11 mar 2013

Prof. dr hab. Marek Rocki dla bloga DSM: jak Rektor Dziekanem został

Prof. Rocki oddaje krew w trakcie IV Dnia Krwiodawstwa w SGH
Zdjęcie pochodzi z archiwum prof. Rockiego dostępnego na stronie SGH
Prezentujemy rozmowę z prof. dr hab. Markiem Rockim, Rektorem SGH w latach 1999–2005 i Senatorem RP od 2005 r. Rozmowa dotyczy końca lat 90., gdy prof. Rocki był Dziekanem Studium Dyplomowego (obecnie Magisterskiego) i jako pierwszy ustanowił związek między tymi dwoma stanowiskami (Dziekana SM i Rektora) w naszej Uczelni. 

Studenci znają Pana z różnych funkcji, jednak mało chyba kto ze studentów wie, że był Pan Dziekanem. Jak to się stało, że został Pan Dziekanem Studium Dyplomowego? 

Przedtem, w latach 1990–1996, byłem przez dwie kadencje prorektorem. Pierwszą kadencję prorektorską pełniłem z woli prof. Aleksandra Müllera, który wygrał wybory jako kandydat Obywatelskiego Komitetu Wyborczego w 1990 r. Kolegium elektorów wybrało mnie na prorektora ds. studenckich. Była to nieco krótsza kadencja, bo w związku wejściem w życie nowej – ówcześnie – ustawy o szkolnictwie wyższym, zaczęła się w grudniu, a nie jak zwykle – we wrześniu. W 1993 r. odbyły się kolejne wybory rektorskie. Były o tyle dramatyczne, że rozegrały się w dwu podejściach. W pierwszym, jedynym kandydatem był dotychczasowy Rektor, ale nie uzyskał akceptacji kolegium elektorów. W drugim podejściu, po ponownym rozpisaniu wyborów, kontrkandydatami prof. Müllera byli: prof. Janina Jóźwiak i ówczesny prorektor, prof. Ryszard Gajęcki – a wygrała prof. Jóźwiak. 

Miałem o tyle przyjemną sytuację, że cała trójka proponowała mi, żebym w dalszym ciągu był prorektorem. W pierwszej kadencji rektorskiej prof. Jóźwiak byłem więc o raz drugi prorektorem, tym razem ds. zarządzania. W następnej kadencji – ponieważ już byłem przez dwie kadencje prorektorem – prof. Jóźwiak zaproponowała, abym był nadal w gronie władz i został Dziekanem Studium Dyplomowego. I tak zostałem dziekanem. 

Jakie wyzwania stały wówczas przed dziekanatem? 

Ówczesny Dziekanat Studium Dyplomowego dopiero co powstał. Gdy Senat ustanowił zmianę struktury organizacyjnej Szkoły, powstało Studium Podstawowe – obecnie Licencjackie, ale z innymi kompetencjami. Swoją drogą byłem ówcześnie, przez kilka miesięcy, jednocześnie dziekanem Studium Podstawowego – poprzednika obecnego Studium Licencjackiego. Nieco później zaczęło powstawać Studium Dyplomowe. Tworzył je prof. Tomasz Szapiro, opracowując jego organizacje, wszystkie procedury i przepisy wewnętrzne. 

Po zakończeniu kadencji prof. Szapiro były dwa główne wyzwania. Po pierwsze, ujednolicenie regulaminów studiów, bo wtedy mieliśmy trzy, albo nawet cztery regulaminy studiów: regulamin studiów Studium Podstawowego, regulamin studiów dla Studium Dyplomowego, osobny dla Studium Zaocznego, a oprócz tego odrębny regulamin studiów miał prof. Bohdan Jung dla programu Science Po. Ponad rok pracowaliśmy nad tym, aby stworzyć jeden regulamin dla całej Szkoły. Drugim wyzwaniem była komputeryzacja. W momencie, kiedy prof. Szapiro tworzył Dziekanat, liczba komputerów w Szkole nie była nadzwyczajnie duża i znaczna część procedur wymagała obróbki ręcznej. Wybory wykładów odbywały się poprzez deklaracje wypełniane ręcznie. Pracownicy dziekanatu musieli przekładać, sortować, wpisywać, bo nie było systemu komputerowego. 

Gdyby można było porównać pracę Dziekanatu obecnie i za Pana czasów, kiedy było łatwiej? 

Na pewno łatwiej było za moich czasów. Obecny Dziekanat ma kompetencje związane z rekrutacją, których my nie mieliśmy. Szczerze mówiąc nie do końca lubię obecną strukturę. Przedtem jeden dziekanat zajmował się rekrutacją, a drugi dyplomowaniem. Obecnie obydwa dziekanaty zajmują się jednym i drugim. Wydaje mi się, że można by to uprościć. Wówczas problematyczny był Dziekanat Studium Zaocznego, który zajmował się i rekrutacją i dyplomowaniem. W momencie, gdy wchodziła w życie ustawa z 2005 r., dzieląca studia na licencjackie i magisterskie, możliwe były różne konfiguracje. Przykładowo mogły powstać dwa dziekanaty: dla studiów stacjonarnych i dla studiów zaocznych. Można było też utworzyć cztery: dwa dla studiów stacjonarnych oraz dwa dla zaocznych. Ekipa Rektora Adama Budnikowskiego wybrała pierwszą koncepcję, likwidując Dziekanat Studium Zaocznego. Gdy ja byłem Dziekanem, DSD nie obsługiwał studentów zaocznych, ani nie przeprowadzał rekrutacji na studia magisterskie. 

Dziękuję za rozmowę.

9 mar 2013

Migracje wiosenne

Ponieważ część studentów uznała, że zapisy na przedmioty możliwe są w dowolnym czasie, niezależnie od tego, że mija już pierwszy miesiąc zajęć, to uprzejmie przypominam, że obowiązującym systemem zapisów na zajęcia jest wyłącznie wirtualny system deklaracji semestralnych. 

Troszkę dziwi mnie postawa tych wykładowców, którzy wyrażają zgodę na dopisywanie się na zajęcia w marcu - być może prowadzą przedmioty, na których obecność lub nieobecność studentów jest sprawą obojętną lub mają wyjątkowo wrażliwe serca i dają się uprosić studentom o zgodę na dopisanie. Zdecydowana większość nauczycieli zwraca jednak uwagę, że opuszczenie 4 zajęć spośród 15 przewidzianych w semestrze, to jednak duża strata. 

W związku z tym informuję, że wszelkie migracje międzyzajęciowe, które z takim zapamiętaniem Państwo praktykują (w czwartym tygodniu zajęć wpłynęło w tej sprawie 86 podań!) zostaną ostatecznie zamknięte z końcem najbliższego tygodnia (tzn. w dniu 15 marca). Jeżeli ktoś z Państwa wraca właśnie z wymiany zagranicznej, urlopu dziekańskiego lub z innych ważnych przyczyn dotychczas nie dokonał stosownych porządków w ramach indywidualnego planu zajęć - proszę, aby uporał się z tym na dyżurach dziekańskich w nadchodzącym tygodniu.

Ponownie przypominam, że podania o dopisanie na zajęcia z pominięciem WD - nawet jeśli zostały złożone "w okienku" - rozpatrywane są wyłącznie na dyżurach (pro)dziekańskich.

Przy okazji wyjaśniam tym z Państwa, którzy niepokoją się, że przedmioty "deklarowane na papierze" jeszcze nie są widoczne na kontach indywidualnych, że ręczna obsługa kilkuset wpisów (a bywa, że tyle przypada na jedną asystentkę toku) musi niestety potrwać... Korzystanie w systemu elektronicznego ułatwi życie zarówno studentom, jak i wykładowcom i pracownikom dziekanatu, dlatego zachęcam Państwa do wirtualizacji działań w kolejnym semestrze ;-)

7 mar 2013

Rektor SGH, prof. dr hab. Tomasz Szapiro dla bloga DSM: o blogach i blogu


Publikujemy ostatni wpis z cyklu. Tym razem przenosimy się już do czasów współczesnych, gdy prof. dr hab. Tomasz Szapiro został Rektorem i pytamy o to, czy czyta blog DSM i co sądzi o wirtualnym świecie. 

Czytam blogi, różne blogi, tak jak chodzę do kina i do teatru, albo czytam prasę zawodową. To, co czytam, wybieram z różnych powodów; zazwyczaj z potrzeby uczestniczenia. Blog DSM odpowiada na moje potrzeby – dowiaduję się czegoś o ludziach, z którymi pracuję, o studentach i o kolegach. Z pewnym dyskomfortem przyznaję się: nie mam zbyt wiele czasu na czytanie książek, chodzenie do kina, słuchanie muzyki i czytanie blogów, także i tego blogu. 

Uczestniczenie w blogu, gdy jest to kontakt regularny, ale niewyłączny, pozwala czegoś się dowiedzieć i weryfikować to z życiem. I to jest bardzo ciekawe. Ta sztuczna na pozór komunikacja nie musi być oceniania krytycznie. Może być bardzo kreatywna, może dostarczać bardzo ważnych treści i emocji, ale może też narażać na przeżycia przykre, na zjawiska wobec których stajemy zupełnie bezradni. 

Traktuję blog jako formę specyficznej rozmowy. Tu jednak tracimy prawo, czy raczej możliwość wyboru rozmówcy. Jako dydaktyk jestem otwarty do każdego studenta, ale już idąc na ulicy – przy dość dużej otwartości na ludzi – nie chcę z każdym i w każdej chwili rozmawiać. Prawo do prywatności jest respektowane w w kontaktach z różnymi ludźmi, w blogu niekoniecznie. Komunikacja ze studentami na zajęciach, albo na przerwie – bo są to różne rodzaje komunikacji – jest uczciwa. Wszyscy wiedzą w jakich są rolach, jaka jest sfera intymności, gdzie ją można poszerzać, gdzie nie. Tymczasem bloger nie ma kontroli, kto go czyta, a spór – ma nieznaną widownię. To oznacza inną niż w rozmowie odpowiedzialność za słowa i odmienną niż rozmowa komunikację. 

Wielokrotnie widzimy to, oglądając chociażby wywiady telewizyjne, że emitując pewien komunikat trafiamy też do ludzi, którzy są nierzetelni – tzn. wyjmują jakieś zdanie z tego komunikatu i replikują je do innych odbiorców bez kontekstu. A kontekst może przecież decydować o przekazie. 

Traktuję blogi jak deszcze – są i już, i radzę sobie z nimi, dopóki nie ma powodzi. Tak i blogi – czasem są źródłem przeżyć ciepłych i niezapomnianych, a czasem – niezapomnianych, ale inaczej. 


5 mar 2013

Oświadczenia: Reloaded

za: SGH Memes
Podtytuł rodem z Matrixa, na obrazku Him i Mojo Jojo (na swój sposób wymowne w kontekście niniejszego wpisu), a w treści zasadniczej ważna informacja w sprawie oświadczeń. 

Otóż na wniosek Dziekan(ki) Kachniewskiej system oświadczeń POLon zostanie ponownie otwarty dla wszystkich spóźnialskich w dniach 7-8 marca (czwartek-piątek). Jest to ostatnia taka możliwość, ponieważ przed 15 marca - gdy mija ministerialny (=ostateczny i nieprzekładalny) termin - CI musi jeszcze mieć czas na opracowanie danych. 

Oświadczenie ze wszech miar wypełnić warto, gdyż wskazuje na możliwość podjęcia bądź kontynuowania studiów bez wnoszenia opłat. Dotyczy to wszystkich studentów studiujących w Polsce nieodpłatnie na uczelniach publicznych. Brak oświadczenia może skutkować koniecznością samodzielnego wnoszenia opłaty za studia przez danego studenta... A to by było (parafrazując obrazek obok) "even worse than the evilest thing I can imagine".

Przypominamy, że wypełnione w WD i wydrukowane oświadczenie należy złożyć w Dziekanacie u właściwej asystentki toku.

Więcej szczegółów znajdą Państwo w WD oraz na blogu.

4 mar 2013

Rektor SGH, prof. dr hab. Tomasz Szapiro dla bloga DSM: o samoregulacji systemu

Obecny system dydaktyczny jest pod wieloma względami znacznie bardziej skomplikowany niż 20 lat temu, na co wskazywał Rektor w poprzednim wpisie. Warto przyjrzeć się rozwiązaniom, które wówczas zwiększały efektywność systemu, a także problemom, które do dzisiaj dają się we znaki. 

W momencie, gdy nowy system ruszył, pojawiły się pewne zjawiska, które podlegały samoograniczeniu. Na przykład były wykłady, na które zapisało się 700 osób. Nie można w Szkole przeprowadzić wykładu dla 700 osób. Takie wykłady były dzielone na mniejsze grupy i wykładowcy mogli prowadzić jedną albo kilka takich grup. Budowało to reputację jednych, i dyskomfort innych. Powodowało to napięcia, ale dawały się rozwiązać. 

Jak wspominałem, w mojej epoce, jeżeli studentów nie było na wykładzie kierunkowym, to wykład nie ruszał i kierunek nie ruszał, ale przy pełnej swobodzie wyboru studenci mogli się przenosić na inny kierunek. Nie pojawiał się problem który dzisiaj jest centralny – umowy ze studentem dotyczącej zaoferowania mu studiów na danym kierunku, który wpisany jest w umowę. Dzisiaj, jeżeli student podpisuje z nami umowę na kierunku Ekonomia na licencjacie, to Uczelnia musi mu go zagwarantować, albo płacić odszkodowanie. 

Takich sytuacji za moich czasów w Dziekanacie nie było. W związku z tym ten system się samooptymalizował, ale i usztywniał, gdyż studenci przestali wybierać przedmioty kierunkowe, które nie mogły ruszyć. Szkoła tego nie dostrzegła. Należało te kierunki bardzo silnie promować; tylko jeden kierunek – MISI – umiał to zrobić. Na pierwsze wykłady na MISI przychodziło 16 osób. Dzisiaj ten kierunek ocenia się na blisko 300. Niektóre inne kierunki upadły i już wtedy było widać paradoksy: np. jeden z wysokich urzędników państwowych oferował 7,5 tys. miejsc pracy w sektorze publicznym a my nie mogliśmy uruchomić kierunku Administracja publiczna z braku chętnych zainteresowanych taką ofertą. 


Lata 90. to okres rekonstruowania oferty. Widoczny w lewym dolnym rogu puchar zdobywali studenci ekonometrii w starych czasach. W czasach nowych, znaczonych innowacyjną wtedy Nokią 3010 (środek ekranu) kierunek MIESI liczył kilkanaście osób. Upraktycznienie zajęć, polityka uruchamiania wykładów, gdy były studentom potrzebne, koło naukowe bardzo aktywnie wspierane przez pracowników i włączane do badań i projektów, przyczyniły się do dwudziestokrotnego wzrostu liczności kierunku i utworzenia kadry dzisiaj rozpoznawalnej na uczelni i daleko poza nią.

Student wtedy cieszył się ogromną swobodą wyboru, ale ponosił jej konsekwencje. Jeżeli wybierał przedmioty w sposób chaotyczny, nie mógł uzbierać odpowiedniej liczby punktów kredytowych, nie mógł ukończyć studiów w ciągu 10 semestrów. Za kolejne semestry musiał płacić. A jednak to się nie zdarzało… 

Ponieważ studenci mieli problemy z wyborem ścieżki studiów i przedmiotów, więc funkcjonował punkt opieki tutorskiej, w którym przez bodaj 8 godzin dyżurowała grupa 3-4 dydaktyków, doradzających studentom. Punkt opieki tutorskiej mieścił się tam, gdzie obecnie jest Dział Zarządzania Nieruchomościami. Dyżurujący tam dydaktycy przy okazji zapoznawali się ze sobą. Poznałem tam wiele osób, które do dzisiaj pozostają ze mną w relacjach merytorycznych, naukowych czy dydaktycznych. Ten Punkt został uznany za nadmierny koszt, po pierwsze dlatego, że to były godziny dydaktyczne, które wchodziły do pensum, a po drugie ze względu na obciążenie sal. W związku z tym przeniesiono dyżury do katedr, co było w moim odczuciu błędem, ponieważ uniemożliwiło kontaktowanie się dydaktyków ze sobą, studentom utrudniło dotarcie, a także uniemożliwiło kontrolę odbywania tych dyżurów. W związku z tym zostało zinstytucjonalizowaną opiekę tutorską całkowicie zniesiono. 

Jednocześnie nastąpił proces kształtowania się wykładów szczególnie popularnych – przede wszystkim były to wykłady obowiązkowe i kierunkowe, ale także wykłady, które cieszyły się bardzo wysoką reputacją. Ta się składa, że zazwyczaj mówimy o rzeczach strasznych. Także i w Szkole wyeksponowana negatywna przyczyna popularności, jaką było zawyżanie przez dydaktyków ocen studentom po to, aby przychodzili studiować na ich wykłady. Zjawisko zawyżania było kontrolowane przez standaryzację egzaminów na pierwszym roku, w mniejszym zakresie standaryzacja występowała i później, ale nie była możliwa na poziomie wykładów fakultatywnych. Skala tego zjawiska jest ciągle przedmiotem sporu – nigdy nie widziałem analizy weryfikującej istnienie faktycznie tego zjawiska, np. przez próbę organizacji egzaminów z zewnętrznym obserwatorem. 

Niektóre wykłady w Studium Dyplomowym były po prostu unikatowe. To wynikało z dopuszczenia do budowania oferty przez każdego pracownika, a nie tylko Rady Naukowe. Zgłaszane wykłady dotyczące rynku kapitałowego, techniki marketingowe w tamtym okresie inspirowane były także naciskiem studentów, którzy wracali z wymian zagranicznych. Inne zajęcia okazały się bardzo atrakcyjne, bo przekładały się dla studenta na natychmiastową korzyść – mógł odpłatnie pomagać tworzącym się małym firmom. Wobec tego był wielki popyt na wiedzę dotyczącą wspomagania małych tworzących się firm. Inny popyt wywołała hossa na giełdzie – bardzo opłacało się znać inżynierię finansową. Wobec tego te wykłady były oblegane nie dlatego, że stawiano tam łatwe stopnie.

1 mar 2013

Pacze, pacze i nie widzę... - czyli słów parę o regresji ewolucyjnej

Studenckie przeprowadzki między kierunkami i formami studiów prowadzą do zamieszania, które jest nieuniknione - ale do ogarnięcia!!! 

Zarówno zmiana kierunku (możliwa wyłącznie po zaliczeniu I semestru studiów, co wynika z § 54 regulaminu), jak i zmiana formy studiów (np. ze stacjonarnej na niestacjonarną) następują zazwyczaj w pierwszych dniach semestru. To oczywiste, bo wnioskują Państwo o takie zmiany po zaliczeniu poprzedniego semestru. I zaczyna się zamieszanie.

Wynika ono z faktu, że deklaracje na kolejny semestr dokonywane są w czasie trwania poprzedniego semestru, kiedy student pozostaje jeszcze na poprzednim kierunku (lub poprzedniej formie) studiów. Np. kiedy dokonuje deklaracji, będąc studentem studiów popołudniowych, to ma dostęp (zarówno w pierwszym terminie, jak i na etapie korekty) wyłącznie do oferty popołudniowej. Po przeniesieniu się na studia sb-nd uzyska dostęp do nowego podglądu konta... najpewniej pustego, bo jako student sb-nd nie dokonywał deklaracji.

Zachowania atawistyczne sprawiają, że w chwili zagrożenia "jeżymy się" lub "skaczemy z pazurami". A student, który poprawnie i terminowo dokonał deklaracji ma poczucie zagrożenia widząc, że nie przynależy do żadnej grupy wykładowej. Asystentki też czują się zagrożone, bo przecież widzą, że wszystko jest na koncie, a student jest zdenerwowany. U nich też uruchamia się mechanizm regresji ewolucyjnej i zaatakowane odpowiadają atakiem.

Spróbujmy wykazać odrobinę rozsądku. Wyłączenie mechanizmów atawistycznych możliwe jest tylko wtedy, kiedy mocno zaktywizujemy lewą, czyli "racjonalną", część mózgu. 

Lewa strona mózgu studenta powinna skojarzyć, że skoro nastąpiła zmiana formy studiów, to będzie miał od tej pory podgląd na nieco inne konto w WD - odpowiadające wybranej formie studiów. Nie ma w tym żadnej jego winy - uzyskał zgodę dziekan(ki) i teraz musi spokojnie dokonać deklaracji właściwej dla nowo wybranej formy studiów (zapewniam, że nie ma z tym problemu - wystarczy do podania w sprawie zapisów na przedmioty dołączyć kopię zgody na zmianę formy studiów).

Jeśli nawet studentowi nerwy puściły - to lewa strona mózgu asystentki powinna pozostać - choć to niełatwe - odporna na ewentualny atak. Człowiek, który wszystko zrobił terminowo i nagle widzi nadciągające problemy, rzadko zachowuje zimną krew. Nie chcę przez to usprawiedliwiać agresywnego tonu pretensji - po prostu trzeba zapanować nad emocjami.

Asystentka powinna wówczas wyjaśnić, dlaczego mimo dokonanej deklaracji student nie ma zadeklarowanych przedmiotów i uspokoić, że dokonana deklaracja zostanie skopiowana na nowe konto, ale może okazać się bezużyteczna (przedmioty nie pasują do nowego kierunku lub godziny zajęć do nowej formy studiów). W praktyce student musi od nowa zapisać się na przedmioty (zapewne już tylko "drogą papierową"), załączając kopię zgody na zmianę formy (lub kierunku) studiów. Jeśli część przedmiotów z poprzedniej formy lub kierunku studiów może zostać zachowana w deklaracji (studentowi odpowiada dokonany wybór, nie ma problemu z kolizjami etc.) to tym lepiej.

Dzisiaj wynikła jeszcze ciekawsza sytuacja, kiedy "przeniesiona" studentka wylądowała w kompletnej próżni: już jest na nowej formie studiów, ale tej też "nie widzi", bo nie zaliczyła dotychczas sesji. A na dawnej formie studiów już jej nie ma - bo przecież wnioskowała o przeniesienie. Franz Kafka razy paragraf 22! W efekcie zrobiło się zamieszanie (które mnie dopadło aż tu w Krakowie w trakcie konferencji) oraz wpis na blog. 

Doceńmy siłę racjonalnego myślenia: lewa półkula mózgu odpowiada za zdolności matematyczne i muzyczne, myślenie logiczne i uważne słuchanie. Jest naprawdę wspaniała. Prawa pozwala na intuicyjny, nieschematyczny sposób rozumowania, a także wzrokowe zapamiętywanie. A ponadto, jako podatna na emocje, jest zdolna do miłości (choć niektórzy wierzą, że kocha się sercem). 

Postarajmy się zachowywać obydwie, ale w dziekanacie proszę korzystać raczej z tej lewej :-)

Dodatkowe władze dziekańskie, czyli znowu o podaniach

To już trzeci wpis z serii „fakty ze studenckich podań” – chciałoby się dopisać „fakty i (być może) mity” zważywszy na to, że dokładnie w czasie I i/lub II terminu sesji studenci masowo chorują na różnorakie 1-4-dniowe choroby (sądząc po dołączanych do podań o przedłużanie sesji zwolnieniach), ale oczywiście tylko by się chciało; wszak zwolnienie to zwolnienie. 

Przejdźmy zatem do faktów, czyli do skrótu co ciekawszych treści z podań, których kilkaset (i wcale tu nie przesadzam) miałam okazję ostatnio rozpatrzeć. Choć może nie wszystkie powinnam ;) Niektóre podania adresowane są do nowych dodatkowych władz dziekańskich, czyli do Asystentek toku. Rozumowanie jest o tyle słuszne, że podanie faktycznie trafiają w ich ręce albo na ich konta w systemie wirtualnych podań. To one znają swoich studentów jak nikt i często pomagają nam podjąć właściwą decyzję. Mimo to nie stawiajcie swoich Asystentek w potencjalnie niezręcznej sytuacji zmuszając je do przekazywania nam do rozpatrzenia podań zaadresowanych w zasadzie do nich… 

Pisząc podanie czasami warto zacząć od podstaw. Dobrze na przykład wiedzieć, jak się nazywają osoby, do których podanie się adresuje, gdzie się studiuje i na którym semestrze. Z ciekawszych literówek (?) znalazło się wczoraj w Dziekanacie podanie adresowane dodatkowej władzy dziekańskiej – p. Kołotko (tak, przez „t”; rozbieżność nazwisk nieprzypadkowa). Na tym tle wszelkie inne literówki bledną, więc ich nie przytaczam. Ponadto jeden ze studentów utrzymywał, że studiuje na studiach zaocznych (nieistniejących od kilku lat), a inny składał podanie do Dziekana Wydziału (tu trzeba się było cofnąć jakieś 20 lat wstecz). 

Ze spraw bardziej wyrafinowanych: pewien student będący na wymianie w Niemczech chciał się sklonować – tj. zapisać na przedmioty na bieżący semestr i wrócić z wymiany pod koniec naszego semestru letniego na samą sesję (komunikowaliśmy się przez pośrednika – tu przypominam o konieczności posiadania upoważnienia. Przypadkowa znajomość, kohabitacja czy nawet wspólny fragment DNA nie wystarczają!). Kilku studentów na ostatnim moim dyżurze starało się chyba zaklinać rzeczywistość w inny sposób podając, że studiują na semestrze, na którym jeszcze ich nie ma, albo że w ogóle studiują... I tak na przykład pewien student z semestru I nie zdawszy jednego egzaminu (czyli w zasadzie kwalifikując się do skreślenia) utrzymywał, że jest na semestrze II, i to w podaniu o wpis warunkowy na ten właśnie semestr. Inny prosił o korektę planu zajęć nie mając zgody na powtarzanie powtarzania semestru (jeszcze gorzej niż warunek warunku), ba – nawet o nią nie wnosząc. To trochę tak, jak gdyby prosić o zmianę zelówek nie mając butów (kontynuując wątek obuwniczy), choć – jak widać na zdjęciu – na upartego można wszystko...