Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pełnomocnictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pełnomocnictwo. Pokaż wszystkie posty

15 cze 2016

W imieniu

Póki co działają Państwo znacznie częściej „w imieniu” niż w np. „w imię” i to właśnie odmianom tego pierwszego chciałabym poświęcić niniejszy wpis. Działają Państwo „w imieniu” w dwóch zasadniczych formach – 1:1 i 1:X. W pierwszym przypadku jedna osoba działa w imieniu jednej osoby, w drugim – jedna deklaruje, że reprezentuje interesy wielu osób. Obie formy bywają problematyczne: 

Forma 1:1 wymaga w niektórych przypadkach notarialnego upoważnienia (dotyczy to np. odebrania dyplomu), w niektórych w zasadzie nie jest możliwa (np. wizyta mamy na dyżurze dziekańskim, która martwi się o postępy w nauce swojego syna i liczy, że uzyska informacje na zasadzie wywiadówki w szkole, chyba że pełnomocnictwa udzieli mamie pełnoletni student), a w innych zupełnie niepotrzebna (nie ma np. potrzeby posiadania pełnomocnictwa, aby wrzucić podanie do skrzynki jako posłaniec– choć, proszę mi wierzyć, i taki przypadek się zdarzył). Pełnomocnictwo może być ogólne lub szczegółowe, ale zakładam, że to wiedzą Państwo lepiej ode mnie z wykładów z prawa. 

Forma 1:X jest o tyle problematyczna, że najczęściej opiera się na deklaracji. Piszą Państwo do Dziekanatu „w imieniu studentów”, a czasami nawet „w imieniu wszystkich studentów”. Problem polega jedynie na tym, że ci inni studenci mogą nie być tego świadomi… Innymi słowy, jeżeli widzę podanie: „w imieniu studentów kierunku FiR…” nie tylko nie wiem, ilu studentów (Dwóch? Dwunastu? Dwustu?...), ale również jakich studentów. Wiem, że występowanie w formie 1:X daje większą siłę, ale jest to tylko siła pozorna. Nadal nie wiem, co kryje się pod X. Właśnie m.in. (acz niewyłącznie) z tego powodu jedno podanie nie doczekało się pozytywnej decyzji – złożył je student w imieniu „wszystkich studentów”, a dotyczyło przesunięcia realizacji przedmiotu prowadzonego przez wykładowcę zewnętrznego. Przypuśćmy, że zgodzilibyśmy się na to. Wówczas jednak dowolny inny student z tej grupy, twierdzący, że pełnomocnictwa nie udzielał, nadal zachowuje prawo do zrealizowania tego przedmiotu w pierwotnym terminie. W efekcie mamy dwa identyczne kursy (i podwójny koszt dla szkoły). 

Oczywiście w obu przypadkach są stosunkowo proste rozwiązania. W pierwszym najlepiej upewnić się, czy i jaka forma pełnomocnictwa jest wymagana, a w drugim – pozbierać podpisy zainteresowanych osób. Wówczas faktycznie będą Państwo działać w imieniu, a przede wszystkim zwiększą szansę na rozpatrzenie sprawy.

11 kwi 2013

Rodzic w Dziekanacie

fot. ARABIA.pl
Oczywiście nie chodzi mi tutaj o pracowników Dziekanatu, wśród których można spotkać nie tylko rodziców, ale nawet i babcie, ani też o studentów, którzy łączą naukę z macie- bądź tacierzyństwem. W żadnym z tych wypadków rola rodzica nie jest w centrum relacji stanowionej, tzn. między nimi a Dziekanatem. Nawet jeżeli studentka będąca matką wnioskuje np. o urlop wychowawczy to nadal ona jest stroną w swojej sprawie i występuje jako studentka a nie matka. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy do Dziekanatu przychodzi rodzic w imieniu swojego dziecka – studenta. 

Pierwszy, formalny problem pojawia się już na wstępie, jest to kwestia umocowania. Rozumiemy, że zbieżność nazwisk jest nieprzypadkowa, ale skoro student jest pełnoletni nie może być reprezentowany przez rodzica, a także ciotkę, koleżankę, męża, czy sąsiada. To nie jest wywiadówka w szkole. Po prostu nie mamy prawa udzielać osobie trzeciej informacji na temat tego, czy innego studenta, nawet jeżeli są spokrewnieni, mają wspólny fragment kodu DNA, czy mieszkają pod jednym dachem. Koniec i kropka. Rodzicom, którzy często specjalnie zwalniają się z pracy, aby przyjść do okienka, albo na dyżur, trudno to zrozumieć. Na tym etapie pomocne może być skorzystanie z FAQ (sekcja „varia”) i przygotowanie pełnomocnictwa. Drodzy Studenci, jeżeli chcecie oszczędzić swoim wysłannikom nerwów i rozczarowania – zapoznajcie się proszę z tą informacją. 

O ile student stosuje na dyżurze różne strategie, większość rodziców przyjmuje wyłącznie strategię obrońcy interesów swojego dziecka – skądinąd naturalną, ale utrudniającą niekiedy komunikację („sama pani rozumie, ja jako matka…”, albo nawet: „na moim miejscu zrobiłaby pani to samo…”). Ja rozumiem, że rodzic zna swoje dziecko od małego i wie, jak się uczyło w szkole podstawowej, jakie ma zalety, o czym marzy i jak się stara to zrealizować, ale my w Dziekanacie mamy wgląd w akta i oceny studenta. Ta sama osoba pełni równocześnie dwie role społeczne – dziecka i studenta, ale nas interesuje tylko ta druga. 

Zdarza się, że dziecko-student prezentuje rodzicowi wyidealizowany obraz swoich studenckich dokonań. Tym większy dysonans, a strategia obrońcy interesów przekształca się w obronę mitu. Jednak częściej występuje zwyczajna luka informacyjna – skąd bowiem osoba trzecia ma znać zawiłości, jakie pojawiły się na studenckiej drodze. Większość spraw rodzicielskich kończy się zatem w ten sam sposób: w efekcie rozwiązywane są na linii student – Dziekanat, z pominięciem dodatkowego ogniwa.