23 gru 2015

Trochę smutno, ale jednak świątecznie...

Święta niestety są dla ludzi szczęśliwych. Nigdy tak boleśnie tego nie odczuwałam, jak w ciągu kolejnych czterech lat w dziekanacie. Przez cały rok trafiają na mój dyżur różne niezwykle smutne przypadki. Ale dyżury przedświąteczne są najtrudniejsze. Przychodzą Państwo osobiście, czasem z rodzicami, czasem przychodzą sami rodzice... 

Społeczny przymus radowania się choinką i iluminacjami wyzwala czasem tak niewyobrażalny smutek, że jestem bezradna - mam do dyspozycji jedynie regulamin studiów. I może te resztki wrażliwości, w które większość moich współpracowników i podwładnych zazwyczaj wątpi ;-)

W regulaminie nie ma nic o nieludzkim smutku, o depresji, o bolesnym rozwodzie, utracie dziecka, zmarnowanej miłości ani innych przypadkach, które oswajają Państwo wchodząc w dorosły świat. Ale w regulaminie jest mowa o tym, że można przerwać studia i na nie wrócić, że nie ma takiego skreślenia, po którym nie da się wznowić studiów, że oblany egzamin można poprawiać, że warunek to nie koniec świata i że największe opłaty można powoli spłacić, rozłożyć na raty a w najtrudniejszych przypadkach, za zgodą Rektora, umorzyć.

Dwadzieścia pięć lat temu spadło mi niebo na głowę. Straciły sens studia, praca, wszystko... Zawaliłam cały semestr. Ktoś zdołał mnie namówić do walki. Po długiej rozmowie z ówczesnym dziekanem, lektorką, i 10 wykładowcami dostałam szansę, która wydała mi się absurdalna: 16 egzaminów w ciągu 3 tygodni bez prawa do poprawek. Ale cuda się zdarzają. 

Nawet przez myśl mi wówczas nie przeszło, że 25 lat później zrobię wszystkie stopnie naukowe i jako dziekan będę rozpatrywać równie dramatyczne przypadki. I że z rozpaczą będę patrzeć na ludzi, którzy w wieku dwudziestu paru lat mówią, że nic już ich w życiu nie czeka; na rodziców, którzy proszą, żebym przyjechała do nich do domu i wyciągnęła z łóżka dziecko, które w stanie depresji nie chce napisać jednozdaniowego wniosku o litość.

Dlatego nie składam Wam życzeń wesołych świąt - szczęśliwym to niepotrzebne, a nieszczęśliwych przybija. Życzę Wam wiary w cuda i wiary w ludzi. I przekonania, że to pogańskie święto przesilenia zawraca bieg spraw: skoro można uwiązać słońce na sznurku i sprawić, żeby zaczęło wracać na naszą półkulę, skoro można przetrwać najdłuższą noc w roku - to pewnie można też wylać morze łez i jednak stanąć na nogi. Nie zawsze trzeba walczyć - czasem najtrudniej jest przetrzymać. Życzę Wam nieustannej obecności tych, którzy pomogą przetrwać wszystko.

16 gru 2015

Absolutoria i magisterki zima 2015/16 - wpis na zamówienie ;-)

Pytania o terminy składania prac magisterskich sypią się już wszystkimi możliwymi kanałami - co zdradza, że regulamin nadal pozostaje dla Państwa ostatnim i najmniej wdzięcznym źródłem informacji. Z regulaminu bowiem wynika jasno i jednoznacznie, że deadline w bieżącym semestrze to 12 lutego (zarazem koniec semestru zimowego). Nie ma żadnych "przedłużeń" i nawet wniosek do dziekan nie pomoże (już prędzej do Rektora, który stoi powyżej regulaminu, ale argumentacja musiałaby go naprawdę zwalić z nóg, żeby się ugiął). 

Jeśli już dzisiaj widzą Państwo, że perspektywa napisania pracy w terminie jest nierealna - to pozostaje wniosek o powtarzanie IV semestru tytułem seminarium magisterskiego. Regulamin nie przewiduje bowiem możliwości przedłużania terminu złożenia pracy o miesiąc czy dwa. Dzisiaj mamy 16 grudnia - ja pisałam swoją magisterkę nieco ponad 2 tygodnie - przyjmując taki standard, każdy z Państwa może napisać kilka prac i to przed upływem terminu! A do DSM wystarczy złożyć tylko jedną ;-)

Przypominam Państwu (podobnie jak latem) o konieczności formalnego przyjęcia pracy przez promotora - proszę więc nie ryzykować, że korzystając z przerwy międzysemestralnej, ucieknie Wam na narty. Proszę ustalić z promotorami, kiedy powinni Państwo podjąć wszelkie wysiłki związane z ukończeniem pracy, wygenerowaniem stosownych dokumentów z systemu Solad, uzyskaniem podpisu od promotora i wycieczką do dziekanatu. 

Na wszelki wypadek przypominam też , że złożenie pracy w dziekanacie wymaga załączenia wspomnianej dokumentacji, a podpis promotora jest nieodzowny, bo to dla dziekan jedyny dowód, że promotor faktycznie przyjął pracę bez zastrzeżeń. Proszę więc nie pytać w mailach (ani w okienkach), czy "wgranie pracy do systemu Solad można uznać za jej złożenie w DSM", albo "czy promotor nie mógłby podpisać pracy już po złożeniu". W obu przypadkach odpowiedź brzmi "nie". 

Warto też pamiętać, że w razie niedotrzymania terminu grozi studentowi skreślenie z listy studentów i ewentualna walka o dyplom będzie wymagała wniosku o wznowienie oraz wniosku o powtarzanie IV semestru tytułem seminarium magisterskiego (oraz bolensej płatności za 12 ECTS).

Ponownie (podobnie jak tutaj) zwracam uwagę, że furtką, jaką stosowała niegdyś SGH (możliwość odpłatnego wznowienia na miesiąc lub kilka miesięcy) od pół roku już nie funkcjonuje, jako niezgodna z prawem (na co - o ironio - zwrócili uwagę sami studenci). Nowe tabele opłat (obowiązujące od października br.) dostosowane zostały do wymagań nowej ustawy i tego typu możliwość została zlikwidowana. 

I jeszcze kilka słów o absolutorium - czyli nieformalnym stwierdzeniu, że student zrealizował wymagany program studiów magisterskich i ma prawo podejść do obrony pracy magisterskiej. W chwili, kiedy składają Państwo swoje prace magisterskie w DSM nie sposób "na szybko" upewnić się, czy absolutorium zostało zrealizowane. Dlatego w przeciągu kilku dni od złożenia pracy asystentka toku weryfikuje konto studenta i ustala, czy przypadkiem nie brakuje jakiegoś przedmiotu kierunkowego. W kilku przypadkach w tym roku okazało się, że (po zmianie kierunku studiów) student zapomniał o - bagatelka - 23 ECTS-ach! Sypią się wtedy żarliwe prośby do asystentki toku, do dziekanów, rektorów i wszystkich świętych, żeby jednak, a może, w drodze wyjątku, tylko tym razem itp. Dlatego serdecznie proszę, żeby samodzielnie weryfikować sobie absolutoria, albo przed złożeniem pracy wpaść do DSM i skonsultować stan swoich studenckich dokonań. W przeciwnym razie, już po złożeniu pracy w dziekanacie asystentka toku może wyciągnąć różne niespodzianki, które nie tylko przesuną obronę w czasie, ale mogą nawet zaowocować koniecznością powtarzania IV semestru.

10 gru 2015

Sprawdzam!

Gdy jestem w Dziekanacie zazwyczaj siedzę w pokoju dziekańskim, bo tam jest moje miejsce – o ile nie chodzę po korytarzu za okienkami i nie rozpatruję podań. Jednak czasami siadam w większej części Dziekanatu, nieopodal wejścia, w zasadzie tuż koło sekretariatu, a na swój sposób w sekretariacie, tuż obok sekretarki. 

 Siedzenie w sekretariacie ma swoje plusy – z pokoju dziekańskiego mało co słychać, a tu wszystko jest jak na dłoni. Wiadomo, jakie sprawy są omawiane, kto wchodzi, kto wychodzi, nad czym pracuje zespół, albo o czym rozmawia, bo przecież nie zawsze samą pracą człowiek żyje. Jest także komputer, na którym można pracować (w pokoju dziekańskim mamy raptem dwie sztuki) i podłączona drukarka. Generalnie można uczestniczyć w życiu Dziekanatu. Przesiadywanie w sekretariacie ma jeszcze jeden walor – pozwala mi czasami poznać studentów i pracowników od nieco innej strony, niż ta, która mi przysługuje jako prodziekanowi. 

Piszę „przysługuje”, gdyż odwołuję się do dramaturgicznej teorii interakcji, w myśl której jesteśmy aktorami odgrywającymi spektakle przed publicznością, czyli innymi ludźmi. Jako prodziekan oglądam najczęściej miłe i sympatyczne spektakle osób, które czegoś ode mnie chcą (najczęściej są to studenci – i o tym już pisałam), albo kolegów czy koleżanek z pracy. Z racji tego, że jestem prodziekanem nie doświadczam innego rodzaju spektakli. Mogę zatem odnosić wrażenie, że jest to stan naturalny, a świat jest piękny. 

Siedzenie od czasu do czasu w sekretariacie wybija mnie niekiedy z tego przekonania. Okazuje się, że przypisywana jednostce pozycja w hierarchii przekłada się na stosunek do niej. I tak, siedząc w sekretariacie odkrywam czasami drugie oblicze naszego uczelnianego świata – patrzące na mnie bardziej z góry, miejscami nonszalancko i wyniośle. Oczywiście działa to wyłącznie wówczas, gdy osoba przychodząca do Dziekanatu bierze mnie za sekretarkę, albo za jej pomocnika. I oczywiście działa tylko czasami, bo jednak większość ludzi zachowuje się sympatycznie niezależnie od tego, wobec kogo. 

Nie zmienia to faktu, że takie nowe, nawet jeżeli pojedyncze, doświadczenia dają mi sporo do myślenia… Mój Ojciec mawiał swego czasu, że najbardziej niebezpieczni są ludzie, którzy słuchają wyłącznie do góry. Na swój sposób cieszę się, że mogę z niej czasami zejść i powiedzieć: sprawdzam.

4 gru 2015

Taniec argentyński... czyli o dynamice negocjacji studenckich

Niezwykle burzliwy przebieg miała rozmowa z pewnym studentem w czasie ostatniego dyżuru dziekańskiego. Dotyczyła ona możliwości przepisania oceny z przedmiotu zrealizowanego na UW na poczet studiów realizowanych w SGH.

Nie wnikając w szczegóły, przedmiot ma tyle wspólnego z programem naszych studiów (na dowolnym kierunku) co - dajmy na to - taniec argentyński. Gdyby był tożsamy z jakimkolwiek przedmiotem z oferty programowej SGH lub przynajmniej zbliżony do któregoś z nich - to sprawa byłaby relatywnie prosta: zgodnie z procedurą kieruję wtedy zapytanie do opiekuna kierunku i proszę o opinię, czy program przedmiotu zrealizowanego w innej szkole odpowiada pod względem merytorycznym i czasowym (liczba godzin) wykładowi oferowanemu w SGH. Jeżeli opiekun kierunku potwierdzi zgodność - zamiennik trafia na konto studenta. Jeśli nie - przedmiot nie może być uznany za zamiennik.

Ta procedura najważniejsza jest w przypadku wyjazdów do uczelni zagranicznych w ramach wymian studenckich. Nie stawiam jednak przeszkód w jej wykorzystaniu, jeżeli realizują Państwo równoległe studia na dowolne polskiej uczelni. Po co dwukrotnie studiować to samo, jeśli można przepisać przedmiot z Politechniki lub UW, a w SGH wybrać dowolny inny przedmiot?

Jak wspomniałam - student, który pojawił się na poniedziałkowym dyżurze "zastrzelił" mnie prośbą o uznanie na poczet kierunku IB przedmiotu kompletnie nie związanego z profilem wykształcenia w SGH. Uprzedziłam go, że nawet jeśli wniosek trafi w ręce opiekuna kierunku, to należy spodziewać się negatywnej (może nawet kpiącej) opinii. 

Ale student... nie nalegał wcale na przekazanie sprawy opiekunowi (wiedząc chyba doskonale, że prośba jest absurdalna). Zaproponował znacznie sprytniejsze rozwiązanie - żeby Dziekan, bez konsultacji z opiekunem kierunku, podpisał zgodę na zamiennik "i już". 
Jakie to proste, nieprawdaż ;-)

Zwróciłam uwagę, że nawet nie będąc merytorycznie związana z kierunkiem IB, mam wystarczające rozeznanie w zakresie nauk o zarządzaniu i nie widzę związku między zrealizowanym przedmiotem a ofertą dydaktyczną SGH. Student negocjował dalej: oferta ofertą a przedmiot jest ciekawy i on chce go zrealizować! Tutaj trochę się pogubiłam, bo Dziekanowi (ani Dziekance) nic do tego, jak się kto rozwija poza Uczelnią. Ani nakazać, ani zabronić nic tu nie mogę i nie mam prawa wnikać, jak Państwo spędzają czas wolny.

Student objaśnił mi maluczkiej, że realizując ten przedmiot chce zaliczyć 3 ECTS, zamiast innego (jak domyślam się - nudnego) przedmiotu z programu IB. No cóż... rozumiem, że taniec argentyński wielu osobom wydaje się bardziej pasjonujący niż - dajmy na to - corporate finance, ale dyplom SGH można uzyskać za corporate finance. A za taniec argentyński - nie bardzo...

I tu nastąpiła scena pompatyczna! Usłyszałam zarzuty o blokowaniu rozwoju studenta, jego ambicjach, które ja lekceważę i niweczę, o przewadze kształcenia renesansowego nad ściśle ukierunkowanym i walorach podejścia interdyscyplinarnego, w którym rozwój artystyczny jest wart znacznie więcej niż bezduszna ekonomia itd. Byłam pod dużym wrażeniem patosu tej wypowiedzi, ale nadal trudno mi było pojąć, w którym miejscu postawiłam bariery w rozwoju interdyscyplinarnym mojego rozmówcy.

Wtedy padł argument ostateczny - jakaś Pani z UW poinformowała owego studenta, że inni studenci SGH realizowali ten przedmiot i mieli uznane zrealizowane ECTS na poczet studiów w SGH. A skoro inni mogli, to dlaczego mój rozmówca "jest traktowany niesprawiedliwie"?!

Niestety nie mogę odpowiadać za to, co obiecują Państwu inni (często padają analogiczne argumenty: "wiem od koleżanki", "mówił mi to ktoś z III semestru" itp.). Wierzę, że mówił, obiecywał, zapewniał i informował - proponuję teraz poprosić go/ją o dyplom, bo jako dziekan SGH nie mam nieograniczonych możliwości. Granice wyznacza m.in. uchwała Senatu SGH określająca program i wymiar studiów. Może fajnie by było, gdyby nasz Senat umieścił w ofercie taniec argentyński - ale że nam brakuje ułańskiej fantazji, ograniczamy się do prozaicznego corporate finance.

Myślicie, że to koniec negocjacji? Ów student zażądał... podania nazwisk studentów, którym uznałam przedziwny przedmiot tytułem realizacji IB! I tu mnie miał - udowodnienie, że nie jestem wielbłądem zawsze mnie rozwalało: garbię się przy komputerze, mało piję i uwielbiam pustynię.

Student opuścił Dziekanat w wielkim gniewie: przyjęłam do wiadomości, że reprezentuję instytucję, w której nie da się nic ustalić i każdy mówi "nie".

Z jaką radością powitałam kolejną osobę, która przyszła z prozaicznym żądaniem, żeby ją dopisać do przedmiotu, który właśnie się zakończył (trwał 15h).!

3 gru 2015

I znowu się chwalimy!

Dopiero co rok temu napisałam podobny wpis na temat nagród przyznanych pracownikom DSM – właśnie zdałam sobie z tego sprawę. Absolutnie nie mam jednak wrażenia monotonii – za każdym razem cieszę, że aż tyle osób uzyskało nagrodę czy dyplom. Tym razem naliczyłam łącznie 16 (słownie: szesnaście :) ).

W dziedzinie naukowej dyplom uznania Rektora za osiągnięcia w postaci publikacji artykułów, które ukazały się w recenzowanych czasopismach zagranicznych z bazy Journal Citation Reports uzyskał dr hab. Mariusz Próchniak. Dr hab. Próchniak wraz z Dziekan(ką) prof. dr hab. Magdaleną Kachniewską uzyskali również listy gratulacyjne dla młodych nauczycieli akademickich z najwyższym wskaźnikiem cytowań publikacji. Zbiorową nagrodę I stopnia w dziedzinie działalności naukowej otrzymałam ja dzięki udziałowi w projekcie zaprzyjaźnionych historyków, a dr Aneta Ptak-Chmielewska – nagrodę z Funduszu Rektora II stopnia, również zespołową.

W dziedzinie organizacyjnej nagrody uzyskali: Dziekan(ka) prof. dr hab. Magdalena Kachniewska (I stopnia), prodziekani - dr Michał Matusewicz , dr Jarosław Wierzbicki i ja (II stopnia), oraz pełnomocnicy Dziekana – dr hab. Mariusz Próchniak i dr Aneta Ptak-Chmielewska (III stopnia).

To co zawsze nas najbardziej cieszy, to nagrody dla pracowników Dziekanatu. W tym roku aż pięciu pracowników Dziekanatu zostało uhonorowanych nagrodami. Nagrodę I stopnia uzyskał zespół w składzie: mgr Anna Bucka-Wasilewska (studia stacjonarne), mgr Katarzyna Kłopotowska oraz p. Małgorzata Świdnicka (studia niestacjonarne sobotnio-niedzielne). Nagrodę II stopnia uzyskały: mgr Anna Jurek oraz mgr Katarzyna Uljasz-Rawa (studia stacjonarne).

Podczas dzisiejszej uroczystości były oczywiście pstrykane profesjonalne zdjęcia, ale do tego wpisu zdecydowałam się dołączyć nasze wewnętrzne zdjęcie dziekanatowe – ze schodów wiodących do antresoli. Z ubiegłorocznej uroczystości takiego nie mamy. Widać proces integracji zespołu nadal postępuje. I o to chodzi!

18 lis 2015

Czy Pani w ogóle coś może?

Powyższe pytanie jest – jak pewnie większość czytelników jest się w stanie domyślić – ostatnim gwoździem do trumny. Ostatnim w tym sensie, że przebieg rozmowy na dyżurze już wcześniej nie przybierał obrotu zgodnego z aspiracjami pytającego i w zasadzie niezależnie od tego pytania, nic by się w tym zakresie nie zmieniło. 

Pytanie o moje możliwości, tudzież władzę (czy Pani ma w ogóle jakąś władzę?), pojawia się szczęśliwie nieczęsto, ale niemalże zawsze w określonym kontekście. Student przychodzi na dyżur ze sprawą ewidentnie przez siebie zawaloną lub niemożliwą do załatwienia (niewypełniona deklaracja, wypisanie się z przedmiotu w połowie semestru, niezłożona w terminie praca magisterska, etc.). Rozpoczynamy proces negocjacji, choć w zasadzie rozpoczyna go student, licząc jednak na pomyślne załatwienie sprawy. 

Czasami pozytywne rozpatrzenie wniosku byłoby sprzeczne z Regulaminem studiów. W tym sensie ewidentnie nic nie mogę i nie mam władzy do tego, aby łamać przepisy. Zresztą nie chcę jej mieć. Czasami pozytywne rozpatrzenie wniosku byłoby teoretycznie możliwe, ale mimo to nie następuje. I wtedy pojawia się tytułowe pytanie. Co więcej, powołują się Państwo niekiedy na to, że przecież Asystentka toku wyraźnie powiedziała, że mogą się Państwo udać na dyżur (pro)dziekański, bo decyzja należy do (pro)dziekana i może ją zmienić. No właśnie – może. 

W rzeczywistości administracyjnej są przypadki białe, czarne i szare. Białe to takie, w których decyzja jest w zasadzie z automatu – np. nigdy nikomu nie odmówiłam podziału czesnego na raty, albo wydania duplikatu legitymacji. Czarne to takie, które są ewidentnie sprzeczne z Regulaminem – nikomu nie pozwolę na zakończenie studiów bez realizacji programu, albo na wpisanie trzeciej oceny z przedmiotu. I wreszcie są przypadki szare, w których – no właśnie – decyzja należy do (pro)dziekana. 

Szarość ma wiele odcieni. Czasami idę studentowi na rękę, bo mogę i chcę. Czasami staram się mu iść na rękę, choć wymaga to dosyć dużej gimnastyki – jednak widzę, że powinnam to zrobić. Stajemy wówczas na głowie z Asystentkami toku, aby wymyślić jak najlepsze rozwiązanie. Czasami jednak nie widzę ku temu powodów. Mogę oczywiście tłumaczyć, dlaczego nie widzę podstaw, aby na przykład nagle wypisać kogoś z zajęć, bo uznał w połowie semestru, że nie podoła. Powód jest prosty – według Regulaminu składają Państwo deklarację semestralną i jest ona dla Państwa wiążąca. Czy mogłabym takiego wypisania dokonać? Być może. Ale musiałby to być naprawdę szczególnie uzasadniony przypadek. A nie każdy, jak leci.  Innymi słowy szczególną okolicznością nie jest każda okoliczność, jaka przyjdzie Państwu do głowy.

O ile Asystentki toku mogą Państwu sugerować udanie się na dyżur, bo same mocy decyzyjnej nie mają – co wielokrotnie podkreślamy z Dziekan(ką) Kachniewską – nie oznacza to automatycznie, że (pro)dziekan wyrazi zgodę. A jeżeli nie podoba się Państwu decyzja odmowna – pozostaje odwołanie się do wyższej instancji, w tym wypadku Prorektora ds. Dydaktyki i Studentów. 

PS: Samobójem, który czasami popełniają Państwo w stosunku do Asystentek toku jest powiedzenie im, że ich wynagrodzenie zależy od Państwa satysfakcji z obsługi swoich spraw. Zapewniam, że gdyby tak było, niejedna pracownica DSM jeździłaby po Warszawie czerwonym porsche z brylantowymi felgami ;)

13 lis 2015

No bo niby jak....?!

Studenci przebywający za granicą, co i rusz zgłaszają pretensje o to, że "podania" mailowe nie są rozpatrywane, że domagam się skanu z podpisem albo dosłania wniosku pocztą. A niby jak tu dosłać skan, jeśli w podróży jest problem z dostępem do takich czy owakich urządzeń... No cóż - taki mamy system prawny, że podpis na podaniu jest ważny i bez niego ani rusz. Z kolei zrozumiałe jest dla mnie, że student nie posiada najczęściej podpisu elektronicznego (i o dziwo nie mam o to pretensji ;-) Nie pomoże też powołanie się na przepisy prawa, zgodnie z którym od 1 maja 2008 r. "organy władzy publicznej i instytucje publiczne, zobowiązane są do przyjmowania dokumentów w postaci elektronicznej (wnoszenia podań i wniosków oraz innych czynności w postaci elektronicznej)", ponieważ przyjęcie wniosku mailowego nie stanowi dla mnie problemu - problem stanowi brak dowodu, że dany wniosek faktycznie złożyła dana osoba a nie ktoś, kto chce jej zrobić głupi kawał.

Pewnym rozwiązaniem problemu jest e-PUAP (Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej), o którym większość z Państwa już słyszała, ale tak jakby jednym uchem. W związku z tym po pierwsze podsyłam link do informacji na portalu SGH. Po drugie bardzo polecam potwierdzenie tzw. "profilu zaufanego" (czyli bezpłatnego odpowiednika e-podpisu) zanim podejmą Państwo decyzję o wyjeździe. W przeciwnym razie e-PUAP na nic się nie zda, ponieważ korzystanie z tego narzędzia wymaga uprzedniego potwierdzenia profilu, co niestety trzeba uczynić osobiście. Studenci SGH mogą to zrobić albo w Dziale Obsługi Studentów (pok. 2 na antresoli Budynku Głównego), albo w Dziale Rekrutacji i Organizacji Dydaktyki (pok. 37 na parterze budynku głównego) – z tego punktu mogą korzystać wszyscy obywatele RP.

e-PUAP stanowi odpowiednik "skrzynki podawczej", która spełnia wymogi prawa (w tym w szczególności zapewnia realizację obowiązku wystawienia urzędowego poświadczenia odbioru). Więcej informacji o funkcjonowaniu e-PUAP znajdą Państwo na stronie rządowej, czyli tutaj. Poza kwestią elektronicznego składania wniosków na etapie studiów, e-PUAP ma po prostu ułatwić życie w kontaktach z urzędami, więc nawet jeśli lubią Państwo bywać w DSM - warto zainteresować się tym systemem.

9 lis 2015

Deklaracje semestralne - pierwszy dzwonek

Przed scriptum (PS):
ze względu na liczne pytania zamieszczone w formie komentarzy na blogu, na FB i w mailach do DSM informuję, że podobnie jak w ciągu ostatnich 10 lub więcej lat, seminarium magisterskie nie wymaga deklarowania za pośrednictwem WD. Zgłoszenie wypełniają Państwo raz (na początku III semestru studiów) i pozostaje ważne aż do obrony (chyba, że ktoś zechce zmienić promotora). Jeżeli ktoś wypracował obowiązujące 120 ECTS (uwzględniając seminarium) i na początku IV semestru nie brakuje mu/jej żadnych przedmiotów - to znaczy, że nie musi składać deklaracji.
_________________________________________________________________________________

Niektórzy studenci sami zauważyli, zwłaszcza że informacja dostępna jest na stronie internetowej DSM, ale zawsze informujemy wszelkimi możliwymi kanałami, więc czemu teraz tego nie zrobić? 

Od najbliższego czwartku rusza system deklaracji na semestr letni. Jak zwykle zachęcamy do uczestnictwa. Od tego zależy, jakie zajęcia zostaną uruchomione. 

Oto daty i zasady:
  • I tura, 12-22 listopada - na podstawie Państwa zgłoszeń ustalamy listę przedmiotów do uruchomienia. Dlatego tak istotne jest to, aby wziąć w tym etapie udział. Na tej podstawie 15 stycznia 2016 r. zostanie opublikowany wstępny plan zajęć. 
  • II tura, 22 stycznia - 7 lutego - z preludium na usuwanie kolizji (15-19 stycznia). Wzorem lat ubiegłych system uruchamiany będzie kolejno dla studentów IV semestru (ostatnia szansa na zapisanie na przedmiot), studentów studiów niestacjonarnych, pozostałych którzy uczestniczyli w I turze i wreszcie innych. 10 lutego opublikujemy finalny plan zajęć na semestr letni. 
Tradycyjnie przypominam, że:
  • zadeklarowanie przedmiotów za pomocą WD jest obowiązkiem każdego studenta. Powody typu (poniżej) najczęściej nie działają:
    • nie zadeklarowałem wystarczającej liczby ECTS, bo na fajne zajęcia nie było miejsc
    • nie zadeklarowałem wystarczającej liczby ECTS, bo myślałem, że można się dopisać ręcznie
    • nie zadeklarowałem wystarczającej liczby ECTS, bo nie miałem czasu, etc.
  • jeżeli powołują się Państwo na siłę wyższą (najczęściej niedziałający system, albo brak Internetu w miejscu, w którym Państwo przebywali w trakcie trwania deklaracji) proszę się liczyć z koniecznością dostarczenia stosownej dokumentacji, albo j.w. 
I tradycyjnie wiem, że mimo to będziemy się spotykać na pierwszych dyżurach w nowym semestrze...

8 lis 2015

Malejące szanse stypendialne?

Ku wielkiemu swemu zdziwieniu, nadal otrzymuję od Państwa zapytania o możliwość składania wniosków o stypendium Ministra. Poza informacjami na www i w gablocie (umieszczonymi bodaj jeszcze przed wakacjami, przypominałam o zbliżającym się terminie także na blogu (ponad 2 miesiące temu). Na październikowym Senacie przedstawiłam szczegółowo wnioski tych osób, które w terminie dokonały wszelkich formalności. Wszystkie wnioski zyskały stuprocentowe poparcie Senatu i zostały skierowane przez Prorektora ds studentów i dydaktyki do Ministerstwa.

Nie będę więc powtarzała kwestii oczywistych (termin, zasady itp.), odniosę się natomiast do pretensji zawartych w mailach (które otrzymałam kilka dni po głosowaniu Senatu). Autor pierwszego zwraca mi uwagę (SIC!), że za mało dokładam starań, żeby zachęcać studentów do ubiegania się o stypendium i on osobiście nawet nie wiedział, że o takowe można wystąpić. Autorka innego sugeruje, że powinniśmy wyłonić z grona wykładowców i pracowników administracyjnych coś w rodzaju "ciała doradczego" (jak rozumiem - ciała doradczego dla studentów!), które pomagałoby wypełniać wnioski i sugerowało, z jakiego tytułu można ubiegać się o stypendium.

Szanowni studenci: mowa o stypendium Ministra za wybitne osiągnięcia! Nie za średnią (ani tą solidnie wypracowaną, ani wykombinowaną poprzez właściwy dobór łatwych zajęć i luzackich wykładowców). I nie za wsparcie "ciała doradczego". Stypendium służy wyróżnieniu tych, którzy coś osiągnęli, którzy potrafią to właściwie zaklasyfikować (jeden wniosek odrzuciłam, ponieważ Autorka umieściła osiągnięcia w innej kategorii niż należało) i udokumentować. Nie jest to takie trudne, skoro aż 6 osób zdołało podołać wyzwaniu (fakt, że na poziomie licencjackim ani jedna - wielki żal).

Jeden z maili dotyczy wszak sprawy poważniejszej: Autor pyta, jak "osiągnąć te osiągnięcia" skoro średnia nie ma żadnego znaczenia, a jego zdaniem szanse na zdobycie stypendium maleją z każdym rokiem. To pytanie traktuję serio, mimo nieudolnego sformułowania, bo pokazuje ono, z jakim problemem mierzą się niektórzy z Was po przejściu z etapu licealnego kucia - do etapu samodzielnego studiowania.

Niewielu studentów potrafi studiować - większość nadal uczy się (najlepiej tego, co kazał wykładowca, a jeszcze lepiej - metodą paznokciową: odkąd dokąd trzeba przeczytać). A studiowanie to odkrywanie czegoś poza normalnym tokiem zajęć - w tym zainteresowania przejawiane nie tylko w bibliotekach, ale w obserwowaniu tego, co się dzieje w danej dziedzinie wiedzy (konferencje, otwarte wykłady, konkursy, stypendia fundowane przez biznes, spotkania młodych naukowców itd.). To wymaga trzymania ręki na pulsie wydarzeń - oczywiście z pomocą kolegów, wykładowców i mediów (zwykła wyszukiwarka jest najprostszym narzędziem, które mogą Państwo w tym celu uruchomić - a potem to już RSS i nie będzie powodu do płaczu).

Osiągnięcia studenckie, które w tym roku skierowaliśmy do stypendium Ministra są nierzadko większe niż osiągnięcia naszych młodych pracowników naukowych (konferencje międzynarodowe, konkursy, wysoko punktowane publikacje!). Zapewniam więc, że da się. Tym bardziej, że udział  w tego typu przedsięwzięciach to przygoda, nowe kontakty i poszerzanie horyzontów (świat naprawdę nie kończy się na SGH - a nawet wiele zyskuje, kiedy skonfrontujecie swoje poglądy i wiedzę z opiniami humanistów, inżynierów albo adeptów sztuki).

Moje prośby do wykładowców o podrzucanie informacji do DSM nt. ogłaszanych konkursów i konferencji, jakoś nie padają na podatny grunt - ale cierpliwie je ponawiam. Na razie podrzucam link do ogłoszenia, które przesłała mi Pani Profesor aż z Krakowa - a które dotyczy nieco dalszego wyjazdu (Nowy Sącz) z szansą na publikację, nowe kontakty, a w ostateczności... fajny, studencki (bardzo tani!) wyjazd. Zwracam uwagę na termin zgłoszeń upływający za kilka dni (sam wyjazd planowany jest dopiero na wiosnę).

Zamiast pytać o przeterminowaną już tegoroczną edycję stypendiów Ministra - proszę skoncentrować się na kolejnych wyzwaniach, żeby mieć z czym startować za rok.

26 paź 2015

Podanie, którego nie było

Ponad trzy lata pracy w dziekanacie zahartowały mnie w zakresie tolerancji dla najdziwniejszych studenckich podań. Pojawiały się już podania do dziekana wydziału, do Katarzyny Kachniewskiej (ciekawe, co na to Dziekan(ka), że istniejemy w jednej osobie ;)), adresowane do asystentek toku, nadawane przez studentów piątego roku (studia magisterskie trwają, przypominam, regulaminowo dwa lata), etc. Widziałam ponadto podania, które miały ewidentne ślady czegoś innego niż papier i tusz/atrament, jak również podania, które musiałyby być bardzo długo niesione w najpewniej skrajnie niesprzyjających do tego warunkach. 

Dzisiaj okazało się, że to wszystko to nic. Na dyżur dziekański przybyła studentka z tekturową teczką, z której wyjęła kilka wyrwanych z zeszytu kartek w kratkę a4. Na każdej odręcznie było napisane słowo „podanie”, a poniżej kilkulinijkowa treść; były jeszcze podpisy wykładowców. I nic więcej. Sprawa, jak można się domyślić z zaprezentowanej zawartości, dotyczyła dopisania się do przedmiotów (że miesiąc po rozpoczęciu zajęć to rzecz inna). Studentka oznajmiła, że chce złożyć podanie. Zapytałam, gdzie ono jest? Ujrzałam wyraz zdziwienia na studenckiej twarzy – przecież te karteczki to podania! Wystarczy, abym się na nich podpisała i studentka zaniesie je do sekretarek. Wolałam nie dopytywać się, do których sekretarek – najpewniej nie do naszej, bo jest tylko jedna… Gdy studentka powiedziała, że jest na II roku studiów magisterskich i że podania to ona przecież pisać potrafi, moje zdziwienie sięgnęło zenitu. 

Na wszelki wypadek podaję z wizualizacją pobraną nomen omen z portalu dla bodaj gimnazjalistów...: na górze po lewej stronie należy podać dane nadawcy umożliwiające identyfikację i kontakt. Linijka niżej po prawej – miejsce i data (choć liczy się i tak data wpłynięcia). Dalej, po prawej, ale równane do lewej – adresat podania i poniżej jego treść. Na końcu przydałby się własnoręczny podpis wnioskującego (inaczej podanie jest nieważne). Szczytem szczęścia byłoby nawiązanie do odpowiednich przepisów prawa w treści wniosku, ale być może wymagam zbyt wiele, skoro niektórzy zakładają, że brak podania jest również podaniem…

24 paź 2015

Mała rzecz a cieszy

Co prawda baloniki pojawiły się wczoraj (tymczasowo) w pokoju dziekańskim z innego powodu, ale pasują i do tego wpisu. Jak dowiedzieliśmy się od prof. Michała Trockiego, w zakończonym właśnie konkursie PROJECT MASTER na najlepszą pracę z zakresu zarządzania projektami organizowanym przez International Project Management Association Polska nagrody uzyskały dwie prace wykonane w SGH: 
  • Wyróżnienie w kategorii najlepszej pracy magisterskiej uzyskała praca Moniki Dzikiewicz – absolwentki studiów magisterskich kierunku Zarządzanie pt. Porównanie różnic i kompatybilności metodyk SCRUM i PRINCE2 - rozważania na temat modelu hybrydowego wykonana pod opieką dr Emila Bukłahy z Katedry Zarządzania Projektami. 
  • I miejsce w kategorii najlepszej pracy podyplomowej uzyskała praca Bogdana Hemera – absolwenta Podyplomowych Studiów Zarządzania Projektami SGH pt. Metody wyboru i priorytetyzacji stosowane w zarządzaniu portfelem projektów wykonana pod opieką dr Pawła Wyrozębskiego z Katedry Zarządzania Projektami.
Pierwsza wymieniona praca jest magisterska, więc tym chętniej informujemy o sukcesie naszych studentów i pracowników. 

20 paź 2015

Nowe metry Dziekanatu

Od początku roku akademickiego Dziekanatowi przybyło sporo różnych metrów – niewątpliwie w metrach można mierzyć wysokość stosu podań (choć niektóre asystentki toku liczą je w ryzach, a za narzędzie pomiaru służy pokrywka od kartonu z ryzami), stosu prac magisterskich, a także studenckich kolejek zwłaszcza w pierwszych dniach funkcjonowania Dziekanatu. Mamy również przyrosty w zakresie metrów kwadratowych (głównie studenckich akt, które piętrzą się w szafach, choć na dobrą sprawę prace dyplomowe też można by mierzyć w ten sposób). 

W dniu dzisiejszym, czyli 20 października, przybyły nam jednak nowe metry, niewątpliwie sześcienne. Dzięki staraniom Pani Dziekan Kachniewskiej Dziekanat zyskał nowy pokój. Oto fragment biura Dziekanatu – dawne okienko nr 8 – obsługujące studentów studiujących na kierunkach prowadzonych w języku angielskim oraz studentów odbywających mobilność w ramach programu Erasmus+ (i pokrewnych) został przeniesiony do pokoju 56. Innymi słowy do pokoju 56 przeniosła się dr Magda Szybiak, a na jej miejscu w okienku nr 8 usiadła mgr Magdalena Tomaszewska. Oczywiście sprawy prowadzone przez obie Panie przeniosły się razem z nimi, a zatem w okienku nr 8 obsługiwani będą studenci studiów niestacjonarnych sobotnio-niedzielnych. 

W związku z tym, że pokój 56 zajmowany jest na razie przez jedną osobę (docelowo w niedługim czasie ma to ulec zmianie) w najbliższym czasie ulegną zmianie godziny przyjęć. Zachęcamy zatem do śledzenia informacji na stronie internetowej Dziekanatu. Prosimy również o przestrzeganie godzin dyżurów dla studentów, nowe warunki nie pozwalają bowiem na “zamknięcie okienka”.

Współpraca: dr Magda Szybiak

18 paź 2015

Poproszę o guzik...

Od czasu do czasu zdarza się coś, co sprawia, że nocki spędzone nad blogiem nabierają sensu, a moi koledzy w pracy, oburzający się, że Dziekanowi nie uchodzi znosić hejtu, muszą choć na chwilę odpuścić.

To prawda, że blog prowokuje studentów do bezproduktywnego wylewania żółci (choć to też ma sens, bo odciąża asystentki w dziekanacie ;-), ale ważniejsze jest dla nas to, że jeden student na stu wykorzysta blog lub fanpejdż na fejsie nieco bardziej produktywnie.

Może czasem jest wokół tego więcej emocji niż potrzeba, ale social media emocjami stoją - inaczej byłyby zwykłą telewizją. Szkoda, że czasem trzeba wywołać reakcję zbiorową, bo zwykła prośba o konsultacje wewnątrz uczelni zawodzi, ale jeśli tylko tak można osiągnąć cel, to widać taki los (tu nawiązuję chociażby do dyskusji nt. przeliczników średniej z okresu ostatniej edycji deklaracji na przedmioty, czy wcześniejszych problemów z oświadczeniami, które szczęśliwie pochłonął mrok historii).

Teraz zyskałam sojuszniczkę - Pani Marto, dziękowanie! - (a może nawet grupę sojuszników, bo sytuacja jest rozwojowa) w poszukiwaniu narzędzi wywierania wpływu na tempo prac informatycznych. Chodzi o niski (dotychczas) priorytet prac nad usprawnieniami WD, a konkretnie o postulowany przez studentkę "guzik", który pozwoliłby na wybór opcji "czesne w ratach" albo "czesne opłacane jednorazowo". Oszczędziłoby to wielu osobom składania wniosku, o którym była mowa tutaj, a który jest zawsze rozpatrywany pozytywnie.

Jak szaleć, to szaleć - skoro zapewne kolejny raz usłyszę, że mam zbyt wiele oczekiwań ;-), to poproszę jeszcze o "guzik" z prośbą o wystawienie faktury na pracodawcę. W czasie nielicznych zjazdów sb-nd studenci naprawdę mają co robić - stanie w kolejkach w DSM nie powinno stanowić pozycji nr 1 na ich liście priorytetów.

Od razu - skoro o żółwim tempie informatyzacji mowa - dorzucę dwie uwagi. 

1) Nie, nie zapomniałam o elektronicznym systemie podań. Prace zostały wstrzymane (poza nielicznymi podaniami, jakie zostały uruchomione 2 i 3 lata temu) ze względu na rychłe i wielce przeze mnie oczekiwane przejście z systemów SGH-owych na mitycznego USOS-a. Zapewne nie doczekam tej opcji jako dziekan, ale Państwo - owszem, mają taką szansę :-)

2) Tempo informatyzacji nie jest takie żółwie, jak się (także mi) wydaje. Rzecz w tym, że wieloletnie zaniedbania dotyczą nie tylko DSM i stąd czasem jestem karnie ustawiana w kolejce, a kiedy próbuję ponaglać, obrywam za niezrozumienie potrzeb innych ;-)

Dlatego Wasze głosy oddawane za pośrednictwem FB są bardzo ważne, bo z poziomu "zachcianka Pani Dziekan" przenosimy się na poziom "żądania niezadowolonych klientów". Nie wiem, czy poza mną kogoś to wzrusza, ale nie tracę nadziei...

16 paź 2015

Długo wyczekiwane Konwersatorium ekonomiczne!

Mamy dobrą informację dla studentów przezornych – dzięki zgodzie JM Rektora, nadzwyczajnym wysiłkom (pro)dziekanów DSM, w szczególności doświadczeniu i wiedzy merytorycznej dr. Próchniaka - równo za miesiąc rusza Konwersatorium ekonomiczne (KE), którego celem jest usystematyzowanie wiedzy z ekonomii przed przystąpieniem do obrony pracy magisterskiej. Wychodzimy w ten sposób już po raz drugi naprzeciw oczekiwaniom studentów – i tych, którzy są na IV semestrze i spostrzegli nagle, że nie do końca wierzą studenckim opracowaniom zagadnień na egzamin, jak i studentów, którzy studiują w SGH ukończywszy wcześniej kierunek nieekonomiczny. 

KE (sygn. 238870-0479) ma wymiar 30 godz. dydaktycznych i wartość 3 ECTS, prowadzone będzie przez zespół ekonomistów pod kierownictwem dr. M. Próchniaka. Sygnatura i ECTS oznaczają, że od tego semestru KE traktowane jest jako pełnoprawnie realizowany przedmiot kończący się egzaminem (na ocenę), co oznacza, że osoby, które nie zaliczą „KE”, nie uzyskają zaliczenia semestru (nie jest to zarazem równoznaczne z zaliczeniem 1/3 egzaminu magisterskiego!). Chodzi o to, aby uniknąć przypadkowych słuchaczy, którzy nie zamierzają wykorzystać dostarczanej wiedzy. 

I tu kolejna informacja – w semestrze zimowym 2015/16 w KE uczestniczyć może maksymalnie 50 osób ze względu na nadzwyczajny tryb uruchomienia przedmiotu i problem z dostępnością auli wykładowych. Z tego względu pierwszeństwo w zapisach mają studenci IV semestru studiów. Deklaracje mogą jednak składać także studenci I semestru SM, którzy ukończyli studia licencjackie poza SGH. W miarę dostępności miejsc rozważone będą kandydatury absolwentów przygotowujących się do obrony. Prawo udziału w zajęciach przysługuje studentom wszystkich trybów studiów. 

W obecnym semestrze zajęcia rozpoczną się w połowie listopada według następującego planu: 
  • 16 listopada 2015 r.: 17:10-19:45 (3 godz.); 
  • 19 listopada 2015 r.: 15:20-17:00 (2 godz.); 
  • 23 listopada 2015 r.: 17:10-19:45 (3 godz.); 
  • 26 listopada 2015 r.: 15:20-17:00 (2 godz.); 
  • 30 listopada 2015 r.: 17:10-18:50 (2 godz.); 
  • 3 grudnia 2015 r.: 15:20-17:00 (2 godz.); 
  • 7 grudnia 2015 r.: 17:10-18:50 (2 godz.); 
  • 10 grudnia 2015 r.: 15:20-17:00 (2 godz.); 
  • 14 grudnia 2015 r.: 17:10-20:40 (4 godz.); 
  • 21 grudnia 2015 r.: 17:10-20:40 (4 godz.); 
  • 4 stycznia 2016 r.: 17:10-18:50 (2 godz.); 
  • 7 stycznia 2016 r.: 15:20-17:00 (2 godz.). 

Z uwagi na późną rekrutację na zajęcia – w tym semestrze zapisy będą odbywać się ręcznie w Dziekanacie Studium Magisterskiego. Deklarację uczestnictwa w zajęciach można pobrać ze strony DSM i po wypełnieniu złożyć osobiście do 30 października br. Lista osób zakwalifikowanych na przedmiot zostanie wywieszona w gablocie przed DSM oraz na stronie www najpóźniej 9 listopada 2015 r.

15 paź 2015

Na raty

Tym razem krótki wpis nt. wniosków o rozłożenie płatności na raty (sprowokowany telefonem studentki, która dopytywała, jaką przyczynę podać, żeby na pewno uzyskać zgodę). 

Najczęściej takie wnioski dotyczą opłaty czesnego - co zrozumiałe, bo jednorazowo trzeba wyłożyć równowartość pensji, a niektórzy potrzebują przecież jeszcze jeść i mieszkać. Z tego względu 2 lata temu wprowadziliśmy istotne zmiany w tabeli opłat stanowiącej załącznik do umów, jakie studenci podpisują na początku swojej przygody z SGH. Jest tam zamieszczona informacja o wysokości poszczególnych rat, które dotyczą każdej osoby wyrażającej chęć takiej formy płatności.

Wniosek złożyć trzeba - bo w przeciwnym razie nie zgadnę, komu z Państwa zależy na rozłożeniu płatności, a kto woli zapłacić raz i mieć z głowy. Natomiast wniosek nie wymaga argumentacji, załączania PIT-ów, ani innych form śledztwa finansowego. Zakładam, że jeśli student woli płacić w ratach - to widać woli!

Nieco inaczej ma się kwestia spłat zadłużenia. Jeżeli ktoś z Państwa został skreślony z powodu zaległych płatności, to niezależnie od wysokości długu (a po naliczeniu odsetek bywają to spore sumy) nie ma co się ubiegać o wznowienie, dopóki go nie spłaci. Co nie znaczy, że wykluczone jest rozłożenie spłaty długu w czasie (i na raty) - jednak do czasu uiszczenia pełnej kwoty nie będzie możliwe podjęcie studiów ani też dopuszczenie do obrony (jeżeli tylko tego akordu zabrakło danej osobie).

8 paź 2015

"Nie będę rozmawiać z prodziekanem..."

Tym razem z potrzeby chwili wpis dotyczący dyżurów (pro)dziekańskich. Każde za nas (dziekan i prodziekani) prowadzą co najmniej jeden dyżur w tygodniu, w czasie którego jesteśmy dostępni dla studentów. W zasadzie głównym powodem powoływania prodziekanów, jest konieczność odciążenia dziekana, bo nie potrzeba wielkiej wyobraźni, żeby ocenić szanse przyjęcia kilkuset studentów tygodniowo przez jedną osobę. 

Pro-dziekan - jak nazwa wskazuje - jest "za" dziekana, co oznacza, że jej/jego decyzje mają taką samą moc. W zasadzie nie istnieje nawet instytucja odwołania od decyzji prodziekana do dziekana, bo to mniej więcej tak, jakby student odwoływał się od mojej decyzji do mnie samej. Niemniej rozpatruję czasem takie "odwołania" bardziej po to, żeby sprawdzić, czy nie nastąpiła pomyłka, niż dlatego, żebym nie ufała kompetencjom osób, które sama dobrałam do współpracy.

Zaskakują mnie jednak przypadki studentów, którzy nie tylko uważają, że ich sprawy nie sposób załatwić "w okienku" (to bywa zrozumiałe, jeśli oczekiwania studenta są "pozaregulaminowe"), ale nawet nie chcą ich powierzyć prodziekanowi. Zapisy na dyżur dziekański wybiegają daleko w czasie (mam już nawet osoby gotowe pojawić się w II poł. listopada) i jeśli sprawa wydaje się Państwu pilna, sugeruję jednak pojawienie się na dyżurze któregoś z prodziekanów. Bywa, że pada odpowiedź "z prodziekanem to ja o tym nie będę rozmawiał". Pół biedy jeśli tajemnica dotyczy urlopu dziekańskiego w przyszłym semestrze i faktycznie może poczekać 2-3 tygodnie. Gorzej jeśli chodzi o zaniedbane aktualizacje learning agreement albo zaległe płatności i rosnące odsetki. Lepiej wtedy nie czekać kolejnych tygodni, tym bardziej, że prodziekani znakomicie znają się na swojej pracy, a od dwóch z nich w zasadzie ja uczyłam się pracy w pierwszym roku kadencji.

Jeśli zdarzy się (a przez ostatnie 3 lata zdarzyło się to może ze 3-4 razy), że prodziekan został zaskoczony wyjątkowo trudnym przypadkiem - to na pewno przed podjęciem decyzji skonsultuje się ze mną lub prawnikiem i sprawę wyjaśni, nie testując wątpliwych rozwiązań na studencie.

Pozostaje - poruszana już na blogu - kwestia spraw, z jakimi pojawiają się Państwo na dyżurach. Pytanie dlaczego nie odnotowano wpłaty na koncie, wystarczy zadać mailowo asystentce toku (sugeruję ponownie z cc do mnie) zamiast sterczeć w kolejce na dyżur po to, żeby usłyszeć od dziekana: "Muszę o to zapytać asystentkę toku".

Mało pomysłowe jest też przychodzenie z podaniem, które można wrzucić do skrzynki (nawet jeśli okienka są zamknięte). Niedawno jedna ze studentek usiłowała mnie przekonać, że woli stać w kolejce, ale od razu poznać odpowiedź. Niestety w większości przypadków na odpowiedź i tak przyjdzie poczekać, aż dziekan uzyska informacje od właściwej asystentki toku.

W ostatnią sobotę, kiedy zostałam po zajęciach, żeby odciążyć trochę w czasie dyżuru swojego prodziekana, przyjęłam 20 osób, z których tylko 1 powinna była ze swoją sprawą zgłosić się na dyżur. Na pytanie, które zadawałam wszystkim pozostałym: "Dlaczego nie wrzuci Pan(i) podania do skrzynki" padała odpowiedź "Do jakiej?" (i nie byli to studenci I semestru). No więc przypominam wpis sprzed lat - do tej :-)

2 paź 2015

W kierunku urlopu

Kolejny zalew podań i kolejny przyczynek do wpisu. Łączę dwa tematy, bo i tak kolejka spraw, które wypadałoby tu poruszyć rośnie w zastraszającym tempie. Bezwzględnie proszę o czytanie regulaminu - to powstrzyma Państwa przed kolejnymi głupstwami, których dokonujecie na własną szkodę.

Najpierw urlopy. Zgodnie z regulaminem studentowi przysługuje nie więcej niż 2 semestry urlopu okolicznościowego, popularnie zwanego dziekanką. Jeżeli nie przekraczają Państwo tego limitu, to w zasadzie udzielam urlopu bez wnikania w szczegóły, chociaż niektórzy chętnie się nimi dzielą. Warunkiem ubiegania się o "dziekankę" jest ukończenie I semestru studiów, przy czym ukończenie oznacza pomyślne zaliczenie sesji (a nie zakończenie planowego okresu trwania semestru - co usiłują mi wmówić co bardziej asertywni studenci).

Generalnie problemem nie jest więc udzielenie urlopu - ale jego ponowne udzielenie. Jeżeli wykorzystane zostały (w jednym ciągu lub oddzielnie) 2 semestry, to kolejny raz nie można wnioskować o urlop okolicznościowy. I nie pomoże wtedy wyjaśnienie, że "wtedy to było na wyjazd do pracy i musiałem na rok", a teraz to "przygotowuję się do ciężkiego egzaminu na prawie" itd. Tak jak pisałam tutaj - dziekan pełni niewdzięczną role strażnika regulaminu, a absolutne wyjątki mogą liczyć na przychylność Rektora (konieczne jest wówczas odwołanie).

Nie udzielę też urlopu okolicznościowego osobie, która nie uregulowała kwestii opłat albo ma zaległe egzaminy. Niezwykle rzadko wydaję zgodę (ale nie jest to niemożliwe) na urlop okolicznościowy z prawem realizacji wskazanego przedmiotu (podejmując decyzję, zwykle biorę pod uwagę średnią skumulowaną).

Inaczej ma się kwestia urlopu zdrowotnego, o który można wystąpić z powodu przewlekłej choroby, długotrwałej rehabilitacji, przeciągającego się pobytu w szpitalu itd. Tu nie wystarczy z kolei opis objawów (a trafiały się takie podania), bo nie jestem lekarzem i nie stawiam diagnozy, ani nie potwierdzam, czy diagnoza samodzielnie postawiona przez studenta jest trafna, czy nie. Bezwzględnie wymagam zaświadczenia lekarskiego, ze wskazaniem postulowanego czasu urlopu zdrowotnego. I czuję się doprawdy zażenowana, kiedy po takiej informacji student i tak próbuje mi opisywać swoje problemy zdrowotne.

W przypadku urlopu zdrowotnego bywa, że po roku nadal niemożliwy jest powrót na studia i w tym przypadku można wnioskować o kolejny urlop zdrowotny (nawet jeśli będzie to łącznie więcej niż 2 semestry).

Niektórzy z Państwa proszą o urlop i zwolnienie z opłat - niepotrzebnie, bo w czasie urlopu nie ponoszą Państwo żadnych kosztów związanych ze studiami. Znowu - wystarczy przeczytać regulamin...

Ponieważ teraz sporo wpisów nasuwa się pod wpływem dyskusji z pierwszakami, to siłą rzeczy muszę poruszyć zagadnienie nr jeden - podania o zmianę kierunku i o II kierunek. W pierwszym przypadku wymagam zgodnie z regulaminem zaliczenia I semestru studiów. Nie pomoże płacz, że "w czasie rekrutacji mi się kliknęło". Jeżeli ktoś aplikował na dany kierunek, wskazując zarazem second best, to zakładam że robił to świadomie. Zmiana planów zawodowych jest jakimś argumentem i nawet mogę próbować uwierzyć, że nastapiła dokładnie między wrześniową rekrutacją a październikowymi zajęciami, ale nie zmienia to faktu, że przygotowania do rozpoczecia semestru mają określone tempo. A zapewniam, że nie chodzi o jedyncze podania - gdyby tak było nie bawiłabym sie w ten przydługi wpis.

Co do drugiej kwestii - Ustawa jasno gwarantuje studentom prawo do nieodpłatnego studiowania na II kierunku (i słusznie się Państwo na to powołują), ale nie nakazuje żadnej uczelni przyjmowania każdego studenta na II kierunek (a próbują mnie do tego przekonać co niektórzy). Tu zastosowanie mają regulacje wewnętrzne, a w SGH jasno wskazują one, że o II kierunek studiów ubiegać się można dopiero po zaliczeniu I semestru studiów.

Podań o II kierunek jest mnóstwo - ich liczba wzrasta na IV semestrze, kiedy studenci uciekają przed niemiłą perspektywą wejścia na nieprzyjazny rynek pracy (nie kryją Państwo tego powodu, a ja go całkiem rozumiem). Pierwszaki także wnioskują o II kierunek (tu chyba grają raczej ambicje albo zachowanie sobie dwóch furtek, gdyby jedna okazała się mało ciekawa). Studentów I semestru odsyłam za pół roku (czyli po pierwszej sesji), a starsze roczniki weryfikuję na okoliczność średniej skumulowanej i ostateczną decyzję uzależniam od jej wysokości (poziom minimalny to średnia 4.0). Dlatego proszę zacząć myśleć o II kierunku zawczasu...

Już teraz uprzedzam też, że mogą pojawić się kolejne ograniczenia w staraniach o II kierunek, ponieważ limit przyjęć na Uczelnię możemy przekroczyć tylko o 10 procent (powyżej pewnej liczby studentów nie otrzymamy dofinansowania studiów). Na to nakłada się zwyczajny problem z zapewnieniem miejsc w grupach studenckich (tegoroczny październik pokazał to z całą brutalnością). Na pewno konieczne jest wprowadzenie limitu czasowego: o ile wnioski o II kierunek rozpoczęty w październiku br. rozpatrywałam pozytywnie nawet 2 tygodnie przez rozpoczęciem zajęć, o tyle w kolejnych semestrach termin ten przesunę i wnioski będzie można składać najpóźniej miesiąc przed rozpoczęciem zajęć w kolejnym semestrze. To pozwoli nam przynajmniej mniej więcej określić zapotrzebowanie na miejsca w grupach.

Jutro pewnie dalsza porcja obserwacji i wniosków z Waszych podań...

Nieetyczny remont ślubu

Jest 6.00 rano i już nie warto kłaść się spać - więc jeszcze na szybko:
Proszę wszystkich Państwa o zapoznanie się z zasadami netykiety - tym razem kładę nacisk na zasady nr 4 i 5. Jeśli w jednej sprawie, od jednej osoby otrzymuję za każdym razem nową korespondencję, to przy dwusetnym mailu w ciągu dnia, jedyne co mogę zrobić, to napisać "nie mam bladego pojęcia o co Pani/Panu chodzi".

Jeśli mają Państwo kilka spraw, nie związanych ze sobą (skarga na nieobecność wykładowcy na zajęciach, wniosek o warunek i pytanie o rozłożenie czesnego na raty) - to proszę napisać 3 odrębne maile. Inaczej może się zdarzyć, że odpowiem na pierwsze pytanie z brzegu i uznam, że sprawa załatwiona.

I błagam - KRÓTKO!!!!!!!! Jeśli ktoś prosi o warunek z "Etyki biznesu" (swoją drogą - jak można było oblać taki przedmiot?????!), to wystarczy jedno zdanie. Remont mieszkania i ślub w sierpniu Państwa zdaniem mogą być na tyle ważne, żeby o nich szeroko się rozpisać, ale zgoda na warunek zależy od tego, czy był on wykorzystany wcześniej w czasie studiów, czy nie. Perypetie związane z brakiem dostępnej sali balowej nie mają żadnego wpływu na moją decyzję.

Dodam też, że wniosek i tak musi być złożony na piśmie z podpisem wnioskującego - więc tego typu maile nie mogą być podstawą rozpatrzenia sprawy.

Zdaję sobie sprawę, że dla każdego studenta jego problem jest wyjątkowy, niepowtarzalny, szczególnie ważny i zapadający w pamięć. Niestety z perspektywy mojej skrzynki mailowej (tylko dzisiaj w nocy ponad 600 maili) - jest to po prostu sterta powtarzających się zagadnień (w połowie źle adresowanych), które staram się przekierować do właściwej osoby lub komórki SGH, albo szybko odgruzować. 

Jeśli sama udzielam odpowiedzi (częściej niestety maile wymagają przekierowania o czym była już mowa), to pytanie wyrzucam potem do kosza i nie mogę przeszukiwać skrzynki po dwóch lub trzech dniach, żeby odtworzyć wątek. Jedyną szansą na to, że przypomnę sobie, o co chodziło, jest historia korespondencji załączana automatycznie, kiedy Państwo "odpowiadają".

Czy naprawdę tak elementarne kwestie wymagają odrębnego wykładu????

1 paź 2015

Ludzie listy piszą...


Kwestia kierowania różnorodnych wniosków pod różnorodne adresy była już kilkakrotnie przedmiotem wpisów na blogu, ale co roku (zapewne ma to związek z nowym naborem) mamy wysyp nowych, niezwykle kreatywnych procedur. Na przykład podanie złożone do informatyków o rozłożenie czesnego na raty. Albo podanie złożone w Dziale Zarządzania Nieruchomościami o przydział miejsca w akademiku. Podanie o uznanie praktyk złożone... wprost na portierni bez wskazania adresata (przyznam, że to mnie rozwaliło!).

Prace magisterskie, które muszą trafić do dziekana, potrafią Państwo podrzucać do Katedr z POLECENIEM, aby promotor dostarczył je osobiście. Podobnie wnioski o przedłużenie terminu złożenia pracy magisterskiej, albo o przedłużenie sesji. Biedni, litościwi promotorzy walczą o Was, jak lwy, a potem zaskoczeni oglądają wykaz korespondencji do studenta zawierający przypomnienia, ostrzeżenia o skreśleniu, skreślenie wreszcie, a potem ciąg maili z instrukcjami, "co student może", żeby sobie uratować skórę. Zawsze przykro mi, kiedy widzę minę promotora, który w bojowym nastroju przyszedł bronić swojego orła-sokoła, po czym dowiedział się, że sokół już miesiąc temu został poinformowany, że ma po prostu - zgodnie z sugestią asystentki toku - złożyć wniosek o wznowienie. Ale wolał wysłać do dziekanatu sędziwego profesora (tak nawiasem - promotorzy otrzymują z systemu informację o skreśleniu, więc płacą swoiste "gapowe" za nieczytanie korespondencji).

Pomysł, żeby złożyć podanie w innej jednostce niż dziekanat (portiernia, informatyk, katedra tego i owego) jest po prostu niebezpieczny - szczególnie jeśli Państwo nie zachowują kopii "wpłynęło". Jeśli pismo zaginie (a to wielce prawdopodobne), wniosek na pewno nie zostanie rozpatrzony. A czasem ważą się losy czesnego lub prawa do dalszych studiów.

Niektóre przekombinowane procedury próbuję jakoś usprawiedliwić: np. bieganie z podaniem do Rektora wprost do Rektora, wydaje się logiczne, choć wystarczyłoby minimum wyobraźni, żeby ustalić, że Rektor na pewno nie rozpatruje wniosków 13 tys. studentów bez uprzedniej konsultacji z właściwymi biurami. 

Pominięcie dziekanatu oznacza niepotrzebną zwłokę: pismo wyczekuje w biurze Rektorskim, aż JM znajdzie czas na jego przekierowanie do właściwego dziekana, potem dziekan je rozpatruje (jeśli to zakres jej/jego kompetencji) albo - jeśli decyzja należy wyłącznie do Rektora - odpowiednio opisane zwraca do biura rektorskiego. I lekko licząc mamy 3 tygodnie na procedurę, która mogła zająć 3 dni.

Zdumiewa też przekonanie studentów, że we wniosku do dziekana i rektora można przedstawić sprzeczne informacje, które nie zostaną zweryfikowane. Dlatego wielkimi literami przypominam, że REKTOR NIE ZNA NIKOGO Z WAS NA TYLE DOBRZE, ŻEBY PODJĄĆ DECYZJĘ BEZ OGLĄDU DOKUMENTACJI. Dotyczy to nawet tych studentów, którzy mają przyjemność uczestniczyć w jego wykładach. Dokumentacja jest przechowywana wyłącznie w dziekanacie (po zakończeniu studiów - w archiwum), co oznacza, że każda decyzja rektorska musi być skonsultowana z dziekanem.

Jaki sens ma w takim razie instytucja odwołania się od decyzji dziekana do Rektora? Ano taki, że dziekana ograniczają różnorodne regulacje ministerialne i wewnętrzne (sgh-owe). Tych centralnych nie przeskoczy nawet Rektor, ale Rektor (w odróżnieniu od dziekana) ma prawo zasugerować rozwiązanie pozaregulaminowe, które dziekan realizuje w trybie "polecenia służbowego" (ma pierwszeństwo przed zapisami regulaminu studiów). Dlatego na dyżurach zawsze informuję studentów wprost, co mogę, czego nie mogę i zaznaczam, że tam, gdzie kończą się moje kompetencje - warto próbować odwołania.

Po ostatnim dyżurze (a ściślej mówiąc odwołaniu, które po nim nastąpiło) muszę po raz kolejny dodać, że przedstawienie dziekanowi i rektorowi sprzecznych informacji, pogrąża studenta dokumentnie. W jednym z ostatnio rozpatrywanych przypadków Rektor gotów był wyrazić zgodę (konsekwentne stosowanie regulaminu byłoby w tym konkretnym przypadku nieludzkie). Student wpadł jednak na genialny pomysł przesłania dodatkowych (wyssanych z palca) informacji wprost na adres Rektora. Ciąg dalszy zapewne nastąpi...

25 wrz 2015

Dyżur, dieta i nutka optymizmu

Pierwszy dyżur dziekański w tym semestrze (właściwie przed semestrem, ale zdawało się, że jest pilnie potrzebny) sprowokował mnie do kolejnego wpisu nt. konieczności bardziej przemyślanego zapisywania się na spotkanie z Dziekanem (lub nawet Dziekanką).

Spośród kilkunastu osób, które dzisiaj przyjęłam, tylko 5 faktycznie kwalifikowało się na dyżur (pro)dziekański. Mam na myśli osoby, których sytuacja wyraźnie wymyka się wszelkim regulacjom, i które zapewne nie uzyskałyby właściwej wskazówki od asystentki toku. Cała reszta (blokująca możliwość przyjęcia innych osób, odesłanych na poniedziałek) zjawiała się z tak banalnymi kwestiami, jak:
  • podanie o warunek (którego nawet nie ptrzeba przynosić do DSM, tylko można złożyć przez WD)
  • podanie o powtarzania semestru (j.w.)
  • podanie o miejsce w Domu Studenckim (kompletnie nie ten adres!)
  • wniosek o zmianę kierunku (wystarczy złożyć u asystentki toku)
  • wniosek o rozłożenie płatności na raty (j.w.)
W każdym z wymienionych przypadków przyjęłam podanie i podziękowałam za fatygę, tylko po to, aby następnie przekazać podanie asystentce toku, która sprawdza status danej osoby (czy jest jeszcze studentem, czy zaliczyła semestr etc.). Bez tych danych nie mogę i nie zamierzam rozpatrywać podań, bo zgoda - wbrew temu, co się Państwu wydaje - zależy nie tylko od mojego "widzimisię". 

W efekcie podania nie rozpatrzę, tylko przekazuję do opisania. Państwo odchodzą z kwitkiem, bo ja nie mogę czekać z przyjęciem kolejnej osoby, a o losy rozpatrzonego podania i tak trzeba dowiadywać się innego dnia. Przychodząc z podaniem na dyżur nie osiągają Państwo nic poza satysfakcją, że Dziekan osobiście przekazuje Państwa podania asystentkom. Nie wiem, czy dla tej satysfakcji warto tracić czas...

Kilka osób przyszło osobiście opowiadać mi różne bajki. Aż mi trudno uwierzyć, że dorosły człowiek może łudzić się, że nie zweryfikuję opowieści o rzekomo zaliczonym semestrze, albo nie sprawdzę, ile razy dana osoba korzystała już z warunku lub powtarzania semestru.

Losy podań składanych na ręce dziekana, są podobne do losów maili kierowanych do mnie, zamiast do asystentki toku (była o tym mowa np. tutaj). Co więcej w wielu przypadkach (podania w WD) nie trzeba w ogóle nigdzie chodzić, a już na pewno nie należy blokować możliwości zapisu tym, którzy muszą się spotkać z Dziekanem, bo nawet asystentka toku nie była w stanie doradzić, jakie podanie należy złożyć.

W drugą stronę - zdarzyło się dzisiaj kilka sytuacji wymagających mojej interwencji, bo doszło do nieprzyjemnych dyskusji przy okienkach. Bardzo proszę zarówno Państwa, jak i pracowników DSM o trzymanie nerwów na wodzy. Każde warknięcie powoduje, że druga strona też błyska kłami - tak jesteśmy już biologicznie skonstruowani. Trudno jednak usprawiedliwiać tym zachowania, które prowokują do skarg dyscyplinarnych (regulacje SGH przewidują takowe zarówno dla studentów, jak i pracowników Uczelni). Asystentki uważają, że zawsze biorę stronę studentów - studenci rzecz jasna mają dokładnie przeciwne zdanie. Nawet nie chce mi się jednych i drugich przekonywać...

Początek października to zawsze gorączka w DSM, od lat rośnie liczba naszych studentów (obecnie mam na studiach magisterskich 7880 osób) a do obsługi -15 osób. Bez problemu można to ogarnąć jeśli stosują się Państwo do terminów i trybów załatwiania spraw drogą internetową. Niestety bywa z tym różnie. O wielu sprawach wymagających obecności w DSM można też uprzedzić mailowo (np. wniosek o rozłożenie płatności na raty, albo wystawienie faktury dla pracodawcy) - istotnie przyspiesza to czas załatwienia sprawy. 

Z drugiej strony zdarza się, że mail z prośbą o wystawienie faktury wpada do spamu (to jeden w dzisiejszych przypadków, który rozgrzał 5 osób do białości) i nie ma w tym złej woli pracownika. Awantura nie pomoże - trzeba po prostu wyjaśnić sytuację. W skrajnym przypadku poprosić o pomoc kierownika dziekanatu (Panią mgr Barbarę Kraszewską) lub mnie (jeśli nie jestem akurat na zajęciach).

I jeszcze temat od wielu lat problematyczny - telefony. Rozwiązanie, które wystarczało nam kilka lat temu (żeby dzwonić poza godzinami otwarcia okienek), teraz już nie wystarcza (telefony dzwonią bez przerwy, a przecież ktoś musi pracować nad stertą spraw złożonych w okienku w czasie jego otwarcia). Dlatego proszę korzystać z korespondencji mailowej i to najlepiej przestrzegając zasady nr 2 i 3 netykiety. Ja wtedy widzę, co się dzieje, wiem, czy została udzielona odpowiedź i ile czasu zajęło jej udzielenie (a to wpływa m.in. na ocenę okresową pracownika). Walczę  o taki tryb już od 3 lat i widzę, że coraz więcej osób stosuje ten sposób - dla mnie to solidne źródło informacji. No i zostaje ślad, którego brakuje w przypadku rozmowy telefonicznej.

Miała być nutka optymizmu:
To był piekielny piątek, ale pociechą jest te 5 osób, które faktycznie sensownie zapisały się na dyżur, i których sprawy - z pomocą ekwilibrystyki i ułańskiej fantazji - udało się pomyślnie rozwiązać. Niniejszym wpisem (godz. 22.15) zamykam dzisiejszy dzień, który zaczął się o 5.30. Śniadanie, którego nie zjadłam, poczeka już do jutra. To jedno trzeba przyznać, że Dziekanat świetnie robi na linię :-)

23 wrz 2015

Deklaracje dla starszych semestrów

Od kilku dni ponawiają Państwo zapytania o możliwość złożenia deklaracji w sytuacji, jeśli ktoś zaniedbał tego obowiązku we właściwym terminie. Informacja o możliwości korekty została rozesłana do studentów dzisiaj ok. godz. 9.00 i mniej więcej o tej porze umieszczona w aktualnościach na stronie Dziekanatu. 

Pomimo tego, między godziną 10.00 a 12.30 otrzymałam 34 maile z ponownymi pytaniami. Trudno mi powiedzieć, ile tu winy technicznej (czyżby przez 2 godziny nie dotarła informacja?), ile problemów z zapchanymi skrzynkami, a ile beztroski. Jedna z Pań uzupełniła swoje pytanie informacją, że "nie bardzo ma czas sprawdzać skrzynkę mailową, więc prosi o informację, gdyby istniała jednak możliwość korekty". Zastanawiam się, jak mam udzielić takiej informacji, skoro Pani "nie bardzo ma czas sprawdzać skrzynkę mailową".

Spróbujemy zrobić wywiad u informatyków, a tymczasem może info dotrze do części z Państwa za pośrednictwem bloga i FB... pomimo uwagi pewnego Pana, że "nie życzy sobie traktowania bloga, jako kanału informacji". Dodajmy też, że Pan nie życzy sobie "nagabywania drogą mailową" i "nie zamierza udostępniać swojego numeru telefonicznego, żeby otrzymywać powiadomienia sms", ani "rozpoczynać dnia od weryfikacji stanu aktualności, bo nie ma na to czasu". Pozostają wizyty domowe ;-)

Licząc na to, że jednak niektórzy z Państwa splamili się odebraniem maili, zerknęli na aktualności, albo otrzymują powiadomienia z bloga - proszę ponaglić znajomych, którzy takich zwyczajów nie praktykują, bo na 7880 studentów mam tylko 15 pracowników i nie mogę oddelegować, żadnego z nich, żeby logował się na Państwa konta i decydował, na co, kogo zapisać...

Deklaracje składane na papierze (dotyczy to także osób, które już je złożyły) - będą nieskuteczne, ponieważ wybierają Państwo przedmioty kolidujące lub... nieistniejące. Chcąc weryfikować takie deklaracje musiałabym spędzić nad tym pół semestru.

Termin o którym mowa, czyli 26-29 września dotyczy wyłącznie starszych semestrów (II, II i IV). "Pierwszaki" proszę o cierpliwość - nie wiem, z czego wynika zwłoka, ale dostaję informację od Państwa, że niektóre osoby poinformowano o przyjęciu na studia, ale dotychczas nie uzyskały dostępu do WD. Ustalę możliwie szybko termin dodatkowy, aby mogli Państwo dokonać deklaracji. Będzie to zarazem możliwość dla tych osób, które mają już dostęp do systemu, ale nie zdołały się zapisać na obowiązkowe zajęcia. Proszę jednak odbierać maile, jeśli chcą się Państwo w porę dowiedzieć.

18 wrz 2015

Kolizja terminów - niemożność złożenia deklaracji

Dostaję od Państwa informacje, że kolizja terminów przedmiotów obowiązkowych uniemożliwia wielu osobom zaakceptowanie deklaracji na pozostałe przedmioty. 

Nie jestem w stanie sprawdzić tej informacji, ani - co ważniejsze - przyczyn. To na pewno nie jest błąd informatyków. Podejrzewam raczej błąd Działu Organizacji Dydaktyki (przedmioty obowiązkowe nie powinny kolidować z oczywistych względów). Niestety do poniedziałku nie mam jak podjąć jakichkolwiek działań.

Jedynym co mogę zrobić, żeby Państwo nie umierali z nerwów przez cały weekend, jest zapewnienie, że w takich przypadkach (niezależnie od przyczyny):
  1. niezłożenie deklaracji nie zostanie potraktowane jako niepodjęcie studiów, ani podstawa do skreślenia - ktoś wyraził taką obawę, byłoby to absurdalne!
  2. umożliwię zapisy tym osobom poza systemem (można zrobić skan przygotowanej, choć nie zapisanej deklaracji) bez uganiania się za wykładowcami
Nie jestem w stanie zrobić nic więcej, żeby Państwa uspokoić. W WD - nawet jeśli deklaracja nie została zapisana - jest zawsze ślad logowania, więc informatycy pomogą mi ustalić, kto z Państwa powinien być potraktowany szczególnie. 

Niewiele na razie da Państwu powyższa informacja, ale przynajmniej wiedzą Państwo, że znam problem i będę szukała jakiejś rady.

Rankingi - konsultacje z Samorządem

Po nocno-rannych konsultacjach z Samorządem wypracowany został nowy wariant przeliczników. Niestety nie mogłam zaakceptować wprost propozycji Samorządu w sytuacji, gdy studenci zrekrutowani w trybie egzaminu nie znajdują jeszcze żadnej reprezentacji w strukturach SGH.

Obecny wariant przyjmuje rzeczywisty minimalny (3,75 i 63 pkt.) i maksymalny (4.87 i 91 pkt.) poziom punktów/średnich uzyskanych przez studentów zrekrutowanych w trybie egzaminu i na podstawie średniej. To powinno zakończyć jałowe dywagacje o miejscu w rankingu jeśli ktoś "dostał się do SGH z zerową liczbą punktów". Otrzymałam od kilku osób żądanie (SIC!) opublikowania propozycji Samorządu. Ponieważ nie jestem autorem, nie czuję się upoważniona do jej publikowania, ale pismo jest do wglądu w DSM. Można też o nie poprosić bezpośrednio w Samorządzie.

Nowy wariant przeliczników zostanie (mam nadzieję) wdrożony przed godziną 15.00 (niestety nie będzie czasu na testowanie systemu). Rozważałam przesunięcie terminu otwarcia systemu deklaracji, ale zwłoka aż do poniedziałku oznaczałaby całe dwa dni mniej na deklaracje - uznałam, że strata byłaby zbyt duża.

Ze względu na to, że jednak istnieje pewne ryzyko przeciągnięcia się tych prac ponad godz. 15.00, proszę o trzymanie nerwów na wodzy, jeśli okaże się, że próby logowania o 15.00 zawiodły. Przesunięcie w czasie nie będzie dłuższe niż godzina, a w sytuacji, gdy nie ma powodu się ścigać, nie powinno to stanowić przeszkody w dokonaniu deklaracji. (informacja "nie ma powodu się ścigać" dotyczy kwestii przedmiotów deklarowanych na początku wakacji - tam działają rankingi, natomiast korekta odbywa się na zasadzie pierwszeństwa, tak jak dotychczas).

Przy okazji wyjaśniam studentom podejmującym studia na II kierunku (ale rozpoczynającym II kierunek od pierwszego semestru), że system powinien uwzględniać fakt realizacji przedmiotów obowiązkowych. Ponieważ jednak to rozwiązanie wprowadzone zostało po raz pierwszy i jest dość skomplikowane - nie wiem, czy spełni oczekiwania. A oczekiwania są takie, żeby mogli Państwo dokonać deklaracji na nowe przedmioty (bez obowiązku robienia podstawowych, które wystarczy "przepisać"). Tu od razu uwaga - "przepisanie" przedmiotów nigdy nie odbywa się automatem - student musi o nie zawnioskować (nie sądzę, żeby ktoś miał fantazję ponownej realizacji tych samych przedmiotów, ale formalnie - ma takie prawo).

Jeżeli system zawiedzie pozostanie korekta ręczna, choć wolałabym jej uniknąć (II kierunek realizuje już ponad 200 osób, więc oznaczałoby to koszmarną pracę). Ew. problemy proszę zgłaszać przez WD - zgłaszanie ich w DSM nie ma sensu, ponieważ nikt z moich pracowników nie ma dostępu do systemu informatycznego i każdy problem i tak muszą wziąć pod lupę informatycy.

Wielkie podziękowania dla Pana Przemka i Pani Eli za nadludzką cierpliwość i pracę od świtu :-)

Samodzielne skreślenie z listy studentów?

Faktycznie skreślenia dokonuje Dziekan, ale może to zrobić na wniosek studenta. Jak zwykle na początku roku akademickiego takich wniosków pojawia się trochę i bez ogródek wyjaśniają Państwo, że składali dokumenty w kilku uczelniach, próbując swoich sił to tu, to tam. Inną podawaną przyczyną jest zmiana planów życiowych (praca zawodowa, narodziny dziecka) i zamiar przeniesienia na studia niestacjonarne.

Przyczyny są istotne, bo o ile oczywiście nie zamierzam nikogo siłą zatrzymywać na studiach w SGH jeśli dostał się do LSE (zazdroszczę!), to już drugi przypadek (rezygnacja ze studiów stacjonarnych) nie wymaga skreślenia, tylko wniosku o przeniesienie na studia sobotnio-niedzielne! Studentka, która chciała się skreślić, a potem poprosić mnie o przyjęcie na studia sb-nd spotkałaby się z odmową, ponieważ na studia rekrutuje wyłącznie Komisja Rekrutacyjna. Zanim więc Państwo poczynią tak doniosłe kroki - proszę skontaktować się z asystentką toku, żeby potem nie żałować pochopnej decyzji.

Niestety wyjaśniam też, że wniosek o skreślenie nie zostanie rozpatrzony, jeśli będzie po prostu zawarty w mailu - najlepiej złożyć dokument z podpisem lub skorzystać z podań elektronicznych lub e-PUAP. Wywalenie kogoś ze studiów jest zbyt poważną sprawą, żeby to załatwiać mailowo. Jeżeli chcą Państwo otrzymać decyzję skreśleniową szybko - proszę po złożeniu wniosku umówić się z asystentką toku na samodzielny odbiór. Decyzja o skreśleniu wysyłana jest bowiem za potwierdzeniem odbioru, a to chwilę trwa.

Jest jeszcze sporo innych kwestii, które kłębią się na początku roku akademickiego - w tym pozornie oczywiste pytania świeżo zrekrutowanych studentów. Proszę przeszukiwać blog (chmura tagów) - to naprawdę nie jest złe źródło informacji, a na odpowiedzi mailowe czasem trzeba sporo poczekać. W poniedziałek odebrałam ponad 60 maili i do dzisiaj ścibolę odpowiedzi, a przecież każdego dnia spływają nowe. Poza tym teraz trwa bardzo gorący okres w dziekanacie (przejmujemy dokumentację z rekrutacji) i fizycznie coraz bardziej brakuje mi czasu na korespondencję (na blog zresztą tym bardziej).

Proszą Państwo, żeby wszystkie odpowiedzi zawarte w mailach także publikować na blogu -  niestety nie wszystkie przypadki dają się uogólnić. Ponieważ najwięcej zamieszania jest aktualnie z pracami magisterskimi (oczywiście tymi, które nie zostały złożone ;-) to przypominam, że wpis na ten temat już publikowała (tutaj) - proszę pytać tylko o to, co jest niejasne, lub nie zostało w nim uwzględnione. W pozostałych przypadkach odsyłam do wpisu.

Drugi wątek zajmujący sporo czasu w korespondencji to stypendia: szczegóły na stronie www i tutaj.

17 wrz 2015

Czuję się bardzo pokrzywdzony!

Maile pełne złości i poczucia krzywdy są dość częstą reakcją na wieść o zasadach tworzenia list rankingowych (system deklaracji dla I semestru). Niestety moje prośby o sugestie lepszych rozwiązań są od lat ignorowane. Zdaję sobie sprawę, z niedostatków stosowanego rozwiązania - co roku próbujemy je choć trochę udoskonalić, informatycy mają mnie już chyba serdecznie dosyć (a ściślej mówiąc Pana Dziekana Matusewicza, który usiłuje w pomocą informatyków przełożyć pomysły na liczby), bo algorytm zmieniamy jak rękawiczki, ale poza studenckimi żalami, jakoś nie widać ciekawych konceptów.

Listy rankingowe dla pierwszego semestru tworzone są na podstawie liczby punktów uzyskanych w trakcie egzaminu wstępnego, a dla absolwentów studiów licencjackich w SGH - w oparciu o średnią klasyfikującą do podjęcia studiów magisterskich w SGH.

I tak, liczba uzyskanych punktów na teście kwalifikacyjnym przeliczna jest na średnią (100 pkt = 5,0; 99 pkt = 4,98 itd.) i na tej podstawie tworzona jest jedna lista rankingowa, na której znajdują się wszyscy nowi studenci Studium Magisterskiego.

Jeśli POWAŻNIE uznają Państwo, że warto stworzyć inny algorytm i opracują rozsądny pomysł - to proszę o kierowanie wniosków do Samorządu Studenckiego i przed kolejna rekrutacją możemy pomyśleć o zmianie.

Jeśli ktoś czuje się pokrzywdzony, to mogę tylko wyrazić współczucie - nie mam pomysłu, który zadowoliłby wszystkich studentów, a wyczerpały się już pomysły, które zadowoliłyby możliwie dużą liczbę osób. 

I bardzo ważne: jeżeli nie są Państwo w stanie wskazać lepszych rozwiązań, proszę nie wyładowywać frustracji na asystentkach toku. Aroganckie i niegrzeczne maile kierowane do pracowników biura dziekańskiego, będą podstawą zgłoszenia autora do Komisji Dyscyplinarnej. Dlatego jeśli już kogoś roznosi energia - proszę zgłosić się wprost do mnie. W obronie pracowników mam obowiązek użyć wszelkich środków przewidzianych regulacjami SGH i trudno będzie Państwu potem się wybronić. Natomiast z rozmowie ze mną możecie się wykrzyczeć i nie będę miała komu się skarżyć ;-)

Awanturnica, która się nadąsała, że nikt jej nie odpowiada - proszona jest o korzystanie z adresu w domenie sgh.waw.pl. To zwiększy szansę na szybkie uzyskanie odpowiedzi. Pierwszeństwa mają ZAWSZE maile studenckie wysyłane z naszej domeny.

PS: Myślałam, że ciąg dalszy nastąpi po konsultacjach z Samorządem, ale uparcie Państwo piszą do mnie, więc hurtem muszę odpowiedzieć, że:
  1. Nie mam możliwości czasowej dyskutować z każdym odrębnie, więc niestety Państwa maile pozostaną bez (szybkich) odpowiedzi - proszę wypracować realne rozwiązanie z Samorządem i wtedy możemy wprowadzać zmiany.
  2. Argument, że "0 punktów na teście oznacza..." itd. jest pozbawiony sensu, bo nikt z takim wynikiem nie zostanie przyjęty na studia w SGH.
  3. Nie wiem, na czym opiera się argument, że "testy są banalne". Układają je ci sami egzaminatorzy, którzy przyjmowali od Państwa egzaminy na poziomie licencjackim i dostosowują poziom wymagań do tych, jakie stawiali Państwu na egzaminach.
  4. Jeśli jednak testy są banalne i (cytuję z FB) "przyjmujemy osoby nieprzygotowane do studiów", to nie pojmuję, po co studenci tak walczyli o zwolnienie z egzaminów wstępnych? To dość przykre - choć typowe - że ludzie dostrzegają cudze przywileje a nie własne.
  5. Najbardziej beznadziejny argument padł na FB "dlaczego zostałem przyjęty na studia, skoro teraz uniemożliwia mi się podjęcie nauki". Poproszę o wyjaśnienie, na czym polega owo "uniemożliwienie". Na I semestrze wszyscy Państwo mają zagwarantowane miejsca na przedmiotach obowiązkowych. Tylko część ECTS pozostaje na przedmioty swobodnego wyboru i tu zazwyczaj deklaracje mocno się rozpraszają. Jeśli autor owego stwierdzenia nie dostanie się na jakiś przedmiot obowiązkowy, to zadbam, żeby nie został bez zajęć.
  6. Mogę z Państwem konsultować rozwiązania, ale jakoś nie było chętnych po ubiegłorocznym rankingu. Obawiam się, że i teraz skończy się na krzyku. Proszę też nie utożsamiać konsultacji z wydawaniem poleceń Dziekanowi (to uwaga m.in. pod adresem autora poniższych komentarzy) i zachować zasady netykiety.
  7. Opinię, jaka padła na FB, że "na licencjacie współpraca z dziekanatem była o niebo lepsza" mogę tylko przyjąć do wiadomości, choć wolałabym usłyszeć jakieś konkretne propozycje, w czym możemy poprawić funkcjonowanie biura na studiach magisterskich (ponownie nawiązuję do netykiety).
  8. Rozumiem, że nowe media są świetnym miejscem na wylewanie żółci, ale nawet najgłośniejsze krzyki na FB i na blogu, nie zmienią rzeczywistości, dopóki nie zaczną Państwo działać.
  9. Ciekawa obserwacja: w pierwszym roku kadencji, kiedy obowiązywała stara, jak system deklaracji zasada "kto pierwszy ten lepszy" nie było żadnych pretensji. Zamierzam i tę kwestię poddać pod rozwagę Samorządu.
  10. Nie zrzucam swoich zadań na studentów. Ale jeżeli nie są Państwo zadowoleni z żadnego z dotychczasowych rozwiązań (a to już czwarte, uwzględniając okres obowiązywania "wyścigu"), to pozostaje zastosować jedynie słuszne - czyli studenckie. Można podważyć sens jakichkolwiek działań, ale pewno własne potraktują Państwo lepiej niż cudze.

12 wrz 2015

I co teraz?!

Mniej więcej taki jest wydźwięk kilku rozczulających zapytań mailowych, jakie otrzymałam w ciągu ostatniego tygodnia od studentów, którzy nie dopełnili obowiązku złożenia deklaracji semestralnej w terminie. 

O terminach Pani Dziekan Górak-Sosnowska przypominała na blogu (konkretnie tutaj), a także na stronie Dziekanatu, w Wirtualnym Dziekanacie oraz - po raz pierwszy w historii SGH - drogą sms-ową (o czym zresztą także była mowa na blogu). Przy takiej liczbie kanałów informacji nie znajduję kompletnie żadnego usprawiedliwienia dla osób, które zlekceważyły swój (bądź co bądź regulaminowy) obowiązek. Chyba, że oczekują Państwo jeszcze osobistego zaproszenia, bukietu kwiatów lub gratisów wręczanych przy okazji logowania się do WD. Jeśli tak, to poproszę o formalny wniosek za pośrednictwem Samorządu, bo nie wiem, czy JM Rektor SGH zdecyduje się na takie wydatki.

Niepodjęcie studiów w terminie będę traktować wprost, jako podstawę dla skreślenia delikwenta z listy studentów. Być może przewlekłe leczenie szpitalne lub rehabilitacja po operacji przekonają mnie, że deklarowanie przedmiotów zeszło na dalszy plan (bo na zasięg sieci chyba jednak nie powinny mieć wpływu), ale proszę nie rozczulać mnie załączonymi do podań marnymi zwolnieniami od internisty lub dentysty. Nie rozumiem, dlaczego wizyta u stomatologa, nawet jeśli oznaczała (jak to wyjaśnił wnioskodawca) bolesną ekstrakcję zęba, miałaby zablokować na kilka dni możliwość skorzystania z systemu deklaracji. Tym bardziej, że (owszem - sprawdziłam!) rzeczony pacjent przejawiał całkiem normalną aktywność na FB (także w dniu owej ekstrakcji).

Dalekie wojaże - chyba bardzo dalekie zważywszy na rozległy zasięg sieci internetowej - na pewno są ciekawsze niż meldowanie się w systemie deklaracji i być może ja też dokonałabym podobnego wyboru. Dlatego uszanuję Państwa preferencje: jeśli ktoś woli podróżować niż uczyć się, to pozostaje mi tylko zwolnić obieżyświata z przykrego obowiązku studiowania w SGH. 

(Co ciekawe - Pan, który mnie zapewniał, że w owym czasie podróżował po Mongolii i NAPRAWDĘ nie miał zasięgu, w tym samym terminie zamieszczał na FB swoje zdjęcia... z londyńskiego pubu. Jestem nowoczesna i wierzę, że dzisiejsze technologie umożliwiają bilokację. W zupełności wystarczyłoby jednak, gdyby deklaracji semestralnej dokonało to wcielenie, które miało dostęp do sieci w Londynie.)

Najbardziej wzruszyło mnie wyjaśnienie "zapomniałem". Choć nie najlepiej świadczy to o naszej Alma Mater - tak łatwo ją wyrzucić z pamięci, że nawet sms-y nie pomogły....