równolegle brak wniosku o warunek to stosunkowo często przyczyna skreśleń (ok. 36%). Tymczasem zgodnie z § 44 ust. 5:
"Student jest obowiązany upewnić się, czy w WD zarejestrowano wszystkie jego oceny. W przypadku stwierdzenia braku ocen w terminie jednego miesiąca od zakończenia sesji student zawiadamia o tym dziekana i nauczyciela akademickiego, który zaliczał przedmiot, bez zbędnej zwłoki, lecz nie później niż w terminie 7 dni od upływu określonego wyżej terminu miesięcznego.
Kiedy student podnosi alarm w tej sprawie - zawsze reagujemy. Tymczasem odebrałam już 8 maili od różnych studentów, którzy odezwali się dopiero, kiedy powiadomiono ich o zagrożeniu skreśleniem... 

Ponieważ czytują nas również Wykładowcy - serdecznie pozdrawiam! - to przy okazji rozwieję wątpliwości co do "ręcznego" przepisywania ocen z protokołów na indywidualne konta studentów (sama wierzyłam w ten mit :-). Protokoły papierowe składamy (bo i ja także) tylko z tego powodu, że ciągle nie mamy podpisów elektronicznych. Ale oceny zamieszczone przez wykładowcę w WD w formie elektronicznej są automatycznie "zaciągane" na indywidualne konta studentów (nie przepisywane). Niestety dzieje się tak dopiero w chwili złożenia papierowej wersji protokołu. I tu faktycznie jest miejsce na błąd człowieka (pracownik musi pamiętać, żeby po przyjęciu protokołu "nacisnąć czerwony guzik").

Drugie miejsce na błąd - to moment składania protokołu. Jeśli jest duży ruch w dziekanacie (a w czasie sesji bywa nieludzki) zniecierpliwieni wykładowcy zostawiają protokoły na biurku sekretarki i znikają. Dokumenty potem trzeba cierpliwie analizować i przekazać właściwej asystentce toku. A bywa, że są niekompletne, niepodpisane, bez nazwiska prowadzącego. Takiego protokołu nie mamy prawa przyjąć ani uznać - ponownie cierpią studenci.

Dodam, że protokoły może dostarczać nam uprawniony pracownik Katedry (nie róbmy gońców z profesorów, bo nas na to nie stać). Najlepiej zebrać w Katedrze kilka- lub kilkanaście protokołów (zamiast biegać z każdym oddzielnie), zrobić kopie, dostarczyć do DSM, na kopiach otrzymać potwierdzenie, że wpłynęło a oryginały powierzyć pracownikowi dziekanatu (niemożliwe, żeby nikt nie był dostępny - nawet jeśli nie ma sekretarki - jest kierownik, zastępca kierownika, ktoś z prodziekanów, u mnie też zawsze drzwi są otwarte). Potwierdzenia można sobie nawet skanować i wysyłać e-mailem studentom lub dziekan(ce), jeśli podejrzewają wykładowcę o niezłożenie protokołu...

Banalna procedura - a oszczędziłaby nerwów wszystkim.

6 gru 2012

Środa

Źródło: motdemot.pl
Środa tradycyjnie jest niełatwym dniem na uczelni. Wykładowcy kpią sobie, że to jedyny dzień pracy między wkndami. Trudno się z tym nie zgodzić: poza posiedzeniami Senatu, kolegiami rektorskimi, radami naukowymi i zebraniami katedr, wielu pracowników stara się umieścić w środy zajęcia i konsultacje. Nie jest więc dla mnie zaskoczeniem, że co tydzień mam sporo zapytań o możliwość ustalenia spotkania na ten właśnie dzień. Staram się sprostać tym oczekiwaniom - ale jeśli tylko istnieje taka możliwość, to serdecznie proszę Kolegów i Koleżanki o przerwanie wkndu i zaglądanie do mnie w poniedziałek lub piątek ;-)

Ponieważ wczoraj była środa - odbyłam 11 spotkań z wykładowcami, którzy "kategorycznie odmawiają prowadzenia zajęć w semestrze letnim, a już w szczególności w soboty i niedziele" (to cytat z jednego z podań, ale wątek ten stanowi leitmotif wielu podań i e-maili). Niektórzy po pierwszym "mocnym wejściu" podsuwali jednak pomysły rozwiązania problemu. W innych przypadkach nie udało się rozwiązać "kwadratury koła", ale przynajmniej znam problem zawczasu i nie dowiaduję się dopiero od studentów, że nie odbywają się zajęcia, na które zostali zapisani.

Długo rozmawiałam też wczoraj z przedstawicielami władz Samorządu Studentów: Przewodniczącym Michałem Lubasiem i Przew. Komisji Jakości Bernardem Maciulewiczem. To było ważne spotkanie, bo uważam (i zamierzam mocno o to zabiegać), że Samorząd powinien stanowić główny kanał komunikacji między studentami i władzami akademickimi. Wiele spraw, o które zabiegam u Prorektora ds Dydaktyki, znajdowałoby szybszy i korzystniejszy dla studentów finał, gdybym miała silne poparcie studentów (np. sprawa opłat za II kierunek, liczba darmowych ECTS dla studentów sb-nd itd.). Różnych spraw pojawiło się mnóstwo: od sytuacji studentów sb-nd, poprzez codzienne uciążliwości funkcjonowania społeczności studenckiej, po jakość studiowania w SGH. 

W tej ostatniej kwestii moje pytania i propozycje odzwierciedlały zawartość e-maili, jakie otrzymuję prawie każdego dnia od studentów. Często pytacie w nich, dlaczego Wasze opinie (ankiety) nt. wykładów nie mają żadnego przełożenia na ich jakość. Myślę, że powody są dwa. Po pierwsze skala zwrotu tych ankiet jest nikła (ok. 5%). Po drugie: konstrukcja tych ankiet moim zdaniem nie odpowiada tym elementom oceny, które są ważne z perspektywy studenta/słuchacza. 

Ponieważ jestem związana z branżą turystyczną i uważam, że jedyny sensowny system ocen i tym samym wsparcia w procesie podejmowania decyzji, to porządne forum, wzorowane może trochę na TripAdvisor, na którym pojawią się Wasze opinie, dostępne wszystkim studentom, zawierające oceny i opisy w podziale na różne kategorie (merytoryczne aspekty wykładu, umiejętności dydaktyczne, atrakcyjność stosowanych narzędzi, zasady zaliczenia, dostępność materiałów wspomagających wykład i dostępność samego wykładowcy, w tym punktualność, terminy konsultacji, częstotliwość przeglądania skrzynki e-mail etc.). 

Oczywiście kategorie można zdefiniować różnorodnie, ale "na szybko" ten zestaw wydaje mi się dość pomocny. Ja poddałabym ocenie także terminowość składania protokołów, tempo sprawdzania prac zaliczeniowych/dyplomowych itp. Ten ostatni wątek przypomina mi o prośbach absolwentów (oni także czytują naszego bloga), którzy podnoszą problem współpracy z promotorami. Gdyby Samorząd pokusił się o utworzenie rozbudowanego systemu ocen nauczycieli akademickich, ważnym wątkiem powinna być ocena współpracy z promotorami. O tym, że jest to trapiący Was problem, przekonałam się już wielokrotnie (kiedyś nawet pisałam na ten temat na blogu dla studentów).

Przedstawiciele Samorządu zapewniali mnie, że prace nad takim forum są już bardzo zaawansowane - uważam, że to ważna informacja także dla samych wykładowców. W każdym razie Ci bardziej ambitni docenią forum, jako narzędzie doskonalenia własnej oferty i relacji ze studentami. Jak tylko forum będzie gotowe - dam znać także w ramach naszego bloga.

Mniej optymistycznie zabrzmiała ocena Zielonej Linii (link po prawej na boczku bloga) - podobno narzędzie to nie cieszy się jeszcze tak dużym wzięciem studentów, jak bym sobie życzyła. Piszę "sobie", bo dopóki nie korzystacie z Zielonej Linii - korzystacie z mojej skrzynki (rekord to 214 maili w ciągu jednego wkndu!). Samorząd zamierza podjąć działania popularyzujące korzystanie z ZL - a ja zamierzam ich w tym wspomagać, bo inaczej zginę zawalona e-pocztą. I co mi napiszą na nagrobku? Odeszła na wieczny dyżur w dziekanacie? Brrr... Wolę jednak wieczną wachtę na DM.

Dziękuję Panu Michałowi i Panu Bernardowi za spotkanie i niech Moc będzie z Wami :-)

3 gru 2012

Statystyka bez wizualizacji, czyli czekam na infografików

Źródło: http://studioengram.pl/uczelnie/
Ponieważ Pro uciekła w rozważania lingwistyczne a studenci i wykładowcy czekają na wstępne wyniki deklaracji, to nie pozostaje mi nic innego, jak zabrać się "za pióro" (poza blogiem faktycznie używam wyłącznie pióra ;-). Dane na moją prośbę zgromadziła Pani Katarzyna Zając (wspomniana już jako Lwica) oraz Pani Irena Senator - jedna z najlepszych Halinek w Dziekanacie (regularnie zbierająca pochwały od studentów, przesyłane także do mnie na e-mail).

Zatkało mnie na wieść, że na studiach stacjonarnych II stopnia na 2816 studentów wzięło udział w I etapie deklaracji 1857, czyli ok. 66%. W minionych latach wyniki pierwszej tury oscylowały wokół 20-30%, co oznacza niesamowity skok! Nie wiem, ile w tym zasługi systemu motywacji, ile polityki informacyjnej (blog, FB, plus poczta pantoflowa) - ważne, że jest lepiej.

Zaledwie nieco słabiej wypadły studia niestacjonarne: na studiach popołudniowych mamy 266 studentów, głosowało 147, czyli około 55%. Na studiach sobotnio-niedzielnych na 1303 studentów głosowało 749 (ok. 57%). Wynik i tak przeszedł moje oczekiwania! Dziękuję za frekwencję wszystkim studentom, którzy skorzystali z I etapu.

Większy problem, to rozproszenie wyborów. Liczba przedmiotów, na które padł przynajmniej jeden głos, jest znacząco wyższa niż liczba przedmiotów wstępnie dopuszczonych do uruchomienia. Od razu dodam, że otrzymałam bardzo wiele maili od wykładowców zgłaszających gotowość prowadzenia zajęć podlimitowych. W miarę możliwości, zgodnie z tymi zgłoszeniami, starałam się dopuszczać przedmioty do II tury. Niestety, jeśli zapisała się jedna lub dwie osoby, musiałam się poddać. Przyczyna jest prosta: wstępna lista wykładów trafia teraz do Działu Nauczania, który musi zapewnić dla każdej grupy salę wykładową. Nie jest to łatwe zadanie, zważywszy, że na samych studiach magisterskich wstępnie zakwalifikowaliśmy do uruchomienia 330 różnych zajęć na studiach stacjonarnych dziennych i popołudniowych oraz 162 na niestacjonarnych.

Porównajmy to z liczbami zajęć, które odnotowały przynajmniej jeden zapis: 937 (studia dzienne), 392 (popołudniowe), 591 (niestacjonarne). Ponadto na studiach dziennych i popołudniowych odnotowaliśmy 306 przedmiotów z liczbą zgłoszeń większą lub równą 10. Na niestacjonarnych - 135 takich przedmiotów. Dane dotyczą rzecz jasna wyłącznie semestrów II-IV - czeka nas jeszcze zimowa rekrutacja i zapisy studentów z nowego naboru.

Nieco bardziej liberalnie podchodzimy - jak co roku - do uruchamiania przedmiotów e-learningowych, które w drugiej turze deklaracji cieszą się dużym powodzeniem, bo dla wielu osób okazują się jedyną deską ratunku w warunkach, kiedy nie sposób w inny sposób dopiąć planu zajęć. W dwóch przypadkach dopuszczamy w tym semestrze do II tury deklaracji 2 przedmioty e-learningowe z zerową liczbą zgłoszeń, ponieważ w bieżącym semestrze były one chętnie wybiera przez studentów studiów sb-nd.

Ostatnim tchem nieoceniona Pani Kasia dosłała mi jeszcze wykaz przedmiotów cieszących się największym powodzeniem (powodzeniem, zaznaczmy, wymuszonym w odniesieniu do przedmiotów kierunkowych)

Na studiach stacj. dziennych i popołudniowych są to (obok podaję liczby zgłoszeń):
Prawo finansowe i podatkowe – 592
Rachunkowość zarządcza – 501
Zarządzanie bankiem – 488
Portfel inwestycyjny – 479
Zaawansowana rachunkowość finansowa – 471

Na studiach niestacjonarnych:
Rachunkowość zarządcza – 191
Rachunek kosztów – 165
Prawo finansowe i podatkowe - 155
Portfel inwestycyjny – 145
Ekonometria finansowa I - 140
 
Nasz system SGH-owski jak zwykle się zasapie: przedmioty kierunkowe niełatwo będzie uruchomić, bo wykładowcy nierzadko przekraczają pensum dydaktyczne, podczas gdy innych nie mogę uruchomić, bo zgłasza się na nie zbyt mało studentów. Od dwóch tygodni prowadzę regularne pertraktacje z wykładowcami, którzy odmawiają prowadzenia zajęć ze względu na zbyt duże przeciążenie pracą (nie muszę dodawać, że najchętniej pozbywają się zajęć na studiach sb-nd). Z drugiej strony rozpacz mnie ogarnia, kiedy wycinam w pień zajęcia fantastycznych wykładowców, którzy z semestru na semestr nie mogą zrealizować założonego pensum, pomimo świetnych kwalifikacji, ciekawych zajęć i nieustannej gotowości. Niestety studentom zostaje niewiele wolnych ECTS-ów, które mogą przeznaczyć na zajęcia pozakierunkowe. Jeśli do tego dodać rozproszenie "głosów" - to mamy demokrację pełną gębą :-(

PS:
Wytłumaczę się jeszcze z tytułu wpisu. Na całym świecie informacyjny overload budzi takie przerażenie, że poszukiwane są coraz to nowe i lepsze sposoby docierania do ludzkiej percepcji. Rekordy popularności budzi tzw. infografika (wizualizacja danych), która w najlepszym wydaniu łączy wiedzę nt. zjawisk, zmysł dziennikarski i zdolności designerskie. Mnożą się konkursy, w których prezentowane są infografiki takie, że dech zapiera. A ja mam tylko swoje pióro i siermiężne narzędzia google.

Toteż jeśli ktoś z czytelników bloga poczuje, że rodzi się w nim talent designersko-statystyczny - powitam go(ją) z otwartymi ramionami. Chciałabym, żeby nasze wpisy wyglądały na przykład tak (Złoty Medal w konkursie Data Visualisation - Pani Prodziekan powinna się ucieszyć :-) 
Lub tak (tę infografikę cytowałam na blogu dla hotelarzy, kiedy jeszcze miałam na niego czas :-(
Albo przynajmniej tak (po kliknięciu obrazki powiększą się). 
 
Jeśli znajdą się chętni do wprowadzenia naszego bloga w XXI wiek - to zapraszam. Będę mogła wtedy zacząć narzekać, że nasze wizualizacje nie są interaktywne (bo to teraz najnowszy trend :-)
A ciekawy artykuł nt. infografiki polecam tutaj ("Polityka" 23 października 2012).

25 lis 2012

Polowanie na "wiedzę"

fot wikipedia (czyli bardzo w temacie)
Czasami, a zwłaszcza w okresie okołosesyjnym, mam wrażenie, że studiowanie to tak naprawdę zabawa w kotka i myszkę. Myszką w tym układzie jest studiowany przedmiot, a polującym – student. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie sposób tego polowania, niekiedy dysfunkcyjny. 

Pewne rodzaje łowów specjalnie mi nie przeszkadzają (co nie znaczy, że je pochwalam). Dotyczy to: 
  • Tego, że moje slajdy znajdowały się na niedawno zlikwidowanym SGHowym Chomiku. Te same slajdy są dostępne na stronie mojej Katedry, więc de facto są dostępne.
  • Tego, że notatki z moich zajęć mogą (bo nie wiem czy?) funkcjonować gdzieś w wersji wirtualnej i być przekazywane z pokolenia na pokolenie – czyli z rocznika na rocznik. 
Szczytem szczęścia byłoby zapytanie mnie jako autora, czy wyrażam zgodę na kopiowanie moich slajdów i upublicznianie ich w Internecie wszem i wobec. Tego niestety się nie doczekałam. Za to, gdy napisałam do właścicieli SGHowego chomika przeprosili i obiecali (na moją prośbę) zamieścić informację, że materiały znajdują się tam za zgodą twórcy. Czy to zrobili – nie wiem, bo od tamtej pory tam nie zaglądałam.

Drażnią mnie następujące wzory polowania na „wiedzę” (bo tu chyba raczej zaczyna się polowanie na ocenę): 
  • Kopiowanie prac pisemnych z Internetu. Dotyczy to w moim przypadku prac, które studenci mogą napisać dodatkowo na niektórych przedmiotach na podwyższenie oceny. Mimo tego, że co semestr i co przedmiot ogłaszam, że umiem korzystać z Googla zawsze znajdzie się choć jedna osoba, która mi nie wierzy. 
  • Ściąganie – w każdej postaci i formie. 
Wzory te są naganne, ale tylko mnie drażnią, gdyż mam możliwość zareagowania – robię to za pomocą Googla, albo pilnującego na egzaminie komanda. Zdecydowanie najgorsza jest kategoria ostatnia – wzory naganne, którym towarzyszy moja bezradność. Jest to póki co zbiór jednoelementowy (stąd bez punktora): Pozyskiwanie pytań egzaminacyjnych.

Frustrują mnie wiszące w Internecie zdjęcia fragmentów (niekiedy dość obszernych) zestawów egzaminacyjnych, powielane w ksero pytania z lat ubiegłych, wypisywanie na forum na szybko po egzaminie tego, co się z niego zapamiętało, a nawet przechwytywanie na dyktafon pytań od studentów wychodzących z sali. Na swoje pytania jeszcze nigdzie się nie natknęłam (i chyba dobrze, bo wtedy by mnie szlag trafił), choć zdaję sobie sprawę, że gdzieś fragmentarycznie krążą. W końcu wiedza zbiorowa gromadzi się od dekady, bo tyle prowadzę Socjologię.

Pozostaje tylko zmieniać pytania (co robię niezależnie) i nie popadać w paranoję, że moi studenci znają zestawy egzaminacyjne zanim je przygotuję. Na szczęście potwierdzają co semestr, że tak nie jest.