Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fb. Pokaż wszystkie posty

18 paź 2015

Poproszę o guzik...

Od czasu do czasu zdarza się coś, co sprawia, że nocki spędzone nad blogiem nabierają sensu, a moi koledzy w pracy, oburzający się, że Dziekanowi nie uchodzi znosić hejtu, muszą choć na chwilę odpuścić.

To prawda, że blog prowokuje studentów do bezproduktywnego wylewania żółci (choć to też ma sens, bo odciąża asystentki w dziekanacie ;-), ale ważniejsze jest dla nas to, że jeden student na stu wykorzysta blog lub fanpejdż na fejsie nieco bardziej produktywnie.

Może czasem jest wokół tego więcej emocji niż potrzeba, ale social media emocjami stoją - inaczej byłyby zwykłą telewizją. Szkoda, że czasem trzeba wywołać reakcję zbiorową, bo zwykła prośba o konsultacje wewnątrz uczelni zawodzi, ale jeśli tylko tak można osiągnąć cel, to widać taki los (tu nawiązuję chociażby do dyskusji nt. przeliczników średniej z okresu ostatniej edycji deklaracji na przedmioty, czy wcześniejszych problemów z oświadczeniami, które szczęśliwie pochłonął mrok historii).

Teraz zyskałam sojuszniczkę - Pani Marto, dziękowanie! - (a może nawet grupę sojuszników, bo sytuacja jest rozwojowa) w poszukiwaniu narzędzi wywierania wpływu na tempo prac informatycznych. Chodzi o niski (dotychczas) priorytet prac nad usprawnieniami WD, a konkretnie o postulowany przez studentkę "guzik", który pozwoliłby na wybór opcji "czesne w ratach" albo "czesne opłacane jednorazowo". Oszczędziłoby to wielu osobom składania wniosku, o którym była mowa tutaj, a który jest zawsze rozpatrywany pozytywnie.

Jak szaleć, to szaleć - skoro zapewne kolejny raz usłyszę, że mam zbyt wiele oczekiwań ;-), to poproszę jeszcze o "guzik" z prośbą o wystawienie faktury na pracodawcę. W czasie nielicznych zjazdów sb-nd studenci naprawdę mają co robić - stanie w kolejkach w DSM nie powinno stanowić pozycji nr 1 na ich liście priorytetów.

Od razu - skoro o żółwim tempie informatyzacji mowa - dorzucę dwie uwagi. 

1) Nie, nie zapomniałam o elektronicznym systemie podań. Prace zostały wstrzymane (poza nielicznymi podaniami, jakie zostały uruchomione 2 i 3 lata temu) ze względu na rychłe i wielce przeze mnie oczekiwane przejście z systemów SGH-owych na mitycznego USOS-a. Zapewne nie doczekam tej opcji jako dziekan, ale Państwo - owszem, mają taką szansę :-)

2) Tempo informatyzacji nie jest takie żółwie, jak się (także mi) wydaje. Rzecz w tym, że wieloletnie zaniedbania dotyczą nie tylko DSM i stąd czasem jestem karnie ustawiana w kolejce, a kiedy próbuję ponaglać, obrywam za niezrozumienie potrzeb innych ;-)

Dlatego Wasze głosy oddawane za pośrednictwem FB są bardzo ważne, bo z poziomu "zachcianka Pani Dziekan" przenosimy się na poziom "żądania niezadowolonych klientów". Nie wiem, czy poza mną kogoś to wzrusza, ale nie tracę nadziei...

2 lut 2015

Te moje babska...


Niniejszy wpis jest swoistą odpowiedzią na niezwykle interesujący (anonimowy) e-mail, jaki otrzymałam przedwczoraj. Myślę, że w przeddzień nowego semestru (i przyjęcia kilkuset nowych studentów/czytelników bloga) warto objaśnić kilka kwestii. 

Zacytuję fragment wspomnianego maila, bo parafraza pozbawiłaby go dokumentnie smaku:

"(...)nie wiem, kto zajmuje się prowadzeniem bloga i fanpejdża DSM, ale stanowczo proszę, aby Pani zmobilizowała te swoje babska do systematycznego udzielania odpowiedzi. Gdybym miała czas czekać na odpowiedź, stanęłabym w kolejce do okienka. Jak rozumiem media mają mi tego oszczędzić, tymczasem dwa dni czekałam na odpowiedź na swoje pytanie.
Nie rozumiem też, dlaczego na prośbę o przysłanie odpowiedzi na maila, znajduję tylko komentarze na blogu  lub fejsie. Czy tak trudno jest poświęcić pięć minut na napisanie na prywatny adres, skoro stanowczo o to proszę?"

Człowiek o minimalnym wyczuciu i kulturze osobistej zapewne zrozumie, dlaczego komentarz do powyższego zamieszczam dopiero dzisiaj. Odpowiedzi mailowej - przyznam - nie udzieliłam w ogóle. Nie tylko dlatego, że anonim to anonim i wypada uszanować prywatność kogoś, kto nie chce podawać swojego nazwiska, ale przede wszystkim dlatego, że dwa dni to stanowczo za mało, żebym się zdołała opanować...

Późno, bo późno, ale autorka też chyba zreflektowała się, bo wykasowała swoje zapytanie z FB - zapewne wtedy, kiedy zorientowała się, że mimo anonimowego maila, "na fejsie" podała nazwisko.

No cóż - blog prowadzą w szczególności 2 babska (łatwo sprawdzić po nazwiskach kim są autorki wpisów) przy okazjonalnym/gościnnym wsparciu innych osób (za co jestem im niezmiernie wdzięczna). Wpisy na FB pojawiają się automatycznie (zaciągane z bloga), ale już udzielenie odpowiedzi na zamieszczane tam pytania wymaga wejścia na FB, a nierzadko także wyszukania informacji, co niełatwo robić w godzinach pracy. W tej chwili jest godz. 01.08 - czyli najspokojniejsza pora dnia (że tak się niefortunnie wyrażę) - i wtedy najczęściej mam czas na zabawę mediami społecznościowymi.

A co do 5 minut - oczywiście! Znajdę nawet 10 minut, żeby "stanowczej Pani" odpowiadać, przesyłać pliki i linki, żeby nie musiała przypadkiem surfować po oficjalnej stronie DSM, ani tym bardziej fatygować się "do okienka". Niestety stanowcza Pani musi poczekać, aż najpierw poświęcę (również po 5-10 minut) na udzielenie odpowiedzi na 20 (w weekendy) do 130 (w dni robocze) innych wiadomości mailowych otrzymywanych każdego dnia.

Proszę się też nie dziwić, że na pytanie zadane na FB - pada odpowiedź na FB, nawet jeśli "stanowcza Pani stanowczo prosi" o odpowiedź na maila. Przecież sama wybiera kanał komunikacji.

A reszta to już w netykiecie...

2 paź 2013

Gigantycznej kolejce mówimy dość!

tak było wczoraj
Wbrew pozorom wiemy, co działo się wczoraj przed Dziekanatem - mamy nawet dowód rzeczowy w postaci dołączonego zdjęcia. Po prostu wszyscy jednocześnie zapragnęli odebrać legitymację. Słusznie, skoro rozpoczął się nowy rok akademicki. 

Wczorajsza kolejka przerosła jednak możliwości absorpcyjne Dziekanatu. W dużej mierze dlatego, że nowi studenci przypisani są do zaledwie kilku osób, a nowy rok akademicki przywitaliśmy (tymczasowo) w składzie mniejszym o dwie osoby. 

Już popołudniu pojawiły się na FB postulaty, aby godziny otwarcia okienek wydłużyć (m.in. wpis na naszym fanpejdżu), a niezależnie żale studentów, którzy stali po 1,5 godziny i zastali zamknięte okienka (jedna osoba narzekała jeszcze na to, że klient tuż przed nią wykupił ostatnią porcję pierogów). Zastanawialiśmy się, co w takiej sytuacji zrobić, albowiem czas pracy Asystentek toku jest ten sam - 8h, w tym 3h na okienko a 5h na obróbkę tego, co z okienka przyszło (i innych spraw również). I bez tego kilka pań zostało wczoraj po godzinach. Nawet my od rozpatrywania podań dostajemy oczopląsu. 

Ale do rzeczy. Dziekan(ka) Kachniewska postanowiła, że weźmiemy i tego byka za rogi. W ramach ograniczonych możliwości postaramy się usprawnić wydawanie legitymacji. A więc:
  • dzisiaj okienka otwarte będą od 14:00
  • studenci zostali podzieleni wg liter alfabetu - stosowna informacja znajduje się przed Dziekanatem. 
  • legitymacje odbierane mogą być w większej liczbie okienek niż dotychczasowo. Część literek (i Państwa legitymacji) przejęły panie z innych okienek, aby odciążyć swoje koleżanki zajmujące się I semestrem.
Mamy nadzieję, że te zmiany przyniosą właściwy efekt, czyli że kolejka nie będzie sięgała chmur.

A co mają zrobić studenci, którzy mają inne sprawy do Dziekanatu? Absolutnie to samo co zwykle - udać się do swojej asystentki toku (niestety w być może powiększonej o pierwszaków kolejce, ale nic na to nie poradzimy). Dla mniej cierpliwych pozostaje także skrzyneczka przed drzwiami DSM.

21 lip 2013

Przed urlopem

Ponieważ wreszcie mam możliwość wyrwać się na urlop - tyleż wyczekiwany, co daleki i od świata odcięty :-) - to na pożegnanie wrzucam jeszcze jeden wpis. Nieco oderwany od realiów funkcjonowania Dziekanatu, za to lekko społecznościowy z zacięciem "naukawym" (wpisuje się bowiem w nurt naszych wpisów o studiach doktoranckich).

Zacznijmy od zabawy. Popularnym narzędziem analizy gęstości i intensywności powiązań między różnymi podmiotami (pracownikami, firmami, instytucjami itp.) jest tzw. Analiza Sieci Społecznych (Social Network Analysis). Ma ona coraz szersze zastosowanie w biznesie (służy np. do tworzenia mapy powiązań z interesariuszami firmy, pozwala obserwować i intensyfikować proces dyfuzji wiedzy w przedsiębiorstwie, planować współpracę w ramach klastrów itp.). 

Niektórzy z Was zapewne spotkali się już z tym pojęciem w czasie studiów i doskonale wiedzą o czym mowa. Inni może jeszcze nie mieli okazji studiować SNA. Ale jedni i drudzy na pewno mają w świecie realnym i wirtualnym spore grono znajomych, które także stanowi sieć społeczną, tyle że wykorzystywaną raczej po to, żeby się skrzyknąć na wspólne piwo lub wakacje a nie po to, żeby tworzyć zręby współpracy biznesowej.

Jeśli chcecie pobawić się analizą wybranej sieci znajomych (np. "tylko znajomi z SGH, którzy potwierdzili znajomość z Wami na FB", albo "wyłącznie znajomi, którzy uczestniczyli w wyjeździe integracyjnym a potem "poznali" Was na FB") to dostępne jest narzędzie (z grupy aplikacji TouchGraph) dla Facebooka (po prostu: http://apps.facebook.com/touchgraph). Wystarczy zainstalować aplikację i można pobawić się różnymi układami własnej struktury kontaktów, obserwować jej zmiany w czasie i dokonywać całkiem interesującej analizy (np. jakie mam szanse uzyskać materiały do pracy magisterskiej z biblioteki Harvard za pośrednictwem swoich znajomych, wśród których nie ma studentów Harvardu ;-).

Na zdjęciu widać fragment mojej sieci (Pani Dziekan Górak-Sosnowska też się załapała!), ale cała zabawa polega na obserwowaniu zmian, analizie gęstości i intensywności powiązań, różnorodnym układom tematycznym itd. - a tego nie odda pojedynczy skan, tylko zabawa suwaczkiem on-line :-)



A co do tego ma doktorat? Otóż to, że szukam osób zainteresowanych analizą struktur powiązań instytucjonalnych w ramach dowolnie wybranego regionu turystycznego. Może to być analiza powiązań interesariuszy, albo podstawy dla tworzenia klastra turystycznego. 

Na nieco niższym poziomie podobny temat może się stać zagadnieniem przewodnim pracy magisterskiej (np. w ujęciu pojedynczego przedsiębiorstwa - proces dyfuzji wiedzy, identyfikacja kluczowych pracowników itp.). W każdym przypadku praca taka wymaga nieco większych ambicji niż kompilacja istniejącej literatury. Warto rozważyć, ponieważ ze względu na dużą liczbę chętnych, którzy już teraz zapisują się na moje seminarium magisterskie, będę dobierała uczestników zajęć na podstawie zgodności ich zainteresowań z profilem moich (planowanych lub realizowanych) prac naukowych. A wierzę, że znajdę studentów, którzy zaimponują mi warsztatem i poziomem wiedzy, bo miewałam już takich i sporo się od nich nauczyłam.

Kiedy będziecie czytać ten wpis zapewne będę gdzieś u wybrzeży Norwegii, więc z ew. odpowiedziami proszę się wstrzymać do 5 sierpnia. Na razie życzę miłej zabawy z suwaczkami i fantastycznych wakacji!

29 gru 2012

Spotted: Codzienny ogórek ekonomiczny

Osoby śledzące najnowsze trendy w SGHowej przestrzeni Facebooka z pewnością rozpoznały alegorie. I o to chodzi. Muszę przyznać, że z pewną fascynacją patrzę na rozpowszechnianie się w zaskakującym tempie różnych przedziwnych stron typu Problemy studentów SGH, Codzienny SGHowy Suchar Ekonomiczny, czy Esgieszek. Fascynacją – bo powstaje ich tak wiele, choć tak mało je różni i tak szybko rosną w siłę lajków i fanów. Zaintrygowana tym fenomenem poprosiłam o komentarz dr A. Anettę Janowską z Instytutu Studiów Międzynarodowych SGH. Oddaję jej zatem głos: 

"Kiedyś tylko nieliczni odnosili sukces i mieli szansę dotrzeć do szerszej publiczności. Przechodzili przez surowe sito “gatekeeperów”, czyli rozmaitych specjalistów, którzy oceniali czy dane dzieło jest wystarczająco dobre, by spodobać się odbiorcom. Dzisiaj dzięki internetowi, a szczególnie tzw. web 2.0. oraz dzięki coraz tańszemu sprzętowi elektronicznemu nastąpiła demokratyzacja narzędzi do tworzenia i rozpowszechniania twórczości. Możemy wrzucić do sieci cokolwiek, siejąc produktami naszego intelektu na cały świat.
Chris Anderson, autor teorii o długim ogonie uznał, że jest to pierwsza w historii ludzkości okazja, by wreszcie ujawniły się ukryte talenty. W ten sposób “długi ogon” amatorskiej twórczości, ukrywający się dotąd w cieniu szuflad, rodzinnych albumów i archiwów, nareszcie mógł się w pełni rozwinąć. Anderson ma sporo racji, ale trudno też odmówić słuszności jego krytykowi Andrewowi Keenowi. W swojej książce “Kult amatora” przytacza on twierdzenie, że jeśli nieskończonej liczbie małp dostarczymy nieskończoną liczbę maszyn do pisania, jakaś małpa w końcu stworzy arcydzieło. Według Keena twierdzenie doskonale odzwierciedla to, co dzieje się z kulturą za sprawą demokratyzacji narzędzi do jej tworzenia i rozpowszechniania.
Odwiedzając niektóre strony internetowe, czy oglądając chociażby filmiki na youtube, trudno się oprzeć wrażeniu, że Keen ma rację. Internet zawiera wszystko: mnóstwo nic niewartej treści i niewiele interesujących dzieł. A ich twórcom przyświeca jeden wspólny cel: być zauważonym, docenionym, powszechnie uznanym. To przecież jedno z podstawowych ludzkich pragnień. Ale trzeba pamiętać, że internet dał nowe możliwości nie tylko twórcom. Dzisiaj odbiorca kieruje się gustem własnym i opiniami sobie podobnych.
Z czego wynika ten pęd odbiorców ku treściom błahym? Można oczywiście złożyć to na karb coraz słabszej edukacji ogólnej, artystycznej, a także medialnej, co utrudnia, a nawet uniemożliwia budowanie kapitału kulturowego. To on właśnie pozwala później poszukiwać dzieł wielkich i odpowiednio je docenić. Może winne są media tradycyjne, które zalewają nas sensacyjnymi informacjami o – tak naprawdę – niewielkim znaczeniu, trywializując jednocześnie sprawy ważne. Tworzy się nowa moda na miałkość i błahość.
A być może winny jest sam internet i fizjologia. Otóż okazuje się, że sieć, która dostarcza nam mnóstwa bodźców jednocześnie powoduje, że nie potrafimy się odpowiednio skupić na trudniejszych i głębszych treściach. Przez to nasz sposób myślenia staje się coraz bardziej rozproszony i powierzchowny. Internet, rozwijając jedne zdolności, takie jak inteligencja wizualno-przestrzenna, osłabia inne, dlatego właśnie stajemy się coraz mniej zdolni do głębszej refleksji, krytycznego myślenia i używania wyobraźni, jednym słowem – płytsi. Serwisy społecznościowe, w których dominują krótkie wiadomości, pogłębiają tę tendencję. Koło się więc zamyka: czytając miałkie treści podane w skrótowej formie przyzwyczajamy mózg do tego, aby takie treści najłatwiej przyswajał".

A a propos przyswajania – powodzenia w sesji! [kgs]

27 lis 2012

Jak się tworzy urban legend

fot. gettimages via momlogic
Globalnego Facebooka opanowała właśnie kolejna 'miejska legenda' o tym, że wystarczy publicznie ogłosić prywatność swoich danych i zasobów, aby FB nie mógł z nich korzystać. Wczoraj posypały się więc prawnicze wpisy u niektórych moich znajomych, a zaraz po nich komentarze innych wskazujące na to, że równie dobrze można ogłosić napad wojowników Jedi czy zaćmienie słońca. 

Nie przypuszczałam wówczas, że podobna, uczelniana, urban legend wytworzy się na podstawie mojego przedwczorajszego wpisu. Miał on w każdym razie zupełnie inny cel, a wyszło, co wyszło.  Przypomnijmy:
  • 24.11 po południu (sobota) na forach studentów SGH pojawia się informacja o tym, że coś się stało z chomikiem SGH. Niedowiarkom podaję link do jednego z nich. Od tego czasu trwa na ten temat mniej lub bardziej ożywiona dyskusja. 
  • 25.11 wieczorem (godzinę można sprawdzić, niedziela) dyskusje te natchnęły mnie do popełnienia wpisu na dziekanatowym blogu.
  • 26.11 też chyba wieczorem zauważam, że na grupach studenckich na FB podawany jest link do tego właśnie wpisu. Nie znam intencji podających osób, ale widzę, że statystyki wpisu skaczą do góry osiągając niemalże 700 odsłon. 
  • 27.11 rano - czytam nowe komentarze pod wpisem, w tym jeden wylewający wiadro... żalu na prowadzony przeze mnie przedmiot podstawowy oraz pytający, co złego było w SGHowym chomiku. Jako że z Autorem tego wpisu (sądząc po treści, formie i jego traumatycznych doświadczeniach) nie będę najpewniej w stanie nawiązać rzeczowej rozmowy, nie interesuję się specjalnie tym akurat zarzutem.
  • 27.11 południe - zaczynają do mnie docierać głosy w różnych formach - czasami wyrazy zdziwienia, czasami niedowierzania, jakoby to Dziekanat SM miał związek ze zniknięciem SGHowego chomika. Dowodem rzeczowym w tej sprawie ma być cytat z mojego wpisu:
    Pewne rodzaje łowów specjalnie mi nie przeszkadzają (co nie znaczy, że je pochwalam). Dotyczy to: tego, że moje slajdy znajdowały się na niedawno zlikwidowanym SGHowym Chomiku.
I teraz przejdźmy do wnioskowania:
  • Jeżeli 1) piszę, że coś mi specjalnie NIE przeszkadza, to czy podjęłabym przeciw temu działania?
  • Jeżeli 2) i tak publikuję swoje slajdy na stronie Katedry, to jaki problem w Chomiku?
  • Jeżeli 3) piszę o zlikwidowanym chomiku ponad dobę później niż pierwsze informacje na ten temat, to istnieje dosyć duże prawdopodobieństwo, że wiem o tym - podobnie jak studenci - z for internetowych, na których jeszcze jestem (na jednym ostatnio mnie zabanowano)
  • A poza tym 4) Ja mam naprawdę codziennie masę istotniejszych spraw niż Chomik. 
  • 5) to nie należy do zakresu obowiązków dziekańskich itp. itd.
Pozostaje jednak również sfera urban legend, która mimo to zagnieździła się w niektórych umysłach i pewnie by tam pozostała, nawet gdybym zamieściła tu oświadczenie założycieli feralnego chomika. Choć to chyba już nie jest legenda miejska, ale raczej spiskowa teoria dziejów. A z nią problem zasadniczy jest taki, że nie da się jej nigdy obalić.

PS: I jak można mówić, że wiedza z Socjologii do niczego się nie przydaje.

21 paź 2012

Konstruktywnie o stronie DSM

Pesymista, a nawet sceptyk jednoznacznie zakwestionowałby tytuł niniejszego posta. Nie sposób o konstruktywność przy ograniczeniach konstrukcyjnych, z jakimi mamy do czynienia edytując naszą oficjalną stronę w serwisie SGH. Engine służący do tworzenia i edycji stron pamiętam z początków swojej pracy w SGH, czyli około dekady temu. 

Na swój sposób ja ten engine lubię. Pozwala mi mniemać, że do perfekcji opanowałam wszystkie tajniki edytowania stron WWW. Wynika to z prostego powodu - wielu elementów wymagających bardziej zaawansowanej edycji engine po prostu nie przyjmuje do swojej świadomości. Dotyczy to na przykład czegokolwiek z hasłem <script>. Ja nie znam się na skryptach, engine najwyraźniej również. Jeden z naszych doktorantów-wolontariuszy poświęcił 1,5h na to, aby się przekonać, że jak nie to nie. 

O ile do edycji stron katedr engine wydaje się wystarczający, w przypadku strony DSM, napotykamy na barierę pogodzenia możliwości technicznych i nawigacyjnych. Jednym największych problemów jest brak możliwości utworzenia kolejnego poziomu w menu po lewej. Zakładki na stronie DSM (Aktualności, Dziekanat...) nie mogą już mieć swoich własnych menu, które rozwijałoby się po kliknięciu. Najpewniej z tego powodu menu na stronie DSL ma 24 pozycje. U nas jest ich mniej, jednak również nie jest to rozwiązanie funkcjonalne, gdyż linki do pod-podstron pojawiają się w treści podstrony. I albo je ktoś zauważy, albo...

Przy istniejących punktach brzegowych istnieją dwa rozwiązania: czekamy na Sharepoint, albo próbujemy usprawnić nawigację w ramach istniejących możliwości i systemu. Wybraliśmy opcję nr 2. W połowie września zasadniczo przebudowałam naszą stronę, zmieniając przede wszystkim jej strukturę. Obecnie ją dopracowujemy. Stąd kilka dni temu pojawiły się ikonki FB i Twittera na stronie głównej (ich umieszczenie wymagało nie lada akrobatyki informatycznej, aby nic się nie rozjeżdżało, tudzież rozjeżdżało się jak najmniej), a od wczoraj są wyszczególnione działy "Praca magisterska" (ukłon w stronę wykładowców, którzy nie wiedzieli, gdzie szukać harmonogramu obron) oraz "Dla studentów I roku". 

Czekamy na uwagi nawigacyjne (np. jak pożenić resztkę obecnego działu "Kwestie praktyczne" z "Zasadami studiowania"), funkcjonalne (co jeszcze powinno być na stronie, oczywiście w granicach rozsądku i możliwości opanowania materiału) i techniczne (np. jak zrobić tabelkę dopasowującą się do szerokości strony); najlepiej w komentarzach - będzie nam łatwej zebrać je w jednym miejscu (te mamy już zachomikowane).

16 paź 2012

Blog DSM w Akademickim Radiu Kampus

Jak informowałyśmy na FB, 11 października tuż po 16:00 można nas było posłuchać w Akademickim Radiu Kampus. Nie byłoby może w tym nic nadzwyczajnego, zważywszy na to, że Dziekan Kachniewską, jak i mnie, można czytać, słuchać a nawet oglądać. Jednak nasza wizyta w Radiu Kampus związana była z czymś szczególnym - pierwszymi 10+ dniami funkcjonowania bloga DSM. Opowiadałyśmy o nim w audycji "Klimaty popołudnia".

Redaktor prowadzący bardzo miło nas zaskoczył już na samym wstępnie, mówiąc, że nasza inicjatywa jest unikatem nie tylko na skalę polską (tu myślę, że się nie pomylił - jeżeli się mylę, proszę o informację), ale i całego świata. Poczułyśmy się przez moment wyjątkowo. Atmosfera jednak trochę przygasła (choć w efekcie się rozweseliła), gdy padło pytanie o stronę techniczną, czyli jak sobie dałyśmy radę z założeniem bloga czy strony na FB. Faktem jest, że dzieli nas od studentów dekada+, ale ...

To nie wszystkie smaczki audycji, więc zapraszamy i zachęcamy do wysłuchania!

8 paź 2012

Zimny prysznic?

Dzisiejszy dzień można byłoby nawet zaliczyć do udanych. Spotkałyśmy się z jedną z większych organizacji studenckich w SGH, kreśląc pewne tory współpracy (o szczegółach, póki ich nie ma, sza), potem ustaliliśmy z DSL zręby planu w zakresie zmian w procedurze dyplomowania (wstępne założenia współopracowali nasi doktoranci-wolontariusze, więc tym milej się pracowało), po południu okazało się, że do pomocy zgłosiła się kolejna chętna doktorantka; dzień jest także bogatszy o kilka nowych pomysłów i kolejne plany. I potem łup - jednym okiem czytam na swoim FB pytanie jednej z byłych studentek i odpowiedź innej: "tylko nie pisz na grupie SGH dzienne mgr bo zaraz któraś z "Pań" ci odpisze... Porażka co tam się dzieje:/".

Faktycznie - porażka. Do studentki komentującej pretensji nie mam, nie wiem nawet, czy się znamy. Miło z jej strony, że nie napisała tego na grupie, gdzie wie, że jesteśmy, a przecież nie musiała wiedzieć, że przed nos wyskoczy mi to, co napisała na profilu swojej koleżanki. Ale jest to niewątpliwie jakiś sygnał. Sygnał, który do nas - wykładowców, a obecnie dodatkowo przedstawicieli władz dziekańskich - dociera  zazwyczaj niezamierzenie, przez przypadek. 

Bo jak się dowiedzieć, że coś Wam się nie podoba na zajęciach? W jaki sposób uzyskać feedback na temat naszej aktywnej obecności na Waszych forach na FB? Przecież nie poprzez ankietę zamieszczoną na grupie... Czy na podany w innym poście mail - dsm.zgloszenie(at)gmail.com - kiedykolwiek coś spłynie? (a pamiętajmy, że zazwyczaj pokazuje się tu imię i nazwisko nadawcy). 

Pewnie to i dobrze, że działają normy społeczne, nakazujące nie wyrażać wprost tego, co może być dla odbiorcy nieprzyjemne. Sama pamiętam pewną studentkę z zajęć z socjologii, która lat temu myślę ponad 5 wygłosiła podczas zajęć przemowę, na temat tego, jak bardzo niepotrzebny jest to przedmiot. Pamiętam właśnie ją. I w tym właśnie kontekście. Choć teraz już z uśmiechem, zwłaszcza, że - jak się okazało - będziemy miały okazję współpracować.

A zatem - czasem słońce czasem deszcz.

Inna sprawa, że Dziekan Kachniewska kilka dni temu deklarowała, że stopniowo przestaniemy czytać posty na grupach na FB, między innymi po to, żebyście nie mieli poczucia inwigilacji. Niech grupy żyją swoim tempem, a my skoncentrujemy się bardziej na blogu i naszej stronie na FB. Może w przyszłości wprowadzimy wirtualnego "odpowiadacza" na pytania dotyczące działalności DSM. Zobaczymy. 

I na koniec jeszcze jeden deszczowy morał: jedna jaskółka nie czyni deszczu. Ten jeden komentarz tak naprawdę posłużył do napisania tego postu. I nic więcej.

4 paź 2012

Pierwszy odzew


Dmuchawiec - piękny, ale i ulotny
Przekroczone 6000 odsłon bloga i 400 lajków na FB w ciągu zaledwie kilku dni skłania do pozytywnej refleksji. Coś niewątpliwie się ruszyło. W statystykach strony pojawiły się pierwsze informacje o wstukiwanym w Google haśle "dsm po drugiej stronie okienka", co oznacza, że trafiają do nas osoby także spoza FB.

Otrzymujemy - tu chyba głównie Dziekan Kachniewska - prośby o interwencje, listy z żalami, ale także sporo komentarzy pozytywnych i wyrazów wsparcia; zdarzają się także ciepłe słowa pod adresem Asystentek Toku. Bardzo za nie dziękujemy - nie ma to jak pozytywny feedback. Jednak otrzymujemy od Was jeszcze coś, co przydaje się bardziej: propozycje pomocy. 

Zgłosiło się dwoje prawników (doktorantka SGH i absolwent SGH), którzy wyrazili wolę przyjrzenia się Regulaminowi studiów. Zamiast tego zostali w trybie pilnym puszczeni na głęboką wodę - będą pomagać nam w rozpracowaniu procedury obron. Niedługo być może będzie można zobaczyć pierwsze efekty. 

Zgłosił się doktorant, który zaoferował przyjrzenie się naszej stronie internetowej pod względem jej funkcjonalności, a także Waszym komentarzom na jej temat, zamieszczonym m.in. na tym blogu. Pomoc w tym zakresie będzie nieoceniona, gdyż walczymy na wielu internetowych frontach jednocześnie: nie tylko tu i na FB, ale przede wszystkim na polskiej i angielskich stronach DSM. Kolejna osoba, która zadeklarowała pomoc, właśnie zabiera się za zbieranie Waszych wszystkich uwag i postulatów oraz ich kategoryzację, abyśmy mogli je przeanalizować i zastanowić się nad możliwościami, ale i potrzebą, ich wdrożenia. 

To bardzo miłe, że chcecie nam pomóc, zwłaszcza że sporo z Was pracuje, albo po prostu ma inne, ciekawsze zajęcia, a my jako DSM możemy Was co najwyżej wynagrodzić dobrym słowem i wdzięcznością. Od kilku lat na takiej zasadzie funkcjonują moje egzaminy z socjologii w DSL. Upilnować studentów zawsze pomagają mi moi byli studenci, absolwenci, czasami doktoranci, dzięki czemu wiem, że nie dochodzi do ściągania (ja niestety znam tylko techniki sprzed ponad dekady). Odnoszę wrażenie, że niektórzy z nich dobrze się przy takim pilnowaniu bawią, przekonując się na własnej skórze, jak to jest być po drugiej stronie.  

Nas jest piątka (na blogu, póki co, dwójka) - Was kilka tysięcy. Jak widzicie po pierwszych naszych postach pracujemy, jak tylko możemy, często kosztem codziennych czynności, bo (jeszcze) wierzymy, że to ma sens. Jeżeli macie ochotę nas wspomóc - napiszcie maila, albo dajcie znać na FB. Nie zaciągniemy Was do noszenia koszy z teczkami (zwłaszcza, że obowiązuje tu zasada ochrony danych osobowych) i nie wykorzystamy ponad miarę (naszą, ale i Waszą). Może macie jakiś własny pomysł na zaangażowanie, ale nie musicie. Może wspólnie uda nam się pewne sprawy załatwić szybciej i sprawniej. Poza tym praca w czynie społecznym ponoć uszlachetnia ;)

30 wrz 2012

Pani Magda i Pani Kasia

"Pani Magda" i "Pani Kasia"
Pewnie w którymś momencie same podjęłybyśmy ten temat, ale skoro pojawił się komentarz pod jednym z postów - temat sam wypłynął. W zasadzie pojawił się już wcześniej na jednej z grup FB dedykowanych studiom w SGH. W komentarzu do, bodaj mojego, posta jeden ze studentów napisał do mojej Szefowej i mnie per "Pani Magdo i Pani Katarzyno".

I teraz - hm - co z tym fantem zrobić. Czy ja powinnam napisać, że nie wypada do Pani Dziekan pisać per "Pani Magdo" i liczyć na to, że to samo napisze ona o mnie? Bo przecież nie napiszę sama o sobie... Może to pewna forma zażyłości i poufałości? Może urok mediów społecznościowych, w których jednak komunikuje się głównie w drugiej osobie? W zasadzie zostałam na swój sposób potraktowana bardziej oficjalnie, bo jednak per Katarzyna (choć mam magistrantkę, która do mnie pisuje per Pani Kasiu i też nie za bardzo wiem, co z tym zrobić).

Nie jest tak, że jestem przeciwniczką "witam" - ba, sama w ten sposób zaczynam często maile. Nie jestem też zwolenniczką "Szanowna Pani Doktor", czy (od września) "Szanowna Pani Dziekan", bo czuję się postarzona i nadmiernie sformalizowana. Nie stosuję podczas wykładów czy w korespondencji mailowej zasłony dymnej, czyli żargonu formalno-naukowego. Mam kilku, a może już kilkunastu, byłych studentów, z którymi jesteśmy na ty. Mimo to, jakoś mi ta pani Katarzyna nie leży. Pani Magdzie chyba też nie za bardzo. Ale jeżeli się zdarzy, zwłaszcza z jakimiś ciepłymi słowami, jak we wspomnianym komentarzu z posta poniżej - weźmiemy to na tzw. klatę. Nie z takimi wyzwaniami mamy na co dzień do czynienia!

PS
Pozwól, że i ja dorzucę dwa grosze: a konkretnie uwagę, że do Rektora też nie wypada zwracać się "Panie Tomku". Nawet w social media. [mk]