Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sesja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sesja. Pokaż wszystkie posty

9 maj 2016

Ćwiczymy protokoły ćwiczeniowe

Źródło obrazka: samorzadsgh.pl
Zgodnie z jesienną zapowiedzią, niestety jak zwykle z semestralnym opóźnieniem, ale jednak na przekór zjawiskom atmosferycznym - wdrażamy elektroniczny system protokołów dokumentujących wyniki ćwiczeń. Wprowadzone zostaną one już w najbliższej sesji egzaminacyjnej dla wszystkich zajęć z więcej jak jedną formą zajęciową. W praktyce oznacza to, że dydaktycy prowadzący ćwiczenia będą wypełniać protokoły w systemie WD, tak jak od lat czynią to wykładowcy.

W odróżnieniu od protokołów egzaminacyjnych wystąpi jedna różnica: ponieważ pozytywna ocena z ćwiczeń jest warunkiem dopuszczenia do egzaminu z danego przedmiotu, nie możemy sobie pozwolić na to, żeby zwlekać z publikacją oceny w WD, aż dydaktyk dostarczy protokół do dziekanatu. Dlatego ocena wpisana w protokole do ćwiczeń będzie widoczna dla studenta natychmiast po jej umieszczeniu w WD tak, aby student mógł sprawdzić, czy przysługuje mu prawo przystąpienia do egzaminu.

Wykładowca przedmiotu (egzaminator) również uzyska podgląd protokołów do ćwiczeń (w formie dodatkowej kolumny w protokole egzaminacyjnym) – dzięki czemu będzie mógł zweryfikować, czy student, który uczestniczył w egzaminie, zaliczył wcześniej ćwiczenia.

Ponieważ w wielu przypadkach wykładowcy powierzają prowadzenie ćwiczeń kolegom z zespołu – w protokole egzaminacyjnym przy nazwisku każdego studenta pojawi się także kolumna informująca, kto prowadził ćwiczenia. Informacja ta może być przydatna w sytuacji, kiedy konieczne okaże się wyjaśnienie, dlaczego dany student nie ma wpisanej oceny z ćwiczeń, pomimo że ćwiczenia zaliczył (znając roztargnienie dydaktyków, przewiduję, że takie zjawisko może wystąpić). W przypadku, gdy student nie uzyska pozytywnej oceny z ćwiczeń (lub w ogóle w nich nie uczestniczył) – a jednak przystąpił do egzaminu - wpisanie oceny z egzaminu nie będzie możliwe (blokada wiersza), do czasu uzupełnienia oceny z ćwiczeń.

Wprowadzenie opisanej zmiany jest koniecznością (obowiązek dokumentowania przebiegu studiów dotyczy wszystkich form dydaktycznych) a ponadto pozwoli uniknąć licznych przypadków, kiedy studenci podchodzą do egzaminu nie mając zaliczonych ćwiczeń, a następnie prowadzą wielotygodniową korespondencję z wykładowcą, domagając się uznania zaliczenia ćwiczeń „skoro i tak już zdałem egzamin”... (tu przewiduję powody do niezadowolenia).

Plusem będzie natomiast możliwość udokumentowania zaliczenia ćwiczeń, jeśli komuś noga się powinie na egzaminie (ćwiczenia są przecież zaliczone i ew. powtarzanie przedmiotu oraz związana z tym opłata dotyczy wówczas tylko części wykładowej). Jeżeli zajęcia mają formę wykłado-ćwiczeń (owszem - są i takie) i liczą N ECTS-ów, to w razie zaliczenia ćwiczeń i niezaliczenia wykładu student zapłaci za powtarzanie 1/2 x N ECTS-ów.

26 sty 2016

O dwóch takich, co jechali do Bangkoku

To był stosunkowo beztroski roboczy dzień, jak to bywa w czasie sesji (o ile nie sprawdza się egzaminów). Czas na to, aby złapać oddech jako wykładowca i zająć się wyłącznie sprawami dziekanatowymi, których – poza skrajnymi przypadkami niemożliwymi (np. wypisanie z zajęć, które już się skończyły) – w zasadzie nie wykraczają poza przeciętność. 

Najpewniej nic by tej ciszy i spokoju nie zmąciło, gdyby nie jedna z asystentek toku, która wybiegła po mnie niemalże na korytarz, bo oto dwóch studentów ma nie lada problem. Studenci wyjeżdżają na wymianę na semestr do Bangkoku. W niedzielę odlatuje ich samolot, mają już wykupiony nie tylko lot, ale i akademik, zorganizowane różne sprawy tam na miejscu w Tajlandii. Jedyny drobny problem polega na tym, że nie mają zaliczenia z jednego egzaminu w SGH. Wykładowcy nie zgodzili się na wcześniejsze przystąpienie do sesji. A wiadomo – brak zaliczonego egzaminu = warunek lub powtarzanie semestru = brak możliwości wyjazdu. Pikanterii dodaje fakt, że ów spokojny beztroski dzień był piątkiem. Niedziela wypadała więc za kilkadziesiąt godzin. 

Studenci mocno się denerwują i patrząc na mnie jak na potencjalne zbawienie. Zdali sobie sprawę, że przez zaniechanie (o czym za moment) mogą zapłacić nie tylko brakiem przygody życia, ale i finansowo. Można powiedzieć, że to nie ich wina – przecież już w grudniu (nie wnikałam, czy tuż przed świętami, a może w przerwie międzyświątecznej) zainteresowali się tym, czy wykładowca zorganizuje im wcześniejszy egzamin. Już w połowie minionego tygodnia (czyli trzy dni wcześniej) pojawili się w Dziekanacie z pytaniem, co dalej, skoro egzaminu ewidentnie nie będzie… 

O ile nie kręci Państwa tego typu ryzyko (a jeżeli kręci – radzę pograć w ruletkę, czy poskakać z bungee), radzę dołożyć wszelkich starań, aby je zminimalizować. A można to zrobić bardzo łatwo – po prostu wcześniej zainteresować się swoimi sprawami w SGH. Jeżeli wiedzą Państwo, kiedy rozpoczyna się semestr na uczelni zagranicznej (a nie jest to przecież tajemnica), można zapytać wykładowców już na pierwszych zajęciach, czy zgodzą się na przeprowadzenie wcześniejszego egzaminu. Informacja wcześniejsza na pewno ma większe szanse, niż taka z grudnia (ja również zapytana nagle o taki egzamin nie przeprowadziłabym go, a i pewnie zdenerwowała; zapytana w październiku wzdycham – bo żadna to przyjemność – ale organizuję). Jeżeli by się nie udało – można by zawsze zgłosić się do nas – może nam udałoby się przekonać prowadzącego, a jeżeli nie, można by jeszcze wówczas kombinować zmianę lub wypisanie z przedmiotu. W piątek popołudniu nie ma już specjalnie żadnych ruchów. Co najwyżej ruchy zmierzające do weekendu... A historię specjalnie zostawiam niedokończoną.

24 lut 2015

Pół prawdy i cały semestr

Pojawiła się dzisiaj w Dziekanacie Pani Profesor oburzona (i słusznie!) faktem, że pewna grupa jej studentów otrzymała zgodę na przedłużenie sesji, pomimo niezaliczonych ćwiczeń i braku dopuszczenia do egzaminu.

Sprawdziłam wymienione nazwiska - faktycznie studenci wystąpili o zgodę na przedłużenie sesji, załączając do podań zaświadczenia lekarskie, dokumentując kolizje egzaminów i różne inne kwestie, które zgodnie z regulaminem uprawniają do przedłużenia sesji. W podaniach oczywiście nie było najmniejszej wzmianki o braku zaliczenia ćwiczeń...

Tymczasem  nawet 10x przedłużona sesja nie zmienia sytuacji delikwenta, który może być dopuszczony do egzaminu dopiero po uzyskaniu zaliczenia ćwiczeń (jeśli taki jest wymóg programowy). Niektórzy studenci nadużywają jednak sytuacji - korzystają z faktu, że ćwiczenia nie są rozliczane w WD i informacja o ich zaliczeniu (bądź niezaliczeniu) krąży jedynie między wykładowcą a prowadzącym ćwiczenia. Niestety czasem z czasem i tak trafi do DSM...

Zgodnie z założeniami, jakie przyjmuję od początku kadencji - tego typu informacje uzyskane od wykładowcy skutkują cofnięciem decyzji o przedłużeniu sesji. Sytuacja w efekcie obraca się przeciwko studentowi - półprawda powoduje, że wydłuża się czas oczekiwania na protokoły, które ostatecznie przecież nie zostaną wystawione. Zanim ustalę, że student nie miał prawa do egzaminu (ani przedłużenia sesji) mija kilkanaście dni i dopiero po rozmowie z wykładowcą mogę podjąć decyzję co do statusu studenta.

A jaki to status? Pomyślmy: 
  • brak zaliczenia obowiązkowych ćwiczeń, 
  • brak oceny z egzaminu (z powodu niedopuszczenia do niego z braku zaliczenia ćwiczeń), 
  • w efekcie brak zaliczenia danego przedmiotu, czyli niezaliczona sesja, 
  • brak wniosku o wpis warunkowy (zamiast tego student tracił czas na wniosek o przedłużenie sesji) 
- w efekcie mamy przesłanki do skreślenia. Oczywiście student skreślony (jeśli nie było to skreślenie z powodu niezaliczenia I semestru studiów) ma prawo do wznowienia. Zazwyczaj wyrażam zgodę, ale zgodnie z regulaminem wznowienie następuje z początkiem następnego semestru studiów. Następny semestr studiów zaczynamy w październiku...

Grając va bank przy pomocy takiej półprawdy student przegrywa cały jeden semestr.

Ponieważ niezależnie od dotkliwej kary, jaka może spotkać kombinatora, tracimy czas, nerwy i odrywamy wykładowców od pracy (przecież trwa już kolejny semestr) pozostaje jedno rozwiązanie: protokoły z ćwiczeń zostaną wprowadzone do WD na równi z protokołami egzaminacyjnymi. Bez tego informacja o kombinatorach nadal będzie trafiać z dużym opóźnieniem do DSM...

Ewentualnym kombinatorom (tym wykrytym i tym, którzy dopiero oczekują wytknięcia palcem) radzę możliwie szybko wycofać podania o przedłużenie sesji i złożyć wnioski o wpisy warunkowe...

19 sty 2015

Jak ułożyć harmonogram sesji?

fot. BMB
Kilka dni temu na dziekanatowy profil na FB przyszło pytanie dotyczące organizacji sesji egzaminacyjnej dla studentów studiów sobotnio-niedzielnych. Niewtajemniczonych informuję, że egzaminy dla tych studentów odbywają się w godzinach popołudniowo-wieczornych w tygodniu. Tymczasem zjazdy odbywają się w weekendy – logiczne zatem wydaje się, aby egzaminy odbywały się w tych samych dniach i godzinach, kiedy odbywają się zajęcia. Pytający grzecznie nam zasugerował, abyśmy zapytali o wskazówki organizacyjne sąsiednią uczelnię. 

Moi studenci sobotnio-niedzielni (wczoraj mieliśmy ostatnie zajęcia) również nie wiedzieli, z czego wynika taki układ sesji. Przedstawiam chociażby dwa powody: 
Po pierwsze, §37.3: W przypadku, gdy w jednym dniu sesji ustalone jest więcej niż dwa egzaminy dla danego studenta lub występuje kolizja godzinowa, student zgłasza ten fakt dziekanowi przed rozpoczęciem sesji. Nie tracąc prawa do terminu egzaminu czyni to składając w dziekanacie wniosek o przedłużenie sesji. 
Student, który nie chce robić nic ponad plan musi zrealizować 30 ECTS, czyli 10 przedmiotów, co daje minimum 5 zajęć dziennie. Weekend trwa dwa dni. Zgodnie z Regulaminem na każdy dzień przypadają góra dwa przedmioty, czyli po pierwszym terminie sesji student zostaje z 6 przedmiotami na II termin. W terminie II stosując tę zasadę, zostają mu nadal 2 na przedłużenie sesji… a mówimy na razie o sytuacji, gdy wszystkie przedmioty udaje mu się zaliczyć za pierwszym podejściem. Oczywiście niejeden student byłby gotowy na maraton wieloegzaminowy, ale nic to z naszej perspektywy nie zmienia. Taki układ rozłożyłby całą sesję tak czy inaczej. 

Po drugie, choć wielu studentów nie ma nic przeciw siedzeniu w jak największym ścisku, egzaminy można organizować tylko wtedy, gdy liczba egzaminowanych jest dwukrotnie mniejsza niż liczba miejsc. To powoduje konieczność znalezienia dwukrotnie większych sal na zdecydowaną większość przedmiotów, co wymagałoby – bagatela – dodatkowego gmachu i to niemałego. 

Niezadowolonym z takiego rozwiązania pozostają negocjacje z wykładowcami. Mój egzamin ze wspomnianymi studentami został przełożony na weekend, ale wymagało to zaangażowania studentów i szczęśliwego zbiegu okoliczności – planów na ten akurat weekend nie miałam. A tu proszę!

16 wrz 2014

Nowe umowy oraz wycinanie w pień studentów, potocznie nazywane sesją...

Nie jestem w stanie odpowiadać każdemu odrębnie na pytania z serii "sesja" i "dyżury dziekańskie". Informacje są na stronie www, a dodatkowo zamieszczam ten wpis, który będę już chyba tylko linkować.

Terminy sesji poprawkowej są Państwu znane co najmniej od stycznia, bo wtedy przyjęta została w tej sprawie uchwała Senatu. Konkretne daty egzaminów stopniowo zgłaszają nam wykładowcy, z których duża część dopiero wraca z wakacji i budzi się do pracy. Mogę tylko podzielać oburzenie studentów, że dowiadują się o dacie egzaminu z tak małym wyprzedzeniem, ale dyscyplinowanie wykładowców niestety nie leży w mojej gestii, co jest jednym z paradoksów uczelnianych. 

Z drugiej strony równie zaskakujące są dla mnie informacje studentów, typu "niestety nie będę na egzaminie z... w dniu..., ponieważ w tym czasie jestem jeszcze na urlopie. Proszę o wyznaczenie innego terminu egzaminu." Przyznam, że gdybym miała poprawkę, to nie przyszłoby mi do głowy planowanie wyjazdu w czasie sesji wrześniowej. A gdybym wpadła na tak szalony pomysł, to na pewno nie zdradziłabym się z tym przed wykładowcą ani dziekanem... (student był na tyle uprzejmy, że maila wysłał także dw. Rektora. SIC!).

Dopytują się też Państwo o daty dyżurów (pro)dziekańskich - grafik został już ustalony, ale dyżury zaczynamy w tym samym tygodniu, co sesję poprawkową i egzaminy magisterskie. Ponownie jednak proszę, aby do prodziekanów zgłaszać się po zasięgnięciu wiadomości u swoich asystentek toku - większość Państwa pytań ma charakter bardzo powtarzalny i każda z pracownic zna na nie odpowiedź. Jeśli zdarzy się bardziej skomplikowana sprawa, to asystentka toku na pewno zasugeruje zgłoszenie się na dyżur.

Ze względu na olbrzymie obciążenia, jakimi w tym roku zostanie obarczony dziekanat (bez zwiększenia liczby etatów) konieczna jest zmiana trybu otwarcia okienek. Ponieważ studenci studiów niestacjonarnych nalegają, aby zostały utrzymane dyżury popołudniowe aż dwa razy w tygodniu (pon. i śr.) odbędzie się to kosztem jednego dnia (czwartek) otwarcia okienek dla studentów studiów dziennych. Mam nadzieję, że to nie spowoduje nagłych wyrzutów, że właśnie czwartek był najlepszym dniem na załatwianie wszelkich spraw...

W ramach rekompensaty dyżury (pro)dziekańskie zostały rozłożone tak, że każdego dnia dostępny jest ktoś z prodziekanów lub ja (w tym roku we wtorki), a ponadto w pierwszej połowie października, która przypomina w dziekanacie Armageddon, obsługa studentów będzie odbywała się również w czwartki.

W tym roku początki będą cięższe niż kiedykolwiek, ponieważ w środku wakacji została ostatecznie podpisana przez Prezydenta RP nowa Ustawa o szkolnictwie wyższym. Wprowadza ona - poza wieloma innymi zmianami - obowiązek sformułowania umów dla studentów w trybie Uchwały Senatu Uczelni (dotychczas wystarczało zarządzenie Rektora). JM Rektor zwołał w związku z tym Senat jeszcze przed rozpoczęciem roku akademickiego (24 września), nowe umowy i stosowna uchwała Senatu zostaną wówczas (mam nadzieję) przyjęte.

Co to oznacza w praktyce? Po pierwsze - że wszyscy świeżo zrekrutowani studenci, którzy przez ostatni miesiąc składali dokumenty i podpisywali umowy - będą proszeni o ponowne ich podpisanie - wg nowego wzoru. Nie muszę dodawać, jak "uradowało" to mnie i Dziekana SL - od nowa musimy podpisać kilkaset umów, co zajmuje nam kilka dni. Jest mi też niezwykle przykro, że załatwianie spraw w dziekanatach, które i tak zajmuje dziesiątki godzin na początku semestru, będzie teraz wydłużone o kolejną procedurę, w której normalnie wyręczało nas Biuro Rekrutacji. 

Po drugie - serdecznie proszę studentów, którzy mają jeszcze ważne legitymacje ze studiów licencjackich, żeby nie spieszyli się w pierwszych dniach października do dziekanatu - chciałabym, żeby najpierw zostały obsłużone te osoby, których pośpiech wynika z braku legitymacji.

Studenci starszych semestrów nie muszą podpisywać nowych umów - otrzymają natomiast stosowne aneksy (zawierające m. in. odwołanie opłaty za II kierunek studiów). Tu sprawa nie jest super pilna, ale tak czy owak warto po taki aneks zgłosić się, bo interesujące Państwa regulacje zmieniają głównie zasady opłat.

Wszyscy studenci otrzymają na swoje skrzynki mailowe powiadomienie, jak tylko zostanie przyjęta uchwała Senatu i zostaną wydrukowane nowe umowy/aneksy do umów. Dlatego ponownie uczulam na sprawdzanie, czy skrzynki w domenie sgh.waw.pl są aktywne, czy nie są przepełnione, czy wiadomości z DSM nie wpadają do spamu i czy hasła są aktualne.

Na razie trzymam kciuki za szybki i bezbolesny przebieg sesji. Powodzenia!

6 lut 2014

Egzamin na niby

Tym razem piszę raczej z perspektywy wykładowcy, zwłaszcza że jakiś czas temu powstał już wpis o nieistniejącej trzeciej rubryczce w protokole, która miałaby służyć do wpisania oceny z również nieistniejącego trzeciego terminu. W tym semestrze po raz pierwszy otrzymałam tak liczne prośby o to, aby potraktować swój egzamin jako formę zabawy, tak na niby. 

Najliczniejsza kategoria próśb dotyczy poprawiania oceny. O ile jeszcze w miarę rozumiem wskazanie, abym „jeszcze raz zajrzała do pracy, bo brakuje tylko 1 pkt do oceny wyżej” (choć od razu zaznaczam, że ja umiem liczyć do 70-kilku, bo tyle punktów można maksymalnie uzyskać; mam ponadto kilkunastoletnie doświadczenie w sprawdzaniu prac), o tyle inne prośby mnie dziwią. Jeden ich rodzaj polega na dodaniu nieistniejących punktów, aby student uzyskał wyższą ocenę, czasami jest to prośba o obniżenie progu. O ile za liczbę uzyskanych punktów odpowiada student, można powiedzieć, że progi ustalam ja. No właśnie, ja. Samodzielnie. 

Drugi rodzaj dziwnych próśb wydaje się bardziej uczciwy. Student mianowicie nie próbuje na mnie wywierać nacisku (o próg), ani nie wymaga dodatkowych (nieistniejących) punktów. Prosi jednak o rzecz sprzeczną z Regulaminem studiów, a dokładniej art. 38.2: 
Prawo składania egzaminu w dwóch terminach, o którym mowa w ust. 1, nie obejmuje uprawnienia do ponownego zdawania egzaminu w II terminie w przypadku, gdy student otrzymał w I terminie ocenę dostateczną albo wyższą. 
Ponowne podejście do egzaminu byłoby możliwe jedynie w przypadku, gdyby założyć, że I termin był na niby, czyli że go w zasadzie nie było (ciekawe co by powiedzieli na to pozostali studenci, którzy chcą już mieć spokój z moim przedmiotem). To samo (niesłuszne) założenie miał pewien student odnośnie egzaminu zerowego – nie zdał go, więc uznał, że to był egzamin próbny. Faktycznie, jeżeli nie „wypróbuję” egzaminu na zerówce, nie jestem pewna, czy mogę go rozdać studentom… 

Trochę się wyzłośliwiam, jednak wynika to wyłącznie z tego, że bardzo nie lubię w tych przypadkach odmawiać, a muszę. Zazwyczaj za tymi prośbami stoi realna argumentacja, najczęściej wizja stypendium, albo przeniesienia na studia dzienne. No, ale nic – trzeciej rubryczki nie ma, a w pierwszej czy drugiej majstrować nie będę.

23 sty 2014

Na swój sposób urocze...

Trzy przypadki, jakie przytrafiły się od początku aktualnej sesji pozwalają sądzić, że będzie ciekawie. Inwencja niektórych studentów jest doprawdy imponująca.

Pierwszy przypadek jest szczególnie uroczy - student, który na egzaminie z przedmiotu X otrzymał formularz testu, spędził nad nim przepisowe pół godziny a następnie składając formularz z rozwiązaniami zapytał, kiedy będą wyniki. Gdy dowiedział się, że zostaną zamieszczone na platformie e-learningowej bardzo się zdziwił, że wykład odbywa się stacjonarnie, a wyniki wymagają założenia konta w e-learningu. Po chwili zakręconej rozmowy okazało się, że student pisze test u innego wykładowcy niż powinien, z innego przedmiotu niż powinien i w innym terminie niż powinien. Po wyjaśnieniu tej piramidalnej bzdury zapytał... czy jednak istnieje możliwość oceny testu, który złożył i wpisania oceny z przedmiotu, który powinien był zdawać. No comments...

Drugi przypadek to studentka, która semestr wcześniej podobno chodziła na zajęcia u innego wykładowcy, nie będąc na nie zapisana. Podobno podeszła do egzaminu, podobno pomyślnie go zdała, a kiedy wykładowca zauważył, że jej nazwiska nie ma w protokole egzaminacyjnym... podobno umówiła się, że profesor wstawi jej ocenę semestr później (kiedy zapisze się na przedmiot). Podobno semestr później zapisała się na przedmiot, ale nie chodziła, bo przecież zaliczyła go semestr wcześniej. W sesji stawiła się tylko na egzamin, żeby poprosić o wpisanie oceny - i okazało się, że przedmiot prowadzi tym razem inny wykładowca, który nie zamierza przytoczonej opowieści uhonorować wpisaniem oceny. Nie zamierza też dopuścić do egzaminu studentki, która nie pokazała się ani razu w semestrze na zajęciach (w tym obowiązkowych ćwiczeniach). No comments...

Trzeci przypadek to student, któremu egzamin poszedł nieszczególnie i który w związku z tym oznajmił wykładowcy, że ma wyższe aspiracje i prosi o wpisanie oceny niedostatecznej, co da mu prawo poprawiania egzaminu. Mówiąc wprost jest to prośba o sfałszowanie protokołu. To też pozostawię bez komentarza.

Pomysłowość studentów zdumiewa - ale nie mniej niż postępowanie wykładowców, którzy... nie zjawiają się na egzaminach. Kiedy byłam studentką raz zdarzyła mi się taka sytuacja - 37 osób sterczących pod salą egzaminacyjną, którym po godzinie oznajmiono, że "profesor nie przyjdzie" (bez dodatkowych wyjaśnień). Potulnie jak barany rozeszliśmy się wszyscy do domów/akademików. Na szczęście dzisiaj studenci reagują bardziej stanowczo: wpływają mailowe pytania do wykładowców i "papierowe" prośby o wyjaśnienie do dziekanatu. 

Proszę zgłaszać takie przypadki bez wahania - jeśli obawiają się Państwo reakcji wykładowcy, to tylko do mnie. Po pierwsze chodzi o wyjaśnienie sprawy (wierzę, że mogą wystąpić naprawdę ważne przyczyny). Po drugie o ustalenie terminu (który rzecz jasna będzie nadal I-szy). Po trzecie - jeśli winą jest problem z komunikacją lub niedbalstwo wykładowcy - wyeliminowanie podobnych przypadków w przyszłości. Proszę się nie obawiać - nazwisk konkretnych studentów nie potrzebuję, ale zgłoszenie samego przypadku (z datą i godziną egzaminu) jest niezbędne. W przeciwnym razie po prostu się o nim nie dowiem.

11 sty 2014

Kolizje: dlaczego warto poświęcić 15 minut

fot. Achbar al-Arab
Harmonogram sesji już jest znany, a sama sesja rozpoczyna się za niewiele ponad tydzień. Warto zatem nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę i sprawdzić ewentualne kolizje terminów egzaminów. Warto, gdyż tylko zgłoszenie tego faktu przez rozpoczęciem sesji gwarantuje zgodę na jej przedłużenie (w tym akurat wypadku, bo znacznie częściej korzystają Państwo w tym celu ze zwolnień lekarskich). 

Oczywiście można zawsze starać się zastosować strategię na lenia optymistę - założyć, że w przypadku kolizji w terminie I przedmiotu A i B, zda się przedmiot A w terminie I, a w II terminie - przedmiot B. W ten sposób oszczędzamy czas niezbędny do wydrukowania i wypełnienia druku dotyczącego kolizji oraz dostarczenia go do Dziekanatu przed sesją (łącznie pewnie około 15 minut). Problem pojawia się jednak wtedy, gdy nie udaje się zdać w II terminie przedmiotu B. Wówczas student rozpoczyna walkę o przedłużenie sesji, argumentując, że: myślał/ wydawało mu się/ zakładał/ był przekonany/ wierzył (...), że zda. Tymczasem Regulamin (§37.3) jest nieubłagany:
W przypadku, gdy w jednym dniu sesji ustalone jest więcej niż dwa egzaminy dla danego studenta lub występuje kolizja godzinowa, student zgłasza ten fakt dziekanowi przed rozpoczęciem sesji.
A zatem należy do Dziekanatu pofatygować się przed sesją a nie  po, czy w trakcie. Potencjalny koszt alternatywny to wpis warunkowy na następny semestr, albo powtarzanie semestru (koszt finansowy pozostawiam do wyliczenia według tabeli opłat; całkowity koszt potęguje frustracja, że można było tego uniknąć poświęcając wspominane 15 minut [wiem, bo kilkakrotnie obserwowałam ją w poprzednim semestrze, a niekiedy nawet jej doświadczałam).

Zasada ta nie działa w jednym wypadku, a mianowicie, gdy student uzna, że posiada zdolność bilokacji i druk o kolizji dostarczy do Dziekanatu, a następnie mimo to zdecyduje się podejść do obu, albo więcej niż dwóch egzaminów. Wówczas można uznać, że termin podstawowy został wykorzystany. W przypadku oceny pozytywnych co najwyżej zadziwimy się nad umiejętnościami naszych studentów. W innych przypadkach, cóż, pozostaje termin wrześniowy.

7 paź 2013

Dobre serce wykładowcy

Freaky heart
Zarzekałam się, że o tym nie napiszę, ale w ciągu ostatnich kilku dni trafiło do mnie przynajmniej kilka osób z tym samym problemem, a raczej prośbą. Może więc warto. 

Sytuacja przedstawia się mniej więcej podobnie: student – zazwyczaj ostatniego semestru – otrzymuje dwie oceny niedostateczne (2.0) z egzaminu w obu możliwych terminach. W takim przypadku uzyskuje – zależnie od uwarunkowań indywidualnych – wpis warunkowy, powtarzanie semestru, a jeżeli ktoś się postara to i skreślenie. Niektórzy jednak szukają opcji nr 4, czyli jak zrobić, aby wyjść na czysto. 

Techniki pozyskiwania opcji nr 4 są różne. Znana mi dotychczas to odwołanie się do nadwyżki punktów ECTS z poprzednich semestrów – skoro student zrealizował więcej niż wymagane 120 ECTS i na koniec podwinęła mu się noga na np. 3 ECTS, czy nie można by zapomnieć o tym drobnym niedociągnięciu, wymazując je wstecz z deklaracji semestralnej? Przecież studia i tak są w zasadzie ukończone. 

Na dzisiejszym dyżurze (3 godziny 15 minut – pozdrawiam tych, którzy prawie tyle czasu stali, tyle że w kolejce) pojawiła się jednak nowa wersja – na dobre serce wykładowcy. Choć postawił dwie oceny niedostateczne w I i II terminie, gotów jest dać studentowi kolejną szansę i jeszcze raz go przepytać – prosi tylko o zgodę dziekana. Abstrahując od tego, że w takim układzie czuję się postawiona pod ścianą (jeżeli się nie zgodzę to ja jestem ta zła, bo wykładowca chce, albo „chce” iść studentowi na rękę), jest to całkowicie sprzeczne z Regulaminem studiów (por. np. § 36.1) a nawet z liczbą rubryczek w protokole. No, chyba żeby dorysować serduszko…

26 wrz 2013

Co po II terminie?

fot. modern reject
Co prawda, II termin sesji trwa nadal, jednak już teraz napływają do Dziekanatu podania o jej przedłużenie. Słowo „napływają” ukazuje nie tylko sam proces, ale i liczbę podań (na kolejne stadium: zalew, czekamy od przyszłego tygodnia). W związku z tym warto przypomnieć, jakie są w tym względzie możliwości i ograniczenia: 

Przede wszystkim podanie nie może być rozpatrzone na zaś – nawet jeżeli student wie, że nie przystąpi do egzaminu w II terminie i jeszcze przed nim wnioskuje o przedłużenie sesji. Nie jesteśmy jasnowidzami, nie znamy przyszłości. Wiemy natomiast, że możliwa jest hipotetyczna sytuacja, gdy jednak student – otrzymawszy zgodę na przedłużenie sesji – podejdzie do II terminu i postrzegać tę zgodę jako tzw. trzeci termin (w przyrodzie nie istniejący). 

Kwestię przedłużania terminu sesji reguluje § 38.3, a zatem: „W wyjątkowych przypadkach, na udokumentowany wniosek studenta, (...) dziekan może dopuścić go do składania egzaminu poprawkowego, w terminie ustalonym w porozumieniu z egzaminatorem, lecz nie późniejszym niż 21 dni od zakończenia sesji egzaminacyjnej w II terminie (...)”. Co prawda, przytoczony ustęp mówi także o dłuższym terminie, ale dotyczy on wyłącznie egzaminów standardowych, których w przypadku studiów magisterskich w zasadzie nie ma. 

Przypominam i wyjaśniam: 
  • „w wyjątkowych przypadkach”, a zatem nie w jakimkolwiek przypadku (np. wczasy, impreza, zły nastrój, deszcz...) 
  • „udokumentowany wniosek studenta”, a zatem do podania powinna być dołączona dokumentacja poświadczająca niemożność uczestniczenia w konkretnym egzaminie w I czy II terminie. Czyli a) dokumentacja, b) odnosząca się do konkretnych dat (a nie mniej więcej czasu, gdy odbywał się egzamin) 
  • „dziekan” – a nie dana Asystentka toku (bo i tak adresowane podania się zdarzają) 
  • „może”, ale nie musi – i nie wynika to ze złej woli 
  • „w porozumieniu z egzaminatorem” – zazwyczaj to student uzbrojony w zgodę na przedłużenie sesji udaje się do wykladowcy z prośbą o wyznaczenie dodatkowego terminu egzaminu. Dziekanat nie dysponuje środkami przymusu. 
  • „nie późniejszym niż 21 dni...” – czyli do 21 października (opłaca się prosić właśnie tyle, nie mniej, bo zawsze może się okazać, że wykładowca jest nieuchwytny). Te 21 dni ma wbrew pozorom swój sens. Do czasu ukończenia sesji znajdują się Państwo w stanie liminalnym – między semestrami i nie wiadomo, czy są Państwo studentami kolejnego semestru, czy będą Państwo semestr powtarzać, czy mogą Państwo udać się na urlop czy na wymianę zagraniczną etc. Co więcej, w przypadku szczególnie kłopotliwych przedmiotów wyznaczenie maksymalnej daty oznacza, że wykładowca może skrzyknąć wszystkich zainteresowanych na jeden termin bez zagrożenia, że co kilka dni będą pojawiały się kolejne grupki chętnych. 
Ale oczywiście najlepiej jest nie prosić, tylko od razu wszystko zdać w terminie. Tego wszystkim studentom serdecznie życzę (i to wcale nie z pobudek egoistycznych).

13 lip 2013

Zerówka drugiego terminu

Niektórzy studenci wyjeżdżający na wymianę zagraniczną będą mieli krótsze wakacje, z racji tego, że rok akademicki na uczeni zagranicznej rozpoczyna się niekiedy przed naszym (a czasami w ogóle nijak ma się do naszego). Nic w tym odkrywczego, gdyby nie pewien szkopuł – jak wiadomo na wymianę wypuszczamy tylko tych studentów, którzy zaliczą wszystkie przedmioty, czyli wyjeżdżają w świat z czystym kontem w WD. Bywa jednak i tak, że szykujący się do wyjazdu student nie zaliczy w sesji jednego (więcej się chyba nie zdarzyło) przedmiotu w I terminie. 

Jako prodziekan m.in. ds. studentów wyjeżdżających na wymiany od razu uprzedzam, że nie ma wyjątku od reguły. Nikogo z warunkiem (o powtarzaniu semestru nawet nie wspomnę) nie puszczę. Nie wynika to z mojej wrodzonej srogości – robię to samo, co moja nieodżałowana poprzedniczka, Dziekan (a obecnie Ministra) Podedworna-Tarnowska. Oczywiście studentowi przysługuje prawo do zdawania egzaminu w II terminie sesji (§ 38.1 Regulaminu), jednak czasami wyczyszczenie konta jest niezbędne przed końcem września. Jedynym kołem ratunkowym może wówczas być zerówka z II terminu. 

Przypominam § 37.5 Regulaminu:  
Egzaminator może przeprowadzić egzamin w tzw. terminie zerowym, tj. przed rozpoczęciem sesji egzaminacyjnej, podając studentom ustalone przez niego warunki uznania uzyskanej oceny w finalnym zaliczeniu przedmiotu
Regulamin nie precyzuje, którego terminu sesji zerówka dotyczy. Zwracam uwagę na początek zdania – Egzaminator może, jeżeli chce, ale żadna siła – w tym dziekańska – nie może go do tego zmusić. Tymczasem do Dziekanatu trafiają studenckie podania o wyznaczenie wcześniej II terminu sesji. Czasami nawet sami wykładowcy, idąc na rękę studentowi chętnie przyspieszyliby II termin (wnioskuję to po tym, że na podaniu jest ich zgoda, czasami wspominają o jej istnieniu sami wnioskujący, choć jej fizycznie nie ma), ale czekają na zielone światło od Dziekanatu. Tymczasem my możemy co najwyżej stwierdzić, że nie widzimy przeciwwskazań (jeżeli jest zgoda wykładowcy), albo że podanie jest bezprzedmiotowe, zwłaszcza że przecież co semestr w SGH organizowana jest masa zerówek przed I terminem sesji i nikt nigdy nie pyta nas o zgodę.

20 cze 2013

Sesja na zaś

fot. nieprzygoda
W dniu wczorajszym poznałam nowe oblicze zapobiegliwości studenckiej (a może fatalizmu?) w postaci kilku podań o przedłużenie sesji – na zaś. System elektroniczny generuje podania dotyczące sesji zimowej, więc wnioskujący cofają się pół roku wstecz i proszą o wydłużenie sesji o ponad pół roku (tak to wygląda jeżeli zestawić hasło „sesja zimowa” i „do n-tego października”). Niektórzy bardziej świadomi tego, o co wnioskują studenci korzystają z formularza papierowego, jednak i oni proszą o coś, co im się jeszcze nie należy. 

Przypomnijmy §38 Regulaminu. Według pkt 3 W wyjątkowych przypadkach, na udokumentowany wniosek studenta, o którym mowa w ust. 1 pkt. 2, dziekan może dopuścić go do składania egzaminu poprawkowego. No właśnie – egzaminu poprawkowego i w przypadku gdy student nie przystąpił do egzaminu w terminie I, przysługuje mu prawo do zaliczania przedmiotu w II terminie (§38.1.2 Regulaminu). Innymi słowy, nawet jeżeli z góry zakładają Państwo, że obleją egzamin wrześniowy, choćby po to, aby wykorzystać przysługujący limit dwukrotnego przedłużania sesji (§38.4 Regulaminu) to i tak i tak my tego nie wiemy. Z naszej perspektywy wiążące są Państwa oceny w protokołach egzaminacyjnych. Jeżeli nie przystąpili Państwo do egzaminu w terminie I z powodu kolizji czy choroby, proszę najpierw spróbować swoich sił w sesji wrześniowej, a dopiero potem ewentualnie (oby nie!) wnioskować o termin poprawkowy. 

Przy okazji: Dziekanat nie może narzucać wykładowcom wcześniejszych (późniejszych też) terminów egzaminów w sesji czy poza nią (!). O to również zdarza się Państwu wnioskować. Nasza moc sprawcza jest jednak mniej więcej taka sama jak gdybyśmy chcieli zmusić Państwa do nie składania podań o przedłużenie sesji…

15 maj 2013

Kolizje - przypomnienie

Też kolizje. Znalezione w sieci
Wielkimi krokami zbliża się sesja egzaminacyjna a wraz z nią różne pytania towarzyszące. Jedno z nich dotyczy przypadku, gdy tego samego dnia, a i niekiedy o tej samej godzinie, wypadają dwa egzaminy (szczególni pechowcy mogą ich mieć nawet i więcej). 

Na wszelki wypadek informujemy, że nie jest to spowodowane złymi intencjami Dziekanatu. Pani Kierownik z kilkoma innymi osobami przez dwa tygodnie stara się ułożyć harmonogram tak, aby pomieścić egzaminy (kilkaset) w dostępnych salach w trakcie sesji. Szczególnie trudne jest to w przypadku studiów niestacjonarnych sobotnio-niedzielnych, gdzie możliwości ruchu są jeszcze skromniejsze. 

Przechodząc do spraw praktycznych: dwa i więcej egzaminy tego samego dnia sesji to, według §37 ust. 3 Regulaminu studiów, podstawa do przedłużenia sesji. Ale uwaga – podstawa wyłącznie wtedy, gdy student zgłosi fakt kolizji do Dziekanatu przed rozpoczęciem sesji. Doświadczenia poprzedniego semestru wskazują na to, że nie wszyscy biorą sobie ten zapis do serca, z przyczyn czy to zbytniego optymizmu (bo miało się udać za jednym podejściem), czy też przekonania, że przedłużenie sesji należy się z automatu (tu odsyłam do §37.3 Regulaminu). 

Podobnie jak w poprzednim semestrze odpowiedni formularz do zgłoszenia kolizji można pobrać ze strony DSM. Wypełniony przekazać należy Asystentce toku, albo po prostu wrzucić do skrzynki na drzwiach Dziekanatu. Kłopot to niewielki, a zabezpieczenie zasadnicze.

21 kwi 2013

Sesja, która "pasuje wyłącznie Pani Dziekan" ;-)



www.koihernandez.files.wordpress.com
Szanowni Wykładowcy, Szanowni Studenci, zasypują mnie Państwo prośbami o zmiany terminów egzaminów i poprawki w harmonogramie sesji letniej. Warto uchylić rąbka kolejnej Wielkiej Tajemnicy i objaśnić, jak powstaje rzeczony harmonogram i dlaczego "nie pasuje nikomu poza Panią Dziekan" ;-)

Terminy egzaminów w każdej sesji staramy się ustalać wg tego samego schematu, co harmonogram zajęć w danym semestrze. Wynika to z przekonania, że jeśli student i wykładowca może realizować przedmiot w danym dniu i o określonej godzinie bez ryzyka kolizji z innymi zajęciami, to w tym samym czasie jest w stanie zjawić się na egzaminie. 

Studenci w rzeczywistości (pomimo obostrzeń WD) fundują sobie liczne kolizje (np. realizują jakiś przedmiot indywidualnie, ale potem na życzenie wykładowcy mają go pisać razem z cała grupą, albo studiują równolegle na dwóch uczelniach i korzystają z faktu, że w SGH regulamin dopuszcza nieobecności na wykładach). Na razie pomijam te (w zasadzie nieliczne) przypadki. Większy problem to intensywne życie konferencyjne, jakie tradycyjnie przypada na maj i czerwiec. Wykładowcy wnioskują często o zmianę daty egzaminu ze względu na planowany wyjazd na konferencję proponując inny termin, co niestety grozi pojawieniem się kolizji.

Z tego względu wyrażam zgodę na zmianę terminu egzaminu wyłącznie wtedy, kiedy wykładowca ustali z całą grupą studentów nowy termin, nie kolidujący z innymi egzaminami w sesji. Informacja ta została zresztą rozesłana na indywidualne konta pracowników i studentów. Harmonogram został celowo podany do wiadomości studentom i wykładowcom, żeby jedni i drudzy mogli identyfikować powstające kolizje. 

Poprosiłam też wykładowców, aby deklarując gotowość udziału w tej czy owej konferencji, najpierw sprawdzali, jaką organizację roku akademickiego przegłosowano na Senacie. Sesja trwa tylko dwa tygodnie - sądzę, że można starać się dobierać te konferencje, które odbywają się w innych terminach. Jeśli konferencja jest wyjątkowo ważna i prestiżowa - pozostaje uzgodnić ze studentami rozsądną zmianę lub zgłosić w Dziekanacie zastępstwo na egzamin (przypominam przy okazji, że zastępstwo na egzaminie wymaga zgody Dziekana i że należy wskazać osobę merytorycznie właściwą. Mąż albo żona, to niewłaściwy pomysł, chyba że są przedstawicielami tej samej dziedziny naukowej).

Publikacja harmonogramu sesji wywołała wielkie rozgoryczenie wykładowców, którzy woleliby najpierw go przetworzyć, a dopiero potem udostępnić studentom. Ten postulat tylko pozornie jest logiczny: ponad 300 egzaminów w sesji letniej musimy zmieścić w ciągu dwóch tygodni unikając w miarę możliwości nakładania się terminów. Jedyną gwarancją, że się to uda, jest utrzymanie tych dni i godzin, w jakie odbywały się zajęcia - o czym pisałam na wstępie. Dopuszczenie kilkuset wykładowców (niechby tylko kilkudziesięciu) do opracowania harmonogramu zajęć, groziłoby kompletnym paraliżem sesji.

I tak nie udało nam się rozwiązać licznych problemów. Np. jeśli student ma w ciągu jednego dnia 4 wykłady - to zapewne będzie miał też 4 egzaminy. Mając do dyspozycji 2 tygodnie sesji możemy podzielić tę liczbę na dwa, dzięki czemu nie łamiemy regulaminu. Jeśli jednak student ma w danym dniu 5 lub więcej wykładów - sprawa się komplikuje...  A co dopiero na studiach sobotnio niedzielnych, gdzie do dyspozycji teoretycznie mamy tyko 4 dni! 

W praktyce radzimy sobie ustawiając egzaminy w ciągu tygodnia, popołudniami. I tu znowu napotykamy na niezadowolenie wykładowców, którzy na jeden egzamin przyjeżdżają o 9.00 rano a na drugi na 18.00. Chcieliby je połączyć i odbyć jeden - np. o 13.00. Ale nie można oczekiwać, że student - który przecież wybrał studia sb-nd ze względu na obowiązki zawodowe - urwie się z pracy o 13.00. Pozostaje mi apelować do kolegów po fachu o odrobinę zrozumienia. Nie chcę posługiwać się wytartym frazesem dla kogo jest uczelnia - ważniejsze jest dla mnie to, że studenci w czasie sesji mają i tak dość powodów do stresu. Oczekiwanie, że będą dostosowywać się do planów konferencyjnych wykładowców, wydaje mi się zbyt daleko posuniętym żądaniem.

Argument, że na studiach licencjackich wykładowcy mają większy wpływ na tworzenie harmonogramu sesji jest niestety chybiony: po pierwsze, na poziomie lic. uruchamianych jest mniej zajęć niż na mgr. Po drugie - zajęcia uruchamiane są dla olbrzymich grup (np. dla całego rocznika), które zawsze mają pierwszeństwo w dostępie do sal i... wykładowców. Liczne, niewielkie wykłady uruchamiane na poziomie magisterskim zawsze będą "mniej ważne".

Podsumowując - apeluję do wykładowców, żeby te dwa tygodnie sesji potraktowali priorytetowo (przed konferencjami, przed zobowiązaniami pozauczelnianymi, a już na pewno przed zobowiązaniami względem konkurencyjnych uczelni). Studentów proszę o sprawdzanie harmonogramu i rozważne wyrażanie zgody na przesunięcie terminu egzaminu - bez Waszej zgody na pewno żadne zmiany nie będą wprowadzane przez pracowników Dziekanatu. A obie strony zapewniam, że gdyby moje decyzje służyły zapewnieniu wygody mi samej - to już dawno zniosłabym sesje egzaminacyjne ;-)