2 paź 2015

W kierunku urlopu

Kolejny zalew podań i kolejny przyczynek do wpisu. Łączę dwa tematy, bo i tak kolejka spraw, które wypadałoby tu poruszyć rośnie w zastraszającym tempie. Bezwzględnie proszę o czytanie regulaminu - to powstrzyma Państwa przed kolejnymi głupstwami, których dokonujecie na własną szkodę.

Najpierw urlopy. Zgodnie z regulaminem studentowi przysługuje nie więcej niż 2 semestry urlopu okolicznościowego, popularnie zwanego dziekanką. Jeżeli nie przekraczają Państwo tego limitu, to w zasadzie udzielam urlopu bez wnikania w szczegóły, chociaż niektórzy chętnie się nimi dzielą. Warunkiem ubiegania się o "dziekankę" jest ukończenie I semestru studiów, przy czym ukończenie oznacza pomyślne zaliczenie sesji (a nie zakończenie planowego okresu trwania semestru - co usiłują mi wmówić co bardziej asertywni studenci).

Generalnie problemem nie jest więc udzielenie urlopu - ale jego ponowne udzielenie. Jeżeli wykorzystane zostały (w jednym ciągu lub oddzielnie) 2 semestry, to kolejny raz nie można wnioskować o urlop okolicznościowy. I nie pomoże wtedy wyjaśnienie, że "wtedy to było na wyjazd do pracy i musiałem na rok", a teraz to "przygotowuję się do ciężkiego egzaminu na prawie" itd. Tak jak pisałam tutaj - dziekan pełni niewdzięczną role strażnika regulaminu, a absolutne wyjątki mogą liczyć na przychylność Rektora (konieczne jest wówczas odwołanie).

Nie udzielę też urlopu okolicznościowego osobie, która nie uregulowała kwestii opłat albo ma zaległe egzaminy. Niezwykle rzadko wydaję zgodę (ale nie jest to niemożliwe) na urlop okolicznościowy z prawem realizacji wskazanego przedmiotu (podejmując decyzję, zwykle biorę pod uwagę średnią skumulowaną).

Inaczej ma się kwestia urlopu zdrowotnego, o który można wystąpić z powodu przewlekłej choroby, długotrwałej rehabilitacji, przeciągającego się pobytu w szpitalu itd. Tu nie wystarczy z kolei opis objawów (a trafiały się takie podania), bo nie jestem lekarzem i nie stawiam diagnozy, ani nie potwierdzam, czy diagnoza samodzielnie postawiona przez studenta jest trafna, czy nie. Bezwzględnie wymagam zaświadczenia lekarskiego, ze wskazaniem postulowanego czasu urlopu zdrowotnego. I czuję się doprawdy zażenowana, kiedy po takiej informacji student i tak próbuje mi opisywać swoje problemy zdrowotne.

W przypadku urlopu zdrowotnego bywa, że po roku nadal niemożliwy jest powrót na studia i w tym przypadku można wnioskować o kolejny urlop zdrowotny (nawet jeśli będzie to łącznie więcej niż 2 semestry).

Niektórzy z Państwa proszą o urlop i zwolnienie z opłat - niepotrzebnie, bo w czasie urlopu nie ponoszą Państwo żadnych kosztów związanych ze studiami. Znowu - wystarczy przeczytać regulamin...

Ponieważ teraz sporo wpisów nasuwa się pod wpływem dyskusji z pierwszakami, to siłą rzeczy muszę poruszyć zagadnienie nr jeden - podania o zmianę kierunku i o II kierunek. W pierwszym przypadku wymagam zgodnie z regulaminem zaliczenia I semestru studiów. Nie pomoże płacz, że "w czasie rekrutacji mi się kliknęło". Jeżeli ktoś aplikował na dany kierunek, wskazując zarazem second best, to zakładam że robił to świadomie. Zmiana planów zawodowych jest jakimś argumentem i nawet mogę próbować uwierzyć, że nastapiła dokładnie między wrześniową rekrutacją a październikowymi zajęciami, ale nie zmienia to faktu, że przygotowania do rozpoczecia semestru mają określone tempo. A zapewniam, że nie chodzi o jedyncze podania - gdyby tak było nie bawiłabym sie w ten przydługi wpis.

Co do drugiej kwestii - Ustawa jasno gwarantuje studentom prawo do nieodpłatnego studiowania na II kierunku (i słusznie się Państwo na to powołują), ale nie nakazuje żadnej uczelni przyjmowania każdego studenta na II kierunek (a próbują mnie do tego przekonać co niektórzy). Tu zastosowanie mają regulacje wewnętrzne, a w SGH jasno wskazują one, że o II kierunek studiów ubiegać się można dopiero po zaliczeniu I semestru studiów.

Podań o II kierunek jest mnóstwo - ich liczba wzrasta na IV semestrze, kiedy studenci uciekają przed niemiłą perspektywą wejścia na nieprzyjazny rynek pracy (nie kryją Państwo tego powodu, a ja go całkiem rozumiem). Pierwszaki także wnioskują o II kierunek (tu chyba grają raczej ambicje albo zachowanie sobie dwóch furtek, gdyby jedna okazała się mało ciekawa). Studentów I semestru odsyłam za pół roku (czyli po pierwszej sesji), a starsze roczniki weryfikuję na okoliczność średniej skumulowanej i ostateczną decyzję uzależniam od jej wysokości (poziom minimalny to średnia 4.0). Dlatego proszę zacząć myśleć o II kierunku zawczasu...

Już teraz uprzedzam też, że mogą pojawić się kolejne ograniczenia w staraniach o II kierunek, ponieważ limit przyjęć na Uczelnię możemy przekroczyć tylko o 10 procent (powyżej pewnej liczby studentów nie otrzymamy dofinansowania studiów). Na to nakłada się zwyczajny problem z zapewnieniem miejsc w grupach studenckich (tegoroczny październik pokazał to z całą brutalnością). Na pewno konieczne jest wprowadzenie limitu czasowego: o ile wnioski o II kierunek rozpoczęty w październiku br. rozpatrywałam pozytywnie nawet 2 tygodnie przez rozpoczęciem zajęć, o tyle w kolejnych semestrach termin ten przesunę i wnioski będzie można składać najpóźniej miesiąc przed rozpoczęciem zajęć w kolejnym semestrze. To pozwoli nam przynajmniej mniej więcej określić zapotrzebowanie na miejsca w grupach.

Jutro pewnie dalsza porcja obserwacji i wniosków z Waszych podań...

Nieetyczny remont ślubu

Jest 6.00 rano i już nie warto kłaść się spać - więc jeszcze na szybko:
Proszę wszystkich Państwa o zapoznanie się z zasadami netykiety - tym razem kładę nacisk na zasady nr 4 i 5. Jeśli w jednej sprawie, od jednej osoby otrzymuję za każdym razem nową korespondencję, to przy dwusetnym mailu w ciągu dnia, jedyne co mogę zrobić, to napisać "nie mam bladego pojęcia o co Pani/Panu chodzi".

Jeśli mają Państwo kilka spraw, nie związanych ze sobą (skarga na nieobecność wykładowcy na zajęciach, wniosek o warunek i pytanie o rozłożenie czesnego na raty) - to proszę napisać 3 odrębne maile. Inaczej może się zdarzyć, że odpowiem na pierwsze pytanie z brzegu i uznam, że sprawa załatwiona.

I błagam - KRÓTKO!!!!!!!! Jeśli ktoś prosi o warunek z "Etyki biznesu" (swoją drogą - jak można było oblać taki przedmiot?????!), to wystarczy jedno zdanie. Remont mieszkania i ślub w sierpniu Państwa zdaniem mogą być na tyle ważne, żeby o nich szeroko się rozpisać, ale zgoda na warunek zależy od tego, czy był on wykorzystany wcześniej w czasie studiów, czy nie. Perypetie związane z brakiem dostępnej sali balowej nie mają żadnego wpływu na moją decyzję.

Dodam też, że wniosek i tak musi być złożony na piśmie z podpisem wnioskującego - więc tego typu maile nie mogą być podstawą rozpatrzenia sprawy.

Zdaję sobie sprawę, że dla każdego studenta jego problem jest wyjątkowy, niepowtarzalny, szczególnie ważny i zapadający w pamięć. Niestety z perspektywy mojej skrzynki mailowej (tylko dzisiaj w nocy ponad 600 maili) - jest to po prostu sterta powtarzających się zagadnień (w połowie źle adresowanych), które staram się przekierować do właściwej osoby lub komórki SGH, albo szybko odgruzować. 

Jeśli sama udzielam odpowiedzi (częściej niestety maile wymagają przekierowania o czym była już mowa), to pytanie wyrzucam potem do kosza i nie mogę przeszukiwać skrzynki po dwóch lub trzech dniach, żeby odtworzyć wątek. Jedyną szansą na to, że przypomnę sobie, o co chodziło, jest historia korespondencji załączana automatycznie, kiedy Państwo "odpowiadają".

Czy naprawdę tak elementarne kwestie wymagają odrębnego wykładu????

1 paź 2015

Ludzie listy piszą...


Kwestia kierowania różnorodnych wniosków pod różnorodne adresy była już kilkakrotnie przedmiotem wpisów na blogu, ale co roku (zapewne ma to związek z nowym naborem) mamy wysyp nowych, niezwykle kreatywnych procedur. Na przykład podanie złożone do informatyków o rozłożenie czesnego na raty. Albo podanie złożone w Dziale Zarządzania Nieruchomościami o przydział miejsca w akademiku. Podanie o uznanie praktyk złożone... wprost na portierni bez wskazania adresata (przyznam, że to mnie rozwaliło!).

Prace magisterskie, które muszą trafić do dziekana, potrafią Państwo podrzucać do Katedr z POLECENIEM, aby promotor dostarczył je osobiście. Podobnie wnioski o przedłużenie terminu złożenia pracy magisterskiej, albo o przedłużenie sesji. Biedni, litościwi promotorzy walczą o Was, jak lwy, a potem zaskoczeni oglądają wykaz korespondencji do studenta zawierający przypomnienia, ostrzeżenia o skreśleniu, skreślenie wreszcie, a potem ciąg maili z instrukcjami, "co student może", żeby sobie uratować skórę. Zawsze przykro mi, kiedy widzę minę promotora, który w bojowym nastroju przyszedł bronić swojego orła-sokoła, po czym dowiedział się, że sokół już miesiąc temu został poinformowany, że ma po prostu - zgodnie z sugestią asystentki toku - złożyć wniosek o wznowienie. Ale wolał wysłać do dziekanatu sędziwego profesora (tak nawiasem - promotorzy otrzymują z systemu informację o skreśleniu, więc płacą swoiste "gapowe" za nieczytanie korespondencji).

Pomysł, żeby złożyć podanie w innej jednostce niż dziekanat (portiernia, informatyk, katedra tego i owego) jest po prostu niebezpieczny - szczególnie jeśli Państwo nie zachowują kopii "wpłynęło". Jeśli pismo zaginie (a to wielce prawdopodobne), wniosek na pewno nie zostanie rozpatrzony. A czasem ważą się losy czesnego lub prawa do dalszych studiów.

Niektóre przekombinowane procedury próbuję jakoś usprawiedliwić: np. bieganie z podaniem do Rektora wprost do Rektora, wydaje się logiczne, choć wystarczyłoby minimum wyobraźni, żeby ustalić, że Rektor na pewno nie rozpatruje wniosków 13 tys. studentów bez uprzedniej konsultacji z właściwymi biurami. 

Pominięcie dziekanatu oznacza niepotrzebną zwłokę: pismo wyczekuje w biurze Rektorskim, aż JM znajdzie czas na jego przekierowanie do właściwego dziekana, potem dziekan je rozpatruje (jeśli to zakres jej/jego kompetencji) albo - jeśli decyzja należy wyłącznie do Rektora - odpowiednio opisane zwraca do biura rektorskiego. I lekko licząc mamy 3 tygodnie na procedurę, która mogła zająć 3 dni.

Zdumiewa też przekonanie studentów, że we wniosku do dziekana i rektora można przedstawić sprzeczne informacje, które nie zostaną zweryfikowane. Dlatego wielkimi literami przypominam, że REKTOR NIE ZNA NIKOGO Z WAS NA TYLE DOBRZE, ŻEBY PODJĄĆ DECYZJĘ BEZ OGLĄDU DOKUMENTACJI. Dotyczy to nawet tych studentów, którzy mają przyjemność uczestniczyć w jego wykładach. Dokumentacja jest przechowywana wyłącznie w dziekanacie (po zakończeniu studiów - w archiwum), co oznacza, że każda decyzja rektorska musi być skonsultowana z dziekanem.

Jaki sens ma w takim razie instytucja odwołania się od decyzji dziekana do Rektora? Ano taki, że dziekana ograniczają różnorodne regulacje ministerialne i wewnętrzne (sgh-owe). Tych centralnych nie przeskoczy nawet Rektor, ale Rektor (w odróżnieniu od dziekana) ma prawo zasugerować rozwiązanie pozaregulaminowe, które dziekan realizuje w trybie "polecenia służbowego" (ma pierwszeństwo przed zapisami regulaminu studiów). Dlatego na dyżurach zawsze informuję studentów wprost, co mogę, czego nie mogę i zaznaczam, że tam, gdzie kończą się moje kompetencje - warto próbować odwołania.

Po ostatnim dyżurze (a ściślej mówiąc odwołaniu, które po nim nastąpiło) muszę po raz kolejny dodać, że przedstawienie dziekanowi i rektorowi sprzecznych informacji, pogrąża studenta dokumentnie. W jednym z ostatnio rozpatrywanych przypadków Rektor gotów był wyrazić zgodę (konsekwentne stosowanie regulaminu byłoby w tym konkretnym przypadku nieludzkie). Student wpadł jednak na genialny pomysł przesłania dodatkowych (wyssanych z palca) informacji wprost na adres Rektora. Ciąg dalszy zapewne nastąpi...

25 wrz 2015

Dyżur, dieta i nutka optymizmu

Pierwszy dyżur dziekański w tym semestrze (właściwie przed semestrem, ale zdawało się, że jest pilnie potrzebny) sprowokował mnie do kolejnego wpisu nt. konieczności bardziej przemyślanego zapisywania się na spotkanie z Dziekanem (lub nawet Dziekanką).

Spośród kilkunastu osób, które dzisiaj przyjęłam, tylko 5 faktycznie kwalifikowało się na dyżur (pro)dziekański. Mam na myśli osoby, których sytuacja wyraźnie wymyka się wszelkim regulacjom, i które zapewne nie uzyskałyby właściwej wskazówki od asystentki toku. Cała reszta (blokująca możliwość przyjęcia innych osób, odesłanych na poniedziałek) zjawiała się z tak banalnymi kwestiami, jak:
  • podanie o warunek (którego nawet nie ptrzeba przynosić do DSM, tylko można złożyć przez WD)
  • podanie o powtarzania semestru (j.w.)
  • podanie o miejsce w Domu Studenckim (kompletnie nie ten adres!)
  • wniosek o zmianę kierunku (wystarczy złożyć u asystentki toku)
  • wniosek o rozłożenie płatności na raty (j.w.)
W każdym z wymienionych przypadków przyjęłam podanie i podziękowałam za fatygę, tylko po to, aby następnie przekazać podanie asystentce toku, która sprawdza status danej osoby (czy jest jeszcze studentem, czy zaliczyła semestr etc.). Bez tych danych nie mogę i nie zamierzam rozpatrywać podań, bo zgoda - wbrew temu, co się Państwu wydaje - zależy nie tylko od mojego "widzimisię". 

W efekcie podania nie rozpatrzę, tylko przekazuję do opisania. Państwo odchodzą z kwitkiem, bo ja nie mogę czekać z przyjęciem kolejnej osoby, a o losy rozpatrzonego podania i tak trzeba dowiadywać się innego dnia. Przychodząc z podaniem na dyżur nie osiągają Państwo nic poza satysfakcją, że Dziekan osobiście przekazuje Państwa podania asystentkom. Nie wiem, czy dla tej satysfakcji warto tracić czas...

Kilka osób przyszło osobiście opowiadać mi różne bajki. Aż mi trudno uwierzyć, że dorosły człowiek może łudzić się, że nie zweryfikuję opowieści o rzekomo zaliczonym semestrze, albo nie sprawdzę, ile razy dana osoba korzystała już z warunku lub powtarzania semestru.

Losy podań składanych na ręce dziekana, są podobne do losów maili kierowanych do mnie, zamiast do asystentki toku (była o tym mowa np. tutaj). Co więcej w wielu przypadkach (podania w WD) nie trzeba w ogóle nigdzie chodzić, a już na pewno nie należy blokować możliwości zapisu tym, którzy muszą się spotkać z Dziekanem, bo nawet asystentka toku nie była w stanie doradzić, jakie podanie należy złożyć.

W drugą stronę - zdarzyło się dzisiaj kilka sytuacji wymagających mojej interwencji, bo doszło do nieprzyjemnych dyskusji przy okienkach. Bardzo proszę zarówno Państwa, jak i pracowników DSM o trzymanie nerwów na wodzy. Każde warknięcie powoduje, że druga strona też błyska kłami - tak jesteśmy już biologicznie skonstruowani. Trudno jednak usprawiedliwiać tym zachowania, które prowokują do skarg dyscyplinarnych (regulacje SGH przewidują takowe zarówno dla studentów, jak i pracowników Uczelni). Asystentki uważają, że zawsze biorę stronę studentów - studenci rzecz jasna mają dokładnie przeciwne zdanie. Nawet nie chce mi się jednych i drugich przekonywać...

Początek października to zawsze gorączka w DSM, od lat rośnie liczba naszych studentów (obecnie mam na studiach magisterskich 7880 osób) a do obsługi -15 osób. Bez problemu można to ogarnąć jeśli stosują się Państwo do terminów i trybów załatwiania spraw drogą internetową. Niestety bywa z tym różnie. O wielu sprawach wymagających obecności w DSM można też uprzedzić mailowo (np. wniosek o rozłożenie płatności na raty, albo wystawienie faktury dla pracodawcy) - istotnie przyspiesza to czas załatwienia sprawy. 

Z drugiej strony zdarza się, że mail z prośbą o wystawienie faktury wpada do spamu (to jeden w dzisiejszych przypadków, który rozgrzał 5 osób do białości) i nie ma w tym złej woli pracownika. Awantura nie pomoże - trzeba po prostu wyjaśnić sytuację. W skrajnym przypadku poprosić o pomoc kierownika dziekanatu (Panią mgr Barbarę Kraszewską) lub mnie (jeśli nie jestem akurat na zajęciach).

I jeszcze temat od wielu lat problematyczny - telefony. Rozwiązanie, które wystarczało nam kilka lat temu (żeby dzwonić poza godzinami otwarcia okienek), teraz już nie wystarcza (telefony dzwonią bez przerwy, a przecież ktoś musi pracować nad stertą spraw złożonych w okienku w czasie jego otwarcia). Dlatego proszę korzystać z korespondencji mailowej i to najlepiej przestrzegając zasady nr 2 i 3 netykiety. Ja wtedy widzę, co się dzieje, wiem, czy została udzielona odpowiedź i ile czasu zajęło jej udzielenie (a to wpływa m.in. na ocenę okresową pracownika). Walczę  o taki tryb już od 3 lat i widzę, że coraz więcej osób stosuje ten sposób - dla mnie to solidne źródło informacji. No i zostaje ślad, którego brakuje w przypadku rozmowy telefonicznej.

Miała być nutka optymizmu:
To był piekielny piątek, ale pociechą jest te 5 osób, które faktycznie sensownie zapisały się na dyżur, i których sprawy - z pomocą ekwilibrystyki i ułańskiej fantazji - udało się pomyślnie rozwiązać. Niniejszym wpisem (godz. 22.15) zamykam dzisiejszy dzień, który zaczął się o 5.30. Śniadanie, którego nie zjadłam, poczeka już do jutra. To jedno trzeba przyznać, że Dziekanat świetnie robi na linię :-)

23 wrz 2015

Deklaracje dla starszych semestrów

Od kilku dni ponawiają Państwo zapytania o możliwość złożenia deklaracji w sytuacji, jeśli ktoś zaniedbał tego obowiązku we właściwym terminie. Informacja o możliwości korekty została rozesłana do studentów dzisiaj ok. godz. 9.00 i mniej więcej o tej porze umieszczona w aktualnościach na stronie Dziekanatu. 

Pomimo tego, między godziną 10.00 a 12.30 otrzymałam 34 maile z ponownymi pytaniami. Trudno mi powiedzieć, ile tu winy technicznej (czyżby przez 2 godziny nie dotarła informacja?), ile problemów z zapchanymi skrzynkami, a ile beztroski. Jedna z Pań uzupełniła swoje pytanie informacją, że "nie bardzo ma czas sprawdzać skrzynkę mailową, więc prosi o informację, gdyby istniała jednak możliwość korekty". Zastanawiam się, jak mam udzielić takiej informacji, skoro Pani "nie bardzo ma czas sprawdzać skrzynkę mailową".

Spróbujemy zrobić wywiad u informatyków, a tymczasem może info dotrze do części z Państwa za pośrednictwem bloga i FB... pomimo uwagi pewnego Pana, że "nie życzy sobie traktowania bloga, jako kanału informacji". Dodajmy też, że Pan nie życzy sobie "nagabywania drogą mailową" i "nie zamierza udostępniać swojego numeru telefonicznego, żeby otrzymywać powiadomienia sms", ani "rozpoczynać dnia od weryfikacji stanu aktualności, bo nie ma na to czasu". Pozostają wizyty domowe ;-)

Licząc na to, że jednak niektórzy z Państwa splamili się odebraniem maili, zerknęli na aktualności, albo otrzymują powiadomienia z bloga - proszę ponaglić znajomych, którzy takich zwyczajów nie praktykują, bo na 7880 studentów mam tylko 15 pracowników i nie mogę oddelegować, żadnego z nich, żeby logował się na Państwa konta i decydował, na co, kogo zapisać...

Deklaracje składane na papierze (dotyczy to także osób, które już je złożyły) - będą nieskuteczne, ponieważ wybierają Państwo przedmioty kolidujące lub... nieistniejące. Chcąc weryfikować takie deklaracje musiałabym spędzić nad tym pół semestru.

Termin o którym mowa, czyli 26-29 września dotyczy wyłącznie starszych semestrów (II, II i IV). "Pierwszaki" proszę o cierpliwość - nie wiem, z czego wynika zwłoka, ale dostaję informację od Państwa, że niektóre osoby poinformowano o przyjęciu na studia, ale dotychczas nie uzyskały dostępu do WD. Ustalę możliwie szybko termin dodatkowy, aby mogli Państwo dokonać deklaracji. Będzie to zarazem możliwość dla tych osób, które mają już dostęp do systemu, ale nie zdołały się zapisać na obowiązkowe zajęcia. Proszę jednak odbierać maile, jeśli chcą się Państwo w porę dowiedzieć.

18 wrz 2015

Kolizja terminów - niemożność złożenia deklaracji

Dostaję od Państwa informacje, że kolizja terminów przedmiotów obowiązkowych uniemożliwia wielu osobom zaakceptowanie deklaracji na pozostałe przedmioty. 

Nie jestem w stanie sprawdzić tej informacji, ani - co ważniejsze - przyczyn. To na pewno nie jest błąd informatyków. Podejrzewam raczej błąd Działu Organizacji Dydaktyki (przedmioty obowiązkowe nie powinny kolidować z oczywistych względów). Niestety do poniedziałku nie mam jak podjąć jakichkolwiek działań.

Jedynym co mogę zrobić, żeby Państwo nie umierali z nerwów przez cały weekend, jest zapewnienie, że w takich przypadkach (niezależnie od przyczyny):
  1. niezłożenie deklaracji nie zostanie potraktowane jako niepodjęcie studiów, ani podstawa do skreślenia - ktoś wyraził taką obawę, byłoby to absurdalne!
  2. umożliwię zapisy tym osobom poza systemem (można zrobić skan przygotowanej, choć nie zapisanej deklaracji) bez uganiania się za wykładowcami
Nie jestem w stanie zrobić nic więcej, żeby Państwa uspokoić. W WD - nawet jeśli deklaracja nie została zapisana - jest zawsze ślad logowania, więc informatycy pomogą mi ustalić, kto z Państwa powinien być potraktowany szczególnie. 

Niewiele na razie da Państwu powyższa informacja, ale przynajmniej wiedzą Państwo, że znam problem i będę szukała jakiejś rady.

Rankingi - konsultacje z Samorządem

Po nocno-rannych konsultacjach z Samorządem wypracowany został nowy wariant przeliczników. Niestety nie mogłam zaakceptować wprost propozycji Samorządu w sytuacji, gdy studenci zrekrutowani w trybie egzaminu nie znajdują jeszcze żadnej reprezentacji w strukturach SGH.

Obecny wariant przyjmuje rzeczywisty minimalny (3,75 i 63 pkt.) i maksymalny (4.87 i 91 pkt.) poziom punktów/średnich uzyskanych przez studentów zrekrutowanych w trybie egzaminu i na podstawie średniej. To powinno zakończyć jałowe dywagacje o miejscu w rankingu jeśli ktoś "dostał się do SGH z zerową liczbą punktów". Otrzymałam od kilku osób żądanie (SIC!) opublikowania propozycji Samorządu. Ponieważ nie jestem autorem, nie czuję się upoważniona do jej publikowania, ale pismo jest do wglądu w DSM. Można też o nie poprosić bezpośrednio w Samorządzie.

Nowy wariant przeliczników zostanie (mam nadzieję) wdrożony przed godziną 15.00 (niestety nie będzie czasu na testowanie systemu). Rozważałam przesunięcie terminu otwarcia systemu deklaracji, ale zwłoka aż do poniedziałku oznaczałaby całe dwa dni mniej na deklaracje - uznałam, że strata byłaby zbyt duża.

Ze względu na to, że jednak istnieje pewne ryzyko przeciągnięcia się tych prac ponad godz. 15.00, proszę o trzymanie nerwów na wodzy, jeśli okaże się, że próby logowania o 15.00 zawiodły. Przesunięcie w czasie nie będzie dłuższe niż godzina, a w sytuacji, gdy nie ma powodu się ścigać, nie powinno to stanowić przeszkody w dokonaniu deklaracji. (informacja "nie ma powodu się ścigać" dotyczy kwestii przedmiotów deklarowanych na początku wakacji - tam działają rankingi, natomiast korekta odbywa się na zasadzie pierwszeństwa, tak jak dotychczas).

Przy okazji wyjaśniam studentom podejmującym studia na II kierunku (ale rozpoczynającym II kierunek od pierwszego semestru), że system powinien uwzględniać fakt realizacji przedmiotów obowiązkowych. Ponieważ jednak to rozwiązanie wprowadzone zostało po raz pierwszy i jest dość skomplikowane - nie wiem, czy spełni oczekiwania. A oczekiwania są takie, żeby mogli Państwo dokonać deklaracji na nowe przedmioty (bez obowiązku robienia podstawowych, które wystarczy "przepisać"). Tu od razu uwaga - "przepisanie" przedmiotów nigdy nie odbywa się automatem - student musi o nie zawnioskować (nie sądzę, żeby ktoś miał fantazję ponownej realizacji tych samych przedmiotów, ale formalnie - ma takie prawo).

Jeżeli system zawiedzie pozostanie korekta ręczna, choć wolałabym jej uniknąć (II kierunek realizuje już ponad 200 osób, więc oznaczałoby to koszmarną pracę). Ew. problemy proszę zgłaszać przez WD - zgłaszanie ich w DSM nie ma sensu, ponieważ nikt z moich pracowników nie ma dostępu do systemu informatycznego i każdy problem i tak muszą wziąć pod lupę informatycy.

Wielkie podziękowania dla Pana Przemka i Pani Eli za nadludzką cierpliwość i pracę od świtu :-)