Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty

15 gru 2014

Rusza Akademia 16+

To jest jeden z wpisów, które może nie do końca dotyczą spraw dziekanatowych, ale jednak – przynajmniej z mojej perspektywy – warto je popełnić. Wiosną 2014 r. z kilkoma doktorantami rozpoczęliśmy pracę nad projektem, który obecnie nazywa się Akademia 16+. Jeżeli cyfra 16 i to jeszcze z plusem kojarzy się Państwu z wiekiem (chyba najprędzej w kontekście filmów dozwolonych od lat 16, nie mylić z tymi od 18) jest to skojarzenie słuszne – zajęcia prowadzone w ramach Akademii skierowane są bowiem do uczniów szkół ponadgimnazjalnych, czyli takich, którzy ukończyli 16 lat (choć mogą się zdarzyć i młodsi). Zajęcia prowadzić będą doktoranci SGH. 

Jak dotąd w ofercie mamy propozycje zajęć zdecydowanie wykraczające poza ekonomię, obejmujące także zarządzanie, socjologię czy stosunki międzynarodowe – słowem wszystko to, czym interesują się nasi doktoranci. Projekt powstał przy okazji przygotowań do Festiwalu Nauki, w którym po raz pierwszy wystąpili doktoranci SGH z własną ofertą lekcji festiwalowych. Okazało się, że niektórzy odkryli w sobie żyłkę dydaktyczną, inni przekonali się, że młodzież gimnazjalna czy licealna nie jest taka straszna (ba, niektórzy twierdzili, że jest bardziej zainteresowana tematem niż studenci). Czy tak czy inaczej, znalazło się całkiem spore grono osób gotowych jeździć do szkół w czynie społecznym i opowiadać o tym, co ich samych naukowo fascynuje. 

Obecnie staramy się dotrzeć z naszą ofertą do wszelkiego rodzaju szkół ponadgimnazjalnych na terenie Warszawy. Jeżeli mają Państwo zaprzyjaźnione liceum czy technikum i chcą zrobić podwójny dobry uczynek (dla nas i dla szkoły) – prosimy o polecenie :) Doktoranci SGH mogą również dołączyć się do projektu z propozycją oferty dydaktycznej. 

Bieżące informacje, wzloty i pewnie upadki zamieszczać będziemy na blogu Kolegium Ekonomiczno-Społecznego (bo jednak ten blog służy sprawom przede wszystkim Dziekanatu a nie Dziekanek), bowiem instytucjonalnie to KES we współpracy z Samorządem Doktorantów zawiaduje tym projektem. Osobowo jest podobnie. W zespole są doktoranci z KES, ale także i z KGŚ oraz KZiF. Niektórzy – jak mgr Katarzyna Negacz i mgr Anna Para – współpracują także z naszym Dziekanatem. Pozostała część ekipy to mgr Magdalena Nawrot (KES) oraz mgr Patryk Dziurski (KZiF). 

Co tu dużo mówić – mam nadzieję, że pierwsze zajęcia odbędą się już w styczniu 2015 r. A co wyjdzie w praniu – zobaczymy.

11 sty 2013

Ekonomia macierzyństwa

Mogłoby się wydawać, że szczenięta nijak się mają do bloga dziekanatu. Podobnie myślałam jeszcze kilka dni temu, ale druga strona okienka obfituje w przeróżne doświadczenia...

Te słodkie szczenięta - a ściślej mówiąc ich zdjęcie - zostały mi przedstawione w mailu oraz na poniedziałkowym dyżurze (każde z osobna - dowiedziałam się nawet, jakie są ich imiona rodowe) tytułem usprawiedliwienia. Usprawiedliwienie nie dotyczyło szczęśliwej mamy rzeczonych szczeniąt, ale właściciela labradorki, który w styczniu przypomniał sobie o niezaliczonej sesji letniej.

Rzecz dotyczyła jednego tylko egzaminu, którego przed wakacjami "jakoś tak nie udało się zdać". W czasie kampanii wrześniowej, która normalnie powinna służyć uzupełnieniu wszelkich braków w WD, student był "przejęty oczekiwaniem na oszczenienie się labradorki", co - jak uznał - "powinnam zrozumieć". Gorączkowo zastanawiałam się, czy może chodzi o to, że ja też mam dzieci (choć przyznam, że nie aż tak słodkie). Tak czy owak - nie zrozumiałam - toteż student przedstawił mi aktualne ceny szczeniąt labradora (mama championka!) oraz wagę takiego wydarzenia, jak narodziny pieniędzy. Kiedy już zrozumiałam, że odwoływał się do mojej świadomości ekonomicznej, a nie macierzyństwa, pozostało ustalić, kiedy szczenięta pojawiły się na świecie i dlaczego przez kolejne 3 miesiące nadal nie udało się zdać egzaminu. Wzruszyła mnie odpowiedź, że "one są tak słodkie i bezbronne, że trzeba było zadbać o jak najlepsze domy". Dowiedziałam się przy okazji, że "szczenięta sprzedawane są w zasadzie zanim dorosną do adopcji", a niektóre "były zakontraktowane jeszcze przed narodzeniem".

Z ulgą przyjęłam wiadomość, że lada dzień wszystkie maluchy trafią do docelowych domów, dzięki czemu ich właściciel zajmie się całkiem niedochodową działalnością, jaką jest studiowanie. Co prawda nie osiągnęliśmy porozumienia w kwestii kluczowej (zwolnienie z opłaty za powtarzanie semestru), a moja sugestia, że wdzięczne labradory powinny sfinansować studia została skwitowana pełnym oburzenia prychnięciem - ale zapadła decyzja, że jeśli kiedykolwiek zechcę kupić psa - to będzie to właśnie labrador.

Na razie mam dwa koty, które niewątpliwie byłyby zniesmaczone takim pomysłem, ale kto wie...

15 gru 2012

Jeszcze się taki nie narodził...

...co by każdemu dogodził. Już raz to stwierdzenie padło na blogu w jednym z komentarzy. Tym razem jak ulał pasuje do jednego z przypadków. 

Otóż, jak Wam wiadomo, nowy regulamin daje dziekanowi możliwość skreślenia studenta z powodu niewniesienia w terminie opłat związanych z odbywaniem studiów (cz. VII Regulaminu, § 60, ust. 2). W praktyce zwlekam z taką decyzją, ponieważ opóźnienia wynikają z różnych przyczyn i szkoda uruchamiać dość skomplikowaną procedurę skreśleń i wznowień, skoro większość studentów zamierza jednak kontynuować studia i uporać się z płatnościami. System naliczania odsetek jest poza tym bardzo skutecznym bodźcem - przypominam dłużnikom, że stan konta można sprawdzać na swoim koncie w WD.

Tym razem zaskoczyła mnie studentka, która cierpliwie obserwowała swoje konto i narastające odsetki aż w końcu oburzona zwróciła się do mnie z pouczeniem, że już dawno powinnam była ją skreślić i że nie zamierza dalej studiować ani płacić (w tym nie zamierza płacić naliczonych odsetek). W uzasadnieniu podała, że zgodnie z regulaminem powinna już od miesiąca być skreślona, więc odsetki naliczane są nieprawnie.

Ponieważ spodziewam się, że podobne nieporozumienie może mieć miejsce w przyszłości, powinnam chyba zwrócić Waszą uwagę na różnicę między § 60 ust. 1 i § 60 ust. 2 Regulaminu. Pierwszy dotyczy przypadków, w których dziekan po prostu skreśla. Drugi - przypadków, kiedy może skreślić. Zapewne wykazuję się niesłychaną naiwnością pokładając nadzieje w studentach zwlekających z uzyskaniem zaliczenia semestru lub z opłatami - ale jednak przekonanie dziekana, że student jednak podejmie naukę/rozliczy się z uczelnią, daje mu prawo zwlekać z decyzją o skreśleniu. Oznacza to, że przez cały ten czas wiąże nas (studenta i Uczelnię) umowa, zgodnie z którą SGH zapewnia studentowi prawo do uczestniczenia w zajęciach, a student reguluje swoje zobowiązania wobec Szkoły.

Dlatego jeśli ktoś z Was podejmuje decyzję, że nie zamierza dalej studiować (a tym samym opłacać czesnego ani innych należności) musi skierować do dziekana wniosek o skreślenie z listy studentów. Z przykrością rozpatruję takie wnioski, bo często stoją za nimi smutne okoliczności: utrata pracy lub rezygnacja z pracy, w której pracodawca ponosił koszt studiów danej osoby, strata jednego z rodziców albo przekonanie, że wybór Uczelni był pomyłką i lepiej będzie podjąć studia w innej szkole.

Tu dodatkowa uwaga: jeśli student złoży wniosek o skreślenie w trakcie trwania semestru, a opłacony został cały semestr lub nawet rok zajęć, student ma prawo do zwrotu nadwyżki. Ponownie: nie jest to automat i trzeba o to wnioskować do dziekana. Oczywiście takie wnioski zawsze rozpatrywane są pozytywnie, ale nie wynika to z Regulaminu studiów tylko z "Umowy o warunkach odpłatności za studia" (dla różnych toków studiów umowy te mają nieco inny kształt, ale w umowie dla studentów niestacjonarnych mamy § 4: "Uczelnia dokona zwrotu opłaty za miesiące kalendarzowe następujące po miesiącu, w którym została rozwiązana umowa, do końca okresu, za który Student wniósł opłatę z góry, przy uwzględnieniu zasady, że każdy semestr liczy 5 miesięcy").

Podsumowując: jeśli mogę skreślać (a nie "muszę") to zazwyczaj z tym zwlekam. A jeśli zwłoka jest Wam nie na rękę - poproście o skreślenie. Jeśli "się skreślacie" na własne życzenie - to pamiętajcie o przysługującym Wam prawie do zwrotu niewykorzystanej nadwyżki opłaty za studia.

Dobranoc :-)

5 lis 2012

A nauka poszła w las...

"nuklearny" banknot irański
- to najsmutniejsza konstatacja z dzisiejszego Kolegium Dziekańskiego. A było to tak: Dziekan(ka) Kachniewska zadała nam pytanie, czy planujemy w listopadzie udział w jakichś konferencjach. Najpierw zapadła cisza. Potem pojawiły się pojedyncze odpowiedzi. Każdorazowo traktowane z należytą atencją. Bo przecież udział w konferencji oznacza nie tylko wolny dzień (który można przeznaczyć na uczestnictwo), ale także - a może przede wszystkim - czas na to, aby przygotować referat.

Chyba nigdy nie miałam aż tak jałowego czasu naukowego w swoim akademickim życiu zawodowym, a pracuję równo dekadę. Od początku września wydusiłam z siebie kilka haseł encyklopedycznych, jeden referat (z danych zebranych w czasie "wakacji") i jeden artykuł popularnonaukowy. Byłam także na połowie jednej konferencji i brałam udział w jednej dyskusji panelowej (i 4x w Festiwalu Nauki, ale to było w błogim wrześniu). I to chyba tyle. W miarę na bieżąco jestem w stanie komentować wydarzenia w mediach, choć marna z tego pociecha, bo najczęściej wymaga to kilkunastominutowego researchu w sieci i już. Z trwogą patrzę w swój kalendarz i listę goniących mnie zobowiązań, zaciągniętych w czasach mojej dżahilijji (arab. niewiedza, dot. czasów przedmuzułmańskich) - niewiedzy, nieświadomości tego, jak może wyglądać brak czasu.

Stopniowo przepoczwarzam się w urzędnika. Pocieszam się, że to w imię naprawy świata wokół mnie, czyli celów wyższych i taki jest koszt alternatywny, ale jednak po max. 4 latach prodziekanowania trzeba będzie jakoś wrócić do świata nauki. Póki co nie jestem w stanie zmusić się do napisania poważniejszego tekstu (poniekąd blog jest próbą samousprawiedliwienia - że przecież jednak piszę), bo nie mam na to ani siły, ani ochoty (pochodna braku siły). Książki od początku miesiąca jedynie kartkowałam, bo przyszły jakieś wcześniej zamówione (w czasach dżahilijji), na które czekałam - ba - chciałam je przeczytać! 

Mam nadzieję, że wróci mi zapał przed rokiem 2016. A na razie powtarzam sobie, że to, co mogłam byłam zrobić naukowo - zrobiłam (w moim przypadku jest to uruchomienie procedury habilitacyjnej we wrześniu 2011 r.). Inna sprawa, że nie mam pojęcia, czy - gdy nadejdzie wyczekiwany termin kolokwium - będę w stanie wbić się ponownie w naukowe tryby i jakoś do niego przygotować...

PS: A na obrazku naukowa namiastka, czyli irański banknot z elementem nuklearnym, ozdobnikiem poetyckim i prztyczkiem w nos zachodnich sąsiadów.