Mniej więcej taki jest wydźwięk kilku rozczulających zapytań mailowych, jakie otrzymałam w ciągu ostatniego tygodnia od studentów, którzy nie dopełnili obowiązku złożenia deklaracji semestralnej w terminie.
O terminach Pani Dziekan Górak-Sosnowska przypominała na blogu (konkretnie tutaj), a także na stronie Dziekanatu, w Wirtualnym Dziekanacie oraz - po raz pierwszy w historii SGH - drogą sms-ową (o czym zresztą także była mowa na blogu). Przy takiej liczbie kanałów informacji nie znajduję kompletnie żadnego usprawiedliwienia dla osób, które zlekceważyły swój (bądź co bądź regulaminowy) obowiązek. Chyba, że oczekują Państwo jeszcze osobistego zaproszenia, bukietu kwiatów lub gratisów wręczanych przy okazji logowania się do WD. Jeśli tak, to poproszę o formalny wniosek za pośrednictwem Samorządu, bo nie wiem, czy JM Rektor SGH zdecyduje się na takie wydatki.
Niepodjęcie studiów w terminie będę traktować wprost, jako podstawę dla skreślenia delikwenta z listy studentów. Być może przewlekłe leczenie szpitalne lub rehabilitacja po operacji przekonają mnie, że deklarowanie przedmiotów zeszło na dalszy plan (bo na zasięg sieci chyba jednak nie powinny mieć wpływu), ale proszę nie rozczulać mnie załączonymi do podań marnymi zwolnieniami od internisty lub dentysty. Nie rozumiem, dlaczego wizyta u stomatologa, nawet jeśli oznaczała (jak to wyjaśnił wnioskodawca) bolesną ekstrakcję zęba, miałaby zablokować na kilka dni możliwość skorzystania z systemu deklaracji. Tym bardziej, że (owszem - sprawdziłam!) rzeczony pacjent przejawiał całkiem normalną aktywność na FB (także w dniu owej ekstrakcji).
Dalekie wojaże - chyba bardzo dalekie zważywszy na rozległy zasięg sieci internetowej - na pewno są ciekawsze niż meldowanie się w systemie deklaracji i być może ja też dokonałabym podobnego wyboru. Dlatego uszanuję Państwa preferencje: jeśli ktoś woli podróżować niż uczyć się, to pozostaje mi tylko zwolnić obieżyświata z przykrego obowiązku studiowania w SGH.
(Co ciekawe - Pan, który mnie zapewniał, że w owym czasie podróżował po Mongolii i NAPRAWDĘ nie miał zasięgu, w tym samym terminie zamieszczał na FB swoje zdjęcia... z londyńskiego pubu. Jestem nowoczesna i wierzę, że dzisiejsze technologie umożliwiają bilokację. W zupełności wystarczyłoby jednak, gdyby deklaracji semestralnej dokonało to wcielenie, które miało dostęp do sieci w Londynie.)
Najbardziej wzruszyło mnie wyjaśnienie "zapomniałem". Choć nie najlepiej świadczy to o naszej Alma Mater - tak łatwo ją wyrzucić z pamięci, że nawet sms-y nie pomogły....





