14 lis 2013

Konkurs

www.świadomieoatomie.pl
Czasu niewiele, ale dopiero dzisiaj trafiłam na link podrzucony przez jedną z doktorantek współpracujących z Dziekanatem, której dawny wpis znajdziecie np. tutaj.

Ania podrzuciła tym razem info o konkursie zamieszczonym na stronie "świadomie o atomie"(nawiasem mówiąc są tam też konkursy dla kadry naukowej - młodszej i starszej). Osią konkursu jest energia atomowa, ale zadania konkursowe dotyczą bardzo różnych dziedzin, w tym gospodarki turystycznej, socjologii, ekonomii, komunikacji społecznej.

Zachęcam w szczególności "bardziej moich" studentów (bardziej moi to ci, którzy poza tym, że studiują na studiach mgr, realizują przedmioty lub seminaria mgr pod moją opieką ;-) do realizacji zadań konkursowych. Niezależnie od wyników konkursu, przygotowane prace można wysłać do mnie: na podstawie oceny ich zawartości będą uwzględniane w punktacji z przedmiotów, które otworzyłam w bieżącym semestrze.

13 lis 2013

Nieobecności na zajęciach: od słowa do czynu

Nie tak dawno temu, bo dwa wpisy niżej Dziekan(ka) Kachniewska wyrażała swoje ubolewanie w związku z nieobecnościami i spóźnieniami wykładowców na zajęcia. Problem ten dotyczył głównie Dzieci gorszego Boga, czyli studentów studiów niestacjonarnych sobotnio-niedzielnych. 

Dziekan(ka) wspominała również, że narzędzia, jakimi dysponuje DSM w zakresie mobilizowania nieobecnych są dość ograniczone – jest to w zasadzie wyłącznie kontakt z danym prowadzącym, ewentualnie z jego kierownikiem, w celu wyjaśnienia sytuacji. Chociaż narzędzie to w wielu przypadkach okazuje się skuteczne, to jednak ograniczone jest w jeszcze jeden istotny sposób: możemy reagować wyłącznie na pisemne podanie studenta. Z tym bywają jednak problemy. 

Dlatego zachęcamy do wypełnienia ankiety przygotowanej dla studentów studiów niestacjonarnych przez Samorząd Studentów, dotyczącej nieobecności i innych czasowych nie powinności wykładowców na studiach sobotnio-niedzielnych. Umożliwi ona oszacowanie skali problemu, a ponadto pomoże lepiej zdiagnozować miejsca zapalne. Student jest identyfikowany według ankiety na podstawie numeru indeksu, która to informacja ma być przekazana wyłącznie do dyspozycji władz Uczelni. Ma to zapobiec zbyt frywolnemu korzystaniu z ankiety (i osłabić ewentualne pretensje niektórych wykładowców). 

A zatem – do dzieła! – choć pisząc te słowa mam szczerą nadzieję, że będzie go jak najmniej.

8 lis 2013

Dwie propozycje do przemyślenia

Źródło: gcl.com.pl
Propozycja pierwsza wpłynęła na moje konto w portalu LinkedIn i dotyczy stażu w dziale marketingu firmy HRS Polska - jednego z wiodących portali rezerwacji hotelowych w Polsce. Zainteresowanych proszę na razie o kontakt ze mną - skieruję Państwa do właściwej osoby, z którą będzie można omówić minimalny czas stażu i możliwość praktycznego połączenia nowych obowiązków ze studiami.

Ponieważ w minionym roku miałam przyjemność pracować w kilku komisjach rekrutacyjnych u różnych pracodawców, proszę poważnie wziąć sobie do serca kilka uwag (przed jakąkolwiek rozmową rekrutacyjną!):
  1. pozornie oczywiste sprawy: opracowanie frapującego CV z porządnym zdjęciem i opisem wszelkich doświadczeń (nawet jeśli to jest letnia praca przy sianokosach)
  2. założenie sensownego adresu mailowego (marysia11c, to dość wątpliwa inwestycja)
  3. przemyślany list motywacyjny odwołujący się do znajomości firmy i zakresu jej działania 
  4. a co z tego wynika - przynajmniej podstawowa wiedza o firmie, w której zamierzają Państwo podjąć staż lub praktyki
Zmorą komisji rekrutacyjnych są kandydaci, którzy nie mają wyobrażenia, na czym będzie polegała praca, o którą się ubiegają. Tymczasem takie pytanie ma na celu m.in. sprawdzenie Państwa inteligencji i wyobraźni. Można nie wiedzieć na 100%, na czym polega praca doradcy personalnego - ale jak można ubiegać się o to stanowisko, jeśli na pytanie: "Jak Pan sądzi, jaki będzie Pański zakres obowiązków?" delikwent odpowiada "Nie mam pojęcia, ale bardzo zależy mi na tej pracy".

Jeśli więc ktoś zamierza zgłosić się na staż do HRS (nie wiem, jakie są warunki, ale zespół jest fantastyczny i młody!) to niech wygoogla sobie cokolwiek, żeby błysnąć na rozmowie (bez obaw - mnie tam nie będzie). Na początek jakiś zamierzchły wpis z bloga dla praktyków :-)

Druga informacja jest bliższa światu nauki: w SGH wreszcie zostanie wdrożony projekt naukowo-dydaktyczny "Ekoinwestycje w mieście". Pierwsi wykładowcy i doktoranci wyjeżdżają na staże naukowe już w tym roku kalendarzowym, a pierwsze wykłady zostaną opracowane i włączone do oferty w przyszłym semestrze. Na razie jeszcze nie ustalono, jak będzie wyglądał nabór studentów na zajęcia i jakie kryteria kwalifikacyjne zostaną przyjęte, ale projekt jest duży (na początek 2 razy 40 studentów - pierwsza grupa od lutego).

Studenci, którzy ukończą tę specjalność międzykierunkową, poza dyplomem SGH uzyskają certyfikaty ukończenia specjalności i gwarancję stażu naukowego (plus stypendium) w partnerskich ośrodkach zagranicznych.

Na razie odbyło się pierwsze posiedzenie Komitetu Sterującego - dlatego proszę wybaczyć mi te szczątkowe informacje. Ale ponieważ jestem, za przeproszeniem, członkiem KS, więc będę trzymała rękę na pulsie. Lada chwila opracowane zostaną informatory dla studentów, które na pewno przekażę Państwu oficjalną drogą (www). 

Informacja first minute jest po prostu bonusem dla czytelników bloga ;-)

7 lis 2013

Nieobecność nieusprawiedliwiona i blady strach

Tym razem nie chodzi o studentów opuszczających lektoraty lub ćwiczenia, ale o wykładowców. Moja wiara w etykę pracy padła już dawno pod naporem skarg studenckich. I nawet nie o to chodzi, czy jestem w stanie pomóc, czy wykładowcy przejmują się uwagami dziekanów, czy reagują na prośby o wyjaśnienia. Rzecz w tym, że jestem zażenowana, kiedy muszę kierować takie zapytania do wykładowców.

Od 20 lat pracuję w SGH i nie zdarzyło mi się opuścić zajęć nie zapewniając zastępstwa lub jakiejkolwiek formy ich odpracowania. Dlatego złość mnie dławi, kiedy jeden z profesorów tłumaczy mi cierpliwie, że mam "zawyżone standardy moralne" i powinnam zrozumieć, że "na wykładach świat się nie kończy, przecież ważna jest też praca naukowa". Prowadzę badania naukowe, opracowuję ekspertyzy, bywam na konferencjach i seminariach naukowych, staram się publikować (nawet teraz, kiedy praca w dziekanacie nie pozostawia czasu na pisanie w ciągu dnia). Prowadzę też doradztwo dla firm, zajmuję się pracą społeczną i staram się (nieudolnie) pełnić obowiązki domowe, choć na szczęście synowie cenią sobie coraz bardziej moją permanentną nieobecność w domu :-) O blogach nawet się nie wypowiadam, bo ostatnio częściej pisuje Pani Dziekan Górak-Sosnowska, taktownie nie wypominając mi tego, że ją zostawiłam samopas. 

A jednak nie wyobrażam sobie 50 minutowych spóźnień na zajęcia (to rekord odnotowany w tym roku), opuszczenia 3 wykładów z rzędu (bez uprzedzenia studentów i bez zgłoszenia tego faktu w DSM), zakończenia wykładu po 10 minutach z informacją, że jestem pracownikiem banku (na eksponowanym stanowisku) i niestety muszę lecieć.

Odrębna sprawa, to moje wielokrotnie ponawiane prośby o zgłaszanie podobnych patologii do DSM. Przewodniczący Samorządu Studentów, którego prosiłam o wsparcie uprzedził mnie, że może być problem, bo studenci obawiają się ewentualnego odwetu wykładowców. Rok temu pewnie bym się żachnęła: Jaki odwet! Mówimy o elicie intelektualnej narodu! Przecież wszystkim nam zależy na jakości! I jeszcze kilka głodnych kawałków w podobnym stylu...

Ale przez ten rok poznałam tak szokujące przypadki ludzkich zachowań i reakcji, że obawy studentów wydają mi się zrozumiałe. Niemniej bez Waszych zgłoszeń nie tylko nadal będziemy tkwić w fałszywym przekonaniu, że wszystko jest OK, ale przede wszystkim nie uda się niczego uporządkować. Studenci będą tracili kolejne godziny zajęć i w najlepszym przypadku po obronie napiszą mi długi gorzki list. Dostałam takowy w ub. tygodniu od Pana Wojtka. Wspomniany absolwent obronił się... cztery lata temu. Teraz ma swoją firmę i jedyną więzią, jaka jeszcze łączy go z SGH jest... lektura naszego bloga :-)

Tylko pojedynczy studenci mają odwagę pisać na bieżąco, ale dzięki temu przynajmniej można podjąć jakieś działania, a w skrajnych przypadkach (ignorowanie moich maili przez wykładowcę, a nawet jego kierownika) - poprosić o pomoc Prorektora do spraw studentów i dydaktyki. Zapewniam, że każda z tych interwencji obywa się bez ujawniania nazwisk studentów, ale zarazem podkreślam, że na pomoc Rektora mogę liczyć wyłącznie wtedy, kiedy otrzymuję pisemne i podpisane informacje. W przeciwnym razie Rektor słusznie podkreśla, że to jednak tylko pogłoski - nawet jeśli huczy od nich na FB.

Najciekawszy przypadek miał miejsce w minionym tygodniu. Grupa studentów, która straciła po 3 tygodniach nadzieję na to, że odbędzie się wykład (wykładowca nie dawał znaku życia) zdecydowała się złożyć formalną zapytanie, jakie będą dalsze losy wykładu. Kilka dni później jedna ze studentek przybiegła do DSM z prośbą o zwrot pisma, wyjaśniając wprost, że "studenci wystraszyli się". 

Skarga jednak została w DSM, wykładowca też się znalazł i rozwalił nas wszystkich wyjaśnieniem, że przez trzy tygodnie pojawiał się na zajęciach, ale studentów nie było... Okazało się, że pomylił sale, nie pomyślał o tym, żeby zajrzeć do harmonogramu i upewnić się, droga do DSM też najwyraźniej była zbyt długa. Poza tym doszedł do wniosku, że studenci zapisali się na wykład, ale na niego nie chodzą. Tu ponownie wytknę, że SGH jest jedyną znaną mi Szkołą na świecie, w której studenci regulaminowo zagwarantowali sobie prawo do nieobecności na wykładach. Szokuje to nawet zagranicznych studentów. Mnie też, chociaż ja akurat cenię sobie fakt, że studenci głosują nogami.

Po raz kolejny proszę - zgłaszajcie wszelkie przypadki niesolidności, bo tylko wtedy można próbować zmierzyć się z tym problemem. Każda stracona minuta zajęć ma wymierną wartość: można ją określić w złotych (na podstawie kosztu jednego ECTS, za który musicie płacić np. powtarzając semestr), albo przekładając stracone pod drzwiami auli godziny na to, co moglibyście robić, gdybyście z góry zostali uprzedzeni, że wykład musiał zostać odwołany.

W przeciwnym razie Wasz brak działania zemści się na Was nie tylko poprzez te wymierne straty, ale także poważniejsze konsekwencje. Właśnie odwiedził mnie dyżurze student, który domagał się zwolnienia z opłaty za przedłużenie złożenia pracy magisterskiej, bo przez pół roku nie mógł zastać na konsultacjach swojego promotora. Promotor nie potwierdził tej wersji, sytuacja jest patowa (może student brzytwy się chwyta?), a wystarczyło kilka miesięcy wcześniej zgłosić problem i nie doszłoby może do podobnej sytuacji.

Najgorsze są przypadki, kiedy połowa studentów denerwuje się marnowaniem ich czasu, a druga połowa ma to w nosie, bo wie, że u danego profesora łatwo się zalicza. Niestety takie przypadki nie należą do rzadkich i trafiały już nawet na nasz blog.

Trudno jest Was rozgryźć i wcale mi na tym nie zależy. 
Pytanie, na czym Wam zależy....

6 lis 2013

Okolicznościowa garść statystyk – październik 2013

fot. mashi
Październik to czas wzmożonego ruchu nie tylko w Dziekanacie (i przed – w kolejce), ale i na blogu. 17 wpisów zobowiązuje. Czas zatem na powrót do okolicznościowych statystyk. 

W ubiegłym miesiącu najbardziej interesowały Państwa sprawy bieżące, z terminem realizacji na październik. Było ich całkiem sporo. Najważniejsza – oświadczenia w systemie POL-on nadal są (ponad 1,4 tys. wejść + na podstronę o POL-onie kolejne 1,6 tys.), inne już dawno powinny być załatwione, jak zgłoszenie seminarium magisterskiego (1,3 tys. wejść), czy przepisywanki między zajęciami (ponad 800 wejść), czy wreszcie kwestia protokołów i warunków (ponad 1 tys. wejść). 

Drugą kategorię wpisów cieszących się zainteresowaniem stanowiły przypadki z życia prodziekana – zarówno prywatnego (które zostało wystawione na poważną próbę na imprezie – ponad 1 tys. wejść), jak i służbowego – dyżurowego (również ponad 1 tys. wejść). 

Nadal najczęściej zaglądają Państwo do nas przez Facebook (2,8 tys. w URL i 4,7 tys. w odsyłaczach) i Googla (odpowiednio 1,3 tys. i 3,9 tys.). Trzecie miejsce zajmuje witryna SGH – po kilkaset wejść z różnych podstron DSM. W tym miesiącu moją szczególną uwagę przykuł pewien dziwny serwer, z którego odnotowałyśmy ponad jedno wejście dziennie. Po kliknięciu okazało się, że są tam same nieubrane panie, a strona reklamuje się jako „the best adult site!”. Związku przyczynowo-skutkowego (ani odwrotnego) do tej pory nie mogę się doszukać. I niech lepiej tak zostanie.

4 lis 2013

Czarny dyżur

Niby jest lepiej, bo trwał tylko ponad dwie godziny, ale jednak dzisiejszy dyżur był wyjątkowo ciężki. W zasadzie wiedziałam, że tak będzie. To pierwszy dyżur po ostatecznym, finalnym i niepodważalnym końcu przepisywanek. Niby raptem 4 dni za późno, w tym 3 to weekend i/lub święto, a jednak robią zasadniczą różnicę. Od dzisiaj przepisywankom mówimy stop (właściwie powiedzieliśmy już dawno, ale teraz minął faktycznie termin). 

Znowu próbowali Państwo różnych strategii, choć po pierwszych trzech osobach rozpatrzonych na nie, tłumaczyłam ogółowi kolejki, że jest po terminie i można liczyć wyłącznie na brak zgody. Zazwyczaj wysłuchują Państwo, że zgody nie ma, a następnie rozpoczynamy całą misterną grę „a może jednak” ewentualnie w wersji: „może coś by się jednak dało zrobić”, albo: „ja rozumiem, że to moja wina, ale może…”, a nawet: „Pani może wszystko” lub „czy Pani to naprawdę robi różnicę…” i wreszcie „niech Pani będzie człowiekiem”. I tak w kółko (gdy wracaliśmy po raz trzeci do tego samego początku argumentu mówiłam dość, zwłaszcza że przecież zawsze można się odwołać od mojej decyzji). 

Chyba tylko dwie osoby przyjęły do wiadomości jak jest i już (w tym jedna nieco przesadnie, bo chyba się na mnie obraziła; wyszła zamaszyście bez „do widzenia”). Była jedna studentka, która powiedziała, że muszę ją dopisać, bo przecież ona tu studiuje (I semestr, zero zapisów na jakiekolwiek zajęcia, więc pozwoliłam sobie zapytać, na jakiej podstawie twierdzi, że studiuje, skoro nie jest zapisana na żadne zajęcia). Były też łzy. Nie zdradzę ile. A, i jedna osoba przyszła dzisiaj prosić o przedłużenie mając z wnioskowanego przedmiotu już dwie oceny niedostateczne (czyli tak naprawdę prosiła o podwójną niemożliwość), ale to był akurat ciekawy przerywnik. 

Strasznie nie lubię być na nie. Nie cierpię powtarzać, że nie – nie ma takiej możliwości, tak – naprawdę jest po terminie, tak – termin minął pod koniec października, tak – wiem, że to było niedawno, nie – naprawdę nie ma takiej możliwości… Nie znoszę też prawić kazań: trzeba było sprawdzać pocztę, trzeba było zadeklarować wszystkie przedmioty na czas, trzeba było pofatygować się wcześniej na jakikolwiek dyżur któregokolwiek dziekana, trzeba było… Ale wiem jedno – nie czuję się jak wielokrotny winowajca, choć patrząc na niektóre wbijane we mnie spojrzenia niewątpliwie powinnam.

3 lis 2013

Gratulacje Pani Magdo!

Największym zmartwieniem w dziekanacie jest absolutny brak czasu na jakiekolwiek zajęcia poza bieżącą obróbką spraw studenckich. Rzadko mamy okazję nawet zorganizować półgodzinne spotkanie, tak żeby wszyscy pracownicy mogli spokojnie omówić istniejące problemy, pomyśleć o jakichkolwiek usprawnieniach, zmianie procedur etc. Nie ma mowy o jakichkolwiek koncepcjach - ograniczamy się zazwyczaj do antykoncepcji, w tym gaszenie pożarów i przeciwdziałanie różnym patologiom. Z mizernym zresztą skutkiem zważywszy, że od początku roku skreśliłam już kilkudziesięciu studentów (z różnorodnych przyczyn), a - gdybym miała taką możliwość - powinnam skreślić co najmniej tyluż wykładowców (za opuszczanie zajęć, za niezłożone protokoły, za kilkutygodniowe nieobecności w Szkole). W przypadku (pro)dziekanów dodatkowym wyzwaniem jest konieczność równoległej pracy akademickiej (wykłady, prace naukowe, udział w konferencjach), na co trudno się zdobyć po kilkugodzinnym dyżurze albo całodziennym przekoywaniu się przez papiery i regulamin.

Tym milej jeśli wydarzy się cokolwiek, co świadczy o tym, że nasz świat nie zamknął się na podaniach, skreśleniach i wznowieniach. Mniej więcej rok temu emocjonowałam się sukcesami Pani Prodziekan Górak-Sosnowskiej (która zresztą często ma okazję promować markę SGH własnymi osiągnięciami). 

Teraz powodem do radości jest doktorat jednej z pracownic. Pani (teraz już dr) Magda Szybiak jest najlepiej znana studentom zagranicznym, ponieważ pod jej opieką znajdują się wszystkie programy wymiany międzynarodowej i studiów anglojęzycznych. Dla mnie jest to dodatkowo osoba bezcenna z powodu niezwykle solidnego podejścia do pracy, niesłychanej cierpliwości i opanowania, co w dziekanacie jest niesłychaną wartością.

GRATULACJE PANI MAGDO!!!!!!!!!!

Radość radością, choć martwię się, że Pani Magda może zechcieć szukać czegoś więcej niż praca biurowa, tym bardziej, że jest ponad miarę obciążona obowiązkami, w których nie bardzo może ją ktokolwiek zmienić. Poza tym każdy z nas chciałby skomercjalizować osiągnięcia. Na razie jednak cieszę się jej sukcesem i liczę na wsparcie i rozsądek Kanclerza SGH ;-)

PS: 
Żeby nie było, że Dziekanka zagrzebała się w podaniach - ja też mam na koncie pewien sukces - może nie tej miary co doktorat, ale jednak. Otrzymałam właśnie informację, że książka "Rynek turystyczny. Ekonomiczne zagadnienia turystyki" (w której powstaniu mam niebagatelny udział) zdobyła nagrodę Rektora Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. 

Pozdrawiam Poznań, Pana Rektora i serdecznie dziękuję :-)