Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wygląd dziekanatu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wygląd dziekanatu. Pokaż wszystkie posty

20 paź 2015

Nowe metry Dziekanatu

Od początku roku akademickiego Dziekanatowi przybyło sporo różnych metrów – niewątpliwie w metrach można mierzyć wysokość stosu podań (choć niektóre asystentki toku liczą je w ryzach, a za narzędzie pomiaru służy pokrywka od kartonu z ryzami), stosu prac magisterskich, a także studenckich kolejek zwłaszcza w pierwszych dniach funkcjonowania Dziekanatu. Mamy również przyrosty w zakresie metrów kwadratowych (głównie studenckich akt, które piętrzą się w szafach, choć na dobrą sprawę prace dyplomowe też można by mierzyć w ten sposób). 

W dniu dzisiejszym, czyli 20 października, przybyły nam jednak nowe metry, niewątpliwie sześcienne. Dzięki staraniom Pani Dziekan Kachniewskiej Dziekanat zyskał nowy pokój. Oto fragment biura Dziekanatu – dawne okienko nr 8 – obsługujące studentów studiujących na kierunkach prowadzonych w języku angielskim oraz studentów odbywających mobilność w ramach programu Erasmus+ (i pokrewnych) został przeniesiony do pokoju 56. Innymi słowy do pokoju 56 przeniosła się dr Magda Szybiak, a na jej miejscu w okienku nr 8 usiadła mgr Magdalena Tomaszewska. Oczywiście sprawy prowadzone przez obie Panie przeniosły się razem z nimi, a zatem w okienku nr 8 obsługiwani będą studenci studiów niestacjonarnych sobotnio-niedzielnych. 

W związku z tym, że pokój 56 zajmowany jest na razie przez jedną osobę (docelowo w niedługim czasie ma to ulec zmianie) w najbliższym czasie ulegną zmianie godziny przyjęć. Zachęcamy zatem do śledzenia informacji na stronie internetowej Dziekanatu. Prosimy również o przestrzeganie godzin dyżurów dla studentów, nowe warunki nie pozwalają bowiem na “zamknięcie okienka”.

Współpraca: dr Magda Szybiak

8 gru 2014

Prezent od Dziekanatu

fot. S. Depolo
Nieraz pisałyśmy o tym, jak staramy się dla Państwa stawać na głowie i wykonywać inne czynności akrobatyczne. Czasami kwitują to Państwo stwierdzeniem, że i tak w korporacji pracuje się ciężej (jak choćby tu w komentarzach), ale mam nadzieję, że jednak to Państwo dostrzegają. Tym razem akrobatyka dotyczy zbliżających się Świąt. Stajemy na głowie, aby jak największa liczba studentów obroniła się jeszcze w 2014 roku.
W związku z ostatecznym wejściem w życie nowego (w zasadzie obecnego, bo już nie tak nowego) Regulaminu studiów pod koniec września posypały się skreślenia związane z niezłożeniem na czas pracy magisterskiej. Zaraz po fali skreśleń nastąpiła fala mobilizacji, której efektem była fala wznowień. Biorąc pod uwagę czas na napisanie recenzji i procedury związane z przygotowaniem pracy do obrony, kulminacja fali kolejnej - obron - przypadła na grudzień.

Nigdy dotąd, a przynajmniej jak wynika z obrazka, nigdy w ciągu ostatnich pięciu lat, nie było w DSM aż tylu obron prac magisterskich. Zamiast dwa razy w tygodniu, komisje tworzone są w zasadzie prawie każdego dnia, nierzadko zdarzają się dwie równoległe, a czasami nawet trzy równoległe. Wówczas jedna z komisji urzęduje w pokoju dziekańskim (to również a propos akrobatyki, ponieważ wówczas Dziekani urzędują w przedpokoju, a dodatkowo wchodzący i wychodzący studenci, promotorzy i recenzenci wywołują pewien chaos komunikacyjno-administracyjny).
Dużo komisji to dużo pracy. Na biurku Kierownik Kasi Zając piętrzą się stosy prac. Prace do obrony trzeba ułożyć pod promotora - tzn. jeżeli dany promotor ma kilka prac stara się wszystkie wyłuskać (i to dosłownie, bo jest to proces złożony; Asystentki toku prowadzą różnych studentów, również mają swoje stosy prac; czarodziejskiej kuli służącej do odgadywania ile prac promotora X znajduje się w danym momencie w Dziekanacie i gdzie brak). Kolejną ekwilibrystyką jest dopadnięcie egzaminatora z ekonomii. O ile nie ma problemu z przewodniczącymi (bo się zgłaszają i jest ich wielu) i promotorami (bo być muszą), egzaminatorów z ekonomii jest kilku i nie zawsze mają cały dzień wolny, aby spędzić go na obronach. Dalej trzeba reagować na tzw. żywioł - zamiast wziąć honorowo sprawy w swoje ręce promotor je rozkłada, mówiąc że nie ma recenzenta i nie wie, skąd znaleźć zastępstwo, albo student się nie pojawia na obronie, nikogo o tym nie informując, albo [tu można wpisać dowolne zrządzenie losu]. Nieczęsto, ale zdarza się, że obrony zaczynają się o 7:00, bo student bądź promotor nie mogą inaczej i wtedy Pani Kasia wciska ich na siłę do grafiku. Bywa, że z tego samego powodu obrony trwają do 17:00, albo i dłużej.
Tym bardziej ponawiam apel (groźbę?) sprzed kilku dni. I mam nadzieję, że dla większości magistrantów to będą jednak udane Święta :)

Współpraca statystyczna: mgr inż. Katarzyna Zając

11 gru 2012

Czy dziekan straszy?

Franek, być może przyszły dziekan
Na choinkową relację przyjdzie jeszcze trochę poczekać. Na razie materiał fotograficzny obejrzeli wolontariusze i pracownicy Dziekanatu. Zanim jednak o Choince przejdźmy do… fotela. Wiem, że część czytelników zna mnie jako autorkę postów meblarskich, ale tym razem rzecz o szczególnym, można by rzec najważniejszym meblu w całym dziekanacie: o fotelu Dziekan(ki) Kachniewskiej. Najpierw jednak dwa słowa wyjaśnienia. 

Po pierwsze, Dziekan(ka) Kachniewska bardzo lubi robić zdjęcia. Chyba nawet nie tylko z tego powodu, że robiąc je, sama pozostaje poza obiektywem. I tak, część zdjęć została zrobiona spontanicznie, a część była pozowana (jest jeszcze mikroczęść mniej profesjonalna – kiedy udawało mi się wyrwać Dziekan(ce) aparat, narażając się na posądzenie o pracowniczą niesubordynację). Zdjęcia w fotelu dziekańskim należały niewątpliwie do części pozowanej. Jednak były pozowane bez musu, a nawet z zaangażowaniem i przyjemnością. 

I teraz po drugie – uchylmy rąbka tajemnicy: w choinkowej imprezie wzięły udział dziekanatowe dzieci. Miały bardzo ważne zadanie, gdyż ubierały naszą choinkę. Dzieci przybyło siedmioro – jedno, już dawno pełnoletnie – przyprowadziło ze sobą dwójkę własnych dzieci (pisząc prościej: przyszły też wnuczęta). Dziekan(ka) Kachniewska zaproponowała im nie lada sesję fotograficzną: w fotelu dziekańskim. 

Fotel jak fotel. Czarny, z bodaj brązowymi poręczami i na kółkach. Biurko jak biurko – z odzysku z gmachu F. A jednak sam fakt, że jest to miejsce pracy Dziekan(ki) SGH sprawił, że wszystkie dzieci ochoczo ustawiły się w kolejce do zdjęcia. Każde dumnie wskakiwało na fotel, a następnie robiło najbardziej srogą i poważną minę, jaką się tylko dało. Kilka raz prawie pękł obiektyw. Pytanie, być może retoryczne, brzmi – czy Dziekan jest straszny?

5 lis 2012

Wybory

Bez obaw - ostatnia rzecz na jaką miałabym chęć, to wikłanie się w rozgrywki wyborcze samorządowych aktywistów. Jest jednak kilka punktów (sugestii zmian), które mogłyby ułatwić życie studentom i w których współdziałanie Samorządu i Dziekanatów (DSL i DSM) jest pożądane. Zamiast tego czytam o obietnicach, które nie mieszczą się nie tylko w kompetencji SS, ale nawet samych Dziekanów.

Najbardziej jednak przygnębia przekonanie, że sprawy studenckie należy "wywalczyć" w dziekanatach. Starałam się już poprzednim (odchodzącym) władzom SS wskazać takie obszary, w których ścisła współpraca Dziekanatów i studentów jest obustronnie korzystna. Przyszli biznesmeni powinni chyba rozumieć, jak bardzo zasada win-win sprzyja efektywności działań. 

Jednym z najbardziej palących problemów jest brak przedsiębiorczej i aktywnej osoby, która wzięłaby na siebie ciężar reprezentowania grupy studentów anglojęzycznych. Pani Dziekan Podedworna-Tarnowska nie traci nadziei, że wśród prawie 10 tys. studentów naszej prestiżowej uczelni znajdzie się jedna osoba władająca angielskim i skłonna wspomóc zagubionych kolegów. Ja z kolei nie tracę nadziei, że SS zacznie reprezentować interesy studentów niestacjonarnych i wytypuje aktywnego przedstawiciela tej grupy. 

Przydałby się też ktoś, kto zainteresowałby się sprawą jakości i dyscypliny prowadzenia zajęć oraz terminowości zgłaszania zmian w tym zakresie przez wykładowców. Tego typu sprawy często trafiają do dziekanatów dopiero po dłuższym czasie, kiedy bezradni studenci zaczynają pisać rozpaczliwe maile. Opór przed zgłaszaniem tych przypadków dziekanom jest dość silny (choć chyba nigdy nie dałam powodów do podejrzeń, że studenci z tego tytułu mieliby się liczyć z jakimikolwiek nieprzyjemnościami). Niewątpliwie łatwiej byłoby zgłaszać takie sprawy przedstawicielowi Samorządu.

Ważny aspekt - poruszany przez Dziekana Morawskiego na łamach ostatniej Gazety SGH - to kwestia jakości obsługi studentów. DSL ma przynajmniej trochę przestrzeni - tam można marzyć o obsłudze przy stolikach. W DSM - półmrok, ciasnota, niedostatek okienek. Nie ma też pomieszczenia dla obsługi procesu przygotowania i drukowania dyplomów. 

Kontrast z sąsiadującym oddziałem banku jest uderzający. Nie przekonają mnie argumenty, że bank prowadzi działalność komercyjną a Dziekanat nie. Dziekanat jest wizytówką SGH - uczelni, która pobiera niemałe opłaty od studentów niestacjonarnych i duże dotacje za kształcenie studentów stacjonarnych. Dopóki ktoś nie udowodni, że oddział banku przynosi większy dochód niż studenci - będę walczyła o porównywalne warunki obsługi. A jeśli oddział banku lepiej się opłaci - to dlaczego nie zamkniemy SGH i nie otworzymy samych okienek bankowych?

Nietrudno zauważyć, że lepsze, większe i porządnie wyposażone pomieszczenia dziekanatu (w tym sprawne komputery i drukarki) to ukłon tak w stronę pracowników, jak i studentów. Całkowita zbieżność interesu. Uczelnia niedługo napotka na poważny problem - Dziekanat dławi się już ilością akt osobowych, których nie ma gdzie archiwizować...

Oczywiście głos dziekana to wołanie na puszczy. Ale żądania niezadowolonych klientów - to inna para trampek. Na razie wszystko, co mogłyśmy zrobić z Prodziekan(k)ami, to takie zmiany w dziekanacie i jego otoczeniu, które nie wymagały wsparcia finansowego uczelni. (Od razu rozwiewam przekonanie, jakoby Uczelnia dołożyła choćby złotówkę do naszych działań w mediach społecznościowych. Takie pytania padały np. w wywiadach radiowych). 

Niestety zabiegi o wyposażenie i godne warunki obsługi studentów - to przedsięwzięcia, których same nie zdołamy zrealizować. Pozostaje liczyć na to, że nowe władze SS zechcą nas wreszcie wesprzeć...

29 paź 2012

Niech żyje Marylka!

zdj. kgs

Jak Wam wiadomo od dłuższego czasu trwało poszukiwanie bezpiecznego i możliwie estetycznego pojemnika na podania. Pudełko przygotowane przez Dziekan Górak-Sosnowską nie spotkało się z należytym uwielbieniem, a zamówienie urny przeciąga się w czasie. Skrzynki na listy dostępne w OBI są zbyt małe. Na Allegro znalazłam brytyjską skrzynkę pocztową, ale okazała się za droga. I wtedy na scenę wkroczyła Pani Marylka.

Panią Marylkę znacie słabo, bo nie pracuje bezpośrednio przy okienku. Jest za to jednym z najważniejszych pracowników DSM - to od niej zależy jakość Waszych dyplomów. Ona wyłapuje błędy na Waszych kontach w WD, wydzwania do Was całymi dniami, żeby wyprosić aktualne nazwisko, pertraktuje z Wami, który kierunek ma się pojawić na dyplomie itd. A przy tym jest tak cichą i skromną osóbką, że nikomu nie przyszłoby do głowy, że od niej zależy wydruk jednego z najważniejszych dokumentów RP - dyplomu magisterskiego!

No i nasza skromna Pani Marylka (naprawdę Marianna Barczyk) zdradziła się, że może zdobyć skrzynkę na listy, która powinna pomieścić formularze A4. Jako Dziekanka zawstydziłam się, że tak słabo znam potencjał ludzki, którym przyszło mi zarządzać.

Od dzisiaj nie musicie sterczeć w kolejce, żeby złożyć podanie. Zapewniam, że te składane w skrzynce będą rozpatrywane z należytą uwagą, ale polecam Waszej uwadze wskazówki, które przyspieszą rozpatrywanie podań:
  1.  proszę przed złożeniem podania sprawdzić w spisie tutaj, kto jest Waszą asystentką toku i na odwrocie podania podać jej nazwisko (lub złożyć podanie w kopercie z nazwiskiem asystentki). W przeciwnym razie zacznie się sprawdzanie, co to za student, kto ma jego teczkę etc. Podanie nazwiska asystentki wiele przyspiesza!
  2. pamiętajcie o swoich danych (imię, nazwisko, nr albumu)
  3. sprawdźcie aktualność hasła do swojej poczty w domenie sgh.waw.pl - gdyby podanie wymagało lepszej motywacji lub załącznika - asystentka toku będzie mogła Wam o tym przypomnieć mailowo
  4. jeśli składacie podanie z załącznikiem to koniecznie w kopercie, żeby był komplet (wtedy proszę nazwisko asystentki podać na kopercie)
Podziękowania dla Pani Marylki, która dźwigała skrzynkę do metra w dzień śnieżny i zimowy, można zamieszczać w formie komentarza do wpisu, lub na liścikach bezpośrednio wrzucanych do skrzynki :-) Może wreszcie zapanujemy nad chaosem w tym naszym DSM pod wezwaniem św. Augiasza...

26 paź 2012

Nowe szaty pokoju dziekańskiego

Wystrój Dziekanatu nie należy do najważniejszych z punktu widzenia studenta tematów, ale dla nas jest bardzo istotny. Od początku września Dziekanat stał się naszym miejscem pracy - nierzadko całymi dniami.

W ciągu niecałych dwóch miesięcy pokój dziekański przeszedł metamorfozę. Z dawnego wystroju pozostały tylko zielonkawe rolety i kilka czarnych krzeseł (w różnym stanie). DSM wszedł w posiadanie:
  • jednego biurka dziekańskiego (na zdjęciu), stołu (na zdjęciu) z XI piętra gmachu F (oba meble wyglądają jak nowe). 
  • gigantycznej (2,4 m wysokości) szafy wnękowej (kawałek widać na zdjęciu) z VII piętra gmachu F. Na szafach wnękowych skorzystała także jedna z katedr z mojego Kolegium - dwie sztuki przejechały kilka dni temu do gmachu przy ul. Wiśniowej. 
  • regału (sztuk 1) - brakuje mu szyby, ale to specjalnie nie razi.
  • dwóch biurek prodziekańskich - wyproszonych od pewnej firmy spod Warszawy.
  • słynnego kwietnika, odmalowanego siłami prodziekańskimi.
Ponadto wykładzina (jedyny fabrycznie nowy element zakupiony przez SGH) i coraz liczniejsze rośliny doniczkowe (dary Biura Współpracy z Biznesem i Dziekan Podedwornej-Tarnowskiej). Dostajemy także rośliny od znajomych oraz asystentek toku. Nad aranżacją terenów zielonych jeszcze pracujemy...

Koszt zmian (pomijając wykładzinę) = 0 złotych. Koszt ludzki: mnóstwo dobrej woli, kilkaset pokonanych schodów w gmachu F, praca mięśni (wnoszenie nowych, wynoszenie starych, montaż). Efekty można oglądać od dzisiaj na dyżurach dziekańskich :-)

Wielkie podziękowania należą się Pani Teresie Janiszewskiej, admnistratorce gmachu F, która nie tylko weszła ze mną na XI piętro, ale doradziła jak logistycznie i montażowo rozwiązać sprawy meblarskie. (Przy okazji drobna reklama: w gmachu F nadal do wzięcia jest duży, bardzo ładny brązowy stół oraz 3 szafy wnękowe. Zdjęciami i wymiarami służę.)

PS: W dalszych planach meblarskich niespodzianka! Nie urna (bo te są po 300-800 zł), ale i nie papierowe pudełko na podania...

12 paź 2012

Po drugiej stronie biurka

Dziekan posiada różne umiejętności
Dzisiejszy dzień pracy zaczął się, jak zwykle, tuż po 7:30, jednak tym razem już o tej porze (a raczej mimo tej pory) doszło do poruszenia w pomieszczeniach Dziekanatu. Dzięki tajemniczej firmie jesteśmy w posiadaniu dwóch starych-nowych biurek, które w dniu dzisiejszym przyjechały do nas, na nie nasz koszt (co dodatkowo miłe) spod Warszawy. Dwa wiśniowo-brązowe biurka oznaczały ostateczne zerwanie z szarą, chłodną tonacją a jednocześnie kompletne przemieszanie układu funkcjonalnego i umeblowania Dziekanatu. 

Aby rozwiać wszelkie spekulacje (niektórzy koledzy pytali mnie już nawet o procedurę załatwiania) powtarzam, że nie są to nowe meble, ani nie jest to komplet, a raczej brązowa zbieranina różnych niechcianych przez inne jednostki elementów w tonacji od wiśni po orzech, które docelowo mamy zamiar skomponować w ciepły i przytulny pokój dziekański. W poniedziałek chaosu ciąg dalszy, gdyż udało się nam uzyskać wykładzinę (tym razem nowa, dzięki wsparciu Działu Logistyki), którą trzeba będzie położyć, zanim nastąpi montowanie szafy wnękowej - którą również udało się uzyskać.

Zmiany w pokoju dziekańskim przełożyły się na zmiany w sekretariacie. Przede wszystkim usunęliśmy wielkie, szare, wysokie na ponad metr biurzysko, które stało tuż naprzeciw drzwi wejściowych i przy którym staraliśmy się przyjmować studentów na dyżurach, jeżeli pokój dziekański był akurat zajęty. Jedynym sensownym układem choreograficznym było stanięcie bokiem i oparcie się o jego zewnętrzną ścianę lewym ramieniem oraz zaproponowanie studentowi zrobienia tego samego, tylko ramieniem prawym. Teraz na wejściu jest byłe biurko Dziekan Kachniewskiej (nowe można zobaczyć na zdjęciu powyżej), do którego w czasie dyżuru będzie można dostawić po drugiej stronie lub z boku krzesło dla interesantów. Ulga nie tylko funkcjonalna, ale i dla nóg, zwłaszcza że moje dotychczasowe dyżury (raptem 2, ale zawsze) trwały po 2 godziny. 

W Dziekanacie, w części zewnętrznej, w korytarzu tuż za drzwiami pojawił się nowy element - szare biurko z krzesłem. Założyłyśmy, że może takie biurko przyda się Wam podczas pisania podań (zawsze to lepiej i ładniej niż na kolanie). Czekamy na Wasze uwagi - jest to oczywiście mebel opcjonalny, który zawsze można usunąć. 

A na zewnątrz DSM można obejrzeć pozostałość poprzedniego układu, czyli wspomniane biurzysko. Czeka je najpewniej już tylko kasacja.

Ciąg dalszy prac meblarskich i dekoratorskich nastąpi. Dla nas jest to nie tylko nadzieja na to, że będziemy pracować w cieplejszym i przytulniejszym, po prostu naszym miejscu, ale także chwila oddechu w codziennej rutynie biurowo-administracyjnej; nawet jeżeli ze ścierką w ręku.

Współpraca techniczno-aranżacyjna: prof. dr hab. Magdalena Kachniewska, dr Dorota Podedworna-Tarnowska, mgr Barbara Kraszewska, mgr inż. Katarzyna Zając oraz p. Marianna Barczyk.

2 paź 2012

Brzydkie kaczątko, czyli obiecany kwietnik

Kwietnik przed i po
Z dzisiejszej inauguracji najbardziej zapamiętałam jedno ze zdań końcowych o brzydkich pokojach, w których mieszkają brzydkie dzieci. W tym momencie zaczęłam intensywnie zastanawiać się nad stanem urody naszego dziekanatu (choć pozostaje mi wierzyć, że nie jesteśmy już dziećmi, więc ta zasada się do nas nie stosuje).

Jako że dziekanat - zarówno na poziomie władz, jak i pracowników - jest silnie sfeminizowany, jednym z zadań drugoplanowych, jakie sobie postawiliśmy, jest zamiana jego wyglądu. Nie jest to zadanie proste, więc pewnie na jednym poście się nie skończy. Ale przynajmniej zacznę opowieść.

Zmiana wyglądu przy zerowym budżecie własnym to nie lada wyzwanie. Po intensywnych poszukiwaniach dowiedziałyśmy się o istnieniu kilku sztuk mebli w gmachu F, porzuconych przez mieszczące się w nim niegdyś katedry. Najciekawsze meble znajdowały się na XI piętrze, do którego trzeba było dostać się na piechotę. Plusem w tej wyprawie był aspekt sprawnościowy i estetyczny, bo jednak nie ma to jak widok z klatki na panoramę Al. Niepodległości. Od zeszłego tygodnia udało się nam spowodować przetransportowanie jednego regału, biurka i kwietnika - oczywiście każdy mebel jest z innej parafii, ale nie ma co wybrzydzać. Przynajmniej w miarę pasują kolorystycznie. Choć w miarę to kwestia umowna.

Na razie prezentujemy kwietnik, który został własnoręcznie przemalowany przez władzę prodziekańską (czyli mnie). Niedługo zostanie zapełniony roślinami - częściowo tymi, które ostały się w gmachu F, a częściowo sadzonkami z Biura Współpracy z Biznesem, bo ponoć istnieje tam lokalna plantacja. Kwietnik może nie być najciekawszym tematem z punktu widzenia funkcjonowania Dziekanatu, ale manewry meblarskie kosztują nas również sporo wysiłku. Mam również nadzieję, że choć trochę rozwieją krążące po sieci plotki na temat budżetu DSM. Wspomniany kwietnik był już po tzw. kasacji. Farba i pędzel pochodzą ze środków pozauczelnianych. Praca własna również.

29 wrz 2012

DSM na A1

Nowa tablica informacyjna przed DSM. Format A1
Faktycznie długo się zastanawiałyśmy nad wejściem w social media. Z jednej strony oznacza to zagrożenie otwarcia swoistej puszki Pandory - piętrzących się skarg i zażaleń, nad którymi nie zapanujemy. Nie mamy mocy nadprzyrodzonych, ani ponadbudżetowych środków. Z drugiej strony jest to jednak pewien kanał komunikacji, który może trafić lepiej niż suchy (bo taki musi być) komunikat wywieszony w gablocie, czy na stronie internetowej, a przede wszystkim pokazać Dziekanat od drugiej, pozaokienkowej strony (bo tak w zasadzie okienka stanowią jedynie ułamek codziennej rutyny).

Etap hura-entuzjazmu i 'genialnych' pomysłów mamy już chyba za sobą. Każdy z nas - czy to student, czy wykładowca - może wskazać absurdy, które mu przeszkadzają w funkcjonowaniu na uczelni. Sama wielokrotnie się zastanawiałam, dlaczego jeszcze nikt nie wpadł na to, aby zmienić [cokolwiek]. Sęk w tym, że już byli tacy, co wpadli, ale nie ma jak tego zrobić. Powodów wymienić można wiele.

Teraz, po niecałym miesiącu, jesteśmy chyba na etapie entuzjazmu (już bez hura, bo się nie da przy tym tempie pracy) i główkowania, co można zmienić, czy można, jakim kosztem i co z tego wyniknie. Czasami udaje się w miarę prosto i szybko, czasami nawet samo rozpoczęcie prac wymaga żmudnych papierogodzin (czyli godzin spędzonych na czytaniu dokumentów).

Jedną z takich małych zmian dosyć prostych jest wspomniane A1. Uzyskaliśmy od Biura Współpracy z Biznesem tablicę koło drzwi wejściowych, wymieniając ją na gablotę vis a vis banku. Mała rzecz, a cieszy.