12 wrz 2015

I co teraz?!

Mniej więcej taki jest wydźwięk kilku rozczulających zapytań mailowych, jakie otrzymałam w ciągu ostatniego tygodnia od studentów, którzy nie dopełnili obowiązku złożenia deklaracji semestralnej w terminie. 

O terminach Pani Dziekan Górak-Sosnowska przypominała na blogu (konkretnie tutaj), a także na stronie Dziekanatu, w Wirtualnym Dziekanacie oraz - po raz pierwszy w historii SGH - drogą sms-ową (o czym zresztą także była mowa na blogu). Przy takiej liczbie kanałów informacji nie znajduję kompletnie żadnego usprawiedliwienia dla osób, które zlekceważyły swój (bądź co bądź regulaminowy) obowiązek. Chyba, że oczekują Państwo jeszcze osobistego zaproszenia, bukietu kwiatów lub gratisów wręczanych przy okazji logowania się do WD. Jeśli tak, to poproszę o formalny wniosek za pośrednictwem Samorządu, bo nie wiem, czy JM Rektor SGH zdecyduje się na takie wydatki.

Niepodjęcie studiów w terminie będę traktować wprost, jako podstawę dla skreślenia delikwenta z listy studentów. Być może przewlekłe leczenie szpitalne lub rehabilitacja po operacji przekonają mnie, że deklarowanie przedmiotów zeszło na dalszy plan (bo na zasięg sieci chyba jednak nie powinny mieć wpływu), ale proszę nie rozczulać mnie załączonymi do podań marnymi zwolnieniami od internisty lub dentysty. Nie rozumiem, dlaczego wizyta u stomatologa, nawet jeśli oznaczała (jak to wyjaśnił wnioskodawca) bolesną ekstrakcję zęba, miałaby zablokować na kilka dni możliwość skorzystania z systemu deklaracji. Tym bardziej, że (owszem - sprawdziłam!) rzeczony pacjent przejawiał całkiem normalną aktywność na FB (także w dniu owej ekstrakcji).

Dalekie wojaże - chyba bardzo dalekie zważywszy na rozległy zasięg sieci internetowej - na pewno są ciekawsze niż meldowanie się w systemie deklaracji i być może ja też dokonałabym podobnego wyboru. Dlatego uszanuję Państwa preferencje: jeśli ktoś woli podróżować niż uczyć się, to pozostaje mi tylko zwolnić obieżyświata z przykrego obowiązku studiowania w SGH. 

(Co ciekawe - Pan, który mnie zapewniał, że w owym czasie podróżował po Mongolii i NAPRAWDĘ nie miał zasięgu, w tym samym terminie zamieszczał na FB swoje zdjęcia... z londyńskiego pubu. Jestem nowoczesna i wierzę, że dzisiejsze technologie umożliwiają bilokację. W zupełności wystarczyłoby jednak, gdyby deklaracji semestralnej dokonało to wcielenie, które miało dostęp do sieci w Londynie.)

Najbardziej wzruszyło mnie wyjaśnienie "zapomniałem". Choć nie najlepiej świadczy to o naszej Alma Mater - tak łatwo ją wyrzucić z pamięci, że nawet sms-y nie pomogły....


8 wrz 2015

Przedwczesne prośby

Kwestia przedłużenia sesji egzaminacyjnej była już przedmiotem licznych wpisów na naszym blogu, toteż odsyłam Państwa do archiwum, celem wyszukania interesujących przypadków lub analogii. Jedyny wyjątek muszę uczynić dla absurdalnego podania "o przedłużenie sesji", które wpłynęło do DSM w pierwszych dniach września, czyli przed rozpoczęciem drugiego terminu sesji. Co prawda wpis o takim przypadku też już się pojawił, ale autorem owego podania jest student wyjątkowo kreatywny i najwyraźniej planujący doktorat z prawa, więc na wszelki wypadek przedstawię Państwu jego argumenty, żeby w przyszłości móc odsyłać innych równie kreatywnych do niniejszego wpisu.

Po pierwsze przypominam, że wniosek o przedłużenie terminu sesji należy złożyć dopiero po zakończeniu II jej terminu, ponieważ wcześniej najzwyczajniej w świecie nie jestem w stanie ustalić, czy studentowi przysługuje przedłużenie sesji (choroba?, kolizja przedmiotów?), czy też kwalifikuje się do poprawki.

W odpowiedzi na podobne przypomnienie, Pan Kreatywny poinformował mnie, że w ogóle nie zamierza podchodzić do egzaminu w II terminie, ponieważ... jest w tym czasie na wczasach z rodziną. Uznał zatem, że przedłuży sobie (bo ja tego na pewno nie zrobię) sesję i zda wtedy, kiedy mu to będzie pasować. Podkreślił też, że jako klient SGH oczekuje indywidualnego traktowania.

No cóż w kwestii aż tak wybitnych indywidualności pozostaje chyba tylko odwołanie do JM Rektora (trudno wyobrazić sobie większą atencję niż przypadek studenta, nad którym pochyla się sam Magnificencja). Regulamin milczy w kwestii jednostek wybitnie zindywidualizowanych, ale jak najbardziej przewiduje sytuację studenta, który nie skorzysta z przysługujących mu dwóch terminów sesji. Taka osoba może wnioskować o powtarzanie semestru lub (jeśli rzecz dotyczy jednego przedmiotu) o wpis warunkowy na kolejny semestr. Z regulaminem nie polemizuję i każdej z tych zgód chętnie udzielę.

Podsumowując - podania o przedłużenie sesji składane przed jej zakończeniem (a tym bardziej przed jej rozpoczęciem) będą rozpatrywane negatywnie ze wskazaniem na brak podstaw do ich rozpatrzenia. A wnioski, które wpłyną po zakończeniu sesji, będą rozpatrywane pozytywnie tylko wówczas, gdy student załączy stosowne dokumenty (wypis ze szpitala, kopię zgłoszenia kolizji egzaminów itp.).

4 wrz 2015

Wakacyjny luzik w DSM

Zacznę rzecz jasna od wyjątku z maila studenckiego, który otrzymałam we wtorek: "(...) więc może mógłbym wpaść do Pani Dziekan bez żadnych formalnych zapisów, bo moja sytuacja jest wyjątkowa i nie może czekać do października. Jeżeli jest już Pani Dziekan w Warszawie, to chciałbym skorzystać z tego, że i tak wakacyjny luzik (...)"

Forma tej "prośby" jest faktycznie mało formalna i chyba tylko wakacyjny luzik może uzasadnić taki sposób zapisywania się na dyżur dziekański. Ale skorzystam z pretekstu, żeby pokazać, jak wygląda wakacyjny luzik z drugiej strony okienka.

Zazwyczaj na pół godziny przed otwarciem dziekanatu ustawia się kolejka studentów, którzy coś tam zaniedbali, zapomnieli etc. Przyznam, że te kilkadziesiąt osób, które zagląda do DSM każdego dnia, ma się nijak do tłumów przewalających się przez "okienka" w czasie roku akademickiego (szczególnie w pierwszych tygodniach semestru). Ale pozorna cisza nie oddaje tego, co się dzieje w środku - a trwa właśnie ostatni etap prac "porekrutacyjnych", czyli przekazywanie kilku tysięcy teczek do właściwych asystentek w DSM. 

Jako Dziekan mam to szczęście, że nie dźwigam koszy wypełnionych papierem, ani nie wertuję każdej teczki odrębnie w poszukiwaniu (czasem bezowocnym) podstawowych dokumentów (np. świadectwa dojrzałości albo dyplomu licencjackiego) bez których po prostu nie wolno przyjąć studenta na studia magisterskie. Otóż, jako Dziekan mam natomiast zaszczytną funkcję "świstaka": otwieram (dwukrotnie, bo dwa egzemplarze) każdą umowę sprawdzam, czy została podpisana przez kandydata, podpisuję się obok niego, zamykam umowę, odkładam i sięgam po następną. W poniedziałek zrobiło mi się niedobrze po 2 godzinach tego ogłupiającego zajęcia, a dobiła mnie informacja, że ta góra papieru, którą przerobiłam to dopiero setka nowych studentów. 

Na tym tle radośnie i beztrosko wyglądają narady w sprawie nowych zasad przyznawania stypendiów oraz sprawozdań statystycznych dla Ministerstwa, dzięki którym kilka tysięcy naszych studentów nie musi płacić za studia. Ale w środę maksymalnie czas nam wypełniło najlepsze wydarzenie tego tygodnia oraz kilku ostatnich lat!!!!: decyzja Kanclerza SGH o sfinansowaniu remontu sal obron :-)

Radość moja nie zna granic, bo chociaż roboty będzie sporo, to koszmar tych sal był bezmierny i w moim odczuciu przyczyniał się do kiepskich wyników niektórych obron. Zniszczone wykładziny, brudne ściany, obrywające się lampy i szkaradne meble stanowiły zaiste wyśmienite tło dla jednego z najważniejszych wydarzeń w czasie studiów. Kilka lat temu prosiłam o wsparcie w walce o remonty ówczesnych przedstawicieli Samorządu Studenckiego, ale uzyskałam odpowiedź, że "Samorząd nie zamierza mieszać się do polityki inwestycyjnej Dziekanatu". Szczęśliwie nigdy potem nie trafiła się równie arogancka ekipa karierowiczów studenckich i kolejni przedstawiciele Samorządu wspierali mnie we wszystkich wysiłkach, ale sale obron faktycznie na długie lata wypadły z listy priorytetów, jako "zachcianka Dziekanki".

Niby prawda, że przeciętny student odwiedza salę obron raz w życiu, a egzamin magisterski budzi wielkie emocje niezależnie od otoczenia, ale jednak niektórzy męczą się w otoczeniu szpetoty. Poza tym miewamy też "nieprzeciętnych studentów", którzy:
  • poprawiają (czasem kilkakrotnie) egzamin magisterski
  • realizują więcej niż jeden kierunek studiów
Przynajmniej oni docenią zmiany ;-)

A zmiany będą spore, bo zmieni się także układ pomieszczeń (jedne drzwi się zamuruje, inne wykuje :-) Komisje  egzaminacyjne spędzające dłuuuugie godziny w tych klitkach poczują się nieco lepiej i może łaskawszym okiem spojrzą na zdających. 

A pierwszy powakacyjny rzut obron zaczynamy już 21 września!!! Powodzenia!

3 wrz 2015

Stypendialny deadline i ważne zmiany

Termin składania wniosków o stypendia naukowe jest znany od dłuższego czasu, bo informacja ukazała się jeszcze przed wakacjami - ale dla wszelkiej pewności przypominam, że wnioski o Stypendium Ministra należy złożyć osobiście w Dziekanacie Studium Magisterskiego w nieprzekraczalnym terminie do 5 października 2015 r. Nieprzekraczalny termin to taki, którego nie można przekroczyć - to chyba niezbyt oczywiste, skoro co roku trafia się jakaś zapłakana sierotka, która po twardym "nie" zamienia się w rasową jędzę.

Twarde "nie" wynika z tego, że przydługi proces biurokratyczny nie kończy się w Dziekanacie, tylko dopiero zaczyna. Dokumenty po weryfikacji trafiają do biura Rektora SGH, który decyduje o wprowadzeniu sprawy danego studenta na posiedzenie Senatu SGH. Dopiero po pozytywnej opinii Senatu dokumentacja przesyłana jest do Ministerstwa. Ponadto ze względu na znaczące zmiany wprowadzone w tym roku rozporządzeniem Ministra radzę nie czekać do ostatniej chwili (czyli do 5 X), bo w razie konieczności uzupełnienia dokumentacji nie będą mieli Państwo czasu tego uczynić.

A zmiany dotyczą tak meritum, jak i kwestii formalnych. Zmienił się charakter wniosku - dotychczas wnioskodawcą był student, a Rektor opiniował wnioski. W tym roku po raz pierwszy Rektor występuje z wnioskiem do Ministra o przyznanie stypendium wybranym studentom. Zadaniem studenta jest natomiast skompletowanie dokumentacji, która ma wywołać takie "wow", żeby Rektor zechciał delikwenta umieścić w swoim wniosku!

"Wow" jest ważne i niełatwe do osiągnięcia, ponieważ w tym roku po raz pierwszy kryterium przyznawania stypendium są wyniki naukowe a nie średnia. Ze szczegółami proszę się zapoznać na stronie Ministerstwa. W szczególności proszę zwrócić uwagę na punkt IV, definiujący "Osiągnięcia brane pod uwagę przy ocenie wniosków" oraz punkt V określający "Tryb ubiegania się o stypendium przez studenta", w którym wymieniono m.in. dokumenty potwierdzające uzyskanie wybitnych osiągnięć. Bez ich skompletowania, nawet nie mają Państwo po co zabierać czasu Rektorowi, bo źle przygotowany wniosek zostanie odrzucony ze względów formalnych. Stąd zresztą moje przypomnienie i uwaga, żeby nie czekać do 5 października, bo "w razie co" sami zamkną sobie Państwo szansę uzupełnienia dokumentacji.

Serdecznie proszę też, aby nie zamęczali nas Państwo pytaniami o średnią ("czy mieszczę się w 5% najlepszych studentów?") ponieważ w tym roku nie ma ona żadnego znaczenia. A Artystę, który poprosił mnie mailowo o "streszczenie wymagań Ministra", bardzo proszę o skorzystanie z linku do informacji. Co prawda rzeczony Artysta wyjaśnił mi, że "nie jest w stanie przebrnąć przez ten wykaz" i "nie ma pojęcia, jakie dokumenty w końcu powinien złożyć", ale wydaje mi się, że przy takim poziomie intelektualnym i tak trudno będzie uzyskać stypendium naukowe, więc to żadna strata... (może język rozporządzenia służy właśnie selekcji naturalnej?)

1 wrz 2015

Konkurs na esej

Ponownie wpis gościnny - tym razem na prośbę Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM).

Wspólnie z Ambasadą Brytyjską oraz Ambasadą Szwecji w Polsce, PISM organizuje drugą edycję konkursu dla studentów na esej dotyczący Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP). 

Celem konkursu jest popularyzacja wśród studentów problematyki umowy handlowej UE-USA. 

W konkursie mogą wziąć udział wszyscy studenci zarejestrowani na polskich uczelniach wyższych. 


Autorzy najlepszych esejów otrzymają nagrody: 
  • wyjazd studyjny do Londynu i spotkanie z ekspertami zaangażowanymi w negocjacje TTIP (pokrycie wszystkich kosztów)
  • trzymiesięczny staż w PISM
  • publikacja zwycięskiego eseju na blogu PISM
  • voucher na jedno ze szkoleń organizowanych przez Akademię PISM
  • uczestnictwo w gali wręczenia nagród w Ambasadzie Szwecji w Warszawie. 
Prace należy przesłać w terminie do 15 listopada 2015 r. na adres ttip@pism.pl. 
 
W razie jakichkolwiek pytań zachęcam do kontaktu telefonicznego: +48 22 556 80 71/09 lub mailowego pod adresem ttip@pism.pl. 
 
Informacja na temat konkursu zamieszczona jest również na stronie internetowej PISM
 
Wszelkie aktualne informacje mogą też Państwo uzyskać na stronie konkursu na Facebooku.
 

23 sie 2015

Zasłona dymna

Studenci ostatniego semestru wiedzą, że za 8 dni mija termin złożenia pracy dyplomowej. Większość z nich wie również, że można ten termin wydłużyć o miesiąc, do końca września, składając do Dziekanatu stosowne podanie. Piszę 'większość', bo pewna studentka nie tak dawno temu prosiła mnie o interwencję, ponieważ jej promotor jest na wakacjach do końca miesiąca, ignorując to, że kończy się jej wtedy termin. Niedoczekanie! 

Ale ja nie o tym. Podań o przedłużenie terminu złożenia pracy dyplomowej podpisuję w ostatnich dniach sporo – zdecydowana większość rozpatrywana jest pozytywnie, bo czemu miałoby być inaczej. Termin przedłużony Państwu przysługuje, o ile tylko o niego Państwo zawnioskują (skąd bowiem inaczej mielibyśmy wiedzieć, że nie zdecydowali się Państwo na przykład na rzucenie studiów?). Jednak niektórzy z Państwa dokładają chyba zbyt wielu starań, aby podanie wyglądało jak prawdziwe Podanie – takie przez duże P. 

Służy do tego tytułowa zasłona dymna stosowanej w podaniach terminologii i stylistyki. Z terminem tym spotkałam się po raz pierwszy na początku swojej pracy akademickiej, gdy pewien zaprzyjaźniony profesor doradził mi, bym pisała artykuły naukowe tak, aby były zrozumiałe dla ludzi i nie kryła się za zasłoną dymną skomplikowanej terminologii. Tworzenie takiej zasłony może bowiem prowadzić do przypuszczenia, że autor nie ma tak naprawdę nic do powiedzenia i z tego powodu stosuje wysublimowane zwroty i frazesy. 

Nie ma potrzeby pisać o szeroko zakrojonych badaniach umożliwiających odpowiednią konceptualizację problemu badawczego, albo głębokich studiach literaturowych (niektórzy piszą o literaturoznawczych, ale to chyba nie ten kierunek) związanych z opracowywaną rozprawą naukową – przecież wiadomo, że chodzi o pisanie pracy magisterskiej. Rozumiem, że szereg czynności związanych z przejęciem obowiązków związanych z objęciem nowego stanowiska w pracy zawodowej (uf!), czasami związany dodatkowo z natłokiem prac lub przypisanych do tego stanowiska zadań, to pewnie po prostu obowiązki zawodowe, albo praca zawodowa. Takie rozbudowane wersje wydarzeń barwnie wyglądają w podaniu i oczywiście czytamy je i się do nich ustosunkowujemy. Ale można to samo napisać nieco prościej. 

Oczywiście na drugim końcu są podania uzasadniające konieczność przedłużenia terminu złożenia pracy koniecznością przedłużenia złożenia pracy, ale to inna historia.

4 sie 2015

Tym razem - dziekan nieodpowiedzialna!

Zacznę od cytatu z e-maila, który otrzymałam wczoraj, kilka godzin po zamieszczeniu wpisu na temat ewentualnego ryzyka związanego z niedotrzymaniem obowiązującego terminu złożenia pracy magisterskiej.

"(...) Nie pojmuję dlaczego w trakcie studiów funduje nam się zmianę regulaminu, o której w dodatku nikt nas nie informuje. Dlaczego zmieniane są warunki umowy, którą podpisałem z SGH. I dlaczego dopiero w środku lata, kiedy nikogo nie ma w Warszawie, jesteśmy informowani o terminie złożenia pracy magisterskiej. Pani jest po prostu nieodpowiedzialna! (...) Zamierzam zwrócić się o pomoc do Samorządu Studentów. Znowu coś się dzieje za naszymi plecami."

Mail był anonimowy, więc nie zamierzam odpisywać autorowi, ale zawarte w nim pytania mogą nasuwać się także innym studentom, więc spróbuję się do nich odnieść na szerszym forum, zanim zadręczą się Państwo pytaniami podbijanymi na FB (swoją drogą - czy nie łatwiej pytać u źródła???)

Zacznę może od ostatniego zdania (pogróżki?) dotyczącego Samorządu. Otóż Samorząd Studentów ma własną - bardzo silną - reprezentację na forum Senatu SGH, a zmiany prawa w SGH dzieją się na poziomie Senatu (uchwały), Rektora (zarządzenia) i dziekanów studiów (instrukcje i procedury). 

Regulacje, które były przedmiotem ostatniego wpisu i zirytowały Anonimka, to nowy Regulamin studiów (czyli uchwała Senatu) oraz nowe Zarządzenie Rektora w sprawie opłat. Przy czym wypada dodać, że sama wysokość opłat także podlega zatwierdzeniu przez Senat SGH. Prawo do zmiany regulaminu oraz poziomu opłat gwarantuje Senatowi statut Uczelni. Zarówno regulamin, jak i wysokość opłat zostały zaopiniowane, a następnie przegłosowane m.in. głosami studenckich członków Senatu. Zakładam też, że Samorząd swoimi kanałami informuje studentów, w jakich pracach i głosowaniach uczestniczy, i jaki jest ich wynik. 

Oczywiście poza kanałami informacyjnymi Samorządu istnieje jeszcze strona internetowa SGH (w tym link do BIP), na której pojawiła się informacja o zmianie i dacie wejścia w życie nowego regulaminu. Dla tych, którzy nie uznają strony www, a bardziej wierzą Facebookowi i mediom społecznościowym, prowadzony jest niniejszy blog i fanpejdż (informacja o nowym regulaminie pojawiła się 26.05, czyli zaraz po Senacie wraz z linkiem do treści regulaminu, dostępnej po zalogowaniu w WD). Tym samym chyba możemy skasować zdanie: Nie pojmuję dlaczego w trakcie studiów funduje nam się zmianę regulaminu, o której w dodatku nikt nas nie informuje.

Oczywiście studentów, którzy rozpoczęli studia pod rządami starego regulaminu, do końca studiów obowiązuje stary regulamin. Nowych studentów (obecnie rekrutowanych) oraz studentów wznawianych po skreśleniu będzie obowiązywał nowy regulamin.

Podobnie nowe tabele opłat, które stanowią integralną część nowych umów, zaczną obowiązywać nowych studentów (od października 2015 roku). Fatalnym wyjątkiem mogą okazać się studenci, którzy z powodu skreślenia i ew. wznowienia, będą musieli podpisać umowy obowiązujące w chwili wznowienia (czyli nowe). Tym samym pytanie "Dlaczego zmieniane są warunki umowy, którą podpisałem z SGH" jest pozbawione sensu, bo nikt nie zamierza zmieniać obecnym studentom ani warunków umowy, ani wysokości opłat.

Pytanie "dlaczego dopiero w środku lata, kiedy nikogo nie ma w Warszawie, jesteśmy informowani o terminie złożenia pracy magisterskiej" - kompletnie mnie rozwaliło. Przypominanie studentowi o terminie założenia pracy nie jest obowiązkiem dziekana ani żadnego pracownika uczelni. Podobnie jak prowadzenie bloga. Ale skoro już ktoś zwraca uwagę na Waszą nieuwagę, to proszę zauważyć, że wpis pojawił się głównie po to, żeby uświadomić rozlazłym autorom, jaka kosztowna może w tym roku okazać się zwłoka w pisaniu pracy magisterskiej.

Nie wiem, jaka politykę informacyjną prowadziłby Anonimek, gdyby zechciał się zabrać do pracy, ale zarzut, że coś "się dzieje za naszymi plecami" jest szczególnie interesujący, zważywszy na fakt, że e-mail Anonimka otrzymałam w odpowiedzi na wpis na blogu. Chyba, że uznać te kilka tysięcy czytelników bloga i fanpejdża za wąskie grono wtajemniczonych znajomych...

W każdym razie mam nadzieję, że ta wąska grupa osób, które mają znajomości w DSM i dostęp do bloga, ukończy studia w terminie, pod starym regulaminem. Za co mocno trzymam kciuki.

PS dzień później 9.08: Autor wczorajszego maila dzisiaj napisał ponownie, ujawniając swoje dane i tłumacząc się z emocji. Przyznam, że mi to bardzo zaimponowało.