Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zaliczenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zaliczenie. Pokaż wszystkie posty

14 mar 2013

Mitologia stosowana, czyli trzeci termin

Tym razem odniosę się do dwóch zagadnień - obydwa bardzo "na czasie", więc pomimo długości wpisu proszę o uważne wczytanie się:
  • po pierwsze - wyjaśnimy pokrótce: kiedy przedłużenie sesji, kiedy warunek, a kiedy powtarzanie semestru
  • po drugie - ile czasu wykładowcy będą borykać się ze studentami atakującymi ich na korytarzu, w "Jajku" i na konsultacjach, z prośbą o mityczny "III termin"
Przedłużenie sesji możliwe jest tylko w odniesieniu do tych studentów, którzy nie wykorzystali z uzasadnionych przyczyn dwóch, regulaminowo im należnych, terminów egzaminu. Była już o tym mowa tutaj. Uzasadnieniem może być np. pobyt w szpitalu lub inne wydarzenia losowe, które rozpatrujemy zawsze indywidualnie. 

Egzamin zdawany w ramach przedłużonej sesji nazywany jest niesłusznie "3. terminem". Nie ma 3. terminu! Jeśli student zdaje egzamin po zakończeniu sesji, mając zgodę dziekana na jej przedłużenie, to nadal jest to 2. termin, należny z mocy regulaminu. Jeśli student wykorzystał dwa terminy i otrzymał ocenę niedostateczną, lub nie przystąpił do któregoś terminu bez uzasadnionej przyczyny - nie ma prawa do przedłużenia sesji, może jedynie wystąpić o wpis warunkowy na kolejny semestr. Wykładowca, który wystawił ostatecznie ocenę niedostateczną, ma prawo odesłać studenta do dziekanatu z poleceniem uzyskania zgody dziekana na wpis warunkowy, bo przedłużenie sesji na pewno nie jest wówczas możliwe.

Przedłużenie sesji jest nieodpłatne i może trwać najwyżej do 21 dni (zwykły egzamin) lub 30 dni (w przypadku egzaminów standaryzowanych) od dnia zakończenia sesji poprawkowej. W trwającym obecnie semestrze termin przedłużenia wygasa 17 marca. Natomiast "warunek" (poprawnie wpis warunkowy na kolejny semestr), wiąże się z opłatą z tytułu powtarzania przedmiotu, ale daje czas na jego zaliczenie do końca semestru. 

Tu jednak uwaga dla studentów: wpis warunkowy nie może być podstawą do ubiegania się o zmiany w deklarowanym indywidualnym planie zajęć. Jeśli chcą Państwo powtórzyć przedmiot (uczestniczyć w nim) - to możliwe jest to tylko pod warunkiem, że nie występuje kolizja z innymi zajęciami. To przecież Państwo zawinili nie zdając egzaminu i Szkoła (w tym wykładowcy, ani reprezentujący Szkołę Dziekan) nie mają obowiązku przestawiać innych zajęć i stwarzać zamieszania dlatego, że ktoś nie poradził sobie z przedmiotem zadeklarowanym semestr wcześniej. Jeśli wystąpi kolizja - trzeba przygotować się do egzaminu indywidualnie, choć na pewno nie jest to łatwe.

Inaczej jest w przypadku powtarzania semestru, którego konieczność wystąpi jeśli student w sesji nie zaliczył więcej niż dwa przedmioty (można mieć bowiem max dwa warunki). Tu również pojawia się opłata, a ponadto konieczność uczestniczenia w poszczególnych zajęciach, choć ułatwieniem jest możliwość przepisania tych przedmiotów, które zostały pomyślnie zdane w sesji.

Wykładowca zawsze ma prawo - przyjmując egzamin poprawkowy w ramach przedłużonej sesji lub na prawach warunku - zażądać od studenta pisemnego dowodu, że student uzyskał zgodę Dziekana. Jeśli zgoda dotyczy przedłużenia sesji - wykładowca ma prawo zorganizować egzamin w dowolnym terminie, nie dalszym niż 21 dni (lub j.w. 30 dni) od ostatniego dnia sesji poprawkowej. Jeśli mowa o warunku - wykładowca ustala ze studentem termin egzaminu poprawkowego w dowolnym czasie w przeciągu semestru. W razie powtarzania semestru - student ma obowiązek zaliczyć przedmiot na takich samych zasadach i w tym samym terminie, co grupa, do której dołączył.

Tu od razu wyjaśniam, skąd biorą się przypadki studentów, którzy 12 marca wpadają na konsultacje z informacją, że w ciągu 2-3 dni mają zdać egzamin! Nie musi to być wcale przejaw beztroski ani lekceważenia ze strony studentów. Wystarczy, że w dziekanacie nie mamy kompletu protokołów z sesji (niektóre nie trafiły do nas do dzisiaj - przypomnę, że zaczął się już drugi miesiąc zajęć w nowym semestrze). Wówczas status studenta jest niejasny - rozpatrzenie podania jest trudne, bo może się okazać, że student oblał dwa lub trzy egzaminy i rzutuje to na decyzję (przedłużenie sesji? warunek? powtarzanie semestru?). Pozostaje czekać aż ponaglany wykładowca doniesie protokół i wyjaśnimy status studenta.

Tu odpieram zarzut jednego z profesorów, że student nie ma prawa dopominać się o wpisanie oceny do protokołu. Termin złożenia protokołów minął 21 lutego. Jeśli student nie widzi nadal oceny w swoim protokole, to nie tylko ma prawo, ale obowiązek (§ 44 Regulaminu studiów) upominać się o nią. Była o tym mowa m.in. tutaj.

Inne przypadki - także niezawinione przez studentów - to powroty z wymiany zagranicznej, urlopów dziekańskich itp. Życie obfituje w niespodzianki i nie sposób przypadków wszystkich studentów rozpatrywać wg jednego wzorca. Z perspektywy wykładowcy 5 studentów zakłócających czas przeznaczony już dla kolejnej grupy to oczywista uciążliwość - ale w masie kilku tysięcy osób, to naprawdę nieuniknione.

Problemem, o którym była już mowa na blogu, jest konieczność przyjmowania egzaminów pojedynczo, od pałętających się tu i ówdzie studentów. Jedynym rozwiązaniem racjonalizatorskim, o którym zresztą dzisiaj mailowałam z jednym z adiunktów, jest ustalenie jednego wspólnego terminu egzaminu dla "przedłużonych sesji" - najlepiej blisko końca terminu (czyli np. w 18.-20. dniu od ostatniego dnia zakończenia sesji poprawkowej). Wtedy wykładowca raz tylko angażuje czas i opracowuje jeden test. 

Kilku wykładowców wnioskowało, z różnych przyczyn, o zgodę na zorganizowanie takiego egzaminu kilka dni później - nie widzę przeszkód, a studentów uspokajam, że przekroczenie terminu 17 marca, jeśli następuje na wniosek wykładowcy, nie będzie na pewno traktowane jako zaniedbanie studenta. Szczególnie elastycznie musimy traktować w tym przypadku studia sb-nd - daty zjazdów nie zawsze pozwalają na ścisłe przestrzeganie terminów regulaminowych - tu proszę o spolegliwość także wykładowców.

Wydając zgodę na przedłużenie sesji lub warunek, Dziekan nigdy nie narzuca wykładowcy konkretnej daty ani formy zaliczenia i uważam, że ta suwerenność powinna zostać zachowana. Jeśli wykładowca uzależnia zaliczenie przedmiotu nie tylko od samego przebiegu egzaminu, ale także np. terminowego złożenia pracy semestralnej, aktywności na zajęciach itp. - ma prawo odmówić przyjęcia egzaminu, nawet jeśli student uzyskał zgodę dziekana na przedłużenie sesji. Dziekan - wydając decyzję - ma bardzo ograniczony ogląd sprawy. Nie może np. wiedzieć o tym, że student przez cały semestr nie dał znaku życia, nie złożył pracy zaliczeniowej itp. Dziekan widzi tylko "gołe" podanie i informację, że student ciężko rozchorował się w czasie sesji...

Jeśli powyższy wpis pozostawia jeszcze jakieś wątpliwości, to proszę zarówno studentów, jak i wykładowców o pytania w formie komentarzy lub na maila. Sądzę, że dobry obieg informacji i wyjaśnienia pozwolą nam wreszcie uporządkować bieg spraw i zmniejszyć poziom napięcia w pierwszych dniach semestru.

Z wiosennym pozdrowieniem

31 sty 2013

Protokoły, panda i pantera

Szanowni Czytelnicy,

tym razem zaczynam od wykładowców, ponieważ sprawna organizacja przebiegu sesji (także poprawkowej) zależy w większej mierze od Państwa aniżeli od dziekanatu. Co do studentów - chciałabym rozwiać kilka mitów, w które sama wierzyłam zanim objęłam Dziekanat :-)

W zakładce "protokoły egzaminacyjne" w WD, jak co semestr, wykładowcy znajdą informację o terminach otwarcia i złożenia protokołów egzaminacyjnych w DSM. Przypominam, że ISPE - Internetowy System Protokołów Egzaminacyjnych (I termin) jest już otwarty i zostanie zamknięty 5 lutego. Protokół należy dostarczyć do Dziekanatu do 7 lutego (przyszły czwartek).
Wiem, że czasu jest mało, wiem, że niektórzy sprawdzają dziesiątki prac a I termin sesji kończy się dopiero 3 lutego (niestacjonarne). Ale proszę pamiętać, że terminowe złożenie protokołów egzaminacyjnych jest podstawą do wprowadzenia ocen na indywidualne konta studentów, którzy powinni wiedzieć, czy czeka ich poprawka, czy też można oddać się bez reszty szusowaniu.

Jeszcze trudniej będzie z II terminem sesji: ISPE będzie otwarty w dniach 11 - 19 lutego, a protokół należy dostarczyć do Dziekanatu do 21 lutego (czwartek)

Ponownie: student możliwie szybko powinien dowiedzieć się, czy ma już za sobą sesję, a tym samym, czy może się czuć studentem kolejnego semestru, czy załatwiać przedłużenie sesji albo (odpukać!) warunek.

I kilka uwag praktycznych:
  • Protokoły muszą być wypełnione w wersji elektronicznej, a w dziekanacie składamy "zamknięte" protokoły a nie ich wersje robocze (uczulam, bo sama kiedyś popełniłam błąd i narobiłam wielkiego zamieszania w dziekanacie). 
  • Wydrukowane i podpisane protokoły składamy w DSM - jeśli Państwo sobie życzą można przynieść kopię i poprosić pracownika o pieczątkę z datą "wpłynięcia". 
  • Nie jest prawdą, że oceny z protokołów są ręcznie wprowadzane przez pracowników dziekanatu na indywidualne konta studenta :-) Ale jest prawdą, że dane z systemu protokołów są zaciągane na konta studenckie dopiero po złożeniu podpisanego protokołu. Dopóki wykładowca nie złoży dokumentu - student nie widzi swoich ocen i nie wie, jaki jest jego status.
  • Nawet jeśli mają Państwo zwyczaj osobiście informować studentów o ocenach lub wywieszać je w gablotach - złożenie protokołu w dziekanacie jest nieodzownym warunkiem rozliczenia zakończenia semestru.
Zabiegałam o to, żeby w przyszłym roku akademickim II termin sesji nie nakładał się z rozpoczęciem semestru. To zmniejszy presję czasu, z jaką walczymy w tym roku. 

Polecam też Państwu uwagi naszych pracowników, którzy przyjmują i porządkują protokoły - może świadomość, ile problemów można sprowokować, przekona Państwa, że warto przyłożyć się do solidnego wypełnienia i terminowego złożenia dokumentów.

Studentów uczulam na fakt, że zgodnie z § 44 Regulaminu studiów "student jest obowiązany upewnić się, czy w Wirtualnym Dziekanacie zarejestrowano wszystkie jego oceny. W przypadku stwierdzenia braku ocen w terminie jednego miesiąca od zakończenia sesji student zawiadamia o tym dziekana i nauczyciela akademickiego, który zaliczał przedmiot, bez zbędnej zwłoki, lecz nie później niż w terminie 7 dni od upływu określonego wyżej terminu miesięcznego." O konsekwencjach nie przestrzegania tego paragrafu - była mowa tutaj

Zastępstwa na egzaminach! Nadal niektórzy studenci zwracają uwagę, że egzaminu nie przyjmował wykładowca prowadzący przedmiot. O zasadach w tym zakresie już pisałam - proszę zerknąć jeśli ktoś zamierza powierzyć prowadzenie egzaminu koledze, lub co gorsza, stryjkowi...

I na zakończenie - w odpowiedzi na pytanie jednego z wykładowców - tylko i wyłącznie od dobrej woli wykładowcy zależy możliwość zorganizowania tzw. zerówki. Pisała o tym Pani Dziekan Górak-Sosnowska i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Stosowane przez studentów szantaże emocjonalne ("Tylko od Pana zależy mój wyjazd na Erasmusa", "Bez tego nie dostane zgody na dziekankę" itd.) rzadko bywają skuteczne, a irytują strasznie jeśli stosują je studenci permanentnie nieobecni na zajęciach. 

Kolegów i Koleżanki proszę jednak o uwzględnienie faktu, że studia magisterskie trwają tylko 4 semestry. Studenci mają naprawdę niewiele czasu na zorganizowanie wyjazdu (np. w ramach prestiżowego programu CEMS) i podejmują czasami działania jeszcze przed końcem semestru, podczas gdy warunkiem zgody na wyjazd jest... zaliczony semestr. Jeśli to tylko możliwe - dajmy im szansę na indywidualne zaliczenie przedmiotu.

A studentów stosujących manewr "na pandę" (Pan da trójkę, Panie profesorze) uprzedzam, że to było stare nawet jak ja studiowałam i już wtedy wykładowcy odpowiadali "panterą" (Pan tera się nauczy). Mój syn twierdzi, że doszły Misie (Mi sie po prostu nie chce). 
Czy powinnam wiedzieć o czymś jeszcze?

19 gru 2012

Zastępstwo na przełomie roku

Ponieważ przy okazji ostatniej "akcji protokoły" pojawił się wątek zastępstwa na egzaminie odsyłam Państwa (w tym wykładowców) do § 39 Regulaminu studiów
Egzamin przeprowadza wykładowca prowadzący wykład zgodnie z kryteriami i zasadami określonymi w sylabusie przedmiotu. W wyjątkowych przypadkach uzasadnionej nieobecności w dniu egzaminu może go zastąpić nauczyciel akademicki wyznaczony przez dziekana po konsultacji z koordynatorem przedmiotu lub opiekunem kierunku." (podkreślenia i wytłuszczenia moje)
To powinno zlikwidować problem przysyłania na egzamin żon, znajomych lub kolegów z pracy a następnie wyjaśniania, że szczególny charakter zastępstwa tłumaczy zwłokę w złożeniu protokołu. Dodam też od siebie, że obowiązki zawodowe w innym miejscu pracy (w szczególności praca dla konkurencji) nie stanowią uzasadnienia nieobecności wykładowcy na egzaminie.

Odrębny - choć poruszany już w ramach bloga - problem, to nieobecność promotora/recenzenta na obronie pracy magisterskiej. Recenzent może wskazać zastępstwo, nie może natomiast stawiać studenta i całej Komisji w sytuacji bez wyjścia: nie potwierdza terminu, nie przychodzi na obronę, nie wskazuje zastępstwa - a obronę trzeba przełożyć, bo warunkiem jej ważności jest kompletny skład Komisji (przewodniczący, promotor, recenzent i egzaminator z ekonomii).

Z promotorem jest jeszcze trudniej - tu zastępstwo nie wchodzi w grę i czasami studenci/dziekanat stawiani są pod ścianą. Jedna rzecz to przypadki losowe (choroba promotora, pobyt w szpitalu). Jeśli zapowiada się dłuższa nieobecność - pozostaje zmiana promotora. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to dziwacznie - mówimy wszak o obronie gotowej już pracy mgr, a nie o procesie jej tworzenia - ale niestety takie przypadki już się trafiały w tej kadencji.

Inna rzecz - oburzająca - to pozostawienie studentów bez żadnej informacji i wyjazd promotora na stypendium lub dłuższy pobyt w zagranicznej uczelni. W tym przypadku zazwyczaj wykładowca wie, jak długo nie będzie go w kraju i powinien jasno uprzedzić studentów. Jeśli są gotowi czekać na jego/jej powrót, a promotor gotów jest prowadzić pracę "zdalnie" - to nie ma sprawy. W przeciwnym razie należy zasugerować studentom zmianę opiekuna naukowego.

Zdarzają się przypadki dłuższej nieobecności promotora, który już zakończył współpracę ze studentem (praca mgr jest gotowa), ale przedłuża pobyt za granicą nieświadom (lub ignorując fakt), że w tym czasie studentowi narasta dług wobec Uczelni (odsetki biją - wyznaczenie terminu obrony odwleka się w czasie). Problem dotyczy także studentów stacjonarnych - regulaminowy czas trwania studiów wynosi 4 semestry. Przekraczając ten okres student zmuszony jest wnioskować o przedłużenie terminu złożenia pracy lub powtarzanie semestru tytułem obrony pracy mgr (co wiąże się z opłatami!). Ponosi więc koszt beztroski/niesolidności swojego promotora.

Ponadto dla wielu studentów terminowa obrona pracy jest warunkiem utrzymania pracy, uzyskania awansu lub dofinansowania studiów - szczególnie wrażliwe są terminy na przełomie roku. Jeśli przesunięcie obrony o tydzień oznacza w rzeczywistości zmianę roku kalendarzowego (a teraz posypały nam się takie przypadki) - to robi się gorąco. W DSM wprowadziliśmy dodatkowy dzień obron (środy), żeby możliwie wielu studentów zdążyło zdać ten egzamin w 2012 roku, ale współpraca poszczególnych członków Komisji jest kluczowym czynnikiem powodzenia tej akcji :-)

15 gru 2012

Jeszcze się taki nie narodził...

...co by każdemu dogodził. Już raz to stwierdzenie padło na blogu w jednym z komentarzy. Tym razem jak ulał pasuje do jednego z przypadków. 

Otóż, jak Wam wiadomo, nowy regulamin daje dziekanowi możliwość skreślenia studenta z powodu niewniesienia w terminie opłat związanych z odbywaniem studiów (cz. VII Regulaminu, § 60, ust. 2). W praktyce zwlekam z taką decyzją, ponieważ opóźnienia wynikają z różnych przyczyn i szkoda uruchamiać dość skomplikowaną procedurę skreśleń i wznowień, skoro większość studentów zamierza jednak kontynuować studia i uporać się z płatnościami. System naliczania odsetek jest poza tym bardzo skutecznym bodźcem - przypominam dłużnikom, że stan konta można sprawdzać na swoim koncie w WD.

Tym razem zaskoczyła mnie studentka, która cierpliwie obserwowała swoje konto i narastające odsetki aż w końcu oburzona zwróciła się do mnie z pouczeniem, że już dawno powinnam była ją skreślić i że nie zamierza dalej studiować ani płacić (w tym nie zamierza płacić naliczonych odsetek). W uzasadnieniu podała, że zgodnie z regulaminem powinna już od miesiąca być skreślona, więc odsetki naliczane są nieprawnie.

Ponieważ spodziewam się, że podobne nieporozumienie może mieć miejsce w przyszłości, powinnam chyba zwrócić Waszą uwagę na różnicę między § 60 ust. 1 i § 60 ust. 2 Regulaminu. Pierwszy dotyczy przypadków, w których dziekan po prostu skreśla. Drugi - przypadków, kiedy może skreślić. Zapewne wykazuję się niesłychaną naiwnością pokładając nadzieje w studentach zwlekających z uzyskaniem zaliczenia semestru lub z opłatami - ale jednak przekonanie dziekana, że student jednak podejmie naukę/rozliczy się z uczelnią, daje mu prawo zwlekać z decyzją o skreśleniu. Oznacza to, że przez cały ten czas wiąże nas (studenta i Uczelnię) umowa, zgodnie z którą SGH zapewnia studentowi prawo do uczestniczenia w zajęciach, a student reguluje swoje zobowiązania wobec Szkoły.

Dlatego jeśli ktoś z Was podejmuje decyzję, że nie zamierza dalej studiować (a tym samym opłacać czesnego ani innych należności) musi skierować do dziekana wniosek o skreślenie z listy studentów. Z przykrością rozpatruję takie wnioski, bo często stoją za nimi smutne okoliczności: utrata pracy lub rezygnacja z pracy, w której pracodawca ponosił koszt studiów danej osoby, strata jednego z rodziców albo przekonanie, że wybór Uczelni był pomyłką i lepiej będzie podjąć studia w innej szkole.

Tu dodatkowa uwaga: jeśli student złoży wniosek o skreślenie w trakcie trwania semestru, a opłacony został cały semestr lub nawet rok zajęć, student ma prawo do zwrotu nadwyżki. Ponownie: nie jest to automat i trzeba o to wnioskować do dziekana. Oczywiście takie wnioski zawsze rozpatrywane są pozytywnie, ale nie wynika to z Regulaminu studiów tylko z "Umowy o warunkach odpłatności za studia" (dla różnych toków studiów umowy te mają nieco inny kształt, ale w umowie dla studentów niestacjonarnych mamy § 4: "Uczelnia dokona zwrotu opłaty za miesiące kalendarzowe następujące po miesiącu, w którym została rozwiązana umowa, do końca okresu, za który Student wniósł opłatę z góry, przy uwzględnieniu zasady, że każdy semestr liczy 5 miesięcy").

Podsumowując: jeśli mogę skreślać (a nie "muszę") to zazwyczaj z tym zwlekam. A jeśli zwłoka jest Wam nie na rękę - poproście o skreślenie. Jeśli "się skreślacie" na własne życzenie - to pamiętajcie o przysługującym Wam prawie do zwrotu niewykorzystanej nadwyżki opłaty za studia.

Dobranoc :-)

9 gru 2012

Koń w ciąży i nieważny protokół

www.surebetracingnews.com
Odebrałam 46 maili w sprawie studentki, która spadła z konia (plus komentarze na FB i pod wpisem). Z tego 31 osób protestowało przeciwko publicznemu poszukiwaniu odpowiedzi w jednostkowej sprawie. Oczywiście trochę Was podpuściłam. Przecież sama kilka razy zwracałam uwagę, że spraw indywidualnych nie zamierzam rozpatrywać na blogu ani na FB. 

Przypadek miał miejsce kilkanaście lat temu i dotyczył mnie. Opisałam go, bo odwołując się od decyzji o skreśleniu, studenci przysyłają mi listy pełne emocji, zarzucając, że ślepo przestrzegam prawa i nie potrafię sobie wyobrazić, co czuje osoba, która po latach nauki nagle dowiaduje się, że nie jest już studentem. Nie muszę sobie tego wyobrażać.

Zostałam skreślona w chwili, gdy miałam gotową pracę magisterską. Brak wpisów ocen nie był moją winą, ale konsekwencje poniosłam ja. Nie zamierzam użalać się na decyzję ówczesnego dziekana (teraz jest moim kolegą, więc temat mamy obgadany wszechstronnie ;-) ponieważ z drugiej strony okienka sprawy wyglądają inaczej i doskonale to rozumiem. Jednak ZAWSZE podpisując decyzje uwzględniam rozmaite okoliczności: zakładam, że winę może ponosić nie student, ale ktoś z pracowników dziekanatu lub wykładowca. Lub zdarzenie jest dziełem przypadku (w tym narowistego konia ;-), który uniemożliwia terminowe zgłoszenie się do DSM.

Studenci i wykładowcy denerwują się, że wychowuję biurokratów. To prawda, że nasiąkłam urzędnictwem przez lata pracy w administracji państwowej (uczelniana to przy tym mały browar!). Ale też fakt, że nie mam problemu z udowodnieniem, że złożyłam podanie albo protokół we właściwym terminie, bo zawsze zachowuję kopię z adnotacją kiedy "wpłynęło". Nie mam problemu z załatwieniem spraw przez "pośredników" - przed większą podróżą lub pobytem w szpitalu zostawiam komuś upoważnienie. (Jedna z pierwszych spraw, o jaką poprosiłam pracowników CPM, to przekazanie studentom wyjeżdżającym na wymiany zagraniczne, żeby zostawiali mamie, koleżance, bratu - dowolnej pełnoletniej osobie - stosowne upoważnienie.)

Modne jest tłumaczenie się "turbulencjami otoczenia" (ukochany zwrot naukowców) - ale ciąża, która trwa 9 miesięcy, do nich nie należy! Jest to tak długi okres, że można w tym czasie wystąpić o dziekankę, przedłużenie sesji lub terminu złożenia pracy magisterskiej. Nie da się w 100% trafnie przewidzieć dnia narodzin dziecka, ale można przewidzieć, że ciąża zakończy się pojawieniem wymagającego noworodka, który utrudni przygotowanie do sesji. Dodam, że najczęściej dzidziusiem tłumaczą się panowie (54 maile na 76 w ciągu pierwszych 3 miesięcy mojej pracy w DSM)

Podjęcie pracy zawodowej również trudno uznać za nagłą zmianę. W każdym razie chyba nie tak nagłą, żeby przez rok nie udało się wystąpić o wpis warunkowy? Brak wpisów ocen w WD i równolegle brak wniosku o warunek to stosunkowo często przyczyna skreśleń (ok. 36%). Tymczasem zgodnie z § 44 ust. 5:
"Student jest obowiązany upewnić się, czy w WD zarejestrowano wszystkie jego oceny. W przypadku stwierdzenia braku ocen w terminie jednego miesiąca od zakończenia sesji student zawiadamia o tym dziekana i nauczyciela akademickiego, który zaliczał przedmiot, bez zbędnej zwłoki, lecz nie później niż w terminie 7 dni od upływu określonego wyżej terminu miesięcznego.
Kiedy student podnosi alarm w tej sprawie - zawsze reagujemy. Tymczasem odebrałam już 8 maili od różnych studentów, którzy odezwali się dopiero, kiedy powiadomiono ich o zagrożeniu skreśleniem... 

Ponieważ czytują nas również Wykładowcy - serdecznie pozdrawiam! - to przy okazji rozwieję wątpliwości co do "ręcznego" przepisywania ocen z protokołów na indywidualne konta studentów (sama wierzyłam w ten mit :-). Protokoły papierowe składamy (bo i ja także) tylko z tego powodu, że ciągle nie mamy podpisów elektronicznych. Ale oceny zamieszczone przez wykładowcę w WD w formie elektronicznej są automatycznie "zaciągane" na indywidualne konta studentów (nie przepisywane). Niestety dzieje się tak dopiero w chwili złożenia papierowej wersji protokołu. I tu faktycznie jest miejsce na błąd człowieka (pracownik musi pamiętać, żeby po przyjęciu protokołu "nacisnąć czerwony guzik").

Drugie miejsce na błąd - to moment składania protokołu. Jeśli jest duży ruch w dziekanacie (a w czasie sesji bywa nieludzki) zniecierpliwieni wykładowcy zostawiają protokoły na biurku sekretarki i znikają. Dokumenty potem trzeba cierpliwie analizować i przekazać właściwej asystentce toku. A bywa, że są niekompletne, niepodpisane, bez nazwiska prowadzącego. Takiego protokołu nie mamy prawa przyjąć ani uznać - ponownie cierpią studenci.

Dodam, że protokoły może dostarczać nam uprawniony pracownik Katedry (nie róbmy gońców z profesorów, bo nas na to nie stać). Najlepiej zebrać w Katedrze kilka- lub kilkanaście protokołów (zamiast biegać z każdym oddzielnie), zrobić kopie, dostarczyć do DSM, na kopiach otrzymać potwierdzenie, że wpłynęło a oryginały powierzyć pracownikowi dziekanatu (niemożliwe, żeby nikt nie był dostępny - nawet jeśli nie ma sekretarki - jest kierownik, zastępca kierownika, ktoś z prodziekanów, u mnie też zawsze drzwi są otwarte). Potwierdzenia można sobie nawet skanować i wysyłać e-mailem studentom lub dziekan(ce), jeśli podejrzewają wykładowcę o niezłożenie protokołu...

Banalna procedura - a oszczędziłaby nerwów wszystkim.

17 lis 2012

Zerówki - dla jednych ulga, dla innych praca

rys. miastodzieci.pl

Zbliża się połowa semestru a wraz z nią pierwsze zerówki. Studenci je lubią i na nie nalegają, gdyż w ten sposób mogą sobie rozłożyć egzaminy na czas poza sesją. Z punktu widzenia wykładowcy zerówka oznacza często znaczny nakład dodatkowej pracy, którą niekiedy nadmiernie wykorzystują jej beneficjenci. 

Regulamin studiów określa, że „Egzamin zerowy może być przeprowadzony wyłącznie poza godzinami zajęć przewidzianych w semestralnym harmonogramie (...)” (§37.5). Oznacza to konieczność znalezienia odpowiednio pojemnej sali (realizującej zasadę co drugi rząd, co drugie miejsce) oraz wygospodarowania dodatkowego czasu w tygodniu – najlepiej w porozumieniu ze studentami.

Jednak zasadnicze schody pojawiają się dalej. Jeżeli grupa jest liczna, konieczne są dodatkowe osoby pilnujące poprawności przebiegu egzaminu, czyli mówiąc po naszemu – utrudniających, a jeżeli się da, uniemożliwiających studentom ściąganie. Łatwo można się domyślić, że mało komu – a już na pewno nie innym wykładowcom – chce się przez godzinę czy półtorej wpatrywać w piszących studentów; spacery po auli to również marna rozrywka. Z tego względu od kilku lat zapraszam do pilnowania swoich byłych studentów, którym – biorąc pod uwagę to, że niektórzy zgłaszają się co semestr – sprawia to frajdę. A ponadto znają znacznie lepiej niż ja (nie sugeruję, że z doświadczeń własnych) obecne mechanizmy ściągania. Za moich czasów nie było jeszcze chociażby smartfonów… 

Pisząc o smartfonach warto wspomnieć o kolejnym schodzie – krążących czy to w sieci, czy w ksero, testach z lat ubiegłych. O ile w przypadku przedmiotów, w których wiedza jest na bieżąco aktualizowana nie ma problemu, bo adekwatnie zmieniają się egzaminy, o tyle w przypadku niektórych przedmiotów – zwłaszcza z nauk społecznych – na próbę wystawiona jest kreatywność przygotowującego egzamin. Skoro jest ten sam sylabus, a jego przedmiotem są te same podstawy, ile różnych pytań testowych można do niego wymyślić? Oczywiście spełniających następujące warunki brzegowe: a) na temat, b) nie zbyt oczywiste i c) nie zbyt szczegółowe (a przy licznych grupach studentów często niestety d) w formie testowej). Choć niezależnie od tego, robiąc zerówkę trzeba przygotować kolejne wersje egzaminów na I termin. Czyli i tak wracamy do kreatywności...

Jedno jest dobre – jeżeli już się zerówkę przeprowadzi, a następnie sprawdzi – mniej pracy przypada w sesji. Na brak II terminu niestety raczej nie mamy (wykładowcy) co liczyć, bo zawsze znajdzie się jakaś zbłąkana dusza…

27 paź 2012

Magisterka po skreśleniu

Tym razem efekt pracy nad 6 pozornie podobnymi przypadkami studentów (niektóre okazały się beznadziejne) oraz wynik kilkudniowej korespondencji z jednym z wykładowców w totalnie beznadziejnej sprawie. 

Zgodnie z regulaminem przyczyn skreślenia z listy studentów jest całkiem sporo (§ 60). W tej chwili omówię tylko jeden przypadek: skreślenie z powodu niezłożenia pracy dyplomowej w terminie określonym w § 70 ust. 1 i 2

Obejmując DSM otrzymałam pokaźną listę (ponad 100 przypadków) studentów skreślonych z tego właśnie powodu. Regulamin z kwietnia 2012 r. zaostrza jeszcze bardziej przepisy, ponieważ zgodnie z § 70 "pracę dyplomową składa się w dziekanacie (...) nie później niż na jeden miesiąc przed planowym terminem ukończenia studiów w rozumieniu § 14 ust. 4 lub 5". Studenci zaczynający studia w semestrze zimowym przyzwyczaili się myśleć o końcu września (4 semestry później) jako ostatecznym terminie złożenia pracy. Tymczasem w świetle aktualnie obowiązujących przepisów, promotor nie powinien czekać dłużej niż do końca sierpnia. Zważywszy na sezon urlopowy na uczelni - lekkomyślnością ze strony studenta jest czekanie aż tak długo...

Wracam jednak do przypadków tych skreśleń, które już zastałam. Wielu studentów reaguje prawidłowo: proszą o możliwość przywrócenia na listę studentów (zgodnie z § 7 "student może ubiegać się o ponowne przyjęcie na studia w razie skreślenia z listy studentów"). Od czego zależy zgoda? Głównie od historii studenta (tu tkwi odpowiedź na pytanie, co "one" robią, kiedy okienka są zamknięte - np. wyszukują właściwą teczkę spośród 5 tys. pozostałych, analizują historię studenta, wyszukują argumenty za tym, żeby możliwe było przywrócenie na studia, potem relacjonują sprawę dziekance, jeśli jest zgoda, to przygotowują dokument "wznowienia na studia" a następnie usiłują skontaktować się ze studentem i jak mają szczęście trafiają na takiego, który odbiera pocztę i nie wymaga kilku dni telefonowania).

Największe szanse na "wznowienie" ma student, który w chwili skreślenia miał zaliczone wszystkie przedmioty poza seminarium i który zwrócił się z wnioskiem o wznowienie studiów na dzień egzaminu dyplomowego niezwłocznie po otrzymaniu informacji o skreśleniu (wytłuściłam te słowa, ponieważ często macie problem ze sformułowaniem treści podania - w regulaminie znajdziecie stosowne formułki). Najlepiej jeśli student dołączy (kilka słów dopisanych odręcznie na podaniu!) poparcie promotora, który zaświadcza, że praca "się pisze" a stopień jej zaawansowania daje nadzieję na rychłą obronę. Warunki wznowienia regulują §§ 65-66 (zwróćcie uwagę na opłatę za korzystanie z dodatkowych konsultacji). W przypadku, który omawiam, wznowienie następuje na okres max. 6 miesięcy od dnia, o którym mowa w §70 (to ważne, bo niektórzy myślą, że chodzi o 6 mies. od decyzji dziekana!).

Tu uwaga: student ma prawo do wznowienia na dzień egzaminu dyplomowego tylko jeden raz. Jeśli wykorzysta ten przywilej i nadal nie złoży pracy, może jeszcze ubiegać się o wznowienie studiów na ostatnim semestrze studiów (wchodzi wtedy kolejna opłata: za powtarzanie semestru).

Pytacie też często, czy lepiej "dać się skreślić" i potem wznowić, czy lepiej przed upływem terminu złożenia pracy wystąpić o jego przedłużenie. Decyzja należy do Was i powinna zależeć od uczciwej oceny swoich szans na złożenie pracy. Zgodnie z § 70 ust. 2 " (...) dziekan może przedłużyć termin złożenia pracy dyplomowej określony w ust. 1, nie dłużej jednak niż o jeden miesiąc". Oczywiście taki wniosek musi być porządnie uzasadniony ("nie zdążyłem, ponieważ podjąłem pracę", to nie jest poważne uzasadnienie i nie pomoże zaświadczenie od pracodawcy). Jeśli uzyskacie zgodę na przedłużenie terminu o miesiąc, a następnie go nie dotrzymacie - następuje skreślenie z listy studentów. A dalej jak wyżej...

Z kolei jeśli ważne przyczyny spowodowały zwłokę w złożeniu pracy a praca jest praktycznie gotowa - to po co dać się skreślać i słono płacić?

Wrócę jeszcze do przypadków beznadziejnych, bo to godzi także w Waszych promotorów. Mam pokaźną grupę studentów z dawnych studiów zaocznych a nawet studiów jednolitych, którzy po latach nieobecności na uczelni (i po latach od momentu skreślenia) wracają i nie dbając o wznowienie zgłaszają się od razu do promotora (zakładając, że jeszcze żyje, że jeszcze pracuje, że jeszcze chce z nimi rozmawiać) i zapewniają, że tym razem to już na pewno...
Większość promotorów (ja też się dotychczas do nich zaliczałam) - podejmuje się prowadzić nadal danego studenta. Powstaje praca, student z dumą ją oprawia i składa promotorowi. Promotor odnosi do dziekanatu i dowiaduje się, że Pan(i) X od kilku lat nie jest studentem...

Zgodnie z § 12 regulaminu "prawa i obowiązki studenta wygasają z dniem ukończenia studiów albo skreślenia z listy studentów". Wśród wielu innych praw - wygasa również i to: prawo do konsultacji. Promotor, który prowadzi pracę magisterską skreślonego studenta z równym powodzeniem może prowadzić pracę magisterską przygodnie spotkanej osoby na ulicy...

Sama nie miałam o tym bladego pojęcia, dopóki nie zaczęłam pracować w dziekanacie. Jeśli zgłasza się student, który już dawno powinien był skończyć studia, należy go zapytać, czy nadal jest studentem SGH. Jeśli ma przedłużony termin złożenia pracy, lub został wznowiony - na pewno otrzymał pisemną zgodę dziekana. Jeśli takowej nie posiada - to nie jest już naszym studentem. Uprzedzam też krzyk wykładowców, że robię z nich formalistów - nie muszą Państwo zachowywać się jak formaliści. Można prowadzić pracę magisterską dowolnie wybranej osoby (także przygodnie spotkanego pana). Nie można natomiast oczekiwać potem, że dziekan uzna prawa danego pana z ulicy do studiowania tylko dlatego, że promotor pomógł temu panu napisać pracę.

Jest mi naprawdę przykro, kiedy muszę kolegom i koleżankom (także z własnego Kolegium) tłumaczyć, że za swoją pracę nie dostaną żadnej godziny do pensum (powinien im zapłacić pan z ulicy). Jeśli są jakiekolwiek przesłanki, żeby student został "wznowiony" - staram się ich uczepić (niemniej jest dla mnie żenująca sytuacja, kiedy promotor biega za sprawami studenta a dopiero potem dowiaduje się, że student od trzech lat nie był w dziekanacie i nie złożył ani jednego podania o wznowienie!). Niestety (to te przypadki beznadziejne) zdarza się, że nie mam się czego uczepić: jeśli minęło więcej niż 5 lat od chwili skreślenia, to nie tylko  z mocy regulaminu nie mogę wznowić studenta (§ 65), ale przede wszystkim mogę nie mieć na co go wznowić. Otóż informuję niedoinformowanych, że w SGH nie ma już studiów jednolitych. Jeśli dawny student studiów jednolitych prosi o wznowienie - to nie mam na co go wznowić. Nie mogę go przyjąć na studia magisterskie, bo podstawą do przyjęcia jest dyplom lic. A taki pan z ulicy ma tylko maturę (po latach nikogo już nie obchodzi, że sobie postudiował).

Pozostaje odwołanie do Rektora, który może... sama nie wiem co. Chyba tylko skierować taką osobę na studia licencjackie (tu wystarczy matura).

Obecny regulamin wprowadza zasadę, że przed formalnym skreśleniem studenta otrzymuje on(a) informację o grożącym skreśleniu. W Waszym interesie leży szybka reakcja zanim słowo ciałem się stanie... Czego Wam i sobie życzę.

24 paź 2012

Sens zamykania pustych protokołów

Ten wpis sprowokował jeden z wykładowców, zaskoczony faktem, że w protokołach widnieją nazwiska osób, których nigdy nie oglądał na oczy. (Panie profesorze lub doktorze :-) dziękuję za komentarz i już wyjaśniam).

Najpierw wyjaśnijmy może jak działa ten system naczyń połączonych.

Kiedy student zapisuje się na przedmiot (deklaracja), to na jego koncie pojawia się dany przedmiot (i miejsce na ocenę) a w wirtualnym protokole wykładowcy pojawia się nazwisko studenta (i miejsce na ocenę)

Ważne jest, żeby oficjalnie zapisać się na przedmiot - jeśli student tego nie dopilnuje, to jego nazwisko nie pojawi się w protokole i mamy pierwszą możliwą dziurę. Równie ważne jest, żeby się oficjalnie wypisać z wykładu (w razie rezygnacji), bo w przeciwnym razie nazwisko studenta pojawi się w protokole i wykładowca nie wie, co zrobić z taką martwą duszą.

Tu mamy odpowiedź, dlaczego w protokołach widnieją czasem nazwiska ludzi, których wykładowca nie miał zaszczytu nigdy zobaczyć na wykładzie. Zapewne:
  • zapisali się, a po rezygnacji nie dopilnowali, żeby wypisać się z wykładu lub 
  • skorzystali z wywalczonego przez studentów prawa studiowania bez konieczności bywania na wykładach (tego nawet nie chce mi się komentować).
Pierwszy przypadek należy tępić, ponieważ student, który zapisuje się i po rezygnacji nie wypisuje z przedmiotu, często blokuje miejsca, na które czekają inni studenci (to poważny problem w przypadku małych grup o limicie osób). Ja osobiście - jako wykładowca - tępię taki obyczaj w najprostszy możliwy sposób: jeżeli student nie pojawił się ani w pierwszym ani w drugim terminie sesji - stawiam ocenę niedostateczną i zamykam protokół. Jeśli studentowi zabrakło czasu na wypisanie z przedmiotu, to będzie musiał potem znaleźć czas na wyplątanie się z dwójki.

Drugi przypadek (student "studiuje", ale jest niepraktykujący) jest niestety zgodny z naszym regulaminem. Ale już nieobecność na obu terminach egzaminu - nie! Wykładowca powinien zrobić to samo, co w pierwszym przypadku: jeśli jest nazwisko w protokole, a student nie pokazał się na egzaminie w pierwszym ani drugim terminie - wstawiam ndst, zamykam protokół i składam w Dziekanacie. 

Zamknięcie protokołów (zarówno w I jak II terminie sesji) jest konieczne - nawet jeśli wykładowca ma w protokole studentów, który na oczy nie widział. I nawet jeśli jest litościwy i w drugim terminie nie wstawił ndst. Należy wtedy zamknąć protokół choćby z pustym miejscem na oceny.

Studenci perfekcyjnie potrafią wykorzystywać luki w naszym dziurawym systemie: wiedząc, że wykładowcy zwlekają z protokołami - wmawiają nam np., że wykładowca nie ustalił terminu, albo nie przyszedł na egzamin, albo nie pojawił się na konsultacjach, albo od roku nikt go nie widział. Pole dla bajeczek jest bardzo szerokie, ale jeśli wykładowca faktycznie nie zagląda do systemu protokołów - to nie mogę wiedzieć, czy studenci mówią prawdę, czy nie. 

Bywa też tak, że wpisujemy studenta z warunkiem na kolejny semestr. Albo grozi mu skreślenie z listy studentów, a student broni się, bo przecież "zdał, tylko wykładowca nie wypełnił protokołu". Ponownie - nie mam jak sprawdzić, czy to prawda, czy nie - protokół jest jedynym dokumentem, na jaki mogę się powołać.

No i wreszcie: dlaczego za niedbalstwo i nieterminowość wykładowców mają ponosić konsekwencje studenci, którzy (przypadek z obecnego semestru) - trzy tygodnie czekają z gotową pracą mgr na możliwość jej złożenia, a ciągle nie uzyskali absolutorium...

13 paź 2012

Protokoły egzaminacyjne

To zarzewie wielu konfliktów na linii DSM - wykładowcy - studenci. Dotychczas sama występowałam w roli wykładowcy - teraz poznałam punkt widzenia studentów i wymogi administracyjne - co zmieniło mój ogląd sprawy.

Najpierw przypomnę wykładowcom o obowiązku, który wspomniany jest w WD: "UWAGA – Dziekan Studium Magisterskiego zwraca uwagę na obowiązek dostarczenia do DSM zamkniętego, wydrukowanego i podpisanego protokołu (nie wydruku roboczego!). Protokoły z odręcznie dopisanymi nazwiskami nie będą przyjmowane!" 

W systemie protokołów wykładowcy otrzymują ZAWSZE informację o dacie otwarcia i zamknięcia systemu protokołów elektronicznych (w ostatniej sesji 21 września - 3 października).

Równolegle - zgodnie z § 44 Regulaminu studiów - "student jest obowiązany upewnić się, czy w Wirtualnym Dziekanacie zarejestrowano wszystkie jego oceny. W przypadku stwierdzenia braku ocen w terminie jednego miesiąca od zakończenia sesji student zawiadamia o tym dziekana i nauczyciela akademickiego, który zaliczał przedmiot, bez zbędnej zwłoki, lecz nie później niż w terminie 7 dni od upływu określonego wyżej terminu miesięcznego."

Rzecz jasna od kilku dni kontaktują się z nami podenerwowani studenci, którzy ocen ciągle nie widzą na swoich kontach. Studenci nie chcą czekać miesiąca, bo... trwa nowy semestr i dobrze byłoby wiedzieć, czy się na nim jest, czy nie!
Otóż miesięczny termin w regulaminie zastrzeżono po to, żeby Dziekanaty miały czas na sprawdzenie protokołów i przeniesienie ocen z WD do systemu ALBS ("album studenta"). Wykładowcy natomiast powinni dostarczać protokoły niezwłocznie po ich zamknięciu. Regulamin zawiera bowiem § 46, zgodnie z którym:
"1. W stosunku do studenta, który nie zaliczył semestru, dziekan wydaje decyzję o:
1) skierowaniu na powtarzanie przedmiotu i warunkowym wpisie na następny semestr, albo
2) skierowaniu na powtarzanie semestru, albo
3) skreśleniu z listy studentów."

Obok fatalnych przepisów dochodzi - żyjący własnym życiem - system informatyczny, który rozpoznając studentów nie mających zaliczonego semestru, wskazuje na pojawiające się należności względem uczelni (tabele opłat tutaj).

Studenci, którzy zaliczyli  przedmioty, a tylko nie mogą się doczekać działania wykładowcy, byli już przeze mnie uspokajani. Na pewno nie uznam zasadności płacenia jakiejkolwiek kary, jeśli egzamin jest zdany, a oceny nie pojawiały się na koncie z winy wykładowcy. Gorzej jeśli ktoś nie zdał egzaminu, czeka na wyniki, dowie się pod koniec października, że oblał egzamin i ma warunek. Należność jest wówczas zasadna, ale naliczone odsetki - nie. Przecież wiedząc o konieczności opłaty student mógł ją uiścić znacznie wcześniej, miał prawo nie wiedzieć, że nie zdał, skoro wykładowca przez długi czas nie wypełniał protokołu.

Uczciwość wobec studenta nakazywałaby pobrać opłatę za warunek, ale nie kazać mu płacić odsetek. Ale skoro Uczelnia przez ten czas nie odnotowała wpłaty na swoim koncie - to znaczy, że odsetki są należne. Kto je powinien uiścić? No cóż - wychodzi na to, że wykładowca, który zwlekał ze złożeniem protokołu...

Jeszcze poważniejsza jest sytuacja sporej grupy studentów, którzy skończyli właśnie czwarty semestr studiów. Nie mając zaliczenia, nie mogą uzyskać absolutorium - a niektórzy z nich mają już gotowe prace magisterskie...

Studenci proszą nas o interwencję - tymczasem 4 wykładowców po prostu nie daje znaku życia (teoretycznie od dwóch tygodnie trwają zajęcia!). Jedyne o czym mogę zapewnić to fakt, że podejmuję próby skontaktowania się z wykładowcami. O problemie został poinformowany Prorektor ds. dydaktyki i studentów. Swoje Koleżanki i Kolegów serdecznie proszę zaś o próbę spojrzenia na pewne sprawy oczami studentów - ostatecznie to oni właśnie stanowią drugą stronę umowy...