23 cze 2016

W pogoni za średnią

Z praktyki dydaktycznej wiem, że coraz rzadziej studenci proszą o podwyższenie oceny końcowej. Obecnie na około 150-200 osób co semestr zdarza mi się to raz, albo dwa. Być może stawiam tak dobre oceny, że nie trzeba wnosić o podwyższenie (choć studencki Niezbędnik wyboru wykładowców temu przeczy), może i tak i tak przy obecnym przeliczniku ocen na dyplomie dobremu studentowi wyjdzie najpewniej 4.5, a może udało mi się zaasekurować, podkreślając że oceny wstawiłam już do WD, a protokoły zamknęłam. Tego nie wiem. Co ciekawe, ta jedna, dwie osoby to często studenci, którym zabrakło niewiele do oceny wysokiej, albo najwyższej, a nie ci, którzy dostali 2.0. Każdorazowo argumentem zatem jest średnia, która potrzebna jest do uzyskania stypendium, albo do dyplomu końcowego. 

Nauczyłam się nie mieć wyrzutów sumienia w związku z tym, że właśnie przez mój przedmiot (czyt.: przeze mnie), ktoś „traci” stypendium. Prędzej lituję się w przypadkach, gdy student przedmiotu nie zaliczył, a ma mieć lada moment obronę pracy licencjackiej (pod warunkiem, że wykazywał przez semestr jakiekolwiek zainteresowanie tym przedmiotem). Lata doświadczeń nie zmniejszyły jednak mojego zdziwienia w dwóch stosunkowo świeżych przypadkach. Oba dotyczą majstrowania przy przedmiotach przy absolutorium. 

Zasada jest prosta, choć bym na nią sama nie wpadła. Student zliczył sobie średnią ocen przy absolutorium, uznał, że brakuje mu kilka dziesiętnych (setnych?) do wyższej oceny na dyplomie i że warto z tym coś zrobić. Jako że miał nadwyżkę ECTS z poprzednich semestrów obliczył, że można by wykreślić mu z absolutorium kilka przedmiotów, tak aby nie zaniżały średniej końcowej. W drugim przypadku, tym razem studentka, w tym samym celu, zawnioskowała o usunięcie większości przedmiotów z wymiany międzynarodowej (w tym wypadku oznaczałoby to najpewniej dodatkowo konieczność zwrotu całego stypendium, skoro była na wymianie, na której nie była…). 

Na tym tle w zasadzie nie zdziwiła mnie inna studentka tym razem ze studiów licencjackich, która – jak się właśnie okazało – nie zaliczyła ani socjologii ani filozofii, więc nie może podejść do wyznaczonej obrony. Poprosiła nie tylko o możliwość dopisania jej do zajęć (skończyły się kilka tygodni temu), zorganizowania terminu zaliczenia (najlepiej do środy, bo potem wyjeżdża), ale także o opisanie jej, co działo się na moich zajęciach, aby mogła się przygotować. Dobrze, że chociaż zadeklarowała, że napisze sama egzamin. Choć nie wiem jak będzie, bo w końcu jednak odmówiłam.

2 komentarze:

  1. Trochę nie na temat, ale... nie wierzę :-| Nie wierzę, że nie trafiłem wcześniej na stronę "Niezbędnik wyboru wykładowców"! To powinno być promowane na stronie głównej SGH! ;)

    OdpowiedzUsuń