Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język polski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język polski. Pokaż wszystkie posty

10 gru 2012

Dziekanka i antydziekan

Zabawy językoznawcze osiągnęły punkt kulminacyjny. O zdanie w sprawie wyższości dziekany nad dziekanką (bądź odwrotnie) zapytałam prof. dr hab. Jerzego Bralczyka, wiceprzewodniczącego Rady Języka Polskiego. Z naszej blogowej perspektywy istotne wydaje się również to, że prof. Bralczyk jest również blogerem (choć prowadzi wideoblog, a nie taki zwyczajny jak nasz). 

Jak na razie ukuty przez Dziekan(kę) Kachniewską neologizm nie ma szans na szersze przyjęcie się w polszczyźnie (mimo argumentacji genderowej i zgodnie ze wcześniejszą linią obrony językoznawców), nawet jeżeli zadomowiło się w części DSM. Według prof. Bralczyka,
„Dziekanka” brzmi niepoważnie, przy tym kojarzy się z pewnym miejscem w Warszawie. U nas mówiło się wprawdzie „dziekanica”, ale trudno to doradzać, bo zdecydowanie pejoratywne. Oczywiście najlepsze to "Pani Dziekan" i tyle. W społeczności akademickiej naruszanie tradycji jest szczególnie ryzykowne... 
Znacznie bardziej niż dywagacje nad dziekaną i dziekanką zainteresowało prof. Bralczyka to, czy – skoro mamy w dziekanacie prodziekanów – nie znalazłby się także antydziekan. Może i do tego etapu kiedyś dojdziemy. 

PS: Ciekawe, że niektórzy wykładowcy określani są jako prostudenccy, za to chyba słowo „antystudencki” nie funkcjonuje (?). 

PPS: W rozważaniach nad przedrostkami pro- i anty- interesująca jest „teza”. Z dodatkami znaczy bowiem nie odwrotność, ale coś zupełnie różnego (proteza vs. antyteza).

7 gru 2012

O żeńskich końcówkach

fot. Jan Bajtlik
W rozważaniach językoznawczych wkraczamy na grząski, genderowy grunt. To znaczy dla mnie grząski, bo z racji zainteresowań naukowych, dosyć często wypowiadam się na temat kobiety w islamie, a ostatnio zainicjowałam (i sfinalizowałam) publikację zbiorową o queerach w świecie islamu. Z feministkami się znam, chadzam na imprezy, ba - jedna jest moją przełożoną - ale ponoć mam niedorozwinięty zmysł feministyczny. Mimo to postaram się zrekapitulować ciąg dalszy dyskusji o dziekance i dziekanie.

Oba głosy, które przedstawię, są zdecydowanie za żeńską końcówką. Problem pojawia się tylko w jej wyborze. Jak twierdzi prof. dr hab. Joanna Mizielińska z Instytutu Socjologii SWPS, słowo "dziekanka" dotyczy jednak przede wszystkim urlopu. Co więcej, nie lubi
tworzenia zawodów żeńskich przez dodanie -ka, bo to jest zdrabniające i niewykluczone, że same kobiety tego nie lubią przez to; zaś filozofa, magistra, doktora, to zupełnie co innego.
Wracamy zatem do opcji dziekana, przytaczanej zresztą jako dopuszczalna przez dr. Klimiuka (choć w tym wypadku działały, myślę, raczej pobudki lingwistyczne, a nie psychologiczne). Prawdziwą jednak burzę rozpętał mgr Jacek Duda stwierdzeniem, że przyrostek -ka jest deprecjonujący. Doczekał się sążnistej polemiki od Agaty Kowalskiej - dziennikarki i wydawczyni w Radiu TOK FM:
Ależ skąd! To takie stwierdzenia nas deprecjonują – powinny zakrzyknąć Norweżki, przedszkolanki i tancerki, piekarki, traktorzystki, programistki, maszynistki i opozycjonistki. I studentki! I dziekanki! [i Kaśki! – przyp. KGS]
Niestety, pan mgr Duda ma nieco racji: tyle że nie w warstwie językowej problemu, ale w warstwie społecznej. W dyskusjach o nazwach zawodów żeńskie końcówki określane są jako „niepoważne”, „dziwaczne”, „dziecinne” itd, itd. Pytanie brzmi, czy to wina nieszczęsnego przyrostka, czy też postrzegania kobiet. Zwłaszcza kobiet, które weszły do zawodów i objęły stanowiska tradycyjnie przypisane mężczyznom.
To -ka w słowie dziekanka, psycholożka, socjolożka i biolożka przypomina o obecności kobiet w życiu naukowym, społecznym i publicznym. To -ka jest ważne jak parytety, prawa wyborcze i ustawy antydykryminacyjne. To -ka jest częścią procesu emancypacji kobiet pozwalającego im na równych prawach korzystać z edukacji, władzy i życia społecznego, z życia poza domem. 
Zarówno prof. Mizielińska, jak i red. Kowalska odnoszą się do zmian w języku. To, co obecnie brzmi sztucznie, być może niedługo stanie się normą. Co więcej, część żeńskich końcówek na stałe zagościła w naszym języku wraz z pojawieniem się kobiet – socjolożek, lekarek, profesorek – na uniwersytetach. Kto wie – może zatem niedługo kolej na dziekany, albo dziekanki? Jeżeli przyjęłaby się ta druga opcja to SGH niewątpliwie dzierżyłaby palmę pierwszeństwa.

3 gru 2012

Dziekanka, dziekana...

fot. women power
Błogosławieństwem (przekleństwem?) języka polskiego jest bogactwo składni. Ot, proste zdanie „Samochód wyprzedził tramwaj” może być rozumiane na dwa zasadniczo odmienne sposoby. Nie inaczej z tytułem niniejszego wpisu, choć sprawę zdaje się ratować przecinek. Bez niego byłaby dziekanka (urlop) wydana przez dziekana, albo dziekanka, na którą udał się sam dziekan. 

Czytelnicy tego bloga wiedzą jednak, że słowo „dziekanka” ma jeszcze jedno znaczenie i odnosi się do Dziekan Studium Magisterskiego. W tym kontekście przecinek wydaje się jeszcze bardziej niezbędny. 

No dobrze. A co ze słowem „dziekana”? Otóż pojawiło się jako kontrpropozycja dla „dziekanki”. Aby urozmaicić blog, ale także ze względu na własne braki językoznawcze, zaprosiłam do skomentowania tej kwestii mądrzejszych od siebie.

Zacznijmy od rozważań językoznawczych. Według dr. Macieja Klimiuka z Katedry Arabistyki i Islamistyki UW słowo dziekan jest dwurodzajowe, a przypisywanie mu wyłącznie rodzaju męskiego jest błędne. Zastanawiam się, skąd dominacja rodzaju męskiego. W końcu w SGH jest 12 (pro)dziekanów i 7 (pro)dziekan, czyli tylko 2,5 brakuje do pełnego parytetu. 

Jeżeli dr Klimiuk miałby wybierać, to 
formę żeńską od słowa „dziekan” powinniśmy utworzyć za pomocą sufiksa -a, a nie (…) z sufiksem -ka, gdyż wyraz „dziekanka” funkcjonuje już w języku polskim w innym znaczeniu i wprowadza niepotrzebne zamieszanie. Natomiast wyraz „dziekana” jest w pełni uzasadniony, tworzony analogicznie jak imię żeńskie „Romana” od „Roman”. 
Mniej przejednany jest mgr Jacek Dudablogujący doktorant w Instytucie Slawistyki UW. Według niego słowo „dziekan” w ogóle nie powinno być używane w formie żeńskiej „jako że nie ma przyrostka, który byłby odpowiedni. -ka jest deprecjonujące, -ica z kolei nacechowuje negatywnie stylistycznie”. Muszę przyznać, że nigdy nie myślałam w ten sposób w kontekście słowa „Kaśka”, a i mam nadzieję, że nie pomyśli tak bohaterka postu Lwica u wrót dziekanatu

Mgr Duda przeciwny jest także formie „dziekana”, tym razem z pobudek akustycznych, gdyż „brzmi mi ona jak przesuwanie paznokciem po styropianie/szybie”. Ech, gdyby był wiedział, że promotor jego pracy magisterskiej w SGH stanie się Dziekanką… 

Kolejne głosy w zabawie trochę językoznawczej, a trochę genderowej, ale przede wszystkim naszej – blogowej – już wkrótce!