Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dopisywanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dopisywanie. Pokaż wszystkie posty

25 maj 2016

Deklaracja posemestralna

Półtora tygodnia pozostało do końca zajęć. Niektórzy studenci uznają mimo to, że jeszcze jest pora, aby wypisać się z zajęć, albo na nie dopisać. Tej bowiem sprawy dotyczyły wszystkie moje dzisiejsze wizyty. Historia, a także i argumentacje, są niemalże takie same: 
  • Student założył, że uzyska zgodę na dopisanie/wypisanie, więc postępował tak, jak gdyby ta zgoda już obowiązywała, uczęszczając (albo wręcz przeciwnie) na zajęcia. 
  • Student przypominał sobie w tym tygodniu, że pora uregulować swój status na zajęciach. 
  • Student stwierdził, że skoro chodzi/nie chodzi na dane zajęcia, dziekanom nie pozostaje nic innego jak uszanować jego decyzję. 
  • Student uznał, że w dziekanacie wiemy, na jakie zajęcia tak naprawdę uczęszcza, więc możemy wyrazić na to zgodę w każdej możliwej chwili trwania semestru. 
  • ...
W każdym przypadku zestaw jest ten sam – dobra wola studenta i niedobra wola dziekana (bo jaka może być inna, skoro nie wyraża zgody). Stosowane są zatem w rozmowie adekwatne argumenty, mające na celu przełamanie tej woli: 
  • Odwołanie się do litości i/lub miłosierdzia
  • Przekonanie, że wszyscy jesteśmy ludźmi i każdy popełnia błędy 
  • Nawoływanie do uwierzenia w dobrą wolę studenta 
  • Wyrażenie przekonania, że przecież to tylko jeden mały podpis 
  • … 
Tyle tylko, że kwestia woli kończy się w sytuacji, gdy mam podpisać się pod tym, że student przystępuje do zajęć na półtora tygodnia przed ich końcem. Tu zaczyna się brak powagi. Co prawda jedna studentek była na tyle pomysłowa, że zapytała, czy w takim razie nie mogłabym wydać jej zgody ze wsteczną datą i czy z tego tytułu groziłyby mi jakieś konsekwencje (bo jeżeli nie to tym bardziej nie ma sprawy), ale nie zmienia to powyższego braku. Na swój sposób jeszcze bardziej go pogłębia...

8 kwi 2016

O studenckiej zapobiegliwości

Połowa semestru, a w tym czasie obecnie znajdujemy się, to okres raczej spokojny, jeżeli chodzi o dyżury dziekańskie. Na dyżurach sporadycznie pojawiają się osoby, które walczą o to, aby nie zostać skreślonym, inne przychodzą – mam wrażenie – z przyzwyczajenia (kilka osób bez trudu rozpoznaję w kolejce na korytarzu, a niektóre pamiętam z imienia i nazwiska. Jako że od ponad 5 lat w zasadzie zatraciłam umiejętność pamiętania imion i nazwisk studenckich oraz przypisywania ich do konkretnych osób, wskazuje to na zażyłość naszych relacji, wyrażoną częstotliwością wizyt). Pojawiają się także studenci, których mogę określić jako zapobiegliwych w przód i w tył. 

Student zapobiegliwy w przód to taki, który planuje z bardzo dużym wyprzedzeniem. Na przykład już teraz zakłada, że nie zdąży napisać na czas pracy magisterskiej i pyta o możliwości przedłużenia terminu i zwolnienia z opłaty z powtarzanie seminarium. Zapytany, co takiego dzieje się w jego życiu, że już teraz wie, że przez najbliższe pół roku nie zdąży napisać kilkudziesięciu stron tekstu, odpowiada, że nic, ale woli mieć otwartą furtkę na przyszłość. Inny przypadek tego typu dotyczy studentki, która wyjeżdża na uczelnię zagraniczną i już teraz chce uzyskać zgodę na wysokopunktowany lektorat, wliczony na dodatek w pulę przedmiotów merytorycznych. Jak mogę zgodzić się na jeden przedmiot nie znając pozostałych (inna sprawa, że lektorat to lektorat)? 

O ile studenta zapobiegliwego w przód stosunkowo łatwo zrozumieć – w końcu mało kto toleruje niepewność co do swojej przyszłości, sama chętnie chciałabym wiedzieć, co będę robić za pół roku – druga kategoria, czyli student zapobiegliwy w tył, nieco mnie zdumiała. Może i ona ma jakieś głębsze uzasadnienie, ponieważ spotkałam na ostatnich dyżurach kilka tego typu osób. Przyszły z podaniami o dopisanie lub wypisanie się z przedmiotu, co tak czy inaczej byłoby raczej niemożliwe, a teraz – w połowie semestru – tym bardziej. Na moje pytanie, czemu teraz, zaprezentowali ciekawy wywód: otóż wcześniej wszystkie podania rozpatrywane były negatywnie, a zatem pomyśleli, że nieco poczekają i spróbują szczęścia później. Szczęścia jednak, jak nie było, tak nie ma. Pozostaje zapisać się na przedmiot w kolejnym semestrze. O właśnie, niedługo rozpoczną się deklaracje...

24 paź 2014

Dyżur, jeden z wielu

W zasadzie bliżej jest do kolejnego dyżuru (w dniach roboczych to już jutro) niż poprzedniego, jednak wczesnosemestralny świat w dziekanacie wiruje i nie ma czasu nawet na zwykłe zebranie myśli (teraz okazyjnie zbieram je w pociągu z Poznania). Ostatni mój dyżur trwał trzy godziny bez 10 minut i skończył się niecały kwadrans przed zamknięciem dziekanatu (18:00). Słysząc o pokaźnej kolejce interesantów za drzwiami zastanawiałam się nad znaczeniem słów „miłego dnia” (później zrobiło się „miłego wieczora”), którymi żegnali się ze mną studenci. 

Sprawy, w których Państwo przychodzą, dzielą się na dwie kategorie: 
  • Te, które postrzegają Państwo jako wyjątkowe / nietypowe / szczególne, a później okazuje się, że takie nie są. W kategorii tej szczególne miejsce zajmują sprawy samograje, a zatem takie, które można spokojnie wrzucić do skrzynki w formie podania (np. złożenie deklaracji seminaryjnej, rezygnacja z Erasmusa z powodów zdrowotnych). Nie wiem, czemu decydują się Państwo na wizytę na dyżurze poprzedzoną staniem w kolejce.
  • Te, które są typowe / zwykłe / standardowe. Tu jednak dochodzimy do odmiennych wniosków. Państwo uważają, że z tego powodu powinny zostać rozwiązane na Państwa korzyść, a ja je rozpatruję owszem typowo, ale niekoniecznie automatycznie na korzyść studenta. Dotyczy to zwłaszcza jakże typowych i nadal licznych podań o dopisywanie do przedmiotów z całą równie typową litanią powodów (wersja bardziej wyrafinowana to podanie o tryb indywidualny z uruchomionego przedmiotu – teoretycznie zwiększa szanse, bo w przypadku przedmiotu nieuruchomionego student faktycznie nie miał się jak na niego zapisać przez WD, ale – no właśnie – NIEuruchomionego). 
Choć sprawa terminu składania prac magisterskich została ostatecznie wyjaśniona nadal niektórzy studenci starają się przedłużyć termin jej oddania. Widziałam już niejedno podanie dotyczące przedłużenia sesji z przedmiotu „seminarium magisterskie” (taki myk), a także bardziej sumienne z prośbą o wpis warunkowy z tego przedmiotu, jak również podania na standardowych drukach o przedłużenie terminu oddania pracy magisterskiej z bajkowym terminem np. 28.12.2014. Co bardziej przedsiębiorczy i myślący perspektywicznie studenci starają się o przedłużenie terminu w sposób bardziej wysublimowany wnioskując o urlop dziekański na ostatni semestr studiów. Urlop oczywiście można otrzymać i na ostatnim semestrze, jednak motywacja w postaci konieczności pisania w tym czasie pracy magisterskiej (wyrażona wprost lub pośrednio – brakiem jakiejkolwiek innej argumentacji) nie daje specjalnie wysokich szans powodzenia. 
Na koniec kwiatek z podań – okazało się, że w DSM pracuje prof. Piotr Wachowiak, tak przynajmniej wynika z zaadresowanego podania. Może składał je jasnowidz, tyle że pomylił daty. Przekonamy się za kilka(naście/dziesiąt) lat!

14 mar 2014

Czy Pani w ogóle jest decyzyjna?

fot. miye.eu
Tak, na ostatnim dyżurze nie było łatwo. W dużej mierze ze względu na nieustającą kolejkę studentów, którzy nie dopełnili obowiązku zadeklarowania odpowiednich przedmiotów i starali się po fakcie coś z tym zrobić. Kolejka może nie była tak długa jak w czasach, gdy przez dziekanat przetaczały się tysiące papierowych podań o dopisanie, wypisanie czy inne przepisanie, jednak równie czasowo absorbująca. Tłumaczenie każdemu z osobna, że nie ma możliwości dopisywania się, dlaczego nie ma możliwości dopisywania się i co należy zrobić dalej, wymaga sporo czasu i energii, zwłaszcza że każdy uważał, że ma niepowtarzalny i unikatowy powód, który – zwłaszcza jeżeli powtórzony kilka razy, gdy już powiem „nie” – na pewno wystarczy do zmiany decyzji. 

Tym razem pomijam powody, bo pisałyśmy o nich kilkakrotnie, a skupię się na stosowanych strategiach: 
  • Może mogłaby Pani zrobić dla mnie wyjątek – oczywiście, dla pozostałych kilkuset studentów również (wersja ta ma więc czasami c.d. w postaci „ale przecież nikt się nie dowie...”) 
  • Przecież na licencjacie można było się wypisywać – no tak, ale to nie jest licencjat a moim przełożonym jest Dziekan(ka) Kachniewska, nie Dziekan Morawski (i póki co dobrze mi z tym). To się chyba nazywa społeczny dowód słuszności. Niestety, nie działa. DSM wychodzi na ten zły – trudno – zawsze można zrobić podwójny licencjat.
  • A moja koleżanka dostała zgodę – czyli społeczny dowód słuszności w wersji nr 2. Pewnemu upartemu studentowi pokazałam nawet kilka decyzji na stosach podań leżących na moim biurku. Prawie wszędzie brak zgody. Odparł, że moje biurko nie jest reprezentatywne. Dla mnie jest, zwłaszcza że to ja rozpatruję sprawy i do tego na moim dyżurze. 
  • To może ja zabiorę podanie i pójdę do innego prodziekana – społeczny dowód słuszności w odsłonie trzeciej z domieszką czegoś jeszcze. Ciekawe, że studentka nie chciała zabierać podania, które miało być rozpatrzone pozytywnie. W każdym razie w końcu nie zabrała żadnego. 
  • Stopa w drzwiach – student przychodzi najpierw ze sprawą błahą (np. Podpis na deklaracji dotyczącej seminarium magisterskiego) a następnie przechodzi do sprawy zasadniczej, licząc że skoro raz się zgodziłam, będę chciała to zrobić ponownie. Zapewniam, że niekoniecznie. 
  • Twarzą w drzwi – (tak to się chyba nazywa), tym razem student ma żądanie z kosmosu i gdy uzyskuje pierwsze nie, przechodzi do negocjowania sprawy właściwej. 
  • Zdarta płyta – powtarzamy w kółko to samo kilka razy. W końcu się denerwuję i odtwarzam cały dialog sama, pytając jaki jest sens wypowiadać go po raz kolejny. 
  • I moja ulubiona strategia z tytułu tego wpisu – czy ja w ogóle jestem decyzyjna (bo przecież gdybym mogła, to bym się zgodziła, chyba żebym nie chciała, to bym była wredna, a przecież nie chcę za taką uchodzić). Po co w takim razie student w ogóle pofatygował się do mnie na dyżur? Nie wiem. Poradziłam, aby nie zadawał tego pytania w odwołaniu od mojej (może nie mojej?) decyzji do prorektora.

2 mar 2014

Minął tydzień

fot. wikipedia
Pierwszy tydzień Sturm und Drang dobiega końca. Przez Dziekanat przetacza się tradycyjnie fala podań. Jedna z asystentek toku obsługujących studentów, którzy od kilku dni teoretycznie nie powinni być już naszymi studentami, naliczyła ponad 230 podań tylko o przedłużenie terminu złożenia pracy magisterskiej.

Każde takie podanie trzeba rozpatrzyć, a aby to zrobić określić czy student ma zaliczony semestr (tego nie da się określić, jeżeli student był na wymianie, albo jeżeli nie dotarł jeszcze jakiś protokół) i zrealizował program studiów (liczba i odpowiednia struktura ECTS), a następnie przedłużyć (albo i nie) o tyle, ile wynika z obowiązującego studenta regulaminu + naliczyć opłatę, która wynika z tabeli opłat danego studenta. Należy także zwrócić uwagę na datę – niektórzy studenci wyliczają, że przysługujący im miesiąc od wymaganego terminu złożenia pracy (21/02) przypada 31 marca (zastanawiam się, w jakim kalendarzu miesiąc ma 38 dni). Do asystentek toku należy nie tylko wyłapanie tych wszystkich szczegółów, ale także wydrukowanie podań a następnie wstukanie decyzji i wyliczenie opłaty. Do tego dochodzi część komunikacyjna, np. tłumaczenie, że opłata za przedłużenie pracy nie jest stopniowalna – nie da się zapłacić połowy stawki przedłużając termin złożenia o 15 dni. 

Sporo żmudnej pracy wiąże się również z podaniami o przedłużenie sesji. Trzeba znaleźć w harmonogramie sesji terminy egzaminów, rzucić okiem na protokół (bywa, że student do egzaminu podszedł a następnie przedłuża sesję na podstawie zwolnienia) i porównać z tym, co pisze student w podaniu i co do niego załącza (niektóre skany wymagają specjalistycznych umiejętności kryptologicznych). Jeden z ciekawszych przypadków to podanie o przedłużenie sesji pewnego studenta, który był na pogrzebie członka rodziny poza Warszawą i na tej podstawie wnioskował o przedłużenie terminu sesji z 4 przedmiotów, których egzaminy odbywały się przez prawie cały tydzień + 3 kolejnych, w których termin miał być ustalony indywidualnie. Inny przypadek z tej puli to wnioskowanie o przedłużenie sesji, bo terminy egzaminów poprawkowych były do indywidualnego ustalenia, co powinno stanowić już samo w sobie podstawę do przedłużenia sesji. Co bardziej przedsiębiorczy studenci starają się przedłużyć termin złożenia pracy magisterskiej traktując ją jako przedmiot – jak sama nazwa wskazuje jest to seminarium magisterskie a nawet ma przypisaną wartość punktów ECTS. Niestety, praca magisterska rządzi się innymi prawami, a ja mam kolejny powód do tego, aby uważać, co podpisuję… 

Na koniec podania o dopisywania i wypisywania – tu obowiązuje zasada braku litości. Do listy argumentów sporządzonej przez Dziekan(kę) Kachniewską mogę dorzucić m.in. grę w brydża, studia na innej uczelni (na której nie można sobie zmieniać zajęć ot tak), problemy techniczne (rozczulające, gdy student wnosi o wypisanie i dopisanie do tego samego przedmiotu, czyli de facto o zmianę wykładowcy), brak miejsc (no tak, od tego przecież są ręczne dopisywanki), nieumiejętność obsługi systemu (rozumiem, że na pozostałe X-1 przedmiotów zapisała studenta siła wyższa), etc. Kreatywność studencka nie zna granic. Moja cierpliwość również. Tylko systematycznie kończy mi się atrament w piórze. W ten sposób odmierzam czas spędzony w Dziekanacie..

23 lut 2014

Bo ja bym wolał fajniejszego wykładowcę... (tudzież inne rozczulające przypadki)

igmur.com
Taką przyczynę podał mi student, który zapragnął przepisać się z jednej grupy studenckiej do drugiej. Oczywiście przepisać się poza systemem elektronicznym, w trybie nadzwyczajnego podania, rozpoczynając od sakramentalnego "Mój przypadek jest wyjątkowy...".

Otóż po półtorarocznej odsiadce w DSM jedno wiem na pewno: jeśli podanie, e-mail lub wypowiedź studenta w czasie dyżuru dziekańskiego zaczyna się od słów "Mój przypadek jest wyjątkowy..." to jedno z dwojga jest prawdziwe: albo jest to pierwszy z serii setki podobnych przypadków, albo sto pierwszy z serii, która ciągnie się od nie wiadomo kiedy.

Tym razem obstawiam opcję nr 1, z tej prostej przyczyny, że (jeszcze) jest niedziela i zaledwie w piątek został ostatecznie zamknięty system elektronicznych deklaracji studenckich w WD. Na Wasze usilne prośby i zaklęcia system został otwarty po raz trzeci, choć doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że to akurat nijak ma się do studenckiego poczucia obowiązku, bo i tak pewna pula studentów uzna za stosowne złożyć podania "papierowe".

Student, o którym mowa, jak przypuszczam, otwiera czarną serię wniosków o przepisanie/wypisanie/dopisanie poza systemem elektronicznym. Jego argumentacja - zacytowana w tytule wpisu - została jeszcze rozszerzona o stwierdzenie, że dopiero wczoraj (sobota) dowiedział się od znajomych na forum, że są u innego wykładowcy i "żeby on też się przeniósł, bo wtedy będą razem w grupie". Wzruszyłam się tymi przejawami studenckich przyjaźni, ale obawiam się, że na przyszłość trzeba będzie odwiedzać forum przed zapisami w WD, a nie po ich zakończeniu.

Dopuszczam możliwość, że pomimo dodatkowego terminu otwarcia systemu elektronicznego, ktoś przyczłapie do dziekanatu z podaniem papierowym z powodu WYJĄTKOWEJ sprawy. Ale pozwólcie, że zgodnie z regulaminowymi uprawnieniami, to (pro)dziekani podejmą decyzję, czy sprawa zasługuje na miano wyjątkowej.

Poza Panem Przyjacielskim, dostałam dzisiaj drogą mailową kilka podobnych zapytań - wskazywano następujące przyczyny (w nawiasie moje sugestie):
  • zapomniałam do kiedy otwarty jest system (trudno - w kolejnym semestrze proszę pamiętać)
  • zmienił mi się grafik w pracy (niesamowite! akurat w niedzielę, dzień po zamknięciu systemu...)
  • nie dostałam informacji o powtórnym otwarciu systemu (na przyszłość proszę sprawdzać pocztę)
  • nie mogłem się zalogować (system po raz pierwszy otwarty był w ub. roku kalendarzowym - czy to zbyt mało czasu na kontakt z CI?)
  • dowiedziałam się, że wybrany przez mnie wykładowca jest beznadziejny (i też akurat dzień po zamknięciu systemu?)
  • uświadomiłem sobie, że ten wykład będzie w niedziele o 8.00 rano - "jestem wtedy nie do życia" (proszę złożyć wniosek o przeniesienie na studia popołudniowe)
  • pomyliłem nazwy wykładów (sprawdziłam - i dodam, że tytuły wykładów nie mają ze sobą NIC wspólnego,  dodatku jeden jest na studiach licencjackich a drugi na magisterskich...)
Jutro pierwszy dyżur w tym semestrze. Może po napisaniu tego wpisu ochłonę na tyle, żeby jutro z należytą uwagą i cierpliwością wysłuchać kolejnych wyjątkowych przypadków. Zawsze najbardziej boję się, że w poczuciu irytacji albo kpiny, która pomaga mi zachować zdrowy rozsądek - skrzywdzę kogoś, kto ma naprawdę poważny problem, albo dramatyczną sytuację życiową. Dlatego proszę - zanim uznacie swoje niedbalstwo za wyjątkowy przypadek, zastanówcie się kilka razy, czy nie zabieracie czasu, który powinnam poświęcić osobie naprawdę bezradnej.

17 paź 2013

Komentarz: Magda17 paź 2013, 09:46:00

Tym razem nawiążę do komentarza swojej imienniczki, która domaga się następujących informacji:
  1. jaki jest ostateczny termin składania podań o wypisanie/dopisanie do przedmiotu
  2. gdzie dokładnie w regulaminie jest zapisane, że ta procedura wymaga podpisu wykładowcy.
Ad. 1
Nie zamierzam udzielać odpowiedzi po raz kolejny, ponieważ stosowna informacja została rozesłana na konta mailowe WSZYSTKICH STUDENTÓW. Pozostaje ją odebrać, co zresztą jest wymogiem regulaminowym (zgodnie z § 11 ust. 1 "Student jest zobowiązany korzystać z konta w uczelnianym systemie poczty elektronicznej w sprawach związanych ze studiami w SGH, a w szczególności regularnie sprawdzać pocztę elektroniczną z częstotliwością pozwalającą na utrzymywanie bieżących kontaktów z dziekanatem. Niezapoznanie się studenta z informacjami umieszczonymi przez Uczelnię na jego koncie pocztowym nie stanowi okoliczności, która zwalnia go z należytego, w szczególności terminowego spełnienia obowiązków.") Pozwalając na "ręczne" zmiany złożonych deklaracji naginam dość mocno regulamin (patrz § 10 pkt. 1)

Ad. 2
Regulamin w ogóle nie przewiduje nieregulaminowej formy zapisywania się na przedmioty. Jeśli student nie skorzystał z systemu deklaracji w WD lub postanowił dokonać zmian, to może to zrobić wyłącznie za zgodą Dziekana i wg zasad ustalonych przez Dziekana (§ 13 ust. 3 pkt. 1).

Jeśli masowe zmiany stanu zapisów na zajęcia mają naruszyć plan pracy wykładowcy - to czuję się zobowiązana podjąć decyzję dopiero po zasięgnięciu jego/jej opinii. Nie zamierzam prowadzić w imieniu studentów korespondencji z 600 wykładowcami. Studenci oczekują wyjątkowego traktowania - więc w ich interesie pozostaje poszukiwanie kontaktu i zgód wykładowców. 

Akcentuję słowo "masowe" ponieważ liczba podań pozasystemowych sięga setek (a niektóre z nich dotyczą kilku lub kilkunastu przedmiotów). Wprowadzenie tych zmian do systemu ręcznie przez asystentki toku zajmie zapewne kolejne 2-3 tygodnie (o ile nie zawiesimy w tym czasie innych normalnych zadań dziekanatu - np. obsługi obron, rozpatrywania innych podań itd.).

Dodam, że prodziekani, którzy tkwią na dyżurach po 3-4 godziny (zazwyczaj do ostatniego studenta) działają wbrew mojemu poleceniu. Dyżur dziekański nie powinien trwać dłużej niż godzinę, a jeśli studenci masowo decydują się dopełniać swoje obowiązki poza WD, to powinni się liczyć z tym, że ich sprawy nie zostaną rozpatrzone w przewidzianym terminie.

Pozostają jeszcze trzy inne sprawy dotyczące pozaregulaminowej formy zapisu na zajęcia:
  1. kolizje
  2. nadwyżkowe ECTS
  3. sekwencja przedmiotów dla I semestru
  4. kolejki przed DSM.
Ad. 1
Trudno mi uwierzyć, że realizacja przedmiotów za 40 a nawet 50 ECTS umożliwia ich realizację w jednym semestrze bez żadnej kolizji czasowej. Tymczasem zgodnie z regulaminem (§ 27 ust. 5): W przypadku gdy przedmioty wskazane w deklaracji semestralnej pozostają wobec siebie w kolizji czasowej z uwagi na obowiązujący plan zajęć, student ma obowiązek dokonania wyboru jednego z kolidujących zajęć (...), pod rygorem wykreślenia wszystkich kolidujących ze sobą zajęć. 

W systemie elektronicznym kolizja jest zgłaszana natychmiast i student wie, że należy ją usunąć. Bazując na systemie papierowych podań biorą Państwo na siebie ten obowiązek i jeśli nawet kolizja nie ujawni się w trakcie semestru (bo studenci w SGH, jako jednej z nielicznych uczelni świata, regulaminowo zagwarantowali sobie prawo nieobecności na zajęciach), to ujawni się w czasie sesji (egzaminy w sesji zazwyczaj odbywają się w takich porach dnia i tygodnia, jak wcześniej zajęcia). O ile kolizja wynikająca z winy Uczelni jest podstawą do wnioskowania o przedłużenie sesji, o tyle ujawniona kolizja terminu zajęć jest podstawą do ich usunięcia z konta studenta i może spowodować niezaliczenie semestru. Zgoda dziekana na dopisanie się do przedmiotu nie oznacza przerzucenia na dziekana odpowiedzialności za wykluczenie kolizji - to jest nadal obowiązek studenta.

Ad. 2
Jeśli zostaną zrealizowane - są przepisywane na kolejny semestr. Jeśli nie - staną się podstawą do wpisu warunkowego (maks. 2 przedmioty) lub powtarzania semestru. Dodam jeszcze, że "warunkowy wpis nie przysługuje studentowi na pierwszym semestrze studiów drugiego stopnia oraz na ostatnim semestrze studiów pierwszego i drugiego stopnia" (§ 46 ust. 3, pkt. 5).
Nie pomoże tłumaczenie, że obowiązkowe był tylko 30 ECTS. Jeśli student bierze na siebie więcej obowiązków, to powinien to robić odpowiedzialnie.

Ad. 3
Sekwencja przedmiotów dla I semestru jest obowiązkowa. Wypisanie się z tych przedmiotów (a tym samym nieuzyskanie zaliczenia w pierwszej sesji) oznacza skreślenie z listy studentów.

Ad.4
Składając deklarację w WD można ich uniknąć. Przychodząc na dyżury dziekańskie nie sposób ich uniknąć.