Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolontariusze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolontariusze. Pokaż wszystkie posty

13 gru 2012

Choinka - żeby nie było, że Dziekanka tylko o regulaminie...


Negocjacje w sprawie udostępnienia zdjęć z dziekanatowej choinki były długie i mało owocne, ale jako osoba uzależniona od fotografii i tak postaram się, aby ten wpis stał się "fotopostem".

Choinka została zakupiona ze środków męża dziekanki, jako prezent mikołajowy ;-) (Żaden z przystojniaków na zdjęciu nie jest jednak owym mężem). Fundatorami i wykonawcami ozdób byli prawie wszyscy pracownicy dziekanatu. Autorami wypieków były chyba wszystkie Panie poza autorkami bloga, które charakteryzują się antytalentem cukierniczym i niekłamaną niechęcią do piekarnictwa. (Jako drapieżnik czuję się natomiast w pełni kompetentna w zakresie pieczystego ;-)

Ponieważ ciasta wzbudziły nasz szacunek, podziw i apetyt - należy im się fotka. Przyznacie chyba, że ptasie mleczko (czyli podstawowy składnik diety Halinek wg znanego portalu) wypada przy tym blado i nieatrakcyjnie ;-) 

Najważniejszym punktem wieczoru było  ubieranie choinki, czyli czynność zarezerwowana dla "dzieci dziekanatu". Sezon jest mocno grypowy, więc nie wszystkie do nas dotarły - ale i tak zrobiło się mocno rodzinnie, gwarno i niepoważnie. O to zresztą chodziło!

Dzieci nie czuły respektu ani przed dziekan(k)ami, ani Panią Kierownik (która zresztą mogła się nam pochwalić piękną córką i dwójką wnucząt). Zwiedziły cały dziekanat, nakruszyły, wypaćkały biurko dziekańskie farbkami do bombek - ale ostatecznie pięknie ubrały choinkę. Barierą nie do pokonania okazał się dopiero montaż gwiazdy na czubku choinki...








Musiał nas w tym wspomóc Autor Trzeci, czyli Rafał Osiński, który dołączył do dzieci zamiast do doktorantów :-) Mam nadzieję, że zdjęcie oddaje jego poczucie dumy z pomyślnego montażu gwiazdy!


O sesji zdjęciowej w fotelu dziekańskim była już mowa. Sporo czasu pochłonęło też fotografowanie dziekanatowej rodziny (nazwa w pełni zasadna - swoją prawdziwą rodzinę widuję 3-4 godziny na dobę - a w dziekanacie spędzam czasem 10 godzin!). Pierwsza przymiarka do zdjęć była dość nieśmiała i zza szafy.



Ostatecznie jednak fotografowały się wszystkie obecne na choince Panie, choć tylko niektóre Halinki pozwoliły zamieścić zdjęcia na blogu. Robię to z tym większą przyjemnością, że są to pracownice często wymieniane przez Was w korespondencji, jako szczególnie serdeczne, "pomocne i kochane" (to ostatnie określenie dotyczy Pani Kasi Kłopotowskiej, która właśnie (co widać na zdjęciu) otrzymała od jednej ze studentek kwiaty w dowód sympatii.

Moją największą udręką jest jednak Pani Beata Kluczna - wielka miłość studentów, która sprawy beznadziejne rozwiązuje następująco: "Pani Dziekan, no niech się Pani zlituje. Pani puści tego dzieciaka - ja go znam, on tak przychodzi i prosi... No jak ja mu powiem, że Pani go skreśla?". Albo "Pani Dziekan - wczoraj Pani tamtą studentkę puściła - to ta też niech ma!". W takich warunkach naprawdę trudno wczytać się w regulamin. Poza tym, jak "nie puszczę" studenta, to Pani Beatka mówi, że jestem zbyt surowa - albo strzela focha! Pani Beatce należą się podziękowania, bo jako pierwsza zdecydowała się wystąpić na blogu, twierdząc, że udźwignie jakoś ciężar sławy :-)



Najcieplejszą chyba osobowością dziekanatu jest Pani Helenka Stablewska. Aż trudno mi uwierzyć - a wierzyć muszę, bo mam dowody - że ta osoba jest w stanie zmusić studentów do terminowego złożenia pracy magisterskiej. Zapewne wielu z Was zna ją jako osobę zdecydowaną i nieustępliwą, ale to typowy romantyk, który z trudem przyjmuje rozwiązania administracyjne narzucane przeze mnie i bezlitośnie egzekwowane.



Nie mogę pominąć sesji zdjęciowej obu prodziekanek. Jedna z nich swego czasu została zagadnięta przez studenta, "w którym okienku przyjmuje". Potraktowała rzecz z uśmiechem, bo (wyjaśniała to już na FB) jej ego ściga się z humorem. Ale w ramach ćwiczenia pokory obie "pro" pozwoliły się zdjąć w okienku nr 5, użyczonym na tę okazję przez Panią Kasię Kłopotowską.

"Choinka" z naszymi Halinkami nie trwała długo - zaczęła się o 15.00 kiedy wszyscy byli już zmęczeni całym dniem pracy i w dodatku w piątek, kiedy myślami każdy zaczyna już wknd. Ale dziekańska służba-nie drużba - o 17.00 mieli nas odwiedzić kolejni goście - studenci i doktoranci współpracujący od września z nami, okazujący nam niesłychane wsparcie organizacyjne i psychiczne. Niektórzy z nich zajmują się tłumaczeniem tekstów dla studentów anglojęzycznych, inni mają technicznie wesprzeć nas przy renowacji strony www, "Magiel" cierpliwie pomaga popularyzować nasz blog, a prawnicy szukają wraz z nami możliwości poprawy losu studentów, poprzez wyszukiwanie dziur w regulaminie ;-) Nie wszyscy mogli przyjść, nie wszyscy zostali do końca (czyli do wspólnego zdjęcia) - ale celem tego spotkania było nie tyle składanie sobie życzeń (do świąt wszak jeszcze sporo czasu), co raczej intensywny networking. Ludzie, którzy gotowi są pracować razem pro publico bono powinni się znać, bo jak sądzę zawsze będą mogli liczyć na swoją wzajemną pomoc.

Takie są moje dla nich życzenia świąteczne!






26 lis 2012

Liczą się intencje

Zasadniczo ten post miał się ukazać za dwa dni i mieć nieco inny wydźwięk. Oto nasze wielokrotne wirtualne apele dotyczące wsparcia w zakresie modernizacji strony internetowej DSM zostały wysłuchane. W ubiegłym miesiącu zgłosił się do nas student ostatniego roku, Pan Krzysztof, który zaoferował nie tylko pomoc własną, ale także kontakt z uczelnianym SKN Informatyki.

Pomysł sam w sobie był strzałem w dziesiątkę, zarówno pod względem merytorycznym, jak i technicznym. Któż bowiem lepiej niż studenci SKNI zna meandery programowania? Co więcej, zapośredniczenie kontaktu - z własnej inicjatywy studenta - nie stawiało SKNI w kłopotliwej sytuacji. Mogli się w projekt zaangażować, albo i nie. 

Archaiczny engine, o którym też już pisałam, rozpracowaliśmy wstępnie z p. Krzysztofem. Rozwiązanie brzmiało: iframe. Wówczas ustaliliśmy także punkty brzegowe dla nowej strony DSM. Jednym z nich było oszukanie menu - czyli dobudowanie do obecnego menu po lewej dodatkowych zakładek imitujących brakujące poziomy głębokości (czyli żeby menu się rozwijało). Drugim punktem brzegowym miała być edytowalność nowej strony - czyli możliwość zamieszczania treści przez osoby nie znające tajników htmla i innych języków, których nazw nie znam i jest mi z tym dobrze. 

Punkty brzegowe zostały przekazane do SKNI. Pomysł wsparcia DSM spotkał się z dużym zaangażowaniem zarówno na poziomie Zarządu Koła, jak i jego członków (i członkiń - jak być może dopisałaby Dziekan(ka) Kachniewska). Pojutrze na 17:00 mieliśmy umówione spotkanie robocze, na którym zapadłyby najpewniej kluczowe decyzje... 

Wczoraj jednak okazało się, że najpewniej w ciągu kilku najbliższych miesięcy czekają nas wszystkich szersze i zasadnicze zmiany informatyczne, a tym samym praca członków SKNI poszłaby na marne. Aby to samo nie stało się z całą opisaną powyżej inicjatywną, pozostanie po niej ślad w postaci tego wpisu. A całemu SKNI serdecznie dziękujemy za intencje. Dały nam one sporo pozytywnej energii przez ostatnie tygodnie!

PS: ECzytelnicy tego wpisu mogą również przekazać pozytywną energię do SKNI np. lajkując ich profil na FB.

25 lis 2012

Dalej odsłaniamy kulisy

Wróble ćwierkają, że najwyższa pora zaprezentować kolejną osobę, która aktywnie uczestniczy w pracach Dziekanatu! A zatem, do dzieła. Kolej na Anię Parę.

Ania wśród współpracowników DSM pojawiła się, podobnie jak Kasia, dzięki Pani Dziekan prof. Magdalenie Kachniewskiej. Znajomość rozpoczęła się jeszcze na etapie pisania pracy licencjackiej i magisterskiej przez Anię, które to prace promowała obecna Pani Dziekan.

Zakres obowiązków, które wypełnia Ania w ramach współpracy z Dziekanatem Studium Magisterskiego jest szczególnie bliski studentom i bardzo dla nich istotny. Zajmuje się ona mianowicie opracowywaniem bazy FAQ oraz monitoruje grupy i fora internetowe, by znaleźć te zagadnienia, które najbardziej nurtują studiujących na naszej uczelni. Dodatkowo to właśnie Ania odpowiada na zgłoszenia, które trafiają na skrzynkę mailową. Zatem to dzięki niej wiele problemów udaje się wyjaśnić, choć czasem naprawdę nie jest to proste.

Na co dzień obok doktoratu Ania pracuje w przedsiębiorstwie zajmującym się wprowadzaniem zagranicznych przedsiębiorstw na rynek polski i polskich firm na rynki zagraniczne. Wcześniej pracowała w obszarze turystyki i hotelarstwa zajmując się między innymi social media marketingiem oraz poszukiwaniem partnerów hotelowych do współpracy w ramach franczyzy. Jej plany na przyszłość to powrót do pracy w tym obszarze.

Ania jest zapaloną sportsmanką i w czasie wolnym lubi w szczególności jeździć na rowerze. Uwielbia wyprawy rowerowe między innymi w góry, ale nie tylko. Dodatkowo bierze udział w biegach długodystansowych. Udało się już jej pokonać półmaraton, zaś kolejny cel to przebiegnięcie całego maratonu. Do tych aktywności dochodzi pływanie. Plan na przyszłość to zawody triathlonowe. Jakby tego było mało, Ania to też podróżniczka.

Jak radzi sobie z takim nawałem zadań obowiązków? Klucz do sukcesu to efektywne gospodarowanie czasem. Dobry plan i motywacja i pasja pomagają naprawdę wiele zdziałać. Pozazdrościć!

18 lis 2012

Ujawnijmy troszkę kulisy

Chodząc i rozmyślając nad treściami, którymi chciałbym się podzielić na łamach bloga, uznałem, że niezłym pomysłem byłoby przedstawienie co najmniej kilku osób zaangażowanych w pracę Dziekanatu. Zacznę od wolontariuszy, którzy z własnej niczym nie przymuszonej woli angażują swój czas, by choćby trochę przyczynić się do poprawy funkcjonowania Dziekanatu wnosząc jednocześnie nieco studenckiego spojrzenia na ten obszar działalności. A zatem na początek – Kasia Negacz.

Kasia rozpoczęła współpracę z DSM dzięki Pani Dziekan, prof. dr hab. Magdalenie Kachniewskiej, w odpowiedzi na prośbę o odniesienie się do Regulaminu DSM. Obecnie zaś współpracuje głównie z naszą Prodziekan Panią dr Katarzyną Górak-Sosnowską. Zajmuje się m.in. restrukturyzacją strony internetowej DSM, opracowywaniem zmian w procedurze dyplomowania i pokrewnymi sprawami prawnymi, a także współpracą przy pisaniu specjalnej broszury dla studentów, która niedługo ujrzy światło dzienne, a którą sam mam również przyjemność współtworzyć. Broszura ta będzie swoistym przewodnikiem po różnych formalnych zagadnieniach dotyczących studiowania na naszej Uczelni.

Jej zaangażowanie jest o tyle imponujące, że na co dzień działa w wielu różnorodnych obszarach. Kasia jest doktorantką w dwóch kolegiach (Kolegium Ekonomiczne-Społeczne i Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie), kończy prawo a także współpracuje z jedną z korporacji w dziedzinie CSRu. Zasiada  także w zarządzie jednej z akademickich organizacji zajmujących się problematyką zrównoważonego rozwoju.

Na co dzień Kasia interesuje się także kulturą krajów Azji Południowo-Wschodniej i językiem chińskim. W ogóle urodzony z niej podróżnik – ponad 1/3 swoich studiów spędziła poza granicami Polski, poznając rozmaite zakątki świata. Ciekawią ją również tematy związane z ochroną klimatu i przyrody oraz wpływem tych czynników na działalność przedsiębiorstw.

A już niedługo – kolejne sylwetki osób, które, uwierzcie mi, wkładają bardzo dużo wysiłku, by zmniejszyć trudy związane ze współpracą na linii Dziekanat – Student.

[kgs] Jednak się wtrącę, bo trzeba koniecznie dopisać jedną ważną rzecz. Nie wiem, czy mgr Negacz ma tego świadomość, ale to od niej zaczyna się pospolite ruszenie dziekanatowych wolontariuszy. Skoro ona zgłosiła się sama z siebie do pomocy, możliwe było, że znajdą się kolejne osoby. Zresztą kilka z nich zostało zrekrutowanych (albo podlobbowanych) przez mgr Negacz.

30 paź 2012

Autor Trzeci

Uważni obserwatorzy naszego bloga (dokładnie 2 osoby) zauważyli, że przed momentem liczba autorów w menu po prawej powiększyła się o jeden. Czekałyśmy z Dziekan Kachniewską na ten moment kilka tygodni (ale małe kilka, zważywszy, że sam blog ma ich raptem 4). Kilkakrotnie nawet zaklinałyśmy werbalnie rzeczywistość... I oto jest. Autor Trzeci - pod roboczym kryptonimem "Raf1303" kryje się mgr Rafał Osiński, doktorant z Kolegium Zarządzania i Finansów SGH. 

Trzeci autor to trzecia perspektywa, choć jakby się dobrze przypatrzeć to druga, bo pozadziekanatowa. Pan Osiński będzie więc poniekąd obserwatorem z zewnątrz i chyba przede wszystkim reporterem, tzn. będzie opisywał sprawy uczelniane związane bezpośrednio bądź pośrednio z DSM. Na pierwszy ogień - jak zapowiedział do piątku - pójdzie kwestia zbliżającej się uroczystości graduacji. W dalszych planach są wpisy poświęcone absolwentom, a także naszym innym wolontariuszom-współpracownikom. Warto dodać, że sam mgr Osiński ma duszę wolontariusza - od lat zaangażowany jest w Szlachetną Paczkę. Jak powiedział, w inicjatywie DSM również odnalazł wątek społecznikowski ;)

W razie wątpliwości informuję, że konto mgr Osińskiego ma charakter autonomiczny - puszczamy go na tzw. żywioł (podobnie było z samym blogiem, więc nic tu nowego). Ja zapowiedziałam co najwyżej oznaczone wstawki oddziekańskie, ale nie większe niż to niekiedy robi Dziekan(ka) Kachniewska w moich wpisach (na wzajemność póki co się nie odważyłam). W końcu mgr Osiński to mój były student (i na dodatek pamiętam go, choć przez mgłę ładnych kilku lat)!

21 paź 2012

Konstruktywnie o stronie DSM

Pesymista, a nawet sceptyk jednoznacznie zakwestionowałby tytuł niniejszego posta. Nie sposób o konstruktywność przy ograniczeniach konstrukcyjnych, z jakimi mamy do czynienia edytując naszą oficjalną stronę w serwisie SGH. Engine służący do tworzenia i edycji stron pamiętam z początków swojej pracy w SGH, czyli około dekady temu. 

Na swój sposób ja ten engine lubię. Pozwala mi mniemać, że do perfekcji opanowałam wszystkie tajniki edytowania stron WWW. Wynika to z prostego powodu - wielu elementów wymagających bardziej zaawansowanej edycji engine po prostu nie przyjmuje do swojej świadomości. Dotyczy to na przykład czegokolwiek z hasłem <script>. Ja nie znam się na skryptach, engine najwyraźniej również. Jeden z naszych doktorantów-wolontariuszy poświęcił 1,5h na to, aby się przekonać, że jak nie to nie. 

O ile do edycji stron katedr engine wydaje się wystarczający, w przypadku strony DSM, napotykamy na barierę pogodzenia możliwości technicznych i nawigacyjnych. Jednym największych problemów jest brak możliwości utworzenia kolejnego poziomu w menu po lewej. Zakładki na stronie DSM (Aktualności, Dziekanat...) nie mogą już mieć swoich własnych menu, które rozwijałoby się po kliknięciu. Najpewniej z tego powodu menu na stronie DSL ma 24 pozycje. U nas jest ich mniej, jednak również nie jest to rozwiązanie funkcjonalne, gdyż linki do pod-podstron pojawiają się w treści podstrony. I albo je ktoś zauważy, albo...

Przy istniejących punktach brzegowych istnieją dwa rozwiązania: czekamy na Sharepoint, albo próbujemy usprawnić nawigację w ramach istniejących możliwości i systemu. Wybraliśmy opcję nr 2. W połowie września zasadniczo przebudowałam naszą stronę, zmieniając przede wszystkim jej strukturę. Obecnie ją dopracowujemy. Stąd kilka dni temu pojawiły się ikonki FB i Twittera na stronie głównej (ich umieszczenie wymagało nie lada akrobatyki informatycznej, aby nic się nie rozjeżdżało, tudzież rozjeżdżało się jak najmniej), a od wczoraj są wyszczególnione działy "Praca magisterska" (ukłon w stronę wykładowców, którzy nie wiedzieli, gdzie szukać harmonogramu obron) oraz "Dla studentów I roku". 

Czekamy na uwagi nawigacyjne (np. jak pożenić resztkę obecnego działu "Kwestie praktyczne" z "Zasadami studiowania"), funkcjonalne (co jeszcze powinno być na stronie, oczywiście w granicach rozsądku i możliwości opanowania materiału) i techniczne (np. jak zrobić tabelkę dopasowującą się do szerokości strony); najlepiej w komentarzach - będzie nam łatwej zebrać je w jednym miejscu (te mamy już zachomikowane).

6 paź 2012

Tydzień z życia prodziekan

umowy (na szczęście nie ja podpisuje)
Co prawda daleko mi (na szczęście) do Dziekan Kachniewskiej w zakresie niedospania i przeciążenia pracą, ale zdecydowałam się opisać swój pierwszy tydzień w roku akademickim (czyli bodaj piąty od objęcia funkcji prodziekana SM). Dni mijają w tak zawrotnym tempie, że często zlewają mi się w jeden długi ciąg pogoni za czasem. Dziekan Kachniewska nakazała nam – prodziekanom – założenie sobie kalendarzy w Googlu, w których skrzętnie wpisujemy nasze zobowiązania zawodowe. Często nie starcza linijek. 

Codziennie:

  • Podpisuję podania od godziny do ponad dwóch, w zależności od tego, ile się zbierze (a obecnie zbiera się w dziesiątkach centymetrów, choć poniekąd to przez dołączone teczki). W niejednoznacznych przypadkach męczę Asystentki Toku, a w szczególnie trudnych – Dziekana Wierzbickiego.   
  • Intensywnie koresponduję ze światem zewnętrznym i nie tylko. Są to głównie bieżące sprawy studentów (pytania typu jak się wyrabia legitymację, które również niekiedy trafiają do mnie staram się odsyłać do Asystentek Toku, w kwestiach, w których mogę pomóc – np. wykładowca do dziś nie wpisał oceny z I terminu – staram się to zrobić). Do tego dochodzą maile strategiczne i paraegzystencjalne z Szefową (dzienna średnia z bieżącego tygodnia to 2x10+).
  • Choć nie powinnam tego robić, to jednak zaglądam na fora magisterskie na FB i czasami tam się udzielę (docelowo mam nadzieję, że uda się nam znaleźć wolontariusza, który znałby odpowiedzi na Wasze pytania i nie byłby Dziekan Kachniewską ani mną); staram się także codziennie coś wstawić na dziekanatowego bloga i przejrzeć komentarze.
  • Staram się także regularnie jeść (chociaż śniadanie i późną kolację) i – uwaga – spać.
Do tego:
  • W poniedziałki mamy Kolegia Dziekańskie, czyli 1,5h+ intensywnego zastanawiania się, która z pilnych spraw jest najpilniejsza i jak ją ugryźć. Teraz na tapecie była procedura dyplomowania. W tym dniu przyszła jeszcze pani, która nam zaproponowała wykładzinę do pokoju dziekańskiego, aby choć trochę go ocieplić i zneutralizować niesamowity pogłos (pokój dziekański ma 5 m wysokości).
  • We wtorek była inauguracja, a ja przed nią miałam zebranie Katedry (bo ja jeszcze teoretycznie pracuję w Katedrze…), potem sprawy dziekanatowe, zajęcia na SGH i gościnne na UW.
  • W środę z rana zrealizowałam wypad poza Warszawę – pewna zaprzyjaźniona firma może oddać Dziekanatowi dwa używane biurka, które w miarę by pasowały do naszych starych-nowych różnorodnych mebli. Takiej okazji nie można przepuścić. Ciąg dalszy tej historii jeszcze nastąpi. Potem miałam dyżur katedralny (pojawiły się całe dwie osoby, czyli luz) i prodziekański – tu było znacznie intensywniej, skończyło się po ponad 2 godzinach. W efekcie mój dyżur zazębił się z dyżurem Dziekana Matusewicza (a już myślałam, że te kolejne kilkanaście+ osób czekają jeszcze do mnie). Udało mi się także zamknąć swoją część aplikacji do pewnego konkursu unijnego (teoretycznie jestem nadal pracownikiem naukowym…)
  • W czwartek dwa zajęcia w SGH ranną porą, potem odwołane cotygodniowe spotkanie dziekanów z Rektorem Ostaszewskim (co było okazją do omówienia spraw DSM, czyli brak spotkania zamienił się w spotkanie), sprawy pozauczelniane, nagranie i chyba udało mi się już koło 17:00 dotrzeć do domu. Zdalnie udało mi się wreszcie ruszyć dział FAQ na stronie DSM oraz napisać z Dziekan Kachniewską artykuł o blogu do „Gazety SGH”.
  • W piątek była tylko akcja nowa grupa wykładowa z Ekonomii pracy i podpisanie części zaległych z czwartku podań + podań piątkowych. Od późnego popołudnia zabrałam się więc za własne zdrowie, bo dnia poprzedniego straciłam głos (kto był na wykładzie ten słyszał). Za to dzisiaj rano spotkałam się z naszymi prawnikami i do południa pracowaliśmy nad procedurą dyplomowania.
Odnoszę wrażenie, że ja jeszcze coś robiłam, ale nie pamiętam. Przyszły tydzień zapowiada się równie ciekawie. W programie – obok rutynowych spotkań i spraw – są trzy spotkania ze studentami/doktorantami chętnymi do włączenia się w prace DSM, konferencja mojej Katedry, wykład Noblisty, a także nowe kwiatki do Dziekanatu.

4 paź 2012

Pierwszy odzew


Dmuchawiec - piękny, ale i ulotny
Przekroczone 6000 odsłon bloga i 400 lajków na FB w ciągu zaledwie kilku dni skłania do pozytywnej refleksji. Coś niewątpliwie się ruszyło. W statystykach strony pojawiły się pierwsze informacje o wstukiwanym w Google haśle "dsm po drugiej stronie okienka", co oznacza, że trafiają do nas osoby także spoza FB.

Otrzymujemy - tu chyba głównie Dziekan Kachniewska - prośby o interwencje, listy z żalami, ale także sporo komentarzy pozytywnych i wyrazów wsparcia; zdarzają się także ciepłe słowa pod adresem Asystentek Toku. Bardzo za nie dziękujemy - nie ma to jak pozytywny feedback. Jednak otrzymujemy od Was jeszcze coś, co przydaje się bardziej: propozycje pomocy. 

Zgłosiło się dwoje prawników (doktorantka SGH i absolwent SGH), którzy wyrazili wolę przyjrzenia się Regulaminowi studiów. Zamiast tego zostali w trybie pilnym puszczeni na głęboką wodę - będą pomagać nam w rozpracowaniu procedury obron. Niedługo być może będzie można zobaczyć pierwsze efekty. 

Zgłosił się doktorant, który zaoferował przyjrzenie się naszej stronie internetowej pod względem jej funkcjonalności, a także Waszym komentarzom na jej temat, zamieszczonym m.in. na tym blogu. Pomoc w tym zakresie będzie nieoceniona, gdyż walczymy na wielu internetowych frontach jednocześnie: nie tylko tu i na FB, ale przede wszystkim na polskiej i angielskich stronach DSM. Kolejna osoba, która zadeklarowała pomoc, właśnie zabiera się za zbieranie Waszych wszystkich uwag i postulatów oraz ich kategoryzację, abyśmy mogli je przeanalizować i zastanowić się nad możliwościami, ale i potrzebą, ich wdrożenia. 

To bardzo miłe, że chcecie nam pomóc, zwłaszcza że sporo z Was pracuje, albo po prostu ma inne, ciekawsze zajęcia, a my jako DSM możemy Was co najwyżej wynagrodzić dobrym słowem i wdzięcznością. Od kilku lat na takiej zasadzie funkcjonują moje egzaminy z socjologii w DSL. Upilnować studentów zawsze pomagają mi moi byli studenci, absolwenci, czasami doktoranci, dzięki czemu wiem, że nie dochodzi do ściągania (ja niestety znam tylko techniki sprzed ponad dekady). Odnoszę wrażenie, że niektórzy z nich dobrze się przy takim pilnowaniu bawią, przekonując się na własnej skórze, jak to jest być po drugiej stronie.  

Nas jest piątka (na blogu, póki co, dwójka) - Was kilka tysięcy. Jak widzicie po pierwszych naszych postach pracujemy, jak tylko możemy, często kosztem codziennych czynności, bo (jeszcze) wierzymy, że to ma sens. Jeżeli macie ochotę nas wspomóc - napiszcie maila, albo dajcie znać na FB. Nie zaciągniemy Was do noszenia koszy z teczkami (zwłaszcza, że obowiązuje tu zasada ochrony danych osobowych) i nie wykorzystamy ponad miarę (naszą, ale i Waszą). Może macie jakiś własny pomysł na zaangażowanie, ale nie musicie. Może wspólnie uda nam się pewne sprawy załatwić szybciej i sprawniej. Poza tym praca w czynie społecznym ponoć uszlachetnia ;)